Znajdziesz nas też tutaj:

Felietony

Kilka słów po pierwszej rundzie [FELIETON]

Nowy sezon – nowe nadzieje, z takim hasłem noszono się w wielu polskich klubach. Właściwie każda z drużyn przeszła przebudowę, a pierwsza runda miała zweryfikować czy koncepcje, na które się zdecydowano były słuszne, czy też nie. Kto zaskoczył, a kto zawiódł?

Pozytywne zaskoczenia

Zacznę od największego zaskoczenia na ten moment, czyli GKS-u Katowice. Wzmocnienia z północy w ostatniej chwili, a także przeciętne wyniki sparingów nie zwiastowały takiego początku w wykonaniu Jacka Płachty. Pięć zwycięstw z rzędu i fotel lidera po pierwszej rundzie to jednak nie przypadek. W GieKSie wszystko funkcjonuje, jak należy. Sporo pozytywów do gry wnieśli Matias Lehtonen i Anthon Eriksson oraz Carl Hudson. Nieco więcej oczekiwałbym od Joony Monto. Może ten jeszcze się przebudzi? Znakomity bramkarz w osobie Johna Murraya i polskie trio Wronka-Pasiut-Fraszko to zdecydowanie recepta na sukces w wykonaniu katowiczan. Jedyny mankament, który przychodzi mi do głowy to czwarta formacja. Jacek Płachta daje w niej szanse młodym Polakom, ale na razie ci zawodnicy nie dają zbyt wiele od siebie. Na razie nadrabiają za nich trzy inne linie, ale czy uda im się utrzymać ten trend przez cały, długi sezon?

Pozytywnie zaskoczyła mnie też Comarch Cracovia, po której raczej spodziewałabym się słabego początku i zakupów „last minute”. Tym razem podopieczni Rudolfa Roháčka od startu znajdują się w czubie tabeli, choć poza Damianem Kapicą na próżno szukać tam ofensywnych liderów. Rosyjski zaciąg, przynajmniej na razie, nie pokazał nic szczególnego. Szarpie za to Collin Shirley, po którym nie spodziewano się zbyt wiele. W defensywie prym wiodą Czesi Jakub Šaur i Jiří Gula. Muszę pochwalić czeskiego szkoleniowca za dawanie szansy młodzieżowcom, którzy pokazują się z bardzo dobrej strony i nie stanowią tylko uzupełnienia składu. Zdecydowanie będzie z nich pociecha w przyszłości.


fot. cracovia.pl/hokej

Obniżone loty

Mistrzowie Polski z nieco słabszym składem niż w poprzednim sezonie grają ze zmiennym szczęściem. Początek nie był dla nich zbyt udany, bowiem zanotowali aż trzy porażki z rzędu. Później jednak mecze i zwycięstwa z nieco słabszymi drużynami przywróciły im czołowe miejsce w tabeli. Odnośnie tej ekipy mam mieszane uczucia, Łotysze poza Egilsem Kalnsem i Frenksem Razgalsem nie wyróżniają się zbytnio, a i liderzy z poprzedniego sezonu, czyli Roman Rác i Martin Kasperlík obniżyli loty. Obaj dali jednak sygnały przebudzenia, ale do spełnienia oczekiwań wobec nich wciąż daleko.

Wiele więcej obiecywałem sobie również po KH Enerdze Toruń. Wydawało się, że Jussi Tupamäki stworzył prawdziwego potwora, ale po udanym i obiecującym początku, przyszły rozczarowania. Przede wszystkim żaden z bramkarzy nie potrafi zbliżyć się do poziomu Antona Svenssona z ubiegłej kampanii, a obrona gra zbyt nerwowo i popełnia zbyt wiele błędów. Zagraniczni zawodnicy również mieli dać więcej, a Henri Limma i Aleksandr Rodionow poza nieudanymi zagraniami i karami nie dają pozytywów drużynie. Nieco na wyrost było też określenie „Nowe otwarcie”, bowiem młodzi zawodnicy, owszem są w składzie, ale minut na lodzie nie dostają zbyt wiele. Problemem „Stalowych Pierników” są zdecydowanie mecze wyjazdowe. Oglądając ich spotkania domowe i wyjazdowe mam wrażenie, że to zupełnie dwie inne drużyny. Duet trenerski Tupamäki-Podsiadło ma o czym myśleć, zwłaszcza że ambicją torunian był awans do Pucharu Polski.

Przebudzenie biało-niebieskich

Wydawało mi się, że będzie tutaj trzeba zrugać Unię Oświęcim, ale po fatalnym starcie, ta drużyna się rozpędza i z dnia na dzień prezentuje inne oblicze. Tom Coolen to fachowiec i stanął na wysokości zadania, poprawiając mankamenty w grze biało-niebieskich. Kibice wieszali psy na kanadyjskich zawodnikach, a Tyler Wishart wyrasta na prawdziwego lidera, który z meczu na mecz pokazuje jeszcze dojrzalszą grę, będąc liderem defensywy Unii. Drużyna z Chemików narzekać może na krótką ławkę, bo od kilku meczów muszą sobie radzić grając na trzy formacje. Szefostwo biało-niebieskich ma już na celowniku potencjalnych zawodników, którzy dołączą do zespołu, ale o wiążące decyzje zapewne zapadną wkrótce. Wciąż jednak będę się przyglądać Clarke’owi Saundersowi, który nieco poprawił swą dyspozycję, ale tak słabego początku mało kto się spodziewał. Trener Coolen lubi mieć stabilnego golkipera, więc nie zdziwi mnie ewentualna roszada na tej pozycji w przyszłości, jeśli Saunders nie podtrzyma rosnącego trendu.

Rozczarowania…

Najwięcej gorzkich słów należy się zespołom z Tychów i Sosnowca. Wprawdzie tyszanie zdołali awansować na czwartą lokatę, ale ich zwycięstwa są wymęczone, gra nie porywa i jest toporna. Indywidualne błyski zawodników dają punkty zespołowi Krzysztofa Majkowskiego, a przecież jeszcze dwa sezony była to drużyna kompletna, bez słabych punktów – prawdziwa maszyna do zwycięstw. Nietrafione transfery – najbardziej w oczy rzuca się bezbarwne trio Rosjan z Torunia. Tam byli liderami, a w piwnym mieście jakby zupełnie zapomnieli jak grać, choć minut na lodzie dostają sporo. Nawet tercet zza Oceanu nie jest tak skuteczny, jak choćby jeszcze sezon temu. Temu zespołowi przydadzą się gruntowne zmiany i wiemy, że pewne ruchy są już rozważane. Sosnowiczanie natomiast po ruchach poczynionych przed sezonem mieli być potężniejszym graczem, ale stare demony nie dają o sobie zapomnieć, a do tego Michał Czernik kompletnie zagubił formę i nawet fenomenalna postawa Jewgienija Nikiforowa i Aleksandra Wasiljewa nie jest w stanie ratować punktów dla zespołu z Zamkowej. Awans do play-offów przy postawie Podhala wydaje się formalnością, ale na pewno nie takie ambicje mieli działacze zasłużonego klubu.

Pole do poprawy

Niczym nie zaskoczyli za to sanoczanie. Przez niektórych „ekspertów” typowani do roli największej niespodzianki i czarnego konia, nie pokazali nic szczególnego, choć sparingi mówiły co innego. Jaka jest tego przyczyna? Trudno powiedzieć, ale pierwsze ruchy personalne pokazują, że i działacze z grodu Grzegorza nie są zadowoleni z osiąganych rezultatów.

Pastwić nie będę się nad zespołem Podhala Nowy Targ. Trener Gusow stanął przed trudnym zadaniem, które na razie nieco nie idzie po jego myśli. Drużynie spod Tatr brakuje przede wszystkim doświadczonego bramkarza, gdyż młode trio golkiperów „Szarotek” nie radzi sobie jeszcze na tym poziomie. Problemem są też kontuzje, które nie omijają nowotarżan. Mimo wszystko mają jednak w składzie trochę doświadczonych zawodników i dziwi fakt, że dopuścili oni do takich pogromów. Podhale płaci teraz frycowe za grę wychowankami i w przyszłości powinno to zaprocentować. Liczę jednak, że „Górale” jeszcze w tym sezonie sprawią niejedną niespodziankę.

Mikołaj Pachniewski

Ostatnie artykuły