Znajdziesz nas też tutaj:

Felietony

Fiński proces. Sanocka odbudowa trwa

Miniony sezon dla Ciarko STS-u Sanok miał stanowić kontynuację kierunku obranego niedługo przed oficjalnym powrotem podkarpackiego klubu do rozgrywek PHL. Tymczasem, doszło do całkiem nieoczekiwanej zmiany szkoleniowca. Sanoccy działacze zdają się jednak trzymać rękę na pulsie, podążając dalej swoją wizją pod nadzorem nowego sternika.

(Nie)spodziewana dymisja

22 listopada w siedzibie Ciarko STS-u Sanok doszło do trzęsienia ziemi. To właśnie tego dnia dymisję na ręce prezesa klubu złożył Marek Ziętara. Trzyletni plan krewkiego szkoleniowca przetrwał zatem niespełna półtora sezonu. Jak argumentował nowotarski trener, nie czuł on już zaufania szatni ani też wsparcia „góry”, co nieocenione jest przy piastowaniu takiej funkcji. Rzekomo miał on już składać wolę rezygnacji z pracy wcześniej, ta została przyjęta jednak dopiero… dzień po niespodziewanym zwycięstwie z Re-Plast Unią Oświęcim.

To tyle ze spraw pozakulisowych. A jak wyglądała sytuacja STS-u na tafli? Cóż, nie było źle, ale mogło być lepiej. W szczególności biorąc pod uwagę fakt, iż klubowa kadra była personalnie mocniejsza niż przed rokiem, lecz drużyna nie czyniła oczekiwanego progresu.

Na stosunkowo długi – jak na nasze warunki – okres obowiązki pierwszego szkoleniowca przejął Marcin Ćwikła. Pod jego wodzą, zespół zdawał się grać znacznie swobodniej, lecz wszyscy oczekiwali przybycia szkoleniowca, który przejmie pałeczkę, a co za tym idzie – przywództwo nad całym projektem.

Fińska szkoła

Tą osobą okazał się być Miika Elomo. W ostatnich latach asystował on w prowadzeniu młodzieżowej reprezentacji Finlandii, która jest istną fabryką hokejowych talentów, lecz nieobce mu było także doświadczenie w pracy z seniorami. 45-letni trener zdawał się być nie tylko mocny pod kątem CV, ale także bardzo dobrze skrojony pod realia sanockiego klubu.

Średnia punktów zdobywanych na mecz nie poszybowała jednak w górę niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Sanoczanie finiszowali ostatecznie na siódmym miejscu w tabeli, znajdując się idealnie pomiędzy ósmym Zagłębiem, a szóstą KH Energą Toruń – różnica pomiędzy wymienionymi klubami wyniosła dziesięć „oczek”.

W fazie play-off hokeiści z grodu Grzegorza skrzyżowali kije z Re-Plast Unią Oświęcim. Wynik serii (1-4) nie oddaje jej rzeczywistego przebiegu, lecz sezon na wschodzie Polski ponownie wcześnie dobiegł końca. Sanockich hokeistów należy pochwalić za spory opór postawiony wyżej notowanemu rywalowi, do szczęścia zabrakło im jednak nieco farta, a także hokejowego obycia.

Świetlana przyszłość?

Prawdziwe wyzwanie czeka sanoczan jednak w przyszłym sezonie. Trzeci sezon spędzony po powrocie do struktur PHL wydaje się być idealnym momentem, by ocenić postęp STS-u. Świadomi tego zdają się być i sami działacze.

Po rewelacyjnym sezonie, szeregi klubu opuścił Jakub Bukowski. 21-letni król strzelców błyszczał nie lada instynktem, lecz postanowił pielęgnować swój talent w granicach Polski. Obrał on bowiem kierunek na Tychy, wiążąc się z miejscowym GKS-em.

Na transfer zdecydował się także kolejny „sztandarowy” wychowanek – Radosław Sawicki. Były zawodnik JKH GKS-u Jastrzębie czy GKS-u Katowice otrzyma szansę pokazania się w Champions Hockey League, gdzie będzie reprezentował barwy Comarch Cracovii.

Włodarze zabezpieczyli jednak dalsze usługi Dominika Salamy, Jerego Karlssona oraz Samiego Tamminena. 24-letni golkiper przebojem wdarł się do bramki STS-u, z miejsca wygryzając Patrika Spěšný’ego, który opuścił już drużynę i podpisał kontrakt z Zagłębiem Sosnowiec. Karlsson także zasilił sanoczan w trakcie sezonu, lecz zdołał zaprezentować się z na tyle dobrej strony, że został obdarzony zaufaniem na nadchodzące rozgrywki. Tamminen był z kolei jednym z najrówniej grających napastników z Sanoka.

Warto dodać, że szeregi STS-u zostały zasilone przez defensora mistrzów Polski – Kallego Valtolę. Były obrońca GieKSy nie odgrywał tam bynajmniej marginalnej roli, a jego transfer jest jasnym sygnałem, że ekipa z Podkarpacia chce namieszać w przyszłym sezonie. Wszystko wskazuje na to, że sanoczanie jeszcze bardziej zmniejszą dystans dzielący ich od ligowej czołówki, a to zwiastuje dodatkowe emocje.

Pozytywy

  • Klub wydaje się być pod dobrym sterem

Sylwetka Miiki Elomy wydaje się być dosyć niestandardowa jak na realia Polskiej Hokej Ligi. To młody trener na dorobku, który miał okazję podglądać standardy panujące na najwyższym poziomie światowego hokeja, jako asystent w Liidze czy juniorskiej reprezentacji Finlandii. Nieobca mu również praca samodzielnego szkoleniowca, pełniąc tę rolę w Mestis czy też norweskiej ekstralidze. W trakcie minionego sezonu miał zbyt mało czasu, by wprowadzić swoją wizję. Z niecierpliwością wyczekujemy jednak efektów jego pracy w nadchodzącym sezonie.

  • Najmłodszy król strzelców od lat

Jakub Bukowski to talent czystej krwi. Już w swym premierowym sezonie imponował dynamiką, a także łatwością w kreowaniu sobie dogodnych sytuacji. W poprzednich rozgrywkach dołożył z kolei do tego zabójczą skuteczność. Sanoccy włodarze nie zdołali zatrzymać swego diamentu, a jego usługi zapewnił sobie GKS Tychy. Wszystko wskazuje na to, że podkarpacka ziemia wydała zawodnika, który ma spore zadatki, by zostać gwiazdą polskiego hokeja.

Negatywy

  • Niepokojące wieści o wychowankach

W Sanoku dochodzi do pokoleniowej zmiany wśród wychowanków. Na zakończenie kariery zdecydował się Kamil Olearczyk, który był solidnym elementem sanockiej defensywy. W trakcie minionego sezonu klub opuścił z kolei Marek Strzyżowski. To niejedyne wieści dotyczące odejścia bardziej doświadczonych wychowanków. Czy nowa krew zdoła zapewnić odpowiednią jakość? W przyszłym sezonie postarają się o to Damian Ginda oraz Louis Miccoli, którzy zostali włączeni do pierwszego zespołu. W szatni mają jednak świetnego mentora, jakim jest Bogusław Rąpała. Popularny „Buli” rozegra 24. sezon w swojej profesjonalnej karierze.

Ostatnie artykuły