Znajdziesz nas też tutaj:

Felietony

Czas rozliczeń. Koniec z amatorszczyzną sędziów!

Chyba nie ma w polskiej lidze zawodnika, który nie spotkałby się z faktem odebrania prawidłowej asysty przez sędziów, a czasem i bramki. W czasach transmisji z każdego meczu są to sytuacje nie do przyjęcia. Postanowiliśmy zainterweniować i dokładnie opisać pomyłki arbitrów, licząc na zdecydowaną reakcję i poprawę!

Kiedy wydaje się, że z każdym kolejnym rokiem polski hokej wykonuje miniaturowy krok w kierunku normalności, weseli panowie w pasiastych bluzach przyprawiają nas o coraz to większe ciarki zażenowania wywołane rażącą amatorszczyzną. Przywykliśmy już do braku konsekwencji, złych interpretacji przepisów czy braku umiejętności mediacji w studzeniu agresji na lodzie, niejako jest to już stały element naszej szarej ligowej rzeczywistości. Nie zamierzamy za to łajać arbitrów – skoro nasza liga nie stoi na najwyższym poziomie, nie możemy oczekiwać, że i rozjemcy będą z najwyższej półki. Najlepszą solucją tego problemu wydają się być odpowiednie szkolenia i nawiązanie współpracy z ich kolegami po fachu z zagranicy, którzy mogliby przekazać swą bogatą wiedzę nieco mniej doświadczonym sędziom.

W ostatnich miesiącach obserwujemy jednak zatrważający trend, który każe przypuszczać, że wszelkie schorzenia narządów wzroku, takie jak kurza ślepota, astygmatyzm, jaskra czy też inna zaćma są chorobami zawodowymi, na które narażeni są polscy sędziowie. Jak inaczej można wytłumaczyć nagminne złe wskazywanie strzelców? Nie mamy tu do czynienia z procederem, jakim jest dopisywanie sobie punktów (bowiem sami zawodnicy zgłaszają pretensje, z prośbą o skorygowanie statystyk), tylko… no właśnie. Brakiem rzetelności? Lenistwem? Fatalną komunikacją między zawodnikami? Nieznajomością cyfr, która uniemożliwia identyfikację zawodników po numerach? A może swoje trzy grosze dokładają do tego przygłusi sędziowie stolikowi?

Niektórzy czytelnicy zapewne zapytają: ale co z tego? Niektórzy emerytowani zawodnicy do dziś wspominają różne sprytne przekręty, które miały na celu podbicie ich punktowego dorobku, czasy się jednak zmieniły. Hokej na lodzie jest dzisiaj niemalże dyscypliną „cyfrową”. Każde pojedyncze trafienie czy asysta mogą zadecydować o tym, kto dostanie ofertę kontraktową, a kto obejdzie się ze smakiem. Statystyki idą w świat, a niektóre pomyłki trafiają na tak renomowane portale, jak chociażby eliteprospects.com, który jest Biblią każdego skauta czy dyrektora sportowego klubu hokejowego.

Dość jednak tych rozważań, przejdźmy do konkretów. A tych mamy niemalże całą teczkę. W ostatnich tygodniach dokumentowaliśmy różne pomyłki w protokołach, uwieczniając je zrzutami ekranu z oficjalnej strony polskahokejliga.pl. Zaznaczmy w tym miejscu, że nie czyhaliśmy specjalnie na pomyłki sędziowskie, trzymając palec na przycisku „Print screen”. Odnotowaliśmy je podczas zwykłego porównywania naszych obserwacji „na żywo”, śledząc równolegle raporty zamieszczane na stronie. Nie znamy więc realnej skali całego problemu. Dodajmy także, że niektóre pomyłki zostały skorygowane. Inne natomiast wciąż bezwstydnie wiszą na stronie i straszą brakiem rzetelności.

Ciarko STS Sanok – KH Energa Toruń 2:4, 04.12.2020

Cytując klasyka: “No jest wysoko, nie? No jest kurwa wysoko”. Sędziowie bardzo wysoko zawiesili sobie poprzeczkę, myląc kompletnie strzelców obydwu trafień dla Sanoka, bowiem pierwsza bramka była autorstwa Riku Sihvonena, drugiego gola strzelił natomiast Maciej Witan. Zatrzymajmy się na moment przy tej bramce. Salwy śmiechu może wywołać fakt, że Jesperi Viikilä asystował… Jesperiemu Viikili. Chapeau bas, niezwykle wszechstronny zawodnik. Idąc dalej, widzimy bramkę Łukasza Podsiadły, który w tej akcji był tak naprawdę drugim asystentem, a gol był dziełem Jegora Fieofanowa.

 

GKH Stoczniowiec Gdańsk – GKS Katowice 2:4, 18.09.2020

To, że wpisywanie prawidłowych asyst jest sztuką niezwykle trudną, udowodnili pasiaści panowie, którzy prawidłowo podali asystę przy bramkach GieKSy “okrągłe” 0 razy. Przy pierwszym trafieniu zabrakło podań Filipa Stoklasy i Dariusza Wanata, natomiast jakimś cudem pojawiła się asysta Grzegorza Pasiuta. Przy drugim golu z punktu okradziony został Maciej Kruczek, trzecia bramka to natomiast asysta pierwszego stopnia Patryka Wajdy, która w rzeczywistości nigdy nie miała jednak miejsca. Zamiast niego podawał Mikołaj Łopuski. Przy czwartym golu dodatkowym punktem obdzielony został Jānis Andersons, kosztem Kamila Paszka.

 

Comarch Cracovia – KH Energa Toruń 0:5, 18.09.2020

Dienis Sierguszkin! Podającym był… Dienis Sierguszkin! Bez komentarza.

KH Energa Toruń – Re-Plast Unia Oświęcim 4:0, 15.11.2020

Bez zbędnego przedłużania: Artiom Osipow pozbawiony asysty przy drugiej bramce. W dodatku, była to asysta pierwszego stopnia.

 

Zagłębie Sosnowiec – KH Energa Toruń, 25.10.2020

Mecz, który zainspirował nas do napisania tego tekstu. Na samą myśl o tym, co tu się wydarzyło, napady histerycznego śmiechu łapią nas w najmniej spodziewanych sytuacjach, czy to siedząc na fotelu dentystycznym, czy to będąc na pogrzebie. Dlatego też plujemy sobie w brodę, że nie dysponujemy pierwszą wersją protokołu, bowiem arbitrzy pomylili, licząc lekką ręka, pięciu strzelców bramek. Nie ma jednak tego złego, gdyż dostaliśmy dowód, że skoro udało im się coś spierdolić za pierwszym razem, to nic nie stoi na przeszkodzie, by spierdolić to po raz drugi. Większość strzelców co prawda skorygowano, lecz Dienis Salnikow wciąż ma przypisaną bramkę, strzeloną przez Kamila Sikorę. Rosjanin, który dziś znajduje się już wiele kilometrów od Sosnowca (gra dla łódzkiego pierwszoligowca), stał wówczas kilkanaście metrów od krążka. Nie przeszkodziło to jednak sędziom, by wzbogacić jego dorobek o gola.

JKH GKS Jastrzębie – Ciarko STS Sanok 6:2, 6.12.2020

Pomyłka przy asyście przy pierwszej bramce. Marek Hovorka uderzeniem z klepy, który wywołał podbramkowe zamieszanie, pomógł w wypracowaniu trafienia. Asysta została natomiast dopisana podającemu mu Ēriksowi Ševčence. Co ciekawe, w trakcie przerwy słowacki napastnik domagał się skorygowania tej sytuacji, ale sędziowie pozostali głusi na jego wołania.

Tak jak już wspominaliśmy, nie są to wszystkie sytuacje, jakie odnotowaliśmy. Czasem zdarzało się, że protokół był korygowany niedługo po spotkaniu. W innych wypadkach to my nie zdążyliśmy zabezpieczyć dowodów, a chcieliśmy pozostać jak najbardziej wiarygodni, posiłkując się niezbitym materiałem. Małe detale wpływają jednak na odbiór naszej ligi, a skoro nie stać nas w tym momencie na diametralne zmiany, to zacznijmy od małych kroczków, które przysłużą się podniesieniu poziomu profesjonalizmu. Dlatego też apelujemy do wszelkich osób związanych z prowadzeniem oficjalnych statystyk o rzetelne sprawdzanie podawanych informacji. W dobie powszechnego dostępu do archiwum z nagraniami meczów, naprawdę nie jest to nic trudnego. Rozumiemy też, że pomyłki mogą zdarzyć się każdemu, ale błędy wiszące na stronie od kilku miesięcy wyglądają wręcz komicznie.

Ostatnie artykuły