Znajdziesz nas też tutaj:

Felietony

Łotewski wariant oszczędnościowy. Brązowy medal miarą możliwości JKH

Potrójna korona była historycznym wyczynem Jastrzębskiego Klubu Hokejowego. Hokeiści znad czeskiej granicy zdominowali rodzime rozgrywki, przynosząc chlubę całemu miastu. Przed rozpoczęciem minionego sezonu było jasne, iż o powtórzenie tego sukcesu będzie piekielnie trudno. Jastrzębianom nie udało się nawiązać do zeszłorocznych sukcesów, a brązowy medal zdaje się dobrze odzwierciedlać możliwości tamtej ekipy.

Potrójna korona przekleństwem JKH

Po zakończeniu sezonu 2021/2022 z pełną dozą przekonania można stwierdzić już, iż Jastrzębski Klub Hokejowy padł ofiarą własnego sukcesu. Zawodnicy tacy jak: Zackary Phillips, Marek Hovorka, Radosław Sawicki oraz piekielnie utalentowani wychowankowie w osobach: Dominika Pasia, Kamila Wałęgi i Jana Sołtysa dołożyli sporą cegłę do niesamowitego wyczynu, jakim było zgarnięcie wszystkich trofeów na krajowym podwórku.

Przed rozpoczęciem następnej kampanii ich szafki na Jastorze były już jednak opróżnione. Część hokeistów zasiliła ligową konkurencję, inni poszukali zaś swego szczęścia za granicą. Przy Alei Jana Pawła II pozostał jednak solidny fundament, który wciąż miał zadatki, by bić się o obronę tytułu mistrzowskiego. Do zawodników, którzy pozostali nad czeską granicą, dokooptowano czterech Łotyszy, którzy mieli podtrzymać jakość ofensywy.

Historyczna szansa zmarnowana

Mistrzowski tytuł uprawniał jastrzębian do reprezentowania Polskiej Hokej Ligi na arenie Champions Hockey League. O ile poprzednie udziały polskich ekip w tym cyklu imprez były raczej miernikiem, jaka odległość dzieli nas od światowej czołówki, to fakt, iż w minionym roku jastrzębian zestawiono w grupie z drużynami pochodzącymi z krajów walczących o udział w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, był sporym ułatwieniem.

Niestety, dał o sobie znać brak okrzepnięcia na scenie międzynarodowej. EC Red Bull Salzburg i HC Bolzano, choć organizacyjnie wyprzedzają JKH GKS Jastrzębie o lata świetlne, sportowo były wyrównanymi rywalami. Nie wystarczyło to jednak, by pokusić się o wywalczenie awansu do fazy pucharowej jako pierwsza polska drużyna w historii. Na osłodę pozostały zwycięstwa z norweskim Frisk Asker.

Pucharowa absencja

O ile po zakończeniu udziału w Hokejowej Lidze Mistrzów jastrzębianie mieli podnieść głowę uniesioną ku górze, tak wyniki na krajowym podwórku nie zadowalały. Ówcześni mistrzowie Polski zatracili gdzieś pazur potęgowany sportową złością, jakim błyszczeli w poprzednim sezonie. Liczba prostych, niewymuszonych błędów oraz zmarnowanych okazji nie miały prawa nie znaleźć odzwierciedlenia w wynikach zespołu.

Zwycięstwo w Superpucharze Polski przyjęto jako znak powrotu na dobre tory, a także odhaczenie pierwszego punktu na liście trofeów do obronienia. Podopieczni Róberta Kalábera Puchar Polski oddali już bez walki. Mecz z Comarch Cracovią, który miał zadecydować o tym, kto uzupełni stawkę tej imprezy, był dobrą wizualizacją wszystkich problemów taktycznych, które trapiły wówczas ten zespół. W efekcie, jastrzębianie nie mieli szansy obrony pucharu, po który sięgali w poprzednich trzech latach.

Play-offowe aspiracje

Nic zatem dziwnego, iż w dobie słabych wyników postanowiono wstrząsnąć zespołem i dokonać roszad. Za dotychczasowe usługi podziękowano Rusłanowi Baszyrowowi oraz Samuelowi Mlynarovičowi. Rosyjski napastnik nie przekuł miana odkrycia sezonu na wodzenie prymu w jastrzębskim ataku, zaś Słowak zamiast wnieść do gry sporego wkładu doświadczenia, raczej irytował, ilekroć pojawiał się na tafli.

Do macierzy powrócił za to Dominik Paś, który zanotował nieudaną przygodę z AZ-etem Hawierzów. Na przełomie 2021 i 2022 roku wyniki jastrzębian były na tyle dobre, iż ich szanse na obronę złotego medalu znacznie wzrosły. Ostatecznie, sezon zasadniczy zakończyli oni na trzecim miejscu, pięć punktów za pierwszą w tabeli GieKSą.

33 sekundy porażki

W play-offach schody pojawiły się już jednak na etapie ćwierćfinału. Niżej notowana KH Energa Toruń po raz kolejny pokazała, że jest w stanie napsuć sporo krwi drużynom z czołówki. Po sześciu meczach wciąż nie było wiadome, kto zagości w półfinale, a o wszystkim miało zadecydować starcie w Jastrzębiu-Zdroju. JKH GKS był już jedną nogą poza burtą, lecz udało mu się wykorzystać fizyczne zmęczenie rywali i przypieczętować swój awans przed własną publicznością.

W półfinale na Jastrzębski Klub Hokejowy czekała Re-Plast Unia Oświęcim, która w tym sezonie miała patent na tego przeciwnika. Wszystko wskazywało na to, że pierwszy mecz padnie jednak łupem jastrzębian. To, co wydarzyło się w ostatnich 33 sekundach meczu, hokeistów znad czeskiej granicy nawiedza w koszmarach zapewne po dziś dzień. Przy stanie 0:2, kontaktowego gola zdobył Maksim Rogow, zaś w ostatniej sekundzie w podbramkowym zamieszaniu krążek w siatce ulokował Aleksandr Strielcow. W dogrywce „złotego gola” zdobył zaś Victor Rollin Carlsson. Taki obrót wydarzeń nie miał prawa nie odbić się na psychice jastrzębian. Choć udało im się uszczknąć dwa zwycięstwa, to w sześciu meczach swą wyższość udowodnili biało-niebiescy.

Ustępującym mistrzom Polski na osłodę pozostał jedynie brązowy medal. GKS Tychy, choć swą grą w play-offach miał spore zadatki, by powalczyć o najwyższy laur, po porażce z GKS-em Katowice ulotnił wszelką motywację do dalszej rywalizacji.

Co przyniesie przyszłość?

Łotewska koncepcja budowy zespołu przyniosła połowiczny efekt. Spadek poziomu sportowego względem ekipy z sezonu 2020/2021 był widoczny gołym okiem, nie tylko w wynikach zespołu. Włodarze podążają jednak śmiało tą drogą, stawiając jednak tym razem na młodszych hokeistów na dorobku.

Między słupkami doszło również do roszady na pozycji pierwszego bramkarza. Patrik Nechvátal nie podtrzymał formy z mistrzowskiej kampanii i jeszcze przed „trzydziestką” podjął decyzję o zakończeniu kariery. W Jastrzębiu-Zdroju nie ujrzymy już również Romana Ráca oraz Martina Kasperlíka.

Jest jeszcze zbyt wcześnie, by wróżyć jakiekolwiek predykcje przed rozpoczęciem kolejnych rozgrywek. Analizując jednak miniony sezon, wydaje się, że linia oddzielająca sukces od porażki znajdowała się przede wszystkim w głowach hokeistów. Świeża krew powinna podnieść morale oraz być zaczątkiem nowego projektu sportowego.

Pozytywy:

  • Emocje Champions Hockey League

Choć JKH GKS Jastrzębie zmarnował dogodną okazję na wywalczenie awansu do fazy pucharowej Champions Hockey League jako pierwszy polski zespół w historii, to pierwsze dwa pojedynki na tej arenie oglądaliśmy z zapartym tchem. Liczymy, że ilość emocji w związku z udziałem dwóch drużyn PHL zostanie co najmniej podwojona!

  • Brązowy medal

Kruszec wywalczony na zakończenie sezonu 2021/2022 jastrzębscy kibice powinni przyjąć z pokorą, gdyż stanowi on realne odzwierciedlenie możliwości tamtej ekipy. Dodając do tego Superpuchar Polski, w Jastrzębiu-Zdroju nie ma poczucia, iż sezon zakończono z pustymi rękoma.

Negatywy:

  • Łotewska przeciętność

Egils Kalns, Frenks Razgals, Artūrs Ševčenko i Vitālijs Pavlovs mieli przejąć schedę po napastnikach, którzy czarowali swą grą w mistrzowskim sezonie. Poziomem do tamtej ekipy udało się nawiązać jedynie pierwszemu z wymienionych. Razgals dysponuje naturalną łatwością w kreowaniu sobie bramkowych okazji, lecz ich wykończenie to osobny rozdział (czym, nota bene, przypominał Kasperlíka z jego pierwszego sezonu w JKH). Pavlovs swym podaniem mógł wypracować znakomitą sytuację strzelecką, jak i wystawić „patelnię” rywalowi (co też zadecydowało o absencji JKH w rozgrywkach Pucharu Polski). Młodszy z braci Ševčenko nie potrafił z kolei przejąć ciężaru gry w decydujących momentach, które tego wymagały.

  • Słaba mentalność

O ile poprzednia ekipa była synonimem drużyny sukcesu, tak zespół wystawiony w 2021/2022 epatował nierzadko brakiem pewności siebie, a w decydujących momentach zawodził. Hokeiści dowodzeni przez Róberta Kalábera podołali w głównej mierze jedynie w Superpucharze Polski oraz boju o brązowy medal. Wydaje się, że przy odpowiednim nastawieniu jastrzębianie mogli ugrać w Champions Hockey League i play-offach znacznie więcej.

Ostatnie artykuły