Lewartowski: Zasługiwaliśmy na zwycięstwo

Cóż to był za mecz. Od 0:3, do końcowego 5:4 dla tyszan. Mistrzowie Polski na pewno chcieliby jak najszybciej zapomnieć o pierwszej tercji. Po trzeciej bramce dla Comarch Cracovii, nastąpiła zmiana w tyskiej bramce. Johna Murraya zastąpił Kamil Lewartowski, który w trakcie meczu wyrósł na bohatera swojej drużyny. To w głównej mierze dzięki jego postawie, drużyna gości może się cieszyć z dwóch punktów.

Dla mistrzów Polski mecz rozpoczął się wręcz fatalnie. Po piętnastu minutach krakowianie prowadzili już 3:0. Jednak trójkolorowi się nie poddali i udało im się przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

– To był nasz wielki powrót. Z 0:3 na 3:3 i tak samo w karnych, przegrywaliśmy 0:2, a ostatecznie wygraliśmy 3:2. To nas bardzo cieszy, bo zdecydowanie zasługiwaliśmy dzisiaj na zwycięstwo. To efekt pracy całej drużyny – stwierdził wychowanek tyskiej drużyny.

Można powiedzieć, że w pierwszej tercji podopieczni Krzysztofa Majkowskiego “zostali w szatni”. Było widać braki w koncentracji i przytrafiały się też głupie błędy. Od drugiej tercji jednak wszystko wyglądało inaczej.

– Ciężko powiedzieć skąd taka słaba gra w pierwszej tercji. Być może byliśmy dziś za bardzo rozluźnieni. Gdzieś z tyłu głowy być może była już ta przerwa kadrowa czy zbliżające się Święta Bożego Narodzenia. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to jak najszybciej zakończyć i być z rodzinami w domu. Jednak od drugiej tercji graliśmy już w pełni skoncentrowani. To przyniosło efekt, bo wróciliśmy do gry – ocenił główny aktor meczu z Comarch Cracovią.

Kamil Lewartowski obronił dziś 23 z 24 strzałów co daje mu 95% skuteczności obronionych strzałów. Zimną krew zachował także w serii najazdów, gdzie okazał się być pewnym punktem swojej drużyny.

– Ja nie lubię się oceniać. Ocenę mojej postawy pozostawiam trenerowi. Dla mnie to na pewno wielka rzecz. Ja się bardzo cieszę. Ogólnie każde zwycięstwo, w którym mogę wziąć czynny udział bardzo mnie raduje. Dziś temu meczowi towarzyszyły spore emocje, przez to, że udało nam się wrócić do gry. Najważniejsze, że udało się wynik dowieźć do końca – skwitował “Lewar”.

Była to ostatnia ligowa kolejka w tym roku kalendarzowym. Na kolejne zmagania w ramach PHL, będziemy musieli zaczekać do 5 stycznia. Wtedy tyszan czeka wyjazd do Torunia.

– Przed nami jest jeszcze Puchar Polski. Na pewno będziemy ciężko trenować. Ta długa przerwa nie zwalnia nas od ciężkiej pracy. Kilku kolegów jedzie w tym czasie na kadrę, a reszta też nie będzie zwalniała tempa – powiedział tyski bramkarz.

To spotkanie pokazało, że w trudnych chwilach można liczyć na drugiego bramkarza GKS-u Tychy. Kibice tego klubu na pewno życzą sobie, by w przyszłości to właśnie Lewartowski został pierwszym bramkarzem aktualnych mistrzów Polski.

– Kiedyś już mówiłem. Jeśli ja na treningach będę się pokazywał z dobrej strony, to na pewno dam trenerowi argumenty ku temu, by częściej na mnie stawiał. Jeśli trener będzie widział, że chcę, że potrafię, że ciężko trenuję i mam dobrą formę, to myślę że częściej będę gościł pomiędzy słupkami – zakończył były młodzieżowy reprezentant Polski.