Znajdziesz nas też tutaj:

Felietony

Brakujące czynniki? Konsekwencja i cierpliwość

Szumne zapowiedzi działaczy Zagłębia Sosnowiec zostały szybko zweryfikowane przez ligową rzeczywistość. Ekipa znad Brynicy miała walczyć o awans do fazy play-off, a gdy jej cel zaczął się oddalać, w klubie zaczęto wykonywać nerwowe ruchy – młodzież z regionu bez skrupułów została zastąpiona zagranicznym zaciągiem. Zdaje się jednak, że największa zawierucha już za Zagłębiakami, którzy spokojnie mogą kompletować kadrę na nadchodzącą kampanię ligową.

Przed sezonem było jasne, iż (mimo że poprzednie lata również nie należały do najtłustszych) kibice Zagłębia nie mają co liczyć na finansowe szaleństwo. Z klubem pożegnali się najlepiej opłacani obcokrajowcy, by wymienić w tym miejscu tylko Filipa Stoklasę czy Mateja Cunika. W ich miejsce przybyli nowi stranieri, zakontraktowani po testach zakrojonych na stosunkowo szeroką skalę.
Pierwsze kolejki w wykonaniu sosnowiczan nie zwiastowały jeszcze tragedii. Punkty uszczknięte GKS-owi Katowice czy Podhalu Nowy Targ na pewno mogły stanowić umiarkowany powód do optymizmu. Zagłębiacy popadli jednak w głęboki marazm, a każda kolejna porażka (zamiast wyzwalać dodatkowe pokłady sportowej złości) dołowała tylko coraz bardziej miejscowych hokeistów.

Od samego początku rozczarowywali również cudzoziemcy, toteż wkrótce pożegnano się między innymi z Maksimem Citokiem, Daniłłem Kulikowem czy Eduardem Kaščákiem. Godny potępienia jest zwłaszcza późniejszy angaż zawodników zza oceanu, biorąc nawet pod uwagę fakt… iż grali oni za darmo. O ile Cody Porter zanotował kilka dobrych momentów, to utrudnił jednakże stabilizację golkiperom wiążącym swą przyszłość z Sosnowcem. Patrząc natomiast na grę Lucasa Bombardiera ciężko nie odnieść wrażenia, iż lepszą dyspozycję na lodzie zaprezentowałby i sam autor tego tekstu.

Znamienne jest także odejście Dominika Nahunki do GKS-u Katowice. Kapitan opuścił tonący okręt – dosłownie i w przenośni. Chluby nie przynosi również 17-meczowa seria porażek. Wydaje się jednak, że posiłki przybyły do Sosnowca o kilka tygodni za późno: Aleksandr Rodionow, Iwan Rybczik, Imants Ļeščovs czy Aleksandr Wasiljew wnieśli przecież sporo upragnionej jakości. Zanim jednak wszystkie mechanizmy się ze sobą zazębiły, hokeiści STS-u Sanok byli już pewni swego, ucinając marzenia sosnowiczan o awansie do kluczowego etapu sezonu.

Cztery następujące po sobie zwycięstwa w czwartej rundzie sezonu zasadniczego Polskiej Hokej Ligi można brać jednak jako dobry omen na nadchodzący sezon. Wydaje się, że po kilku chybionych decyzjach działacze zmierzają w dobrą stronę, by zbudować całkiem solidny team. Co prawda nie udało im się zatrzymać Rusłana Baszyrowa (skuszonego perspektywą gry w Hokejowej Lidze Mistrzów) czy wspomnianego wyżej Ļeščovsa, lecz Wasiljew i Rybczik dobrze odnaleźli się pod naszą szerokością geograficzną i związali się z Zagłębiem na dłużej.

Spekuluje się, iż nad Brynicę ma zawitać kilku doświadczonych zawodników doskonale zaznajomionych z najwyższą klasą rozgrywkową w naszym kraju. Oni również stanowiliby sporą wartość dodaną w zespole dowodzonym przez Grzegorza Klicha. Pożegnano się natomiast z zawodnikami, którzy nie mogli liczyć na zbyt wiele czasu na lodzie. Zatrzymano za to młodych zawodników, którzy liczą na swój dalszy sportowy rozwój. Cierpliwość i konsekwencja – wydaje się, iż tylko tyle potrzeba, by w Sosnowcu zbudować przyzwoitą drużynę, wszakże brak tych dwóch czynników doprowadził do fatalnego wyniku w minionych rozgrywkach.

Ostatnie artykuły