Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

Emocje do ostatniej sekundy! JKH lepszy od GKS-u Tychy po raz drugi w tym sezonie [WIDEO]

JKH GKS Jastrzębie po raz drugi w tym sezonie pokonał GKS Tychy. Jastrzębianie zwyciężyli dziś 3:2, choć emocji nie brakowało do samego końca.


Domowym spotkaniem z GKS-em Tychy mistrz Polski powrócił do ligowej rzeczywistości. Ich niezwykle ciekawa przygoda w Champions Hockey League nie zakończyła się – niestety – awansem do dalszej części rozgrywek, lecz podopieczni Róberta Kalábera wzbogacili się o nowe doświadczenie. Hokeiści z piwnego miasta poprawili sobie nieco humory wygranymi nad TAURON Podhalem Nowy Targ i Zagłębiem Sosnowiec, lecz do odzyskania zaufania kibiców, zwycięstwo z jastrzębianami wydawało się być koniecznością.

Spotkanie rozpoczęło się  od mocnych uderzeń – dosłownie i w przenośni. Niespełna półtorej minuty Rusłan Baszyrow i Artiom Smirnow byli w stanie utrzymać nerwy na wodzy, nim pod bramką Kamila Lewartowskiego rozgorzał pojedynek pięściarski. Rozpoczęło się niewinnie, od lekkich kuksańców, lecz gdy rękawice upadły na lód, stało się jasne, że obydwaj hokeiści zakończą przedwcześnie spotkanie. Więcej powodów do dumy może mieć jednak drugi z wymienionych, który udowodnił swą wyższość w bokserskim rzemiośle.

Sytuacji strzeleckich było jednak jak na lekarstwo. Paradoksalnie, przed najlepszą z w nich w 9. minucie stanął Frenks Razgals, gdy jego zespół grał w osłabieniu. Skutecznie naciskany przez obrońców nie zdołał jednak pokonać Lewartowskiego. Worek z bramkami rozwiązał dopiero Roman Rác. W 15. minucie ściął do środka i oddał strzał, pokonując tyskiego golkipera. Niespełna minutę później udało mu się dołożyć drugie trafienie. Przyjezdni nie czekali jednak na dalszy rozwój wydarzeń, łapiąc kontakt już… 29 sekund później. Radosław Galant przekierował wówczas strzał Jasona Seeda, zaskakując Patrika Nechvátala. Kolejny gol był kwestią zaledwie 12 sekund. Lewartowski nie popisał się przy próbie Mateusza Bryka, przepuszczając „gumę” tuż przy słupku. Na tym zakończyło się bramkowe szaleństwo pierwszej tercji.

Efektowne dwadzieścia minut rozbudziło apetyty zgromadzonych na Jastorze kibiców na jeszcze więcej emocji. Druga odsłona tego spotkania nie zapisze się jednak w kronikach polskiego hokeja niczym szczególnym, bowiem upłynęła pod znakiem sporej niedokładności, a także braku skuteczności z obydwu stron.

W trzeciej tercji tempo spotkania ponownie odżyło. Wszystko rozpoczęło się od kontaktowego trafienia Christiana Mroczkowskiego, jakie padło po 31 sekundach od rozpoczęcia tej odsłony. „Mroczek” wziął na swe barki ciężar tej akcji i po indywidualnym rajdzie pokonał Nechvátala. Trójkolorowym dodało to sporo wiatru w żagle, a i gospodarze doskonale zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji. Co i rusz obydwa zespoły stawały przed szansą gry w przewadze, ale bez zarzutu spisywali się obydwaj bramkarze. W ostatnich trzech minutach meczu tyszanie stanęli przed szansą gry w przewadze, lecz mimo niekorzystnego wyniku, trener Krzysztof Majkowski wstrzymał się ze ściągnięciem bramkarza z lodu aż do ostatniej minuty. Ostatecznie trzy punkty pozostały na Jastorze.

JKH GKS Jastrzębie – GKS Tychy 3:2 (3:1, 0:0, 0:1)
1:0 – Roman Rác – Dominik Jarosz, (14:26),
2:0 – Roman Rác – Radosław Nalewajka (15:14),
2:1 – Radosław Galant – Jason Seed, Bartłomiej Jeziorski (15:43),
3:1 – Mateusz Bryk – Dominik Jarosz (15:55),
3:2 – Christian Mroczkowski – Jason Seed (40:31).

Strzały: 31 – 29.
Minuty karne: 37 – 37 (w tym 2 minuty kary technicznej za nadmierną liczbę graczy na lodzie).

JKH GKS: Nechvátal – Kostek, Bahalejsza; Urbanowicz, Pavlovs, Razgals – Górny, Bryk; Baszyrow, Rác, Kalns – Horzelski, Ē. Ševčenko; Kasperlík, Mlynarovič, R. Nalewajka – Gimiński, Kamienieu; Pelaczyk, Jarosz, Ł. Nalewajka.
Trener: Róbert Kaláber.

GKS Tychy: Lewartowski – Seed, Bizacki; Szczechura, Cichy, Mroczkowski – Smirnow, Kotlorz; Sierguszkin, Fieofanow, Gruźla – Pociecha, Biro; Gościński, Galant, Jeziorski – Krzyżek, Michałowski; Marzec, Ubowski, Witecki.
Trener: Krzysztof Majkowski.

Ostatnie artykuły