Znajdziesz nas też tutaj:
fot. Tomasz Michalczuk

Wywiady

Kogut: Przegraliśmy ten finał w głowach

KH Energa Toruń przegrała w finale Pucharu Polski 0:3 z Comarch Cracovią i z Bytomia do Torunia wrócili z niczym. Nie można jednak odmówić “Stalowym Piernikom” ambicji i woli walki. Mecz był bardzo zacięty i wyrównany. Sam udział w finale można odbierać jako sukces, ale jak to w sporcie, zawsze pozostaje niedosyt.

Wydawało się, że w pierwszej odsłonie gol dla torunian jest tylko kwestią czasu. Po kilku próbach toruńskich zawodników, wynik pozostał jednak bez zmian. W drugiej tercji krakowianie przejęli inicjatywę i nie oddali jej do końcowej syreny.

– W pierwszej tercji zabrakło przede wszystkim tego gola, który niewątpliwie by nam pomógł. Wydaje się, że od straconej bramki trochę zeszliśmy z tonu. Tak jakbyśmy się wystraszyli, że możemy przegrać ten mecz. Ciężko mi powiedzieć tak “na gorąco”, ale jak się nie strzela ani jednej bramki to niestety nie da się wygrać meczu – stwierdził napastnik KH Energi Toruń.

Świetną okazję w 31. minucie meczu miał właśnie Patryk Kogut, jednak w doskonałej sytuacji chybił o centymetry. Kto wie jak potoczył by się mecz, gdyby jednak krążek po jego strzale znalazł się w bramce.

– Jak się przegrywa to zawsze trzeba mieć opuszczoną głowę. Czujemy niedosyt, bo czuliśmy że możemy wygrać ten mecz. Mieliśmy okazje i też nie było tak, że to Cracovia przez cały mecz dominowała. Mieliśmy swoje sytuacje, ale niestety żadnej z nich nie wykorzystaliśmy, między innymi ja – ocenił wychowanek Naprzodu Janów.

Torunianie w ataku byli bardzo groźni, ale zabrakło skuteczności i czasami też szczęścia. Ponadto świetnie dysponowany w tym dniu był Dienis Pieriewozczikow. Krakowianie dysponowali o wiele bardziej doświadczonym składem i wydaje się, że to był główny atut tego zespołu.

– Rywale mieli moim zdaniem więcej oddanych strzałów na naszą bramkę. My mieliśmy więcej takich klarownych sytuacji, ale z ilości bierze się potem jakość tych strzałów. Na pewno zespół Comarch Cracovii jest doświadczony. Nie pierwszy raz zagrali taki mecz jak dzisiaj. U nas wielu chłopaków znalazło się w spotkaniu o takiej randze po raz pierwszy, choć to nie zawsze jest wyznacznik. Było pod koniec widać ich doświadczenie, kiedy to grali na czas, utrzymywali się przy krążku i dali nam rozwinąć skrzydeł w tercji ataku. Nie można im odmówić, że jest to klasowa drużyna – powiedział 30-latek.

Ważnym aspektem w finale były wykluczenia. W kluczowych momentach meczu, torunianie zamiast gonić wynik, musieli bronić się przed atakami rywala. Jednak i w osłabieniu mieli okazje na gola.

– Jak się gra w czterech to jest znacznie trudniej. Tylko w półfinale zdarzyło się tak, że zdobyliśmy dwie bramki grając w osłabieniu. Zazwyczaj się gra defensywnie i gra się tak by nie stracić bramki niż strzelić. Chociaż ja dziś jechałem sam na sam w osłabieniu, można było więc podtrzymać tę passę osłabień. Potem zaczęliśmy grać trochę nerwowo, a każda kolejna kara zawsze wybija z rytmu – stwierdził skrzydłowy “Stalowych Pierników”.

Znaczącą rolę w tym meczu mogła odegrać regeneracja. W praktyce to torunianie mieli kilka godzin odpoczynku więcej. Jednak w naszej dyscyplinie często zawodnikom lepiej gra się gdy są w rytmie meczowym.

– Ja się tak naprawdę czułem lepiej niż wczoraj. Po meczu półfinałowym byłem strasznie zmęczony, ale dzisiaj jakoś z minuty na minutę czułem się coraz lepiej. Szybko więc odzyskałem siły. Bałem się, że kondycyjnie może być słabo, a się okazało że było lepiej niż wczoraj. Przed meczem półfinałowym to wiadomo, cała podróż autobusem mogła mieć wpływ na nasze zmęczenie, a dziś byliśmy na miejscu więc nie ma co zwalać na siły, przegraliśmy mecz w głowach – zakończył Patryk Kogut.

Ostatnie artykuły