Znajdziesz nas też tutaj:

Reprezentacja

Awans jest nasz! Murray zamurował bramkę

Powrót reprezentacji Polski na drugi szczebel światowego hokeja stał się faktem! Biało-czerwoni zwyciężyli w decydującym meczu z Japonią 2:0, pieczętując długo wyczekiwany awans.

1 maja miał zapisać się w tegorocznym kalendarzu jako wielkie wydarzenie w tegorocznej kronice polskiego hokeja w wydaniu reprezentacyjnym. Precyzując, jako długo wyczekiwany powrót na zaplecze Elity, bądź też – w przypadku poniesienia pierwszej porażki – jako głośny huk balonika pompowanego oczekiwaniami kibiców.

Starcie Polaków z Japończykami szczelnie wypełniło trybuny Stadionu Zimowego w Tychach. Już na samym początku spotkania zostało zasiane na nich ziarno niepokoju. Wszystkiemu winna była kara Kamila Wałęgi, który pod bandą „skasował” Kento Suzukiego. Pierwotnie, na tablicy świetlnej ukazało się pięciominutowe wykluczenie wychowanka JKH GKS-u Jastrzębie, lecz po sędziowskiej analizie obniżono wymiar jego kary do dwóch minut.

Japończycy w pełni starali się jednak wykorzystać 120 sekund gry z przewagą jednego zawodnika. Najaktywniejszy w tym elemencie był piekielnie groźny Yushiroh Hirano, który już wcześniej szukał okazji do pokonania Johna Murraya strzałem z bekhendu. Równo z wygaśnięciem kary Wałęgi o niebezpieczny strzał zamykający składną akcję zespołu pokusił się jeszcze Shigeki Hitosato, lecz „Jasiek Murarz” dobrze pokrył słupek.

Niestety, w kolejnych minutach reprezentacja Polski nie była bynajmniej stroną przeważającą. Nasi rywale stworzyli sobie optycznie znacznie więcej klarownych okazji. Na szczęście, Murray między słupkami zachował zimną krew, a do przerwy nie obejrzeliśmy żadnych trafień.

Sytuacja ta odmieniła się w następnej odsłonie gry. Polacy zaczęli coraz częściej gościć przed bramką Yuty Narisawy, zaś nasi rywale nie przedzierali się do naszej tercji z taką łatwością, jak miało to miejsce w pierwszych dwudziestu minutach gry. Starania Polaków przyniosły wreszcie efekt w 26. minucie. Mateusz Bryk oddał strzał z dystansu, a jego klubowy partner z defensywy – Arkadiusz Kostek – dobrze odnalazł się na slocie i popisał się bezbłędną dobitką, otwierając wynik spotkania.

Gorąco zrobiło się znów w 31. minucie. Po faulu Shunty Kimury, Polacy stanęli przed okazją do gry w przewadze. Niestety, błąd popełniony przed linią niebieską sprawił, iż do okazji sam na sam z Murrayem zerwał się Makuru Furuhashi. Ponownie górą był Murray, lecz w przedbramkowym zamieszaniu przewinienia dopuścił się Patryk Wajda, przez co siły na lodzie wyrównały się.

Naszym reprezentantom należy jednak oddać, iż druga tercja stanowiła znaczną poprawę po bezpłciowym pierwszym okresie gry. Budziło to zatem spore oczekiwania przed finałową odsłoną, która miała rozstrzygnąć o awansie.

Ta była bardzo wyważona po obydwu stronach tafli, a sytuacji strzeleckich było jak na lekarstwo. Szczęście uśmiechnęło się do nas na nieco ponad półtorej minuty przed zakończeniem meczu. Japoński defensor podał przed własną bramką o tyle niefortunnie, iż krążek odbił się od łyżwy sędziego. „Guma” została przejęta przez Alana Łyszczarczyka, a ten po profesorku wymanewrował Narisawę i lokując krążek w siatce, przypieczętował powrót Polaków do dywizji IA.

Polska – Japonia 2:0 (0:0, 1:0, 1:0)
1:0 – Arkadiusz Kostek – Mateusz Bryk, Alan Łyszczarczyk (25:50),
2:0 – Alan Łyszczarczyk (58:24).

Polska: Murray – Wajda, Kruczek; Komorski, Chmielewski, Łyszczarczyk – Górny, Kostek; Zygmunt, Starzyński, Michalski – Ciura, Bryk; Paś, Dziubiński, Wałęga – Jaśkiewicz; Bukowski, Gościński, Jeziorski.
Trener: Róbert Kaláber.

Japonia: Narisawa – Halliday, Denis; Hitosato, Nakajima, Hirano – Minoshima, Ishida; Otsu, Nakayashiki, Osawa – Toko, Kimura; Miura, Furuhashi, K. Suzuki – Kon, Otsu; M. Suzuki, Irikura, Sato.
Trener: Richard Carriere.

Ostatnie artykuły