zklepy.pl
Image default

Kres pięknej przygody. Polska gorsza od Kazachstanu, żegnamy się z Elitą

Siedmiomeczowa przygoda na najwyższym szczeblu światowego hokeja reprezentacji Polski dobiegła końca. W kluczowym meczu z Kazachstanem, którego stawką było utrzymanie w Elicie, przegraliśmy 1:3. Przez dwie tercje w spotkaniu żadna ze stron nie potrafiła wypracować przewagi, ale w trzeciej tercji po serii indywidualnych błędów straciliśmy kolejne dwa trafienia.

Dzisiejszy mecz z Kazachstanem bez dwóch zdań zapisze się w historii polskiego hokeja jako jedno z dotychczas najważniejszych międzynarodowych spotkań w XXI wieku. Starcie o być albo nie być obydwu ekip w elicie miało prosty rachunek: zwycięstwo Polski za trzy punkty dawało nam utrzymanie, każdy inny rezultat oznaczał z kolei powrót na drugi szczebel rozgrywkowy.

Od pierwszych minut wyglądaliśmy solidnie. Prowadzenie objęliśmy w 10. minucie po zamieszaniu przeddbramkowym, w którym Kamil Wałęga przytomnie dobił krążek do siatki Szutowa. Radość była ogromna, tym bardziej, że oznaczała ona przełamanie fatalnej serii kolejnych niewykorzystanych przewag.

Niestety, prowadzenie udało się utrzymać przez nieco ponad trzy minuty. Po wygranym buliku, skrzydłem popędził Nikita Michailis i precyzyjnym strzałem przy słupku pozostawił Murrayowi minimalny margines błędu.

Druga tercja była zdecydowanie bardziej stonowana i obfitowała w szarpaną grę. Polacy dwukrotnie stawali do gry w przewadze: w 31. minucie Szestakow zaatakował Murraya za jego bramką, ale skończyło się tylko na karze mniejszej. Biało-czerwoni nie poszli za ciosem, choć czym bliżej było przerwy, tym więcej animuszu miały akcje podopiecznych trenera Kalábera.

Trzecia odsłona miała podobny przebieg. Niestety, w 51. minucie nasza defensywa wykazała się biernością, co doprowadziło do tego, że Oriechow miał dość miejsca, by otrzymać dobre podanie, a następnie przymierzyć z pierwszego krążka. Defensywna niemoc doprowadziła także do utraty trzeciego gola. Alan Łyszczarczyk stracił krążek na linii niebieskiej, a Starczenko popędził sam przeciw Murrayowi, zamieniając tę okazję na trafienie.

Kazachstan – Polska 3:1 (1:1, 0:0, 2:0)
0:1 – Kamil Wałęga – Alan Łyszczarczyk (09:11, 5/4),
1:1 – Nikita Michailis – Arkadij Szestakow (12:35),
2:1 – Walerij Oriechow –Nikita Michailis, Samat Danijar (50:20),
3:1 – Roman Starczenko (54:25).

Kazachstan: Szutow – Beketajew, Metalnikow; Starczenko, Omirbekow, Rymariew – Danijar, Oriechow; Paniukow, Muchametow, Michailis – Breus, Dichanbek; Sawickij, Szestakow, Muratow – Gaitamirow, Koroliow; Assetow, Bojko, Rachmanow.
Trener: Gałym Mambietalijew.

Polska: Murray – Wanacki, Kolusz; Wronka, Pasiut, Fraszko – Wajda, Kruczek; Łyszczarczyk, Dziubiński, Michalski – Dronia, Bryk; Krz. Maciaś, Paś, Wałęga – Kostek, Górny; Urbanowicz, Komorski, Zygmunt.
Trener: Róbert Kaláber.

Najnowsze artykuły

Czesko-szwajcarski finał! Szwedzi i Kanadyjczycy muszą obejść się ze smakiem

Redakcja

O powrót do elity w Rumunii! Zagramy w Sepsi Aréna 

Mikołaj Pachniewski

Dla jednych radość, dla drugich spadek. Polacy po powtórkę z 2020 roku

Mikołaj Pachniewski

Skomentuj