Tyszanie rozbili lidera. Dobry mecz torunian

Było dziś bardzo ciekawie. Tyszanie rozbili lidera. Torunianie łatwo ograli krakowian. Zaś Zagłębie Sosnowiec byli o krok od sprawienia kolejnej sensacji.

TYSZANIE ROZBILI LIDERA

Tyszanie zaczęli z wysokiego “c”. Bowiem od początku grali wysokim forcheckingiem i dość szybko otworzyli konto bramkowe. Już w 4. minucie Jean Dupuy, pognał na bramkę na bramkę Patrika Nechvatala, a krążek po jego strzale wtoczył się do bramki. Niecałą minutę później wyrównał Dominik Jarosz, który z najbliższej odległości pokonał źle ustawionego Johna Murraya. Tyszanie jednak cały czas atakowali. Ich starania zostały wynagrodzone, gdyż w 7. minucie Christian Mroczkowski oddał strzał tuż nad lodem zza bulika i kompletnie zaskoczył bramkarza rywali. Trójkolorowi grali w tej tercji bardzo aktywnie w destrukcji i nie pozwalali rozwinąć skrzydeł jastrzębianom.

Na drugą tercję tyszanie wyjechali z jeszcze większą werwą. Ich ataki nie ustawały. W 22. minucie Brycen Martin popisał się pięknym strzałem w samo okienko jastrzębskiej bramki. Warto zaznaczyć, że było to jego premierowe trafienie. Z czasem mecz nieco się wyrównał, ale lepsze sytuacje mieli gospodarze. To jednak nie uchroniło ich przed utratą bramki. W 28. minucie Kamil Wróbel z najbliższej odległości pokonał bramkarza GKS-u Tychy. Tyska drużyna jednak szybko odpowiedziała. Podczas gry w przewadze, Alex Szczechura wyłożył krążek Michaelowi Cichemu pod bramkę, a ten bez trudu pokonał Patrika Nechvátala. Zaledwie trzynaście sekund później Bartłomiej Jeziorski oddał strzał ze slotu, a guma zatrzymała się w długim rogu jastrzębskiej bramki. To był moment, w którym Robertowi Kalaberowi skończyła się cierpliwość. Poprosił o czas, a na lód wpuścił Davida Marka, który w tej odsłonie pokazał się z naprawdę niezłej strony. Z czasem drużyna gości nieco podkręciła tempo i do końca tercji kilka razy zagrozili rywalom, ale drugie dwadzieścia minut zakończyło się wynikiem 5:2.

Trzecią odsłonę również lepiej rozpoczęli podopieczni Krzysztofa Majkowskiego. W 43. minucie Jakub Witecki pokonał Davida Marka z bliskiej odległości. Przy tej sytuacji Maris Jass wpadł w bramkarza, a ten doznał kontuzji. Czekała nas więc druga zmiana między słupkami. Z czasem do głosu coraz bardziej zaczęli dochodzić jastrzębianie. Ich ambitna gra się opłaciła, gdyż w 49. minucie Marek Hovorka wywalczył krążek za bramką i od razu podał do nadjeżdżającego Arkadiusza Kostka, który zapakował gumę pod samą poprzeczkę. Ostatnie słowo należało jednak do tyszan, mianowicie do Jeana Dupuya. Kanadyjczyk w 56. minucie zakończył tę strzelaninę z bliskiej odległości. Na koniec byliśmy jeszcze świadkami pojedynków bokserskich. Najpierw Konsta Mesikämmen starł się z Romanem Rácem, a chwilę później Jean Dupuy poszedł na wymianę ciosów z Jakubem Michałowskim.

Warto wspomnieć, że meczu nie dokończył Filip Komorski, który nabawił się urazu mięśni brzucha.

– Był to całkiem niezły mecz w naszym wykonaniu. Dzięki temu jesteśmy dalej w grze o fotel lidera. Tracimy tylko punkt do drużyny z Jastrzębia więc wszystko jest jeszcze możliwe – ocenił na gorąco Krzysztof Majkowski

GKS Tychy – JKH GKS Jastrzębie 7:3 (2:1, 3:1, 2:1)
1:0 – Jean Dupuy – Jarosław Rzeszutko (03:43),
1:1 – Dominik Jarosz – Kamil Wróbel (04:25),
2:1 – Christian Mroczkowski – Michael Cichy, Alexander Szczechura (06:35),
3:1 – Brycen Martin – Michael Cichy, Alexander Szczechura (21:37),
3:2 – Kamil Wróbel – Radosław Nalewajka, Ēriks Ševčenko (27:04),
4:2 – Michael Cichy – Alexander Szczechura, Jason Seed (28:12,5/4),
5:2 – Bartłomiej Jeziorski – Filip Komorski (28:25),
6:2 – Jakub Witecki – Radosław Galant, Szymon Marzec (42:05),
6:3 – Arkadiusz Kostek – Marek Hovorka (48:18),
7:3 – Jean Dupuy – Christian Mroczkowski, Michael Cichy (55:51,5/4).

GKS Tychy: Murray – Pociecha, Biro; Jeziorski, Komorski, Wronka – Novajovský, Ciura; Witecki, Galant, Marzec – Martin, Seed; Szczechura, Cichy, Mroczkowski – Bizacki, Mesikämmen; Dupuy, Rzeszutko, Gościński.
Trener: Krzysztof Majkowski

JKH GKS Jastrzębie: Nechvátal – Bryk, Górny; Sawicki, Rác, Kasperlik – Klimíček, Kostek; Urbanowicz, Hovorka, Philips – Jass, Horzelski; Wałęga, Sołtys, Paś – Michałowski, Ševčenko; Nalewajka, Jarosz, Wróbel.
Trener: Robert Kalaber

MVP: Jean Dupuy.

“STALOWE PIERNIKI” ODPRAWIŁY “PASY”

Oba zespoły piątkowe starcie rozpoczęły niezwykle ofensywnie. Sporo było groźnych strzałów, ale dobrze spisywali się obaj bramkarze. Najgroźniej zrobiło się po wrzutce Taylora Doherty’ego, ale krążek po odbiciu się od Damiana Kapicy minimalnie minął toruńską bramkę. W odpowiedzi szarżowali Jarosław Dołęga i Elias Elomaa, ale na posterunku był Robert Kowalówka.

Wynik został otwarty w 16. minucie, gdy to po przepięknej akcji, debiutującego w barwach “Stalowych Pierników”, Elomyy krążek do pustej bramki skierował Konsta Jaakola. Po chwili znów zrobiło się gorąco po strzale Jegora Fieofanowa oraz Artioma Osipowa, ale tym razem bramkarz “Pasów”.

Gospodarze zdołali jednak podwyższyć wynik, ale dopiero po przerwie. Uderzeniem z dystansu Kowalówkę zaskoczył Artiom Smirnow. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo, bo po 58 sekundach kontaktową bramkę zdobył Kapica. Niezwykle bliski wyrównania był Luke Ferrara, ale Brytyjczyk nie wykorzystał znakomitego dogrania Richarda Nejezchleba i nie skierował krążka do odsłoniętej bramki.

To się zemściło i najpierw podwójną przewagę na bramkę zamienił Siergiej Kuzniecow, a z momentem wyjścia z ławki kar Jakuba Šaura do siatki trafił Andriej Czwanczikow. Co z pewnością podłamało “Pasy”, które liczyły na pełną pulę w Toruniu.

Przyjezdni mocniej zaatakowali tuż po rozpoczęciu trzeciej partii, ale ich entuzjazm słabł z każdą chwilą, a dobrze pracowała toruńska defensywa, uniemożliwiając Cracovii odrabianie strat. Gorąco było także pod bramką Kowalówki, ale miejscowi momentami próbowali rozgrywać swoje akcje zbyt koronkowo i nie przyniosło to piątego trafienia. Podopieczni Juryja Czucha nie wykorzystali także 112 sekund gry w podwójnej przewadze. Na niecałą minutę przed końcem straty gości zmniejszył minimalnie Jiří Gula.

KH Energa Toruń – Comarch Cracovia 4:2 (1:0, 3:1, 0:1)
1:0 – Konsta Jaakola – Andriej Czwanczikow, Elias Elomaa (15:44),
2:0 – Artiom Smirnow – Gleb Bondaruk (21:53),
2:1 – Damian Kapica – Davin Goodwin, Darcy Murphy (22:51),
3:1 – Siergiej Kuzniecow – Kamil Kalinowski, Artiom Smirnow (33:28, 5/3),
4:1 – Andriej Czwanczikow – Kostas Gusevas (33:58),
4:2 – Jiri Gula – Erik Němec, Damian Kapica (59:25).

KH Energa: Svensson – Skólmowski, Szkodienko; Szabanow, Fieofanow, Sierguszkin – Kuzniecow, Smirnow; Osipow, K. Kalinowski, Bondaruk – Gusevas, Jaworski; Jaakola, Czwanczikow, Elomaa – Podsiadło; Olszewski, Nowożyłow, Rożkow, Dołęga.
Trener: Juryj Czuch.

Cracovia: Kowalówka – Doherty, Jezek; Ferrara, Welsh, Nejezchleb – Dudáš Gutwald; Murphy, Goodwin, Kapica – Gula, Šaur; Tiala, Němec, Csamangó – Gosztyła; Widmar, Drzewiecki, Brynkus, Kamiński.
Trener: Rudolf Rohacek.

MVP: Andriej Czwanczikow.

TRZY BRAMKI, TRZECIE ZWYCIĘSTWO

Drużyna Re-Plast Unii Oświęcim w meczu wyjazdowym wygrała z Ciarko STS-em Sanok 3:1. Choć pierwsza tercja była dość “szarpana”. Optyczną przewagę miała jednak drużyna gości. Obie strony miały kilka dobrych okazji w pierwszej odsłonie, ale dobrze poradzili sobie bramkarze obu stron. Emocje zaczęły się od 28. minuty. Wtedy właśnie Ryan Glenn oddał strzał z linii niebieskiej i pokonał tym strzałem bramkarza rywali. Tej rywalizacji towarzyszyło wiele agresywnych starć. Jednak to unici zdobywali bramki. W 37. minucie Sebastian Kowalówka znakomicie obsłużył Petera Bezuškę, który skierował tylko krążek do pustej bramki. Oświęcimianie swoje zwycięstwo przypieczętowali w trzeciej odsłonie. Aleksiej Trandin podał do Gregora Koblara, a ten oddał płaski strzał, który wpadł pomiędzy parkanami Patrika Spěšnýego. Sanoczanie zdołali odpowiedzieć tylko raz, a tę bramkę można określić mianem honorowej. Konrad Filipek po przejechaniu połowy tafli zagrał tuż przed bramkę do Macieja Witana, który pokonał bramkarza strzałem w “piątą dziurę”. Dla Re-Plast Unii Oświęcim było to trzecie zwycięstwo z rzędu.

Ciarko STS Sanok – Re-Plast Unia Oświęcim 1:3 (0:0, 0:2, 1:1)
0:1 – Ryan Glenn – Eliezer Sherbatov (28:33, 5/4),
0:2 – Peter Bezuška – Sebastian Kowalówka, Miroslav Zaťko (36:57),
0:3 – Gregor Koblar – Aleksiej Trandin,Victor Bartley (46:57),
1:3 – Maciej Witan – Konrad Filipek, Jakub Bukowski (57:31).

STS: Spěšný – Olearczyk, Rąpała; Strzyżowski, Wilusz, Bielec – Florczak, Piippo; Elo, Viikilä, Sihvonen – Kamienieu, Biłas; Bukowski, Witan, Filipek – Łyko, Ginda, Dobosz oraz Skokan.
Trener: Marek Ziętara

Unia: Saunders – Glenn, Luža; McKenzie, Kalan, Brulé – Bartley, Pretnar; Sherbatov, Da Costa, Oriechin – Zat’ko, Bezuška; Garszyn, Trandin, Koblar – M. Noworyta, P. Noworyta; S. Kowalówka, Krzemień, Przygodzki.
Trener: Kevin Constantine

MVP: Gregor Koblar.

ZWYCIĘSTWO PO CIĘŻKIM BOJU

Zagłębie Sosnowiec mogło sprawić kolejną sensację. Byli dziś bardzo blisko kradzieży punktów Tauron Podhalu Nowy Targ. Zaczęło się dobrze dla drużyny gości. W 11. minucie Adrian Gajor zmienił tor lotu krążka, po strzale Karela Kubáta i otworzył wynik meczu. Sosnowiczanie jednak walczyli o zmianę rezultatu. I udało im się wywalczyć. W 29. minucie Imants Ļeščovs doprowadził do remisu strzałem w samo okienko nowotarskiej bramki. I Zagłębie poszło za ciosem. W 39. minucie Rusłan Baszyrow pokonał Ihara Brykuna, a minutę później, Jewgienij Nikiforow dał swojej drużynie dwubramkowe prowadzenie. Trzecia tercja jednak należała już do drużyny ze stolicy Podhala. W 42. minucie Bartłomiej Neupauer uderzył ze slotu i pokonał Michała Czernika. Nowotarżanie szybko doprowadzili do remisu, bowiem 64 sekundy po golu na 3:2, “Szarotki” zdobyły kolejną bramkę po strzale Emila Šveca. 34 sekundy później goście zadali gospodarzom cios, po którym podopieczni Grzegorza Klicha już się nie podnieśli. Timo Hiltunen objechał Czernika i strzałem w okno dał swojej drużynie trzy punkty. Pod koniec meczu sosnowiczanie próbowali jeszcze ściągnąć bramkarza, ale nie zmieniło to końcowego rezultatu.

Zagłębie Sosnowiec – Tauron KH Podhale Nowy Targ 3:4 (0:1, 3:0, 0:3)
0:1 – Adrian Gajor – Karel Kubát, Alexander Pettersson (10:28, 5/4),
1:1 – Imants Ļeščovs – Iwan Rybczik, Igor Smal (29:51, 5/4),
2:1 – Rusłan Baszyrow – Jewgienij Nikiforow, Aleksandr Wasiljew (38:12),
3:1 – Jewgienij Nikiforow – Aleksandr Wasiljew, Imants Ļeščovs (39:52, 5/4),
3:2 – Bartłomiej Neupeuer – Timo Hiltunen, Adrian Gajor (41:11),
3:3 – Emil Švec – Karel Kubát, Michal Vachovec (42:15),
3:4 – Timo Hiltunen – Alexander Pettersson, Adrian Gajor (42:49).

Zagłębie: Czernik – Khoperia, Rodionow; Nikiforow, Wasiljew, Baszyrow – Syrojeżkin, Naróg; Smal, Dubinin, Rybczik – Ļeščovs, Luszniak; Sikora, Kozłowski, Blanik – Stojek, Gniewek; Piotrowski, Rutkowski, Kulas.
Trener: Grzegorz Klich.

KH Podhale: Brykun – Chaloupka, Kubát; Švec, Vachovec, Bepierszcz – Jaśkiewicz, Gajor; Pettersson, Neupauer, Hiltunen – Sulka, Mrugała; Guzik, Bryniczka, Wielkiewicz – Wsół, Szurowski; Bochnak, Słowakiewicz, Worwa.
Trener: Andriej Gusow.

MVP: Timo Hiltunen.