Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

Kamil Kalinowski: Zagraliśmy zbyt nerwowo w obronie

Kamil Kalinowski w niedzielnym meczu KH Energi Toruń z Zagłębiem Sosnowiec zdobył dwie bramki. To nie wystarczyło, by “Stalowe Pierniki” odniosły czwarte zwycięstwo z rzędu. Czasu na rozpamiętywanie porażki nie ma zbyt wiele, bo torunian w tym tygodniu czekają trudne trzy mecze.

KH Energa Toruń zaznała pierwszej goryczy porażki w obecnym sezonie. Ich pogromcą okazało się Zagłębie Sosnowiec, które zwyciężyło 5:4 po dogrywce.

Był to ciężki mecz i od początku nie układał się po naszej myśli – popełniliśmy wiele błędów indywidualnych. Te nasze mecze z Sosnowcem zawsze są dla nas ciężkie, ale byliśmy gotowi na to spotkanie. Nastawialiśmy się bardzo dobrze, od pierwszej tercji chcieliśmy narzucić swoje tempo – rozpoczął Kamil Kalinowski.

Zgodnie ze słowami kapitana “Stalowych Pierników” mecz rozpoczął się dobrze dla przyjezdnych, bo po jego strzale objęli prowadzenie. Potem jednak nie było już tak dobrze, bo torunianie stracili bramkę do szatni, a następnie na początku drugiej tercji kolejne dwie.

Wydaje mi się, że ta końcówka pierwszej tercji była kluczowa, bo w ostatnich dwóch minutach daliśmy rywalowi zdobyć bramkę, a potem jeszcze faul i zaczynali drugą tercję od przewagi na świeżym lodzie. To była dla nas bardzo zła końcówka premierowej odsłony – wyjaśnił kapitan “Stalowych Pierników”.

Torunianom udało się szybko odpowiedzieć na dwie bramki strzelone przez Zagłębie, a do siatki trafił Michaił Szabanow. Sęk w tym, że sędziowie nie uznali, wydaje się, prawidłowo zdobytej bramki. Po analizie zapisu wideo sędzia Robert Długi anulował bramkę, którą wcześniej uznał.

Szczerze mówiąc, dla mnie to jest czysty gol. Rozmawiałem po meczu z sędziami na ten temat, nikt nie sygnalizował żadnego kopnięcia, sędziowie sami pojechali sprawdzić wideo. Nikt z Zagłębia nie miał pretensji po tym golu, wszyscy zjechali do boksu normalnie, jakby dostali normalną bramkę. Dlatego ta decyzja o sprawdzeniu wideo była dla nas dziwna, a decyzja o nieuznaniu tej bramki to już w ogóle. Michaił (Szabanow – dop. red), mówi że trącił krążek kijem jeszcze przed linią. Moim zdaniem taka bramka powinna zostać uznana, bo krążek odbił się od poprzeczki i Michaił nie miał tam za dużo czasu na reakcję. Na moje czysty gol – tłumaczył popularny “Kalina”.

Hokeiści KH Energi Toruń zdołali jednak odrobić dwubramkową stratę. Ba, objęli nawet prowadzenie 4:3, gdy wykorzystali trzy okresy gry w liczebnej przewadze. Kontaktową bramkę dla przyjezdnych zdobył nasz rozmówca, a kolejne dołożyli Mikałaj Syty i Miro Lehtimäki.

Bardzo dobrze wróciliśmy w tej trzeciej tercji. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że wychodzimy i strzelamy dwie bramki i to się udało. Obie bramki zdobyte w przewadze, najpierw jedna w podwójnej, potem druga. Szacunek dla chłopaków za ten powrót – kontynuował starszy z braci Kalinowskich.

Wydawało się, że torunianie po tak udanym powrocie do spotkania zdołają utrzymać prowadzenie do końcowej syreny. Tak się jednak nie stało. Najpierw wynik spotkania wyrównał Tomasz Kozłowski, a decydujący cios w dogrywce zadał Jewgienij Nikiforow.

Przysnęliśmy przy tym golu na 4:4, potem dwie niepotrzebne kary i Zagłębie zamknęło mecz. Ostatecznie dwa punkty zostają w Sosnowcu, a jeden jedzie do Torunia. Nie do końca jesteśmy zadowoleni z tego spotkania. Pojawiło się u nas rozluźnienie w trzeciej tercji. Podobnie jak w końcówce pierwszej odsłony, za bardzo nonszalancko podeszliśmy do tego, nie mogliśmy wyrzucić krążka z tercji – mówił kapitan KH Energi.

Dla kapitana drużyny z grodu Kopernika mecz w Sosnowcu miał słodko-gorzki smak. Wprawdzie zdobył on dwie bramki dla swojej drużyny, ale “Stalowe Pierniki” z Zagłębia Dąbrowskiego wróciły do Torunia tylko z jednym punktem.

Te bramki na pewno cieszą, ale bardziej by cieszyło, jakbyśmy wracali ze zwycięstwem do Torunia. Cieszą te dwa gole, ale teraz wracamy do Torunia i analizujemy to spotkanie. Jedziemy dalej, nie zwieszamy głów, wciąż jesteśmy na fali, regenerujemy się i będziemy gotowi na wtorek – wyjaśniał Kalinowski.

Podopieczni trenera Tupamäkiego mogą być zadowoleni z tego, jak rozgrywali okresy gry w liczebnej przewadze. Podczas meczu w Sosnowcu wykorzystali wszystkie, trzy takie momenty i pod tym względem plasują się na pierwszym miejscu w lidze. Ekipa z grodu Kopernika wykorzystała łącznie 5 z 14 takich okresów gry, co daje 35,7% skuteczności.

Cieszą bramki w przewadze, bo to zawsze cieszy. W żargonie hokejowym mówi się, że przewagami można wygrać mecz. Cieszą te bramki w przewadze, ale tak jak widać dzisiaj to za bardzo nic nie dało, ale cieszy fakt, że coś trenujemy i to przynosi skutek w meczach – uśmiechnął się nasz rozmówca.

Torunian czekają teraz mecze z czołowymi zespołami poprzedniego sezonu. Już we wtorek do grodu Kopernika zawitają mistrzowie Polski z Jastrzębia-Zdroju, w piątek “Stalowe Pierniki” pojadą do Krakowa, a w niedzielę ugoszczą GKS Tychy. Jak przygotowywać się będą do tych spotkań?

Wracamy do Torunia i analizujemy te spotkania, bo błędów było za dużo. Zagraliśmy zbyt nerwowo w obronie. Na pewno czekają nas rozmowy z trenerem, dobra regeneracja, dynamiczna siłownia i jesteśmy gotowi do gry – zakończył “Kalina”.

fot. Tomasz Michalczuk.

Ostatnie artykuły