Znajdziesz nas też tutaj:

Felietony

Medalowa posucha. Nadzieja na lepsze jutro GKS-u Tychy?

Sympatycy GKS-u Tychy z pewnością nie tak wyobrażali sobie minioną kampanię. Po kiepskim sezonie zasadniczym, faza play-off zbudziła wśród tyszan nadzieję na dobry wynik. Ta została jednak całkowicie stłumiona podczas dogrywki w Katowicach strzałem Jakuba Wanackiego. „Trójkolorowi” byli o krok od finału, ale ostatecznie zostali z niczym po raz pierwszy od dekady.

Kiepskie początki

Miniony sezon miał stanowić powrót na szczyt, jednakże zeszłoroczne transfery od początku nie napawały optymizmem. Ze zdziwieniem przyjęliśmy informację o przedłużonym kontrakcie z Markiem Biro, który od początku – mówiąc delikatnie – nie zachwycał. Przede wszystkim nie wypełniono luki po Bartoszu Ciurze, Filipie Komorskim czy Jarosławie Rzeszutce. Wszyscy trzej pełnili w Tychach ważne funkcje. Warto przypomnieć, że w tyskim klubie występowali tacy zawodnicy jak Jakub Michałowski czy Renārs Kārkls. Polski defensor jednak dość szybko przegrał rywalizację o pierwszy skład, zaś Łotysz wrócił do ojczyzny.

Wartość dodaną mieli stanowić Rosjanie. Dienis Sierguszkin, Jegor Fieofanow i Artiom Smirnow po niezłym sezonie w Toruniu dołączyli do trzeciej siły sezonu 2020/2021. Najsolidniej z nich sprawował się Smirnow. Defensor ten prezentował równą formę przez cały sezon, jednak rosyjscy napastnicy zawodzili na całej linii. Dobrą formę udało się im odnaleźć dopiero w play-offach.

Krzysztofowi Majkowskiemu trudno odmówić umiejętności, bo przecież to pod jego wodzą w drużynie na dobre zadomowili się tacy hokeiści jak Bartłomiej Jeziorski, Olaf Bizacki czy Kamil Lewartowski, którzy są obecnie reprezentantami Polski. Brakowało mu tylko (albo i aż) wyników na miarę GKS-u Tychy. Z czasem stracił to, czego żaden trener nie chciałby stracić, czyli poparcie fanów. Obelgi wymierzone w sztab szkoleniowy musiały być bolesne. Wobec braku awansu do Pucharu Polski po raz pierwszy od 10 lat, zdecydowano się na radykalne kroki i zwolnienie Majkowskiego ze stanowiska trenera.

Krzysztof Majkowski boleśnie przekonał się, jak łatwo stracić zaufanie kibiców jako trener klubu. Nie pomogła mu nawet okazała przeszłość w trójkolorowych barwach.

Ratunek ze wschodu

Jako strażaka do Tychów ściągnięto legendę… Unii Oświęcim. Uznany szkoleniowiec, Andriej Sidorienko ku zdziwieniu wszystkich dołączył do GKS-u Tychy. Popularny „Car” miał tchnąć w zawodników nowe życie. Kluczowym czynnikiem był dla niego czas, a raczej jego brak. Sezon nieuchronnie zbliżał się do jego końcowej fazy, czyli play-offów. W trakcie trwania sezonu zdecydowano się pozyskać Tomáša Fučíka, Mathiasa Israelssona, Dmitrija Korczemkina i Grigorija Żełdakowa. Czeski bramkarz po nieudanej przygodzie na drugim poziomie rozgrywkowym w Czechach potrzebował kilku meczów, by znów można by go zaliczyć do ligowej czołówki.

Im bliżej było końca sezonu zasadniczego, tym bardziej widoczny stawał się system powoli wprowadzany przez Sidorienkę. Przede wszystkim poprawiła się gra w formacjach specjalnych. Rywalom ciężko było strzelić bramkę w przewadze. Tyszanom zaś coraz łatwiej przychodziło zdobywanie goli w power-playach.

Tomáš Fučík dziesiątkami świetnych występów zapewnił sobie miano jednego z najlepszych fachmanów Polskiej Hokej Ligi. W piwnym mieście potrzebował kilku spotkań, by osiągnąć swój najwyższy poziom, a w przyszłym sezonie ma stanowić opokę całego zespołu.

Brutalnie zakończony piękny sen

W fazie play-off trójkolorowym przyszło grać z Comarch Cracovią, która zanotowała piorunujące zamknięcie okienka transferowego i to właśnie „Pasy” miały być faworytem tej rywalizacji. Jednakże pierwszy mecz padł łupem zawodników z piwnego miasta. W drugim meczu górą byli krakowianie. Po przeniesieniu się rywalizacji do Tychów, tyszanie zdołali wygrać oba spotkania i pierwszą szansę na awans mieli w meczu numer pięć w Krakowie. Tam jednak rzuty karne lepiej wykonywali gospodarze. W ostatnim spotkaniu tej rywalizacji decydujący cios wyprowadził Alexander Szczechura w dogrywce.

W półfinale odbyły się śląskie derby z GKS-em Katowice. Rywalizacja ta była naprawdę bardzo wyrównana. Katowiczanie mieli jednak po swojej stronie Patryka Wronkę, który był prawdziwym katem tyszan. Tyscy defensorzy nie potrafili się mu przeciwstawić. W meczu numer siedem o wyniku przesądziły detale, bowiem żadna ze stron nie była dominującą. W ostatniej akcji tej rywalizacji fatalny w skutkach błąd popełnił Dienis Sierguszkin, który nie zdołał upilnować krążka. Guma trafiła do nadjeżdżającego Wanackiego i mocnym strzałem pokonał tyskiego golkipera.

Mecze o trzecie miejsce nie zachwycały swoim poziomem. Po pierwszym meczu tyszanie pokonali jastrzębian, jednak podopieczni Róberta Kalábera zdołali obrócić to starcie na swoją korzyść. Ostatecznie podopieczni Andrieja Sidorienki uzyskali najgorszy wynik od 10 lat. Zeszły sezon miał dwie strony medalu (który ostatecznie nie zawisnął na szyi tyskich hokeistów). Mogło być znacznie lepiej, ale gdyby nie zdecydowano się ratować tej kampanii, mogło być też znacznie gorzej.

Andriej Sidorienko tchnął w tyską ekipę nowe życie. W fazie play-off hokejowy bóg nie był jednak po stronie tyszan. Drogę do finału zagrodziła im bramka Jakuba Wanackiego z dogrywki siódmego meczu, zaś w meczach o brązowy medal musieli oni uznać wyższość JKH GKS-u Jastrzębie.

Pozytywy:

  • Szkoleniowiec z wysokiej półki

Andriej Sidorienko objął GKS Tychy w trakcie sezonu i miał na celu poprawić grę zespołu, by ten mógł walczyć o najwyższe cele. Szybko podjęto decyzję o przedłużeniu z nim kontraktu na kolejne dwa lata, co z pewnością wyjdzie na dobre tyskiemu hokejowi.

Negatywy:

  • Wypalenie

W Tychach nadzieje pokładano przede wszystkim w tercecie Szczechura-Cichy-Mroczkowski. Nie zawiódł tylko ten ostatni. Michael Cichy w rywalizacji z GKS-em Katowice zanotował zaledwie trzy punkty. Alexander Szczechura zaś nie był sobą po wyleczeniu kontuzji. Z całej trójki tylko popularny „Mroczek” zdecydował się zostać w Tychach.

Ostatnie artykuły