Znajdziesz nas też tutaj:

NHL

All-Star Weekend już za nami! Błysk, przepych i wielki hokej w Las Vegas [WIDEO]

Impreza All-Star Weekend nie elektryzuje już wszystkich kibiców tak, jak przed laty, lecz należy jej oddać, iż wciąż stanowi ona niezwykle efektowne wydanie hokeja na lodzie. Warto dodać, iż opakowania w niezwykle lśniącym papierku, choć nie mogło być inaczej, kiedy wydarzenie organizowano w Las Vegas. Kto wypadł najlepiej w konkurencjach indywidualnych i która ekipa okazała się być górą w meczach „trójek”?

Klasycznie, All-Star Weekend został zainaugurowany w piątek pokazem indywidualnych umiejętności. Największe nazwiska NHL rywalizowały ze sobą w kilku konkurencjach, takich jak najszybsze okrążenie tafli czy też najmocniejszy strzał. Całość została utrzymana w niezwykle luźnym tonie, a iście akrobatyczne popisy niektórych zawodników dodawały tylko cyrkowego klimatu.

W zeszłym roku All-Star Weekend został odwołany z wiadomych przyczyn. Jeden rok przerwy wystarczył, by wśród najszybszych zawodników NHL doszło do małych przetasowań. Connor McDavid, uważany powszechnie za gracza będącego synonimem piekielnej prędkości, musiał zadowolić się ledwie czwartym miejscem. Szybsi od niego okazali się być chociażby Chris Kreider  czy też Adrian Kempe. Niespodziewane zwycięstwo powędrowało jednak w ręce napastnika St. Louis Blues, Jordana Kyrou.

Najszybsi hokeiści:

  1. Jordan Kyrou (St. Louis Blues) – 13,550 s,
  2. Adrian Kempe (Los Angeles Kings) – 13,585 s,
  3. Chris Kreider (New York Rangers) – 13,664 s,
  4. Connor McDavid (Edmonton Oilers) – 13,690 s,
  5. Cale Makar (Colorado Avalanche) – 13,834 s,
  6. Kyle Connor (Winnipeg Jets) – 13,851 s,
  7. Dylan Larkin (Detroit Red Wings) – 14,116 s,
  8. Jewgienij Kuzniecow (Washington Capitals) – 14,559 s.

Szansę do zaprezentowania swoich umiejętności otrzymali również bramkarze. Najlepszy okazał się być duet tworzony przez najlepszego golkipera 2019 roku – Andrieja Wasilewskiego oraz aktualną „jedynkę” Toronto Maple Leafs – Jacka Campbella. Zdystansowali oni całkowicie konkurencję, broniąc dziewięć kolejnych prób rywali. Dość powiedzieć, iż kolejni na liście Cam Talbot oraz Juuse Saros obronili pięć następnych strzałów.

Najdłuższa seria obronionych strzałów:

  1. Jack Campbell (Toronto Maple Leafs) i Andriej Wasilewski (Tampa Bay Lightning) – 9 strzałów,
  2. Cam Talbot (Minnesota Wild) i Juuse Saros (Nashville Predators) – 5 strzałów,
  3. Thatcher Demko (Vancouver Canucks) i John Gibson (Anaheim Ducks) – 3 strzały,
  4. Frederik Andersen (Carolina Hurricanes) i Tristan Jarry (Pittsburgh Penguins) – 2 strzały.

Nowością była z kolei tak zwana „fontanna”. Nazwa nawiązuje oczywiście do słynnych fontann Bellagio… gdyż ta konkurencja odbyła się właśnie w ich otoczeniu. Zawodnicy za zadanie mieli posłać krążek do dwóch bulikowych „wysepek”, następnie umieścić go w bramce, a na zakończenie ulokować go w małym okręgu. Niecodzienne okoliczności, a także świetne oświetlenie sprawiły, iż była to jedna z najbardziej pamiętnych konkurencji tego wieczoru. Co ciekawe, do rywalizacji zaproszono także mistrzynię olimpijską – Jocelyn Lamoureux-Davidson. Wypadła ona z bardzo przyzwoitej strony, zajmując trzecie miejsce. Wyprzedziło ją dwóch defensorów z tafli NHL – Roman Josi oraz Zach Werenski, którzy spotkali się w finale. Choć obrońca Nashville Predators nie miał sobie równych w kwalifikacjach, w decydującym etapie musiał uznać wyższość hokeisty Columbus Blue Jackets.

NHL Fountain Face-Off:

  1. Zach Werenski (Columbus Blue Jackets) – 15,16 s / 25,634 s,
  2. Roman Josi (Nashville Predators) – 11,855 s / 47,454,
  3. Jocelyne Lamoureux-Davidson (reprezentacja Stanów Zjednoczonych) – 16,253 s,
  4. Nick Suzuki (Montreal Canadiens) – 22,155 s,
  5. Claude Giroux (Philadelphia Flyers) – 22,688 s,
  6. Mark Stone (Vegas Golden Knights) – 24,696 s,
  7. Jordan Eberle (Seatle Kraken) – 27,934 s,
  8. Jonathan Huberdeau (Florida Panthers) – 39,915 s.

Obrońca sięgnął po triumf także w rywalizacji o najmocniejszy strzał oddany na bramkę. Bezkonkurencyjny na tym polu okazał się być Victor Hedman. Szwedzki hokeista Tampa Bay Lightning zrobił pożytek ze swoich imponujących warunków fizycznych, wyprzedzając Adama PelechaToma Wilsona oraz Timo Meiera.

Najmocniejszy strzał:

  1. Victor Hedman (Tampa Bay Lightning) – 166,8 km/h,
  2. Adam Pelech (New York Islanders) – 164,68 km/h,
  3. Tom Wilson (Washington Capitals) – 162,70 km/h,
  4. Timo Meier (San Jose Sharks) – 161,10 km/h

O ile prędkość strzału była liczona przez odpowiedni sprzęt, tak werdykt w sprawie wyzwania sam na sam przypadł w ręce jurorów. W ich gronie nie zabrakło znanych twarzy, bowiem znaleźli się tam komik-brzuchomówca Terry Fator, hokeiści z Hall of Fame: Mark Messier i Paul Coffey, gracz futbolu amerykańskiego – Darren Waller, aktor Joe Hamm, a także Dayton O’Donoghue, przedstawicielka ligi, odpowiedzialna za projekty kierowane w stronę najmłodszych. Pomiędzy słupkami stanęli aktor Wyatt Russell oraz była bramkarka Manon Rhéaume.

Jako pierwszy, szansę indywidualnego popisu otrzymał Kiriłł Kaprizow. Zdobywca Trofeum Caldera oddał hołd wielkiemu nieobecnemu tej imprezy – Aleksandrowi Owieczkinowi – którego udział wykluczył koronawirus. Rodak „Oviego” zrzucił swoją bluzę Minnesota Wild, prezentując czerwony trykot Washington Capitals z nazwiskiem Owieczkina na plecach. Następnie pewnie pokonał aktora znanego z filmu „Operacja Overlord”, celebrując trafienie w stylu rosyjskiej supergwiazdy.

Na cosplay zdecydował się także Trevor Zegras, który przebrał się za Petera La Fleura z filmu „Zabawy z piłką”. Zdecydował się on na niezwykle ekwilibrystyczne zagranie, które wywołały prawdziwy zachwyt na trybunach. Młokos z Anaheim Ducks nic nie robił sobie nawet z tego, iż… miał opaskę na oczach, a w jego stronę mknęły piłki rzucane przez klubowe maskotki NHL.

Odrobina magii musiała z kolei pomóc Jackowi Hughesowi. Po nieudanej pierwszej próbie, Zegras przystroił go w szaty magika. Po umieszczeniu hokejowego ekwipunku w zaczarowanej szafie, Hughes stworzył swoją mniejszą kopię, która zdołała już znaleźć sposób na pokonanie Rhéaume.

Kreatywnością popisał się także Alex DeBrincat, który wkroczył na lód w obstawie stylizowanej na bohaterów serii „Kac Vegas”. Zwycięstwo przypadło jednak Alexowi Pietrangelo, który może zawdzięczać je Hammowi. Juror przyznał mu bowiem notę… 19, łącząc kartki z cyframi „1” i „9”. Pietrangelo może być zadowolony z takiego obrotu spraw, w szczególności, iż zmarnował dwie próby.

Sam na sam:

  1. Alex Pietrangelo (Vegas Golden Knights) – 64 punkty,
  2. Jack Hughes (New Jersey Devils) – 59 punktów,
  3. Trevor Zegras (Anaheim Ducks) – 58 punktów,
  4. Alex DeBrincat (Chicago Blackhawks) – 54 punkty.
  5. Kiriłł Kaprizow (Minnesota Wild) – 47 punktów.

Organizatorzy błysnęli pomysłowością także przy konkurencji „21 in ‘22”. W Las Vegas nie mogło oczywiście zabraknąć nawiązania do hazardu. Hokeiści zmierzyli się ze sobą w ramach rywalizacji przypominającej zasady gry w oczko, zestrzeliwując wybrane karty ze specjalnej tablicy. Najlepiej z tym zadaniem poradził sobie Joe Pavelski i to w jego ręce powędrowało zwycięstwo.

Strzelanie do celu:

  1. Sebastian Aho (Carolina Hurricanes) – 10,937 s,
  2. Jake Guentzel (Pittsburgh Penguins) – 12,017 s,
  3. Troy Terry (Anaheim Ducks) – 13,491 s,
  4. Rasmus Dahlin (Buffalo Sabres) – 17,205 s,
  5. Johnny Gaudreau (Calgary Flames) – 17,811 s,
  6. Clayton Keller (Arizona Coyotes) – 18,997 s,
  7. Patrice Bergeron (Boston Bruins) – 20,947 s,
  8. Jonathan Marchessault (Vegas Golden Knights) – 27,782 s,
  9. Leon Draisaitl (Edmonton Oilers) – 36,543 s.

Na drugi dzień w ramach All-Star Game zmierzyły się ze sobą drużyny wyselekcjonowane spośród najlepszych dostępnych graczy z czterech dywizji. W pierwszym spotkaniu kije skrzyżowali ze sobą hokeiści z Dywizji Metropolitalnej oraz Pacyficznej. Na otwarcie wyniku nie przyszło nam czekać długo, bowiem już po 13 sekundach Tom Wilson pokonał Johna Gibsona. Choć hokeiści z Dywizji Pacyficznej zdołali wyrównać, to przed przerwą ich rywale objęli dwubramkowe prowadzenie. Dwa gole nie okazały się być stratą nie do odrobienia, lecz kolejne trzy ciosy wyprowadzone przez podopiecznych Roda Brind’Amoura przesądziły o ich zwycięstwie.

Dywizja Pacyficzna – Dywizja Metropolitalna 4:6 (1:3, 3:3)
Bramki: Timo Meier, Jonathan Marchessault, Jordan Eberle, Mark Stone – Tom Wilson, Claude Giroux, Sebastian Aho, Jack Hughes (2), Jake Guentzel.

W jeszcze więcej goli obfitował mecz rozegrany między Dywizją Centralną a Atlantycką. W pierwszej połowie krążek w siatce rywali częściej umieszczali jednak przedstawiciele tej drugiej, którzy zjeżdżali do szatni przy prowadzeniu 3:2. W drugiej połowie udało im się konsekwentnie podwyższać prowadzenie i triumfowali ostatecznie 8:5.

Dywizja Centralna – Dywizja Atlantycka 8:5 (3:2, 5:3)
Bramki: Jordan Kyrou (2), Alex DeBrincat (2), Nazem Kadri, Kyle Connor, Roman Josi, Joe Pavelski – Jonathan Huberdeau, Auston Matthews, Patrice Bergeron, Rasmus Dahlin, Steven Stamkos.

Od mocnego uderzenia rozpoczęło się także starcie finałowe. Po 27 sekundach wynik otworzył bowiem Jewgienij Kuzniecow. Show skradł jednak Claude Giroux, który ustrzelił dublet. Nie trzeba chyba dodawać, że to właśnie do niego powędrowała nagroda MVP.

Dywizja Metropolitalna – Dywizja Centralna 5:3 (4:2, 1:1)
Bramki: Jewgienij Kuzniecow, Claude Giroux (2), Chris Kreider, Jack Hughes – Clayton Keller, Nazem Kadri, Joe Pavelski.

Ostatnie artykuły