Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

Echa półfinałów

Pierwsze mecze półfinałowe przyniosły nam wiele niespodziewanych wyników. Faworyzowany GKS Tychy uległ Comarch Cracovii, a JKH GKS Jastrzębie męczyło się z GKS-em Katowice. Co powiedzieli zawodnicy i trenerzy po pierwszych meczach półfinałowych?

Zacznijmy może od Tychów. Tam w pierwszym meczu półfinałowym miejscowy GKS, przegrał 2:5 z Comarch Cracovią. Patryk Wronka zdobył bramkę na 1:1 i wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze do zwycięstwa. Brakowało jednak konsekwencji i hokejowej zadziorności. W konsekwencji to rywale wywieźli z piwnego miasta cenne zwycięstwo.

– To nie było najlepsze spotkanie z naszej strony. Przegrywamy 2:5 na własnym lodzie. Myślę, że przede wszystkim brakowało walki i takiego charakteru. Nie zagraliśmy tak jak chcieliśmy. Gdzieś ta koncentracja nam uciekła i stąd ta porażka. Wiedzieliśmy, że rywale zagrają mocnym focheckingiem. Tak naprawdę to my zaskoczyliśmy siebie w tym meczu. Możemy szukać przyczyn porażki w wielu elementach. Musimy się obudzić i mamy nadzieję, że jutro wygramy to spotkanie – powiedział Patryk Wronka

Padały więc mocne słowa. Również Krzysztof Majkowski nie owijał w bawełnę. Szkoleniowiec GKS-u Tychy nie mógł być zadowolony z wczorajszej postawy swoich zawodników.

– Niewiele można powiedzieć dobrego o naszej grze. To nie była gra na miarę półfinału play-off. Mam duże pretensje do zawodników za to co pokazali na lodzie. Stać nas na dużo lepszą grę. Traciliśmy bramki po błędach, które nie powinny się nam przytrafić. Nie było walki, brakowało serca. Nie było z naszej strony takiej fizycznej gry, dzięki której Cracovia wygrała spotkanie – stwierdził trener trójkolorowych.

Znacznie lepsze nastroje panowały natomiast w szeregach Comarch Cracovii. Trudno się temu dziwić. Przed spotkaniem byli skazywani na porażkę. Pokazali jednak sportowy charakter i przede wszystkim wykorzystywali błędy rywali.

– My się bardzo dobrze przygotowaliśmy na ten mecz. Wiedzieliśmy co grają tyszanie i czego się można po nich spodziewać. Jestem zadowolony też z tego, że to my przez niemal cały czas prowadziliśmy w tym meczu. Jest to bardzo cenne zwycięstwo. Jest to pierwszy mecz, ale my już myślimy o tym co nas czeka. A jutro wydaje mi się, że będzie jeszcze lepsze widowisko, jeszcze więcej walki i jeszcze bardziej zacięte. Po meczach z KH Energą Toruń stwierdziliśmy, że musimy naszą wadę przekształcić w nasz atut. I to myśmy strzelali bramki na początku każdej z tercji. Cały zespół grał bardzo dobrze. Nieważne są jednostki, ważna jest drużyna. Bardzo dobrze spisał się też nasz bramkarz. Dlatego jestem bardzo zadowolony z gry każdego zawodnika – ocenił po meczu Rudolf Roháček.

A w Jastrzębiu…

Jastrzębianie pokonali na własnym lodzie GKS Katowice 4:3, ale o końcowym wyniku zdecydowała dogrywka. Ostatecznie o losach spotkania przesądził strzał Radosława Sawickiego. W tej półfinałowej batalii, jastrzębianie są o krok bliżej finału.

– My byliśmy na to przygotowani. Rywale byli w rytmie meczowym. Nam brakowało tych meczów. Co prawda trenowaliśmy intensywnie, ale to tempo meczowe nie odpowiada treningowi. W całym meczu nie wychodziło nam tak jak byśmy tego chcieli. Była to jednak walka do samego końca i bardzo się cieszę, że wykonaliśmy ważny pierwszy krok. Cieszę się, że byliśmy cierpliwi. Musieliśmy być ostrożni w dogrywce i czekać na swoje okazje. Ta okazja w końcu przyszła i to my możemy się cieszyć z pierwszej wygranej – podsumował po meczu Robert Kalaber.

Katowiczanie podobnie jak w ćwierćfinale, zaczęli od porażki. Jednak tym razem poprzeczka zawieszona jest znacznie wyżej. GieKSa nie jest z góry skazana na porażkę. GKS Katowice ma swoich szeregach bardzo doświadczonych graczy, którzy mogą sami przechylić szalę zwycięstwa na korzyść swojej drużyny.

– Uważam że to był wyrównany mecz. Walczyliśmy do końca, cały czas goniliśmy wynik. Później po 3:3 przyszła dogrywka i zagraliśmy zbyt zachowawczo. To jednak nie koniec tej rywalizacji, trzeba patrzeć w przód. Moim zdaniem każdy mecz będzie na styku. Tu nic się nie zmieni, to będą naprawdę ciężkie boje. Jeśli chodzi o siły to o tym się już nie myśli. Teraz po prostu trzeba dać z siebie wszystko. Spodziewaliśmy się, że rywale będą grać wysokim pressingiem, ale nie ma się co załamywać, jedziemy dalej – powiedział dla klubowej telewizji Patryk Wajda.

Kolejne spotkania już dzisiaj o 18:00. Czy Comarch Cracovia i JKH GKS Jastrzębie wykonają kolejny krok? O tym przekonamy się już za kilka godzin.

Ostatnie artykuły