zklepy.pl
Image default

Comarch Cracovia wygrywa po karnych! Udany powrót Łyszczarczyka po kontuzji

Comarch Cracovia wygrała 3:2 w rzutach karnych z GKS-em Tychy. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebne było aż piętnaście serii rzutów karnych. Decydujące trafienie należało do Gustafa Berlinga. Dobry występ po kontuzji zanotował Alan Łyszczarczyk, który zdobył gola i zanotował asystę.

Do składu na dzisiejszy mecz wrócił Alan Łyszczarczyk. Wypadł za to Radosław Galant. Rudolf Roháček nie mógł zaś skorzystać z usług Daniela Krenželoka i Alexandra Younana, którzy są kontuzjowani.

Pierwsza tercja była bardzo mizerna jeśli mowa o jakości widowiska. Mało było sytuacji, gra toczyła się głównie w tercji neutralnej, a oba zespoły czekały raczej na pierwszy błąd rywala. Na pierwszego gola było nam dane czekać do 23. minuty. Wtedy wówczas Tomáš Vildumetz strzałem w dłuższy róg zaskoczył Tomáša Fučíka. Warto dodać, że był to gol w przewadze.

Tyszanie grali przeciętnie, ale do pewnego momentu. Wydaje się że sygnał do ataku swoim kolegom dał Alan Łyszczarczyk, dla którego był to pierwszy mecz po powrocie po kontuzji. Napastnik GKS-u Tychy ładnym strzałem z nadgarstka pokonał Łukasza Hebdę. Tyszanie poszli za ciosem. 25 sekund później objęli bowiem prowadzenie. Alan Łyszczarczyk zagrał do Filipa Komorskiego, ten wyłożył na pustą bramkę Christianowi Mroczkowskiemu, który nie zmarnował doskonałej sytuacji.

Gra w osłabieniu nie była dziś mocną stroną GKS-u Tychy. Za to krakowianie byli w tym elemencie gry bardzo skuteczni. W 38. minucie gry, krakowianie rozmontowali tyską defensywę, Tomáš Vildumetz zagrał do Johana Lundgrena, a ten strzelił obok leżącego bramkarza gospodarzy.

W trzeciej tercji tempo meczu znów spadło. Niewiele mieliśmy stuprocentowych sytuacji. Dobrze ze swoich obowiązków wywiązywali się dziś obaj bramkarze, którzy pewnie strzegli swoich posterunków. Swoje szanse mieli choćby Gustaf Berling czy Alan Łyszczarczyk, ale okazały się one nieskuteczne. W 57. minucie bliski zdobycia bramki był Filip Komorski, ale Łukasz Hebda nie dał się pokonać.

Na 28 sekund przed końcem trzeciej odsłony Roman Rác otrzymał dwie karne minuty, chwilę po tym trener gości wziął czas. Blisko zakończenia spotkania obrońcom urwał się Martin Kasperlik, ale jego strzał był minimalnie niecelny. O wyniku musiała rozstrzygnąć dogrywka.

W dogrywce krakowianie grali przez 92 sekundy w przewadze. Nie potrafili oni jednak przełamać tyskiej defensywy. W 61. minucie zakotłowało się pod tyską bramką, ale goście musieli obejść się smakiem. Po dobrym początku z obu stron, tempo znów spadło. Musiała się odbyć seria rzutów karnych.

GKS Tychy – Comarch Cracovia 2:3 (0:0, 2:2, 0:0, 0:0, 6:7k.)
0:1 – Tomáš Vildumetz – Adam Raška, Sebastian Brynkus (22:02, 5/4),
1:1 – Alan Łyszczarczyk – Filip Komorski, Tomáš Fučík (30:50),
2:1 – Christian Mroczkowski – Filip Komorski, Alan Łyszczarczyk (31:15),
2:2 – Johan Lundgren – Tomáš Vildumetz, Gustaf Berling (37:50, 5/4).
2:3 – Gustaf Berling (decydujący rzut karny).

Karne: Raška (-), Turkin (-), Špaček (-), Korenczuk (+), Kasperlik (+), Łyszczarczyk (-), Kapica (+), Bukowski (+), Berling (-), Komorski (-), Korenczuk (-), Kapica (-), Bukowski (-), Kasperlik (-), Turkin (-), Berling (-), Łyszczarczyk (-), Vildumetz (-), Mroczkowski (-), Raška (-), Korenczuk (+), Berling (+), Bukowski (+), Berling (+), Korenczuk (+), Berling (+), Korenczuk (+), Berling (+), Bukowski (-), Berling (+).

GKS Tychy: Fučík – Nilsson, Kaskinen; Łyszczarczyk, Komorski, Mroczkowski– Pociecha, Ciura; Padakin, Rác, Viitanen – Bizacki, Jaśkiewicz; Gościński, Turkin, Korenczuk – Pociecha, Bukowski; Tavi, Ubowski, Marzec.

Cracovia: Hebda – Ježek, Žůrek; Vildumetz, Raška, Špaček – Motloch, Kunst; Alapuranen, Lundgren, Berling – Jalasvaara, Bieniek; Kasperlík, Sawicki, Kapica – Wróbel, Tynka; Mocarski, Bezwiński, Brynkus.

Najnowsze artykuły

Polki najlepsze w Pilźnie! Kolejny sukces Festiwalu Hokeja

Redakcja

Podwójne „final four” dla Festiwalu Hokeja! Młodzi Polacy błysnęli na międzynarodowych turniejach

Redakcja

Re-Plast Unia Oświęcim mistrzem Polski! Powrót na tron po 20 latach

Mikołaj Pachniewski

Skomentuj