MŚ Elity – dzień czwarty. Kanada przegrała po raz trzeci, niespodziewana porażka Rosjan

Kolejny dzień, kolejne sensacyjne wyniki. Tak w skrócie można podsumować czwarty dzień mistrzostw Świata w Rydze. Niemcy wygrali z Kanadą, Słowacy z Rosją, a Białoruś nie sprzedała tanio skóry Czechom.

Starcie niepokonanych dla Słowaków

Starcie niepokonanych od mocnych ataków rozpoczęli Słowacy, którzy chcieli wykorzystać fakt, że Ilja Samonow nie był zbyt pewny w swoich interwencjach. O ile w pierwszej tercji rosyjski golkiper wyszedł z opresji obronną ręką, to w drugiej nie miał już tyle szczęścia. Milos Kelemen wykorzystał fakt, że zasłonięty był Samonow i posłał krążek tuż nad jego barkiem. „Sborna” odpowiedziała jednak już 66 sekund później, bo w przewadze bramkę zdobył Aleksandr Barabanow. Słowacy reklamowali, że napastnik San Jose Sharks zdobył ją nieprawidłowo, ale sędziowie nie dopatrzyli się umyślnego zagrania łyżwą i trafienie zaliczyli.
Wydawało się, że mecz zakończy się dogrywką, ale na niespełna 7 minut przed końcem zasłoniętego Samonowa pokonał Gernat. Rosjanie zażarcie próbowali wyrównać stan spotkania, ale nawet wprowadzenie do gry szóstego zawodnika nic nie dało. Słowacy za to umieścili krążek w pustej bramce i wygrywając 3:1 utrzymali miano niepokonanych.

Słowacja – Rosja 3:1 (0:0, 1:1, 2:0)
1:0 – Kelemen – Roman (30:00),
1:1 – Barabanow – Tołczinski, Slepyszew (31:06, 5/4),
2:1 – Gernat – Hrivik, Cehlarik (53:19, 5/4),
3:1 – Daloga (58:59, do pustej bramki).

Mecz nieuznanych bramek

Faworytami tego starcia byli gospodarze i to oni od początku narzucili swoje warunki gry. Długo jednak nie mogli znaleźć sposobu na Justina Fazio. Golkiper Italii spisywał się znakomicie i raz po raz łapał krążek. Dopiero w 33. minucie na raty pokonał go Mārtiņš Karsums. Kolejne dwa trafienia wpadły dopiero w końcówce meczu, gdy Włosi skuszeni jednobramkową stratą wycofali bramkarza. „Gumę” do „pustaka” posłali Darzins oraz Karsums.

Spotkanie obfitowało jednak w nieuznane bramki. Łącznie było ich tyle, co tych prawidłowo zdobytych. Arbitrzy nie uznali dwóch trafień dla Łotwy oraz jednego dla Włochów.

Łotwa – Włochy 3:0 (0:0, 1:0, 2:0)
1:0 – Karsums – Krastenbergs (32:08),
2:0 – Darzins – Dzerins (58:48, do pustej bramki),
3:0 – Karsums (59:48, do pustej bramki).

Kanada zawodzi po raz kolejny

Kanadyjczycy nie wygrali jeszcze ani jednego meczu na tegorocznych mistrzostwach Świata. O fatalnej postawie zawodników z Ameryki Północnej świadczy fakt, iż na dziewięć tercji zdobyli tylko… dwie bramki. W dzisiejszym meczu kolejny raz przeszli obok meczu. Niemcy może i oddali mniej strzałów, ale byli o wiele bardziej skuteczni. W pierwszej tercji, Stefan Loibl w znakomitym stylu pokonał Adina Hilla strzałem w samo okienko. Warto przy tym dodać, że defensorzy reprezentacji spod znaku klonowego liścia zachowali w tej sytuacji dość statyczną postawę i dali rywalom dużo swobody. Niemcy nie czekali, od razu ruszyli po kolejnego gola i to się opłaciło. Zaledwie minutę później Mathias Plachta posłał krążek w kierunku Lukasa Reichela, ale guma niefortunnie odbiła się od łyżwy Owena Powera co całkowicie zaskoczyło bramkarza.

Reprezentanci Kanady jednak się nie poddawali i walczyli o zmianę rezultatu. To im się udało w 19. minucie kiedy Nick Paul strzelił w światło bramki spod bandy, wykorzystując tym samym fakt, że bramkarz rywali jest zasłonięty i zmniejszył stratę do reprezentacji Niemiec. Podopieczni Gerarda Gallanta walczyli do końca, będąc nawet w sześciu na lodzie. Jednak na ich nieszczęście zostali skarceni po raz trzeci, tym razem przez Korbiniana Holzera, który od razu po przejęciu krążka we własnej tercji wybił go w kierunku bramki przez całą długość lodowiska i tym samym zamknął wynik meczu.

Kanadyjczycy znaleźli się nad przepaścią po porażce z Niemcami. Zajmują oni bowiem dopiero siódmą lokatę. Pod nimi są tylko Włosi, którzy mają gorszy bilans bramek. Nasi zachodni sąsiedzi są natomiast po drugiej stronie tabeli i objęli fotel lidera.

Niemcy – Kanada 3:1 (2:1, 0:0, 1:0)
1:0 – Loibl – Kuhnhackl, Rieder (10:46),
2:0 – Plachta – Eisenschmid (11:24),
2:1 – Paul – Miller (18:19),
3:1 – Holzer – Plachta, Noebels (57:59, do pustej).

Białoruś postawiła się Czechom

W meczu grupy A, Czesi zmierzyli się z Białorusią. Nasi południowi sąsiedzi przed tym meczem jeszcze nie poznali smaku zwycięstwa w tegorocznym czempionacie. Choć przez pierwszą tercję to oni dyktowali warunki na lodzie to nie potrafili znaleźć sposobu na Aleksieja Kolosowa, który przez pierwsze dwadzieścia minut wybronił aż 19 strzałów, zaś jego koledzy na bramkę Šimona Hrubca oddali zaledwie sześć. Działo się dopiero od drugiej odsłony. W 26. minucie Jegor Szaranchowicz najlepiej odnalazł się w zamieszaniu pod czeską bramką i otworzył wynik meczu. Czesi odpowiedzieli stosunkowo szybko, bo zaledwie cztery minuty później. Jan Kovar świetnie wykorzystał zagranie Filipa Hronka i zaskoczył białoruskiego golkipera. Podopieczni Filipa Pesana poszli za ciosem. Filip Zadina oddał strzał po lodzie, pomiędzy parkany Aleksieja Kolosowa i dał swojej reprezentacji prowadzenie. Jednak na nic zdały się szarże na białoruską bramkę. Niewykorzystane okazje lubią się mścić i było też tak w tym przypadku. Władisław Jeromienko w pięknym stylu pokonał czeskiego bramkarza po strzale w samo okienko bramki. O wyniku musiała przesądzić dogrywka. W niej Dominik Kubalik sam zabrał się z krążkiem, przemierzył całą długość tafli i w sytuacji sam na sam zamienił swój strzał na gola.

To pierwsze punkty Czechów na mistrzostwach w tym roku. Zajmują oni jednak dopiero odległe szóste miejsce. Natomiast w lepszej sytuacji są Białorusini, którzy na swoim koncie mają już cztery punkty i zajmują czwartą lokatę.

Czechy – Białoruś 3:2 d. (0:0, 2:1, 0:1, 1:0)
0:1 – Szaranhowicz – Kascicyn (25:52),
1:1 – Kovar Jan – Hronek, Moravcik (29:44),
2:1 – Zadina – Hronek (33:03),
2:2 – Jeriomienko – Lopachuk, Shinkevich (51:30),
3:2 – Kubalik – Hanzl, Hrubec (61:23).