GKS Katowice w półfinale! Wicemistrzowie za burtą!

Sześć meczów trwała seria pomiędzy czwartą, a piątą drużyną sezonu zasadniczego. Ostatecznie górą była drużyna z Katowic. Ostatecznie katem podopiecznych Kevina Constantine’a okazał się być Grzegorz Pasiut.

Seria meczów ćwierćfinałowych pomiędzy Re-Plast Unią Oświęcim a GKS-em Katowice, to zdecydowanie najciekawsza para ćwierćfinałowa. Iskrzyło nie tylko na tafli, ale też poza nią. Decyzja władz PHL wywołała niemałe zamieszanie w sprawie walkowera, a raczej jej braku na korzyść drużyny z Oświęcimia. Dlatego każde spotkanie pomiędzy tymi drużynami to nowe emocje, tak było także dzisiaj. Unia przystępowała do tego meczu z nożem na gardle, natomiast katowiczanie mieli jeszcze margines błędu.

Zupełnie inny mecz

Jeśli chodzi o stronę sportową, to bez dwóch zdań był to najlepszy do oglądania mecz. Było sporo walki, wiele strzałów, a z jednej i drugiej strony widzieliśmy niesamowitą wolę walki. Ciężko określić kto miał przewagę od pierwszych minut, bo gra wyglądała na bardzo wyrównaną. Swoje okazje na otwarcie wyniku mieli zawodnicy pokroju Gilberta Brulé czy Grzegorza Pasiuta, ale z ich strzałami spokojnie radzili sobie bramkarze.

Oświęcimianie byli w opałach na początku drugiej tercji. Katowiczanie ruszyli na rywali i mogli otworzyć konto bramkowe jako pierwsi. Zaledwie kilkanaście sekund po wznowieniu drugiej odsłony Jyri Marttinen miał przed sobą pustą bramkę, ale Gregor Koblar ofiarnie rzucił się na lód i uchronił swoją drużynę przed utratą bramki. Z czasem wszystko wróciło do normy. Czyli mecz zamienił się szachy, katowiczanie optycznie przeważali, ale nie było najważniejszego… goli. W 36. minucie Luka Kalan z przyczyn wiadomych tylko od sędziego Kaczmarka został odesłany na ławkę kar na 10 minut za niesportowe zachowanie. Obiektywnie trzeba przyznać, że sędziowanie w dzisiejszym meczu pozostawiało wiele do życzenia. Wiele ewidentnych kar nie zostało nałożonych. Takowe należały się choćby Jyriemu Marttinenowi za trzymanie.

Bramkowa końcówka tercji

Po przerwie w grze spowodowanym nałożeniem kary dla Słoweńca, katowiczanie się zdekoncentrowali. Efekt? Patryk Wajda popełnił fatalny błąd przy wyjściu z tercji, a do krążka dopadł Gilbert Brulé, który momentalnie popędził na bramkę i wyjechał sam na sam z Jurajem Šimbochem. Kanadyjczyk bez zbędnych kombinacji oddał strzał z nadgarstka pod samą poprzeczkę, dzięki czemu dał swojej drużynie prowadzenie.Radość oświęcimian nie trwała jednak zbyt długo, bowiem już w 39. minucie Andriej Stiepanow posłał krążek do częściowo pustej bramki i wyrównał wynik meczu.

Mecz trzymał w napięciu, ale napastnicy byli ze skutecznością na bakier. Świetną okazję do objęcia prowadzenia miała GieKSa, ale Bartosz Fraszko z bliskiej odległości minimalnie chybił. Oświęcimianie zaczęli grać na coraz krótsze zmiany. W 54. minucie stuprocentową sytuację zmarnował Andriej Stiepanow, który po podaniu Bartosza Fraszki miał przed sobą pustą bramkę. Katowiczanie pod koniec mocno przycisnęli. Na moment przed syreną kończącą trzecią tercję, krążek znalazł się w bramce, ale chwilę wcześniej rozległ się gwizdek sędziego. O losach tego meczu mógł przesądzić Bartosz Fraszko. W sytuacji sam na sam zdecydował się na strzał w długi róg, ale Clarke Saunders wyczuł jego zamiary. Do 60. minuty wynik się nie zmienił, więc czekała nas dogrywka.

Do nagłej śmierci

W dogrywce od początku częściej bramce rywali zagrażali goście. Gospodarze ograniczyli się do gry z kontrataku. Najwięcej zamętu siała para Pasiut-Stiepanow. Oświęcimianie znów mieli problem z rozbijaniem ataków tej dwójki, która wdała im się we znaki w poprzednim meczu. Przypomnijmy, Grzegorz Pasiut zdobył wtedy bramkę zwycięską. Motywem przewodnim tych dwudziestu minut była walka. Zawodnicy obu ekip nie chcieli popełnić choćby najmniejszego błędu. Na 20 sekund przed końcem dogrywki, Siemion Garszyn przewrócił się w tercji rywala i stracił krążek. Ryan Glenn podjął fatalną decyzję o zjeździe do boksu co mogło skończyć się bramką. Jednak strzał Bartosza Fraszki zatrzymał Clarke Saunders. Wynik pozostał bez zmian, więc o wyniku musiały rozstrzygnąć rzuty karne. Tam gwóźdź do trumny wbił rywalom znów Grzegorz Pasiut.

Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 2:1 po karnych (0:0, 1:1, 0:0, 1:0)
1:0 – Gilbert Brulé (35:57),
1:1 – Andriej Stiepanow – Grzegorz Pasiut, Bartosz Fraszko (38:48, 5/4),
2:1 – Grzegorz Pasiut (DRZK).

Rzuty karne:
0:0 – Trandin,
0:0 – Rohtla,
1:0 – Glenn,
1:0 – Fraszko,
1:0 – Brulé,
1:1 – Stiepanow,
1:1 – Oriechin,
2:1 – Pasiut,
2:1 – Da Costa.

Re-Plast Unia: Saunders – Bezuška, Zat’ko; Garszyn, Da Costa, Oriechin – Glenn, Luža; Sherbatov, McKenzie, Brulé – Swindlehurst, Pretnar; Kalan, Trandin, Koblar – P. Noworyta, M. Noworyta; S. Kowalówka, Krzemień, Przygodzki.
Trener: Kevin Constantine

GKS Katowice: Šimboch – Marttinen, Franssila; Kuronen, Rohtla, Kubalík – Kruczek, Wajda; Fraszko, Pasiut, Stiepanow – Lamin, Krawczyk; Wanat, Starzyński, Michalski – Zieliński, Andersons; Nahunko, Paszek, Adamus.
Trener: Andriej Parfionow.

Stan rywalizacji (do czterech zwycięstw): 4:2 dla GKS-u Katowice