Znajdziesz nas też tutaj:

CHL

CHL: Poznaliśmy pierwsze grupowe rozstrzygnięcia. Chmielewski za burtą

Kolejny dzień i… kolejne emocje w Hokejowej Lidze Mistrzów! Część grup, które rozpoczęły swoje rozgrywki w sierpniu ma za sobą już cztery kolejki, co pozwoliło wyłonić pierwsze rozstrzygnięcia. Iluzorycznych szans na awans do fazy pucharowej nie ma już HC Oceláři Trzyniec, gdzie występuje Aron Chmielewski.

Frölunda HC – ZSC Lions 4:3 pd. (0:1, 2:0, 1:2, 1:0 d.)
Bramki: Mats Rosseli-Olsen (2), Michael Špaček, Mattias Norlinder – Justin Azevedo, John Quenneville, Patrick Geering.

Starcie przedstawicieli dwóch czołowych lig w rankingu Champions Hockey League nie zawiodło! Lepiej w to spotkanie weszli Szwajcarzy, którzy objęli prowadzenie po niespełna czterech minutach gry za sprawą Justina Azevedo, który zademonstrował swój strzelecki instynkt pod bramką Niklasa Rubina. Kibice gospodarzy na wyrównanie musieli poczekać do drugiej tercji, gdy Mats Rosseli-Olsen popisał się precyzyjnym strzałem z nadgarstka. Dokładnie sześć minut później mogli się cieszyć z prowadzenia, bowiem Michael Špaček skutecznie dobił krążek do bramki strzeżonej przez Ludovica Waebera. Już chwilę potem „Indianie” mogli objąć dwubramkową przewagę, lecz golkiper „Lwów” tylko sobie znanym sposobem zdołał obronić uderzenie Jacoba Nilssona. Szczęście nie dopisało Szwedom również dwie minuty później, gdy sędziowie anulowali ich gola, stwierdzając spalonego w polu bramkowym. Nic nie mogło im jednak przeszkodzić w trzeciej tercji, gdy Mattias Norlinder huknął w przewadze ze slotu nie do obrony. Przyjezdni z Zurychu nie podłamali się jednak takim obrotem spraw i szybko ruszyli do odrabiania strat. Bramka kontaktowa padła łupem Johna Quenneville’a, który potężnie uderzył z pierwszego krążka na dalszy słupek z bulika. Patrick Geering dał z kolei wyrównanie, dobrze odnajdując się pod bramką gospodarzy. Zdawałoby się, że jego wysiłki poszły na marne, gdy krążek wpadł do bramki Waebera równo z końcową syreną, lecz sędziowie dopatrzyli się celowego ruchu łyżwą wykonanego przez Maxa Friberga. Nie uchroniło ich to jednak przed porażką w dogrywce. Mats Rosseli-Olsen po raz drugi w tym meczu wziął sprawy w swoje ręce, oddając zwycięski strzał z nadgarstka. Sytuacja w grupie B jest niezwykle wyrównana. Frölunda HC oraz HIFK dzierżą po osiem punktów, z kolei ZSC Lions ustępuje im zaledwie o „oczko”. Pozbawieni szans na awans są tylko hokeiści z Mlady Boleslav.

.

HC Oceláři Trzyniec – Leksands IF 1:3 (0:0, 0:1, 1:2)
Bramki: Michal Kovařčík – Patrik Zackrisson, Alexander Lundqvist, Max Veronneau.

Do dalszej fazy rozgrywek nie przejdzie też inny czeski zespół – HC Oceláři Trzyniec – który ponownie sprawił spory zawód w CHL. Szwedzi wyszli na prowadzenie w drugiej tercji, gdy Ondřej Kacetl nie zdołał obronić dobitki Patrika Zackrissona. Hokeiści Leksands IF kontynuowali konsekwentną grę, a Alexander Lundqvist dołożył kolejne trafienie technicznym strzałem z dystansu. Gdy Max Veronneau przekierował w przewadze krążek do bramki gospodarzy, zdobywając gola numer trzy, stało się jasne, że to już koniec marzeń „Stalowników”. Stać ich było tylko na honorowe trafienie, zdobyte przez Michala Kovařčíka w „power-playu”. Aron Chmielewski wystąpił dziś u boku braci Kovařčíków. Spędził na lodzie 16 minut i 46 sekund, choć w tym czasie zdołał tylko zablokować jeden strzał. Jego klub legitymuje się w tej chwili wstydliwym bilansem czterech porażek, a niżej w tabeli jest mający tylko o jedną bramkę mniej Slovan Bratysława. Leksands IF i Fribourg-Gottéron mają już zapewniony udział w dalszym etapie rozgrywek.

EV Zug – SønderjyskE Ishockey 9:3 (1:0, 5:1, 3:2)
Bramki: Dario Simion (2), Livio Stadler, Fabrice Herzog, Lino Martschini, Christian Djoos, Reto Suri, Marco Müller – Shawn O’Donnell, Anders Biel (2).

Bez dwóch zdań najgorszą ekipą tegorocznej edycji Champions Hockey League jest jednak duńskie SønderjyskE. Klub Michaela Szmatuly (który anonsowany był niegdyś jako przyszła gwiazda GKS-u Tychy) ponownie został rozgromiony, tym razem przez szwajcarski EV Zug. Pierwsza tercja nie zwiastowała jeszcze pogromu, gdy gospodarze zjeżdżali do szatni ze skromną, jednobramkową zaliczką po golu Dario Simiona, który z okolic slotu oddał skuteczny strzał na krótszy słupek. Worek z bramkami rozwiązał się dopiero w drugiej tercji, a po jej zakończeniu tablica świetlna wskazywała wynik 6:1. Szwajcarzy kontynuowali strzelanie w końcowej odsłonie gry, a w ostatnich 10 minutach mieli okazję, by ustrzelić „dwucyfrówkę”. Zamiast tego, na otarcie łez przyjezdni dołożyli trzecią bramkę. EV Zug – choć może pochwalić się najlepszym bilansem bramkowym w grupie D – pod względem punktów wciąż ustępuje EHC Red Bull Monachium oraz Rögle BK. Gol zdobyty przez Marco Müllera był już 30. bramką straconą przez SønderjyskE w trwającej edycji Hokejowej Ligi Mistrzów.

Slovan Bratysława – Fribourg-Gottéron 0:2 (0:0, 0:1, 0:1)
Bramki: Sandro Schmid, David Desharnais.

Znacznie lepiej ze zneutralizowaniem szwajcarskiej ekipy poradził sobie Slovan Bratysława. Czołowa ekipa ze Słowacji zaprezentowała ambitną postawę wobec wyżej notowanego rywala, a Fribourg-Gottéron w pierwszych 20 minutach bił głową w mur. Przełamanie nadeszło w drugiej tercji, gdy konto Kristersa Gudļevskisa snajperskim strzałem napoczął Sandro Schmid. Szwajcarów było stać jeszcze tylko na trafienie do pustej bramki, jakie powędrowało na konto Davida Desharnaisa, byłego napastnika Montreal Canadiens.

HIFK Hockey – BK Mladá Boleslav 2:1 (0:0, 1:1, 1:0)
Bramki: Elis Hede, Eero Teräväinen – Adam Raška.

Ostatnia drużyna grupy B sprawiła na wyjeździe nie lada problemów stołecznemu HIFK. W drugiej odsłonie gry pierwszą bramkę w tym meczu zdobył Adam Raška, wieńcząc przewagę i wyprowadzając niżej notowany zespół na prowadzenie. Gospodarze zdołali wyrównać na trzy minuty przed zejściem do szatni, gdy z bliskiej odległości krążek do bramki Gašpera Krošelja zdołał przekierować Elis Hede. Czesi mogą mieć sporo pretensji do arbitra, który uznał bramkę po strzale Eero Teräväinena. Ich bramkarz był na granicy przepisów zasłaniany przez Rasmusa Ruusunena i w ostatecznym rozrachunku to trafienie przesądziło o losach meczu.

Adler Mannheim – Rauman Lukko 2:1 pk. (0:1, 0:0, 1:0, 0:0 d., 1:0 k.)
Bramki: Nigel Dawes (2) – Sebastian Repo.

O losach spotkania pomiędzy Adlerem Mannheim a Rauman Lukko musiały zdecydować rzuty karne. W pierwszej tercji prowadzenie przyjezdnym zapewnił Sebastian Repo, nie dając z najbliższej odległości bramkarzowi najmniejszych szans na skuteczną interwencję. Na kolejne trafienie przyszło nam poczekać do finałowej odsłony tego spotkania, gdy wyrównującą bramkę dla gospodarzy zdobył Nigel Dawes. Późniejszy okres gry również nie obfitował w bramki, a rozstrzygnięcia nie przyniosła i dogrywka. Ten stan rzeczy nie zmienił się nawet w rzutach karnych, a jedyną próbę w indywidualnych najazdach wykorzystał strzelec pierwszej bramki dla gospodarzy. To zwycięstwo było niezwykle ważne dla Niemców, gdyż zrównało ich w tabeli z ich wczorajszym rywalem. Walki o awans tak łatwo nie odpuszczą jednak hokeiści z Lozanny, którzy tracą do czołowej stawki trzy punkty.

EHC Red Bull Monachium – Rögle BK 2:1 (0:0, 2:0, 0:1)
Bramki: Trevor Parkes (2) – Ludvig Larsson.

Ze zwycięstwa swoich ulubieńców cieszyli się również kibice z Monachium. Choć pierwsza odsłona nie przyniosła bramek, to już w drugiej tercji hokeiści spod szyldu Red Bulla wypracowali sobie dwubramkowe prowadzenie. Pierwsza bramka została zapisana na koncie Trevora Parkesa, który walczył o utrzymanie krążka do ostatniej chwili, a jego determinacja przyniosła owoc w postaci gola. 30-letni Kanadyjczyk zainkasował również drugie trafienie, gdy w przewadze zaskoczył kompletnie Callego Clanga. Bramka zdobyta przez Ludviga Larssona po pięciu minutach od rozpoczęcia trzeciej tercji dała Szwedom sporo nadziei na wyrównanie, lecz ich rywale skutecznie obronili skromne prowadzenie aż do końcowej syreny. Warto nadmienić, że 44 sekundy na lodzie spędził Maksymilian Szuber, młody obrońca EHC Monachium urodzony w Opolu.

Lozanna HC – Cardiff Devils 2:0 (0:0, 1:0, 1:0)
Bramki: Lukas Frick, Christoph Bertschy.

Sporą ambicją w tegorocznej edycji Hokejowej Ligi Mistrzów błyszczą walijscy Cardiff Devils. „Diabły” napsuły tym razem sporo krwi ekipie z Lozanny, która pierwsze trafienie zdołała zdobyć dopiero w drugiej tercji. Macowi Carruthowi dopisywało sporo szczęścia, ale amerykański golkiper był bezradny wobec dwójkowej akcji Lukasa Fricka przeprowadzonej wespół z Christophem Bertschym. Walijczycy próbowali jeszcze wyrównać, wprowadzając do gry szóstego bramkarza, ale Bertschy zmusił do błędu Matta Registera, który ulokował „gumę” we własnej, opuszczonej bramce.

Ostatnie artykuły