Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

Jak to będzie? – East Division

Witam z kolejnymi przewidywaniami nadchodzącego sezonu. Dzisiaj przyjrzymy się bliżej jednej z najsilniejszych i najbardziej wyrównanych dywizji, w której zdarzyć się może prawie wszystko. Najbardziej prawdopodobny scenariusz według mnie znajdziecie poniżej.

Boston Bruins
Najlepsza drużyna zeszłego sezonu, zdobywcy President’s Trophy. Jedni z głównych kandydatów do tytułu. Niestety dla nich, w „małym finale”, który odbył się w drugiej rundzie ulegli późniejszym zdobywcom Pucharu Stanleya, Tampie Bay Lightning. Czego zabrakło? Trochę szczęścia i przede wszystkim mentalu. Pierwszy mecz wygrany, a po drugim meczu przegranym w dogrywce coś w nich pękło. Trzeci mecz przegrali aż 1:7, czwarty 1:3. W meczu piątym próbowali się bronić, doprowadzili do dwóch dogrywek, ale i ten również przegrali. W nadchodzącym sezonie to nadal powinna być bardzo groźna drużyna. Z pewnością zaboli ich strata jednej z gwiazd drużyny, obrońcy Toreya Krug’a, który po sezonie podpisał kontrakt do końca kampanii 2026/27 z drużyną St. Louis Blues i będzie zarabiać 6.5mln $ za sezon. W momencie gdy zakończyłem pisać ten artykuł dowiedziałem się, że żywa legenda ligi i klubu, Zdeno Chara podpisał kontrakt z Washington Capitals, ponieważ Boston nie zaoferował nic zawodnikowi, a Big Z stwierdził, że chciałby zagrać jeszcze jeden sezon. Mimo to obrona nadal wygląda naprawdę dobrze z McAvoyem na czele. Atak przez prawie dwa miesiące nie będzie mógł polegać na swoim najskuteczniejszym zawodniku, Davidzie Pastrnaku, który zmaga się z kontuzją. Krótko po rozpoczęciu sezonu do rotacji ma wrócić ulubieniec trybun Brad Marchand. W offseason klub nie wykonał godnych uwagi ruchów kadrowych, wierząc w swój aktualny potencjał. Niedźwiadki nie powinny mieć problemu z zakwalifikowaniem się do playoffów.

Buffalo Sabres
Szable zaliczyły swój dziewiąty sezon z rzędu bez playoffów. Całkiem sensownie wyglądało to na papierze przed startem sezonu i do końca 2019 roku miało to odzwierciedlenie w grze Buffalo. Natomiast jak to się ostatecznie skończyło już wiemy- dłuższym urlopem. Dość ma Jack Eichel, jak donosili informatorzy, miał mówić w prywatnym gronie, że nie może wytrzymać ciągłego przegrywania i zastanawia się nad zmianą otoczenia. Mocne słowa jak na kogoś komu zostało 6 lat kontraktu, 10mln $ za sezon. Dość ma też zarząd klubu, który agresywnie działał na rynku transferowym. Najważniejszymi wzmocnieniami jest środkowy Eric Staal, doświadczony, 36-letni Kanadyjczyk, zdobywca największej ilości punktów w historii Caroliny Hurricanes, no i oczywiście jeden z najgłośniejszych transferów w lidze, numer 1 draftu 2010, 29-letni skrzydłowy Taylor Hall, który w poprzednim sezonie reprezentował barwy Arizony Coyotes. Hall ma pomóc w wykańczaniu akcji pierwszej linii Eichela, a Eric Staal ma swoim doświadczeniem i kreatywnością dowodzić drugiej linii, tak to widzę. Obrona bez zarzutów, martwić mogą kibiców ewentualne pogłoski o chęci przehandlowania Rasmusa Ristolainena. Piętą achillesową od bardzo dawna w tej drużynie jest ogromna mierność w bramce. Naprawdę dziwi fakt, że i w tym sezonie działacze nic z tym nie zrobili i stawiają na parę Ullmark – Hutton, a swoją uwagę skupili na wzmocnieniu nie najgorszego ataku. Na playoffy może wystarczy, przejście pierwszej rundy będzie sukcesem.

New Jersey Devils
Ekipa z New Jersey to jedna z większych zagadek nadchodzącego sezonu. Bardzo dużo bowiem będzie zależeć od młodziutkich liderów ataku tej drużyny-Nico Hischier (22 l.), Jack Hughes (19 l.). Rok temu nie za wiele udało im się ugrać i nie zakwalifikowali się do playoffów. Klub nie wykonał jeszcze żadnych poczynań w sprawie przedłużenia kontraktu Jespera Bratta. Młody Szwed zaliczył udany sezon, w 60 spotkaniach gromadząc 32 pkt i moim zdaniem zasłużył na nową umowę z diabłami. New Jersey zdecydowało się wzmocnić pozycję bramkarza i bardzo dobrze. Udany pierwszy sezon w lidze zaliczył Blackwood (91,5% sv), ale brakowało mu wsparcia dlatego klub zdecydował się na ściągniecie weterana z Chicago, Coreya Crawforda i ciekawa wydaje się sprawa kto będzie starterem na początku sezonu. Na innych pozycjach nie za wiele się zmieniło. Mam nadzieję, że zmieni się za to forma P.K. Subbana i przełoży aktywność w mediach na aktywność na tafli.

New York Islanders
Pomarańczowo – niebieska część hokejowego Nowego Jorku była rewelacją rozgrywek w bańce. Pokonali faworyzowanych Washington Capitals 4-1, a następnie w game 7 rozprawili się z jednym z głównych kandydatów do Pucharu Stanleya- Philadelphią Flyers. Ulegli dopiero po zaciętej serii w finałach konferencji Tampie Bay Lightning. Klub co prawda pozbył się bramkarza Thomasa Greissa, ale w jego miejsce zatrudnili bardzo dobrego Ilye Sorokina, który w 40 spotkaniach zeszłego sezonu w KHL miał średnią 1.5 puszczonej bramki na mecz i wskaźnik obron na poziomie 93.5%. Jeśli swoją dyspozycję przełoży na NHL to Semyon Varlamov wcale nie musi czuć się pewnie jako starter wyspiarzy. Jak już wiemy, środkowy Derick Brassard nie zdecydował się kontynuować swojej hokejowej kariery w tym klubie i podpisał kontrakt z Arizoną Coyotes. Po fatalnej kontuzji (łyżwa przecięła skórę i rogówkę) Johnny Boychuk zdecydował się zakończyć karierę. To może okazać się sporą stratą dla klubu, ponieważ defensor był ważną częścią linii obrony Islanders. Do tej pory kibice drżą o kontrakt największej gwiazdy i nadziei wyspiarzy, Mathew Barzala, ale wszystko wskazuje na to, że klub dogada się z zawodnikiem i zaproponuje mu rozwiązanie, w którym zawodnik przez najbliższe 3 lata zarobi 7 mln $, a po tych trzech latach jeśli utrzyma swoją znakomitą dyspozycję może liczyć na kontrakt godny gwiazdy- mówi się o 9 mln $ za sezon. Może na papierze New York Islanders nie są drużyną, której każdy w lidze powinien się bać, ale pokazali nie raz i nie dwa, że mają charakter, potrafią grać skuteczny hokej i mają Barry’ego Trotz’a na ławce trenerskiej.

New York Rangers
Teraz słów kilka o tej drugiej stronie hokejowego Nowego Jorku, tej w barwach niebiesko – czerwonych. Umarł król, niech żyje król. Po sezonie klub opuściła ikona tego klubu w XXI wieku- bramkarz Henrik Lundquist. Natomiast w tegorocznym drafcie, Rangers z numerem 1 wybrali jednego z najbardziej pożądanych prospektów ostatnich lat- Alexisa Lafreniere i upatrują w nim nową twarz organizacji na długie lata. To najmłodsza drużyna w NHL, ich średnia wieku to 25.48 lat. Młodzi i gniewni z Nowego Jorku z pewnością będą chcieli w tym sezonie zaatakować playfoffy. Jednak mam pewne wątpliwości co do tego czy im się to uda. Przede wszystkim dlatego, że są w jednej z najsilniejszych jak nie najsilniejszej dywizji. Do tego nie wiadomo czy Panarin na spółkę z Zibanejadem pociągną cały atak Rangers tak jak miało to miejsce w poprzednim sezonie. Nie wiadomo też czy Lafreniere udźwignie presję i z buta wejdzie do ligi i również nie wiadomo czy dwójka zeszłorocznego draftu, fiński skrzydłowy Kaapo Kakko zaliczy progres. Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Kadrą przypominają swoich rywali z miasta, ale w ostatnich playoffach w przeciwieństwie do nich zagrali tylko serię eliminacyjną i ją przegrali, gdyby nie zmiana formatu to raczej nie mieliby szans być w playoffach. Bardzo ciekawa drużyna, ale z tymi playoffami takie 50/50 w tym sezonie z lekką przewagą na nie.

Philadelphia Flyers
Ciężko jest być kibicem Flyers. Zawsze wielkie nadzieje i nic się ostatecznie nie dzieje. Ogólnie ciężko być kibicem drużyn z Philadelphi w każdej z amerykańskich lig, ale to taki szczegół. Stawiani przez bukmacherów i wiele portali hokejowych w roli największych faworytów do zdobycia Pucharu Stanleya, naprawdę udany przerwany sezon, po nowym roku zdarzało się, że szli jak burza. W playoffach wyszło słońce i po Flyers z sezonu zasadniczego za wiele nie zostało. Wygrali co prawda pierwszą serię, ale patrząc na to, że był to mierny Montreal i na to, że męczyli się z nimi niemiłosiernie będąc faworytem to nie mogło im się to udać. No i w następnej ciekawej, pasjonującej serii ulegli w game 7 rewelacji rozgrywek, New York Islanders. Najważniejszą informacją w offseason było to, że młody szwedzki talent, skrzydłowy Oskar Lindblom wygrał walkę z rakiem i zagra w nadchodzącym sezonie. Jak powiada klasyk- only serduszkowe reakcje. Cieszyć może też fakt, że znakomity sezon rozegrał rosyjski obrońca Ivan Provorov, na poziom all-star wszedł Travis Konecny, że oczekiwania spełnił Kevin Hayes, że Philadelphia Flyers, po wielu latach posuchy ma w końcu kogoś kto daje spokój, pewność i regularność w bramce w osobie Cartera Hart’a, który swoją drogą urzekł mnie również tym, że ma na swoim kasku namalowaną podobiznę Raya Emery’ego (R.I.P). Lotnicy cały czas pozostają bardzo silną drużyną, z którą każdy musi się liczyć. Myślę, że półfinał konferencji powinien być w zasięgu drużyny wielkiego Claude’a Giroux. Czy zajdą dalej? Nie wiem, choć się domyślam.

Pittsburgh Penguins
Przed chwilą pisałem o tym, że Flyers męczyli się z miernym Montrealem, prawda? No to co powiecie na to, że z tym miernym Montrealem w bęcki dostały wielkie pingwiny? Szok i niedowierzanie. Katastrofa i klęska. Niby przegrali minimalnie te trzy mecze, ale błagam. Klub z tak wielkimi aspiracjami co rok, z grającym Malkinem i legendą za życia Crosbym nie powinien sobie na coś takiego pozwolić. Strategia na „mamy Sida i Malkina, jakoś to będzie” nie zadziałała i jakoś nie było. Mimo tego, że przez większość sezonu nie mogliśmy cieszyć się grą Crosby’ego to Evgeni Malkin zdołał wziąć na siebie odpowiedzialność za drużynę i zagrał jeden z lepszych sezonów w swoim życiu i w 55 spotkaniach nazbierał 74 punkty. Naprawdę nie potrafię wytłumaczyć tego co stało się w serii z Canadiens. Zamiast oglądać pingwiny z Pittsburgha oglądaliśmy chyba te z Madagaskaru, z całym szacunkiem do ich militarnych umiejętności. Klub w offseason pozbył się skrzydłowego Patrica Hornqvista i w jego miejsce sprowadził młodego Fina, Kasperiego Kapanena. Linię obrony ma wzmocnić Cody Ceci. Klub podjął ryzykowną decyzję i postanowił, że numerem jeden w bramce będzie Tristan Jarry i pożegnał się z Mattem Murray’em, który powędrował do Ottawy Senators. Drużyna trochę zagadka dla mnie. Niby playoffy powinny być oczywistością, ale mam dziwne przeczucie, w każdym razie bardzo delikatne. Niech się modlą o zdrowie dla Crosby’ego, formę Malkina i większą produktywność pozostałych członków drużyny.

Washington Capitals
Kolejna drużyna wielkiego zawodnika, jednego z najlepszych w historii, człowieka slapshota z czubka bulika, Pana Alexandra Ovechkina. Dostali baty w pierwszej rundzie od Islanders. Niby byli jedną z czterech drużyn, które nie musiały grać w rundzie kwalifikacyjnej, ale jeśli mam być szczery to za wiele się po nich nie spodziewałem. Największa strata w nadchodzącym sezonie to brak jednego z najlepszych bramkarzy ligi, Bradena Holtby’ego, który odszedł do Vancouver Canucks. Nie jestem pewien czy Ilya Samsonov poradzi sobie z rolą startera, mimo dobrego ostatniego sezonu gdzie wskaźnik obron miał na poziomie 91.3%, a straconych bramek na mecz 2.55. Pomóc miał mu legendarny Henrik Lundqvist, ale przez problemy z sercem przejdzie na nie operację i opuści cały nadchodzący sezon. Życzę mu zdrowia. Washington na szybko zatrudnił na try-out bramkarza, który miał przejść na emeryturę, Craiga Andersona, który ostatnie lata spędził w Ottawie Senators. Nie jest to wielkie wzmocnienie, ale była to konieczność, a dostępnych nazwisk nie było za wiele. Nie uświadczyliśmy w tym offseason ciekawych wzmocnień, o których warto wspomnieć. Linii obrony nie pomoże fakt, że kontuzjowany jest Michal Kempny i jego powrót będzie możliwy dopiero na początku maja. No ale jak pisałem wyżej, Washington właśnie zdecydował się skorzystać z usług Zdeno Chary i z najstarszego klubu NHL stali się jeszcze starszym klubem. Na pewno jest to ciekawy transfer medialnie, ale sportowo to szczerze nie wiem czy za wiele coś wniesie. Już mają jednego starszego pana od silnego strzału Z KLEPY. Jeśli jedyne białe co będzie miał Kuznetsov w głowie to będzie tafla lodu, Ovechkin znowu strzeli 50 bramek, T.J. Oshie znowu będzie najlepszym zawodnikiem, na którego nikt nie zwraca uwagi, a John Carlsson będzie należycie dowodził obroną to szanse na playoffy są, ale patrząc na konkurencję raczej niewielkie.

To bardzo silna dywizja, w której walka o miejsce w playoffach toczyć się będzie do ostatniego spotkania. Można śmiało stwierdzić, że transmisje będzie oglądać pokaźna liczba widzów. Spróbujmy jakoś stworzyć końcową tabelę East Division:
1. Boston Bruins
2. Philadelphia Flyers
3. Pittsburgh Penguins
4. Buffalo Sabres/ New York Islanders
5. New York Islanders/ Buffalo Sabres
6. Washington Capitals
7. New York Rangers
8. New Jersey Devils

Nie miałem wątpliwości tylko do pierwszych dwóch miejsc. Wiele kandydatów żeby kontynuować grę po sezonie, niewiele miejsc. Washington moim zdaniem zawiedzie w tegorocznych rozgrywkach, do końca bym ich nie skreślał, bo Ovi to Ovi, ale po wygraniu mistrzostwa jakoś im nie idzie w playoffach to może oni teraz do nich nie pójdą. Buffalo może zrobić kibicom niespodziankę po 9 latach, ale Islanders może im te plany pokrzyżować. Może zlekceważyłem Rangers, ale gdzieś musiałem ich upchnąć. Jeden nowy bramkarz w New Jersey to za mało. Sidney Crosby co by o nim nie mówić jest cudotwórcą i jeśli cały sezon będzie zdrowy to zobaczymy pingwiny w playoffach. Do zobaczenia przy następnej dywizji!

Michał Suchodolski

Ostatnie artykuły