Znajdziesz nas też tutaj:

Felietony

Liga open, a poziom kadry. Czy jest lepiej? (FELIETON)

Reprezentacja Polski zakończyła udział w turnieju eliminacyjnym do Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Biało-czerwoni odnieśli sensacyjne zwycięstwo z Białorusią, które pozwoliło hokejowi zaistnieć w polskich mediach. Czy skończy się to na przysłowiowych5 minutach?

Reprezentacja na dnie

Kiedy w 2018 roku kadra pod batutą Teda Nolana zakończyła mistrzostwa świata dywizji IA na ostatnim miejscu i spadła szczebel niżej w światowym czempionacie, wydawało się, że to tylko roczna banicja. Rozczarowanie było ogromne, bo doświadczony szkoleniowiec miał być sternikiem, który poprowadzi nas do bram Elity. Tak się jednak nie stało i reprezentację objął Tomek Valtonen. Ten wskazał jej właściwy kierunek, ale pierwszym niepokojącym sygnałem była sensacyjna porażka w towarzyskim meczu z Rumunią 0:2. Dodajmy, że wtedy przegraliśmy z Rumunami pierwszy raz w historii!

Na mistrzostwach świata w Tallinie wszystko szło dobrze do feralnego meczu z Rumunią. Mimo dominacji Polaków, wielu doskonałych sytuacjach, przez błędy defensywy i Przemysława Odrobnego, przegraliśmy 2:3 po dogrywce. To była już druga porażka z rzędu z tym rywalem, a licznik bije dalej i obecnie od trzech spotkań nie jesteśmy w stanie pokonać Rumunów! Następnie biało-czerwoni musieli liczyć na potknięcie swoich pogromców w pozostałych meczach, ale tak się nie stało i na dobre ugrzęźliśmy na trzecim poziomie światowego czempionatu.

Liga open i niespodzianka w Nur-Sułtanie

W międzyczasie w PHL wprowadzono ligę open, która miała tylu samo orędowników, co przeciwników. Wszelkie ograniczenia dla obcokrajowców zostały zniesione, co w założeniu, miało podnieść poziom ligi oraz reprezentacji. Polscy hokeiści nie mogli już liczyć na lukratywne kontrakty i pewne miejsce w składzie. Taka decyzja wprowadziła sporo ożywienia do naszej ligi. Szybko jednak obrońcy polskich zawodników podnieśli głosy o tym, że to droga donikąd, a przez to nasza reprezentacja jeszcze bardziej stoczy się na dno. Przecież Polacy zostali wyparci przez wątpliwej jakości obcokrajowców, co na pewno było tańszym rozwiązaniem.

Ciekawe rozgrywki ligowe zostały zastopowane przez zgrupowanie reprezentacji, która wybierała się do Kazachstanu, by tam walczyć w turnieju prekwalifikacyjnym do Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Nikt przy zdrowych zmysłach nie dawał szans podopiecznym Tomka Valtonena na zajęcie pierwszego miejsca, premiowanego awansem do kolejnej rundy eliminacji. Wygrane z Holandią i Ukrainą były obowiązkiem, a na deser Polacy mierzyli się z gospodarzami. Drużyna naszpikowana zawodnikami KHL, razem z naturalizowanymi zawodnikami zza Oceanu nie miała prawa przegrać ze słabą reprezentacją Polski, która nie potrafiła pokonać Rumunii. A jednak! Dzięki poświęceniu całej drużyny i odpowiedzialnej grze, udało się zwyciężyć 3:2. Czy był to efekt ligi open? Myślę, że tak.

Wyrównana liga i…brak Polaków

Dzięki decyzji władz ligi niemal każdy mecz PHL był wyrównany i skończyło się ogrywanie rywali „na jednej łyżwie”.  Tempo spotkań wzrosło, a polscy hokeiści musieli się przystosować i tym samym byli bardziej przygotowani do takiego meczu na arenie międzynarodowej. Nie dało się oprzeć wrażeniu, że otworzenie ligi na obcokrajowców przyniosło spodziewany efekt. Z czasem zaczęło jednak dochodzić do patologii, gdzie w składzie było zaledwie trzech Polaków (łącznie z rezerwowym bramkarzem), a reszta mecz oglądała z wysokości trybun. Czy taki był zamiar hokejowych władz? Oczywiście, co nie jest zakazane, jest dozwolone, ale w taki sposób nasz rodzimy hokej nie rozwinie się.

Taka kolej rzeczy sprawiła, że co lepsi Polacy postanowili zmienić otoczenie. Wyjechali choćby: Radosław Sawicki, Filip Komorski, Bartosz Ciura, Dominik Paś, Kamil Wałęga, Jan Sołtys. Gra w mocniejszych ligach daje im szansę na rozwój. To jednak zawodnicy o ponad przeciętnych umiejętnościach, a ci nieco gorsi musieli ustąpić miejsca zagranicznym hokeistom, często po prostu słabym, bądź tanim, którzy poziomem wcale im nie odbiegali. Zapewne zaraz zostanę nazwany obrońcą miernych Polaków, ale czy nie lepiej oglądać wychowanka niż obcokrajowca, który do PHL przyjechał na hokejową emeryturę, aby odcinać kupony, albo “wynalazki”, które przez rok nie grały w hokeja?

Niezbędne zmiany

Reprezentacja Polski na niedawno zakończonym turnieju kwalifikacji olimpijskich zajęła 4. miejsce. Wprawdzie dzięki determinacji i dobrej grze obronnej, a także świetnej postawie Johna Murray’a, udało się naszym hokeistom wygrać z Białorusią, ale później nie było już tak kolorowo. W meczu ze Słowacją zaprezentowaliśmy się nawet dobrze, ale widać było jaka przepaść dzieli nas od światowej elity. Odstawaliśmy nie tylko pod względem techniki, ale także szybkości, jazdy na łyżwach i wytrzymałości. Natomiast mecz z Austrią obnażył nasze problemy w środkowej tercji, a także fatalną skuteczność.

Niedawno do Polski wrócił Henryk Gruth, znakomity polski trener, który odnosił sukcesy w pracy z młodzieżą w Szwajcarii. Władze PZHL powinny jak najszybciej skontaktować się z nim i opracować plan szkolenia, abyśmy za kilka lat mogli doczekać się pierwszych plonów w postaci zdolnej młodzieży. Obecnie w wielu klubach szkolenie leży i kwiczy, a zawodnicy ci nie są potem w stanie rywalizować choćby na taflach PHL, nie mówiąc o potyczkach międzynarodowych.

Co z tą przyszłością?

Należy także przemyśleć dalsze funkcjonowanie ligi open. Oczywistym faktem jest to, że PHL jest ligą zawodową i nie można dyskryminować hokeistów na tle narodowościowym. Niezbędne jest jednak wprowadzenie rozsądnego limitu obcokrajowców. Błagam, zmieńmy też kwestię młodzieżowca. Bądźmy poważni i nie nazywajmy zawodnika w wieku 23 lat młodzieżowcem. Tacy hokeiści w mocnych ligach stanowią już o sile swoich zespołów, a nie podpierają bandę i “wędkują”. Powinniśmy wprowadzić wymóg gry co najmniej trzech zawodników do 19 lat. Optymalnym rozwiązaniem byłoby, gdyby młodzi Polacy grali w formacjach z obcokrajowcami, od których mogliby się czegoś nauczyć i podnieść swoje umiejętności. Zanim jednak tak się stanie, polskich działaczy czeka poważna zmiana mentalności. Muszą zrozumieć, że liczy się nie tylko to, co teraz, ale także przyszłość naszej ukochanej dyscypliny.

Statystyczne ciekawostki z turnieju kwalifikacyjnego w Bratysławie. Jak wypadli Polacy?

Na turnieju w Bratysławie mieliśmy najstarszą reprezentację (średnia wieku 29 lat), mały promyk nadziei dała kadra U18 wygrywając turniej w Ostrawie, ale należy działać natychmiast! Zmiany niezbędne są od kolejnego sezonu. Teraz trzymajmy jednak kciuki, by reprezentacja dowodzona przez Roberta Kalabera na przyszłorocznych mistrzostwach świata dywizji IB w Katowicach awansowała szczebel wyżej. Jeśli nie chcemy, by czołówka jeszcze bardziej nam odjechała to musimy grać z lepszymi zespołami od siebie. Kluczowy dla sprawy awansu będzie mecz z Litwą. Wydaje się, że biało-czerwonych stać na zwycięstwo z naszymi sąsiadami. Pierwsze miejsce w Spodku da nam powrót na zaplecze światowego czempionatu i tam, na ten moment, jest nasze miejsce.

Nie zmarnujmy tych “pięciu minut”, które ma teraz hokej w mediach i społeczeństwie. Wygrana z Białorusią dała promyk nadziei, że możemy rywalizować z lepszymi reprezentacjami. Czas wziąć się do pracy i zadbać o lepszą przyszłość naszej kochanej dyscypliny. Dobre wyniki reprezentacji przyciągną nowych sponsorów i zainteresowanie kibiców, co zwiększy popularność hokeja w Polsce. Może w końcu doczekamy się transmisji na poziomie z ligowych rozgrywek? Do sukcesu i popularyzacji potrzebujemy silnej reprezentacji i wyrównanej, a także dobrej ligi. Czy to się uda? Czas pokaże.

fot. polskihokej.eu

Ostatnie artykuły