Znajdziesz nas też tutaj:

CHL

CHL. Bramka Chmielewskiego i grad goli

Trzecia kolejka Hokejowej Ligi Mistrzów już za nami. Polskim akcentem była bramka zdobyta przez Arona Chmielewskiego. Polak jednak nie pomógł “Stalownikom” w odniesieniu zwycięstwa.

Gospodarze przystępowali do meczu z nadzieją na pierwsze punkty, a mierzyli się z niepokonanym zespołem. Po pierwszej tercji wydawało się, że nic nie odbierze “Stalownikom” zwycięstwa, bowiem prowadzili oni 3:0. Jedną z bramek dla mistrza Czech zdobył Aron Chmielewski. Polak zachował się najsprytniej po wznowieniu i bez zastanowienia posłał krążek pod poprzeczkę. Fryburg straty odrobił w drugiej tercji i po 40 minutach było 3:3. W ostatniej tercji decydujący cios zadał Raphael Diaz, wyprowadzając Szwajcarów na prowadzenie. Gospodarze do samego końca walczyli o doprowadzenie do wyrównania, ale ten fakt się nie udał i zajmują 3. miejsce z kompletem porażek.

HC Oceláři Trzyniec – HC Fryburg 3:4 (3:0, 0:3, 0:1)
1:0 – Kofroň – Marcinko, Adámek (03:34),
2:0 – Chmielewski (10:35, 5/4),
3:0 – Marcinko – Hrňa, Musil (13:03),
3:1 – Sprunger – DiDomenico, Bykow (22:10),
3:2 – Sprunger –  Desharnais, Mottet (25:39),
3:3 – DiDomenico – Mottet (39:09),
3:4 – Diaz – DiDomenico, Bykow (42:04).

Od początku meczu więcej strzałów oddawali miejscowi, ale to goście z Zurychu dochodzili do groźniejszych okazji. Świetnie jednak spisywał się Michael Garteig. Dopiero w 17. minucie Lwy zdobyły bramkę w przewadze, potem doskonałych okazji nie wykorzystali w grze w osłabieniu, czy akcjach sam na sam. Gospodarze przycisnęli w trzeciej tercji, mieli wiele doskonałych szans do wyrównania, ale krążek, jak zaczarowany nie chciał wpaść do siatki. Niewykorzystane sytuacje się zemściły i z bekhendu bramkę zdobył Sigrist. Przyjezdni dzięki tej wygranej awansowała na 2. miejsce w grupie B.

IFK Helsinki – ZSC Zurych Lions 0:2 (0:1, 0:0, 0:1)
0:1 – Diem – Geering, Azevedo (16:05, 5/4),
0:2 – Sigrist – Diem, Sopa (47:08).

Czesi po dwóch meczach, w których doznali porażek liczyli na pierwsze punkty. Początek poszedł po ich myśli, bo już 11. minucie objęli prowadzenie. Szwedzi odpowiedzieli, grając w podwójnej przewadze. Oba zespoły wyprowadzały cios za cios i w 49. minucie było 3:3. Wszystko zapowiadało dogrywkę, ale po raz kolejny przewagę wykorzystali hokeiści z Goeteborgu, a do siatki trafił Špaček. Mladzie Boleslav pozostało 32 sekundy do wyrównania, ale drużyna z Czech musiała grać w osłabieniu i nie podołali wyzwaniu. Tym samym przegrali trzeci mecz z rzędu.

Frölunda HC – BK Mladá Boleslav 4:3 (1:1, 1:1, 2:1)
0:1 – Najman – Claireaux, Ševc (10:48),
1:1 – Nilsson – Lasch, Špaček (17:15, 5/3),
2:1 – Mursak – Carlsson, Elliott (24:44, 5/4),
2:2 – Kousal – Najman, Šidlík (28:16),
3:2 – Špaček – Mursak (42:55),
3:3 – Kotala – Dufek (48:31),
4:3 – Špaček – Nilsson – Norlinder (59:28, 5/4).

Wynik meczu w Mannheim z góry był jasny do przewidzenia. Gospodarze byli zdecydowanymi faworytami i od początku nadawali ton rywalizacji. Nieco ponad połowę meczu zajęło Niemcom na zdobycie pięciu bramek. “Diabły” było stać jedynie na dwie bramki, a Adler dołożywszy jeszcze dwa trafienia zwyciężył aż 7:2. Hat tricka zanotował Rusłan Iszhakow.

Adler Mannheim – Cardiff Devils 7:2 (2:0, 3:1, 2:1)
1:0 – Tosto – Holzer (09:11),
2:0 – Iszhakow – Bast (13:47),
3:0 – Desjardins (25:06),
4:0 – Larkin – Dawes, Desjardins (30:05),
5:0 – Rendulić – Katic, Kraemmer (33:57, 5/4),
5:1 – Sanford (39:01),
6:1 – Iszhakow – Katic (42:11),
6:2 – Mikkelson – McNally (45:33),
7:2 – Iszhakow – Kraemmer, Rendulić (58:44).

Zespół z Danii był skazywany na pożarcie i tak też było. Choć zaczęło się dla niego dobrze, bo już w 3. minucie przyjezdni objęli prowadzenie. Strzałem z tercji środkowej bramkarza Bawarczyków zaskoczył Michael Szmatula – dobrze znany polskim kibicom z gry w GKS-ie Tychy. Potem jednak gospodarze włączyli wyższy bieg i co chwilę tworzyli sobie dogodne sytuacje. Nieco wątpliwości było przy drugiej bramce dla Red Bulla, gdyż Kastner krążek do bramki skierował nogą, ale arbitrzy trafienie zaliczyli. Gdy wynik wyniosił 6:1 wszystko było już pozamiatane. Przyjezdni tylko poprawili wynik w końcówce, gdy Szmatula znów trafił do siatki w przewadze. Duńczycy zajmują ostatnie miejsce w tabeli z bilansem bramkowym 3:21.

Red Bull Monachium – SønderjyskE Ishockey Vojens 6:2 (2:1, 3:0, 1:1)
0:1 – Szmatula – Öhman (02:04, 5/4),
1:1 – Street – Tiffels, Redmond (13:35, 5/4),
2:1 – Kastner – Ortega, Seidenberg (17:23),
3:1 – Street – Parkers (20:58),
4:1 – Parkers – Hager, Redmond (23:01),
5:1 – Ehliz – Hager, Seidenberg (27:59, 5/4),
6:1 – Blum (44:00),
6:2 – Szmatula – Eskildsen (52:07, 5/4).

Hokeiści Slovana chcieli się zrewanżować za porażkę, której doznali przed kilkoma dniami w Szwecji, tam stracili bramkę w samej końcówce i to zaważyło o przegranej. Zaczęło się dla nich fatalnie, bowiem w 4. minucie przegrywali już 0:2. Nieco nadziei w serca kibiców wlał Danił Fominych. Hokeiści Slovana byli blisko wyrównania, ale znów fatalnie rozpoczęli trzecią tercję, kiedy w cztery minuty stracili dwie bramki. Wynik nieco poprawił Kytnár, ale na odwrócenie losów spotkania gospodarzom zabrakło już czasu.

Slovan Bratysława – Leksands IF 2:4 (0:2, 1:0, 1:2)
0:1 – Forsberg – Själin, Karlsson (02:07),
0:2 – Heineman – Åman (03:19),
1:2 – Fominych – Zigo (29:51),
1:3 – Ruohomaa – Kloos (41:43),
1:4 – Knuts – Forsberg, Caito (43:34),
2:4 – Kytnár – Kundrik, Zigo (50:39).

Spotkanie od początku było wyrównane. Oba zespoły dochodziły do groźnych sytuacji, ale znakomicie spisywali się obaj bramkarze lub w sukurs przychodziło im obramowanie bramki. Dopiero w 25. minucie po szybkiej kontrze do siatki trafił Skalicky. Drużyna z Finlandii zdołała podwyższyć prowadzenie na początku trzeciej odsłony, ale sędziowie bramki nie uznali. Powód? Spalony w polu bramkowym. W 57. minucie wątpliwości już nie było. Chwilę późnej gospodarze wycofali bramkarza, ale i ten manewr nie przyniósł im choćby jednej bramki. Zamiast tego krążek w pustej siatce umieścił Haga i było po wszystkim.

Lausanne HC – Lukko Rauma 0:3 (0:0, 0:1, 0:2)
0:1 – Skalicky – Pospisil (24:06),
0:2 – Repo (56:42, 5/4),
0:3 – Haga – Repo (58:38, do pustej bramki).

Spotkanie w szwajcarskim Zugu było bardzo zacięte. Od początku do ataków ruszyli hokeiści Rögle. Do siatki trafili w 4. minucie, gdy spod niebieskiej przymierzył Jonsson i pokonał zasłoniętego bramkarza gospodarzy. Ci odpowiedzieli przed końcem pierwszej odsłony, również w przewadze. Później główne role odgrywali bramkarze. Spisywali się wybornie i wiele razy ratowali swoje zespoły przed stratą bramki. Rozstrzygnięcie nadeszło dopiero w dogrywce, kiedy to Jonsson popisał się piękną indywidualną akcją i wyłożył krążek do nadjeżdżającego Bengtssona, a ten dał zwycięstwo drużynie ze Szwecji.

EV Zug – Rögle BK 1:2 po dogrywce (1:1, 0:0, 0:0, d. 0:1)
0:1 – Jonsson – Larsson (03:07, 5/4),
1:1 – Klingberg – Hansson, Martschini (18:41, 5/4),
1:2 – Bengtsson – Jonsson (60:55, 3/3).

Ostatnie artykuły