Jak to będzie? – West Division

No witam. Po nieco dłuższej przerwie zapraszam na przegląd dywizji, o którą biły się najsilniejsze ekipy, położone tak żeby się do niej geograficznie załapać. Trzy pierwsze miejsca w zasadzie pewne, ALE czasy są jakie są, a hokej jest piękną grą, w której wszystko może się wydarzyć, no i jest jeszcze czwarte miejsce, o które powinna toczyć się interesująca walka. Przegląd czas zacząć.

Anaheim Ducks

Ulubieńcy jednego z najsłynniejszych hokejowych youtuberów, Kanadyjczyka Pavela Barbera spełnili w ubiegłym sezonie oczekiwania swoich kibiców i nie zakwalifikowali się do playoffów. Szkoda, że to tak wygląda, bo jeszcze w 2017 świetny sezon zakończyli dopiero na finałach konferencji. Szkoda trochę jednego z najlepszych bramkarzy ostatnich lat Johna Gibsona, który na pewno ma aspiracje na coś więcej niż sezon zasadniczy i szkoda również Ryana Getzlafa, kapitana kaczek, który pamięta jeszcze mistrzowski sezon 2006/07 i grał w nim fenomenalnie- 58 pkt w sezonie i 17 w playoffach jako rookie. Żadnych wzmocnień na ten sezon działacze raczej nie mieli w planach. Jedynym godnym uwagi wzmocnieniem jest Kevin Shattenkirk, solidny, doświadczony i dobrze punktujący defensor, aktualny mistrz w barwach Tampy. Klub skupia się na rozwoju swoich młodych zawodników, będzie pewnie sukcesywnie wprowadzać też graczy z klubów farmerskich. Wiadomo, jak każdy będą chcieli wypaść w nadchodzącym sezonie jak najlepiej, ale walką o najwyższe cele raczej nie będą sobie jeszcze co najmniej przez rok zakrzątać głowy, przykro mi Barber. W każdym razie mówimy o tym sezonie, a w sezonie 21/22 może się wiele wydarzyć, w NHL 20 dajmy na to do Ducks przechodzi Ovechkin i Barzal także nie skreślajmy ich.

Arizona Coyotes

Bardzo ciekawa drużyna. Kto by pomyślał, że na środku pustyni, w słonecznej Arizonie będzie można grać w hokej na lodzie na wysokim poziomie. Po sezonie odszedł środkowy Derek Stepan, który został oddany do Ottawy za drugorundowy wybór w Drafcie 2021. Kontraktu nie przedłużył gwiazdor Taylor Hall, który dołączył do Arizony w trakcie sezonu. Natomiast drużyna wzmocniła się w ataku Derickiem Brassardem i Drakiem Caggiulą. Występ w bańce był pierwszym występem kojotów w postseason od roku 2012 gdzie przegrali finały konferencji. W tym roku tak kolorowo nie licząc trzecich strojów nie było i odpali już na starcie. To drużyna, którą dobrze się oglądało w poprzednim sezonie, grali dynamiczny hokej, twardo w obronie, a bramkarze fundowali efektowne popisy między słupkami tylko fajnie byłoby gdyby tę efektowność przełożyli też na efektywność i zdobycze punktowe. W takiej dywizji East nie dawałbym im większych szans, ale patrząc na to jak wygląda ich dywizja to mogą pokusić się o aktywną walkę o 4 miejsce.

Colorado Avalanche

Bezdyskusyjnie kandydat do pierwszego miejsca w dywizji. Bardzo silny skład, od trzech lat regularnie w playoffach, MacKinnon nie zawodzi i również od trzech lat nie schodzi poniżej 90 punktów w sezonie i w poprzednim uzbierałby pewnie pierwszą setkę w życiu, ale niestety sezon zasadniczy został skrócony. To od niego głównie zależeć będzie to czy Colorado osiągnie sukces. W przyszłym sezonie do pomocy będzie miał prawie taki sam skład. Do linii ataku został sprowadzony z Chicago napastnik, Brandon Saad, który miał udany sezon- w 58 spotkaniach strzelił 21 bramek. W klubie liczą, że ich Rookie Of The Year, bardzo dobry ofensywnie obrońca Cale Makar utrzyma solidną dyspozycję. Zdarzały mu się błędy w obronie takie jak złe podania, które przechwytywali przeciwnicy i po kontrze zdobywali bramkę, ale bardziej wynikało to z braku doświadczenia i chłodnej głowy niż z braku umiejętności. Największą bolączką tej drużyny jest obsada w bramce. Co prawda w trakcie sezonu objawił im się Francouz, który jest Czechem i mam nadzieję, że będą na niego częściej stawiać niż na Grubauera, ponieważ ten wydaje się być pewniejszym punktem i popełniać mniej błędów po których padają głupie bramki. Playoff to konieczność dla Avalanche, celują zdecydowanie w zwycięstwo dywizji i ich realnym celem powinny być finały konferencji.

Los Angeles Kings

Ekipa żyjąca jeszcze swoimi tytułami zdobytymi w ubiegłej dekadzie, no ale jak to mówią nie można żyć przeszłością i powoli w królewskim obozie zaczyna iść nowe. Z drugim numerem w drafcie w tym roku wybrany został 18-letni środkowy o znakomitych warunkach fizycznych (194 cm, 100 kg) Quinton Byfield. Mimo młodego wieku, powinien od razu zacząć sezon w podstawowej drużynie Kings, a patrząc na to jak wygląda kadra 3 linia wydaje się minimum, a druga linia celem realnym. Na obecnie trwających Mistrzostwach Świata U-20 prezentuje się bardzo dobrze i w 5 meczach dla Kanady uzbierał 7 punktów. Nie uczestniczy przez to w obozie przygotowawczym swojej drużyny, ale moim zdaniem nie powinno to znacząco wpłynąć na jego dyspozycję, a zgranie z zespołem wyjdzie w trakcie sezonu. Liderem ataku zespołu oczywiście będzie kapitan Anze Kopitar. W poprzednim sezonie nikt nawet nie dorównał jego 62 punktom, drugi Alex Iaffalo miał ich 43. W obronie dowodzić będzie gwiazda ligi, Drew Doughty, który też zaliczył udany indywidualnie sezon z 35 punktami. Do pomocy klub sprowadził mu Olliego Maatę z Chicago Blackhawks. Jonathan Quick już nie jest taki szybki w swoich bramkarskich interwencjach, na szczęście mają w zanadrzu młodego Cala Petersena, który notował solidne występy i wydaje się być jego naturalnym następcą chyba, że Quick zacznie znowu grać jak z nut, a Petersen nie będzie chciał czekać i przejdzie gdzieś gdzie stanie się z miejsca starterem. Klub niedawno ogłosił, że zatrudnił skrzydłowego Andreasa Athanasiou. Nie wiem na ile będzie wzmocnieniem, bo po przejściu w środku sezonu z Detroit do Edmonton w 9 spotkaniach zanotował po jednej bramce i asyście, ale w przeszłości pokazał, że potrafi grać i pewnie tym sugerowali się działacze. Został mu rok kontraktu, więc to bezpieczny ruch klubu- spełni oczekiwania to go podpiszą, nie spełni to bez żalu nie przedłużą z nim umowy. Klub nadal jest w fazie przebudowy, na tym się będą skupiać, mimo genialnej dyspozycji Kopitara od kilkunastu lat, zdają sobie sprawę, że nie będzie wiecznie ich kapitanem i będą chcieli aby Byfield powoli przejmował od niego pałęczkę.

Minnesota Wild

Z wyjątkiem sezonu 18/19 to od kampanii 12/13 Minnesota regularnie melduje się w postseason. Tylko co z tego jeśli nie licząc dwóch sezonów zawsze odpadają w pierwszej rundzie? W offseason wiele się działo, kibiców z pewnością najbardziej zabolał fakt, że twarz ich organizacji, lider wszechczasów Wild w rozegranych spotkaniach, punktach i asystach, wicelider w zdobytych bramkach nie wystąpi w ich barwach w przyszłym sezonie. Weteran z Finlandii podpisał roczny kontrakt z Columbus Blue Jackets. Klub wyraźnie od przyszłego sezonu wchodzi w fazę przebudowy. Wystarczy spojrzeć kto odszedł po sezonie lub w trakcie z zespołu: Jason Zucker, Eric Staal, Mikko Koivu, Luke Kunin, Devan Dubnyk. Wymienieni zawodnicy stanowili siłę drużyny z Minnesoty. W ich miejsca do składu dołączyli Nick Bonino, Marcus Johansson, Cam Talbot. Obrona nadal pozostaje silna. Jest Suter, Dumba, Brodin i Spurgeon. Z mocnych stron to na tyle. Najbardziej interesuje mnie w przyszłym sezonie postawa napastnika Kirilla Kaprizova, który od trzech sezonów jest na fali wznoszącej w KHL, a teraz ma szansę wykazać się w amerykańsko – kanadyjskiej lidze. Raczej nie czekam z niecierpliwością na mecze Minnesoty Wild w nadchodzącym sezonie. Pewnie obejrzę z dwa spotkania żeby zobaczyć jak to wygląda w nowej rzeczywistości, zobaczyć jak radzi sobie obrońca Matt Dumba, czy Kevin Fiala stanie się nową twarzą Wild. Nie jest to ekipa, która będzie walczyć w tym sezonie o playoffy.

San Jose Sharks

Jedno z większych rozczarowań poprzedniego sezonu. Miała być walka o tytuł, a było walenie głową w mur i jeden z gorszych bilansów w lidze (29-36-5). Nie pomogła na pewno kontuzja elitarnego obrońcy Erika Karlssona i szczerze nie mogę doczekać się jego powrotu na lód, który z pewnością obejrzę przy pierwszej możliwej okazji. Nie licząc tego feralnego sezonu San Jose dobrze radzą sobie w ostatnich latach w playoffach. Co prawda nie zdobyli upragnionego tytułu, ale byli w finale konferencji i finale ligi, a to już coś. Na plus wydaje się sprowadzenie do rekinów doświadczonego bramkarza Devana Dubnyka, ponieważ bramkarze nie spisywali się najlepiej i zawodzili w ważnych momentach. O sile linii obrony będzie stanowić wcześniej wspomniany Karlsson i kolejna gwiazda ligi, Brent Burns. Byli oni odpowiednio 4 i 3 najlepszymi punktującymi zespołu. W ataku liczą na Timo Meier’a i Evandera Kane’a, choć ten drugi może mieć inne plany na sezon takie jak przygotowywanie się do walki z Loganem Paul’em lub wywoływanie burz w sieci politycznymi wpisami. Do zdrowia wraca sympatyczny Tomas Hertl, do składu po nieudanej ucieczce z San Jose w pogoni za marzeniem o zdobyciu tytułu z pingwinami wraca weteran Patrick Marleau, Logan Couture i Kevin Labanc również nie powinni odstawać od kolegów. Psikusa klubowi i kibicom wywinął w offseason jeden z ich ulubieńców- Joe Thorton i powędrował do Toronto Maple Leafs. Z tak drastycznie napakowaną dywizją rekiny mogą liczyć na playoffy w tym sezonie.

St. Louis Blues

Mistrzowie z 2019 roku nie zdołali obronić tytułu i już w drugiej rundzie zostali wyeliminowani przez ekipę z Vancouver, a nic tego nie zapowiadało, bo rozegrali naprawdę świetny sezon zasadniczy i byli faworytem tej serii jak i w sumie całej fazy playoff. Niestety kontuzjowany w nowy sezon wchodzi skrzydłowy Vladimir Tarasenko, który w poprzednim sezonie rozegrał łącznie 14 spotkań. Jego powrót przewidywany jest na początek marca. Bluesmani po sezonie musieli pogodzić się z ogromną stratą jaką było odejście kapitana drużyny Alexa Pietrangelo. Zawodnik nie dogadał się z klubem w sprawie przedłużenia kontraktu i podpisał umowę do końca sezonu 26/27 z Vegas Golden Knights. Jego roczne zarobki wyniosą 8.8 mln $. St. Louis musiało zatem wybrać swojego nowego kapitana i został nim środkowy Ryan O’Reilly. Dziurę w obronie po Pietrangelo ma załatać Torey Krug. Reprezentujący w ostatnim czasie barwy Bostoin Bruins obrońca, podpisał kontrakt na 6 lat i rocznie bluesmani płacić mu będą 6.5 mln $. Bardzo ciekawym ruchem jest zatrudnienie skrzydłowego Mike’a Hoffmana na kontrakt typu try-out. Zawodnik w ostatnim sezonie zdobył 29 bramek i 30 asyst, więc powinien zapewnić jakość liniom ofensywnym Blues. Bez dwóch zdań faza playoff to dla St. Louis Blues konieczność i powinni to osiągnąć.

Vegas Golden Knights

Klub bardzo nielubiany przez większość kibiców tylko dlatego, że powstał bardzo niedawno i praktycznie od razu zaczął sobie dobrze radzić- gdzieś to już widziałem. Spokojnie Vegas, za chwilę do ligi wchodzi Seattle Kraken to wam dadzą spokój, może. Knights jak w poprzednim roku liczyli się w walce o najwyższe cele. Gdy wzmocnili swoją bramkę Robinem Lehnerem wielu wydawało się, że będzie już pozamiatane. Niestety na drodze stanęli im zawodnicy Dallas Stars i zatrzymali ich w finale konferencji wygrywając serię 4:1. W tym sezonie nie powinno być inaczej i Vegas Golden Knights za cel stawiają sobie przynajmniej udział w finałach konferencji, a wzniesienie Pucharu Stanleya wcale nie jest takim odległym marzeniem. W celu realizacji tego przedsięwzięcia, klub zdecydował się na sprowadzenie do siebie znakomitego obrońcy, Alexa Pietrangelo. Były kapitan Blues był zdecydowanie najlepszym defensorem swojej drużyny i w poprzednim sezonie zdobył 52 punkty. Cały czas nie wiadomo co dalej z przyszłością Maxa Pacioretty’ego w klubie. Krąży wiele pogłosek mówiących o tym, że klub będzie próbował w trakcie sezonu wymienić zawodnika. Mimo ciężkiego kontraktu i 32 lat na karku powinien być to łakomy kąsek dla innych klubów, ale zakładajmy, że na ten moment zostaje w klubie. Vegas jest jednym z nielicznych klubów gdzie jednym z silniejszych jak nie najsilniejszym punktem drużyny jest bramka. Para Lehner – Fleury wygląda imponująco. Jeżeli atak z Markiem Stone’m, Williamem Karlssonem i Jonathanem Marchessault’em na czele będzie produkował wystarczającą ilość bramek, Alex Pietrangelo odnajdzie się w nowym otoczeniu i systemie to mamy silnego kandydata do tytułu w tym sezonie.

Czas na końcową kwalifikację West Division:
1. St. Louis Blues
2. Vegas Golden Knights
3. Colorado Avalanche
4. San Jose Sharks
5. Arizona Coyotes
6. Minnesota Wild
7.Los Angeles Kings
8. Anaheim Ducks

Tak to widzę. Pierwsza trójka to moim zdaniem pewniaki, co najwyżej może zmienić się kolejność, ale ostatecznia właśnie ta wydała mi się najbardziej realna. San Jose w tym roku powinno tę czwartą pozycję zgarnąć, bo konkurencji nie ma za wiele, choć nie można lekceważyć kojotów. Czarnym koniem może okazać się Los Angeles, które było niepokonane w marcu, ale bardziej realnym scenariuszem jest jedynie tryumf nad swoim sąsiadem zza miedzy. To by było na tyle w temacie West Division. Została ostatnia, North, której przegląd już niebawem. Do przeczytania!

Michał Suchodolski