Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

Ambicja to za mało. Słowacja lepsza od biało-czerwonych

Polacy nie zdołali pójść za ciosem i nie sprostali reprezentacji Słowacji. Podopieczni Craiga Ramsaya wygrali dziś 5:1, choć biało-czerwoni nie oddali tego meczu bez walki.

Po wczorajszym zwycięstwie nad Białorusią zainteresowanie hokejową reprezentacją Polski sięgnęło poziomu, jakiego już dawno nie doświadczyliśmy. Co więcej, dzisiejsza wygrana Białorusinów z Austriakami oznaczało, że trzy punkty zainkasowane ze Słowakami dałyby nam dziś awans na Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2022 w Pekinie. W normalnych okolicznościach brzmiałoby to jak coś nierealnego, ale po wczorajszej niespodziance wszyscy ostrzyli sobie zęby na dzisiejszy pojedynek.

Już pierwsze minuty potwierdziły nasze zapowiedzi, iż Słowacy stoją na znacznie wyższym poziomie, aniżeli Białorusini. Podopieczni Craiga Ramsaya grali zdecydowanie szybciej, choć nie potrafili udokumentować swojej przewagi bramkami. Niestety, ich przełamanie nastąpiło w bardzo pechowych okolicznościach, bowiem po zagraniu Kristiána Pospíšila krążek odbił się od Jakuba Wanackiego i znalazł drogę do naszej bramki. Co gorsza, po tym trafieniu nasi reprezentanci musieli bronić się we czterech, gdyż Róbert Kaláber zdecydował się na trenerski challenge, który został negatywnie rozpatrzony przez arbitrów. Choć pierwsze ujęcia wskazywały na to, że w czasie akcji powinien zostać odgwizdany spalony, sędziowie podjęli odmienną decyzję. Polacy wciąż szukali jednak swoich okazji w grze z kontry, a John Murray stanowił pewny punkt zespołu.

Do drugiej odsłony podchodziliśmy z dwuminutową liczebną przewagą, lecz nie przyniosła ona bramkowego efektu. Gospodarze turnieju cierpliwie realizowali swój plan gry, co w końcu przekuło się w kolejne trafienia. Sygnał do ataku rzucił Libor Hudáček, a już niespełna dwie minuty później prowadzenie podwyższył Miloš Roman. W końcu Polacy po raz pierwszy zdołali pokonać Branislava Konráda. Alan Łyszczarczyk obsłużył Krystiana Dziubińskiego celnym podaniem, a ten strzelił z pierwszego krążka, wpisując się na listę strzelców na trzy sekundy przed wygaśnięciem kary Pospíšila. Niestety, nasi rywale również wykorzystali następną okazję gry w przewadze za sprawą Petera Cehlárika.

Trzecia tercja przyniosła nam zaledwie jedno trafienie, autorstwa Adam Ružički. Co ciekawe, obrońca Peter Čerešňák zanotował przy nim trzecią asystę w tym meczu (a wczoraj zaliczył dwie). Polacy ponownie błysnęli olbrzymią ambicją i poświęceniem, lecz tym razem nie wystarczyło to w starciu z wyżej notowanymi rywalami.

Już pojutrze czeka nas pojedynek z Austrią. Ostatni mecz w ramach kwalifikacji do Zimowych Igrzysk Olimpijskich rozpocznie się o godzinie 13.15.

Słowacja – Polska 5:1 (1:0, 3:1, 1:0)
1:0 – Kristián Pospíšil – Peter Čerešňák, Adam Ružička (8:06),
2:0 – Libor Hudáček – Peter Čerešňák, Martin Gernát (24:38),
3:0 – Miloš Roman – Juraj Slafkovský, Šimon Nemec (26:11),
3:1 – Krystian Dziubiński – Alan Łyszczarczyk, Aron Chmielewski (30:17, 5/4),
4:1 – Peter Cehlárik – Libor Hudáček, Tomáš Jurčo (32:30, 5/4),
5:1 – Adam Ružička – Peter Čerešňák, Martin Gernát (48:06)

Słowacja: Konrád – Jaroš, Marinčin; Cehlárik, Hrivík, – Gernát, Čerešňák; Pospíšil, Ružička, Lantoši – Kňažko, Grman; Hudáček, Studenič, Daňo – Ďaloga, Nemec; Slafkovský, Roman, Gríger.
Trener: Craig Ramsay.

Polska: Murray – Kolusz, Ciura; Dziubiński, Paś, Chmielewski – Kostek, Wajda; Pasiut, Wronka, Zygmunt – Bryk, Górny; Łyszczarczyk, Urbanowicz, Komorski – Jaśkiewicz, Wanacki; Starzyński, Wałęga, Przygodzki.
Trener: Róbert Kaláber.

Ostatnie artykuły