Znajdziesz nas też tutaj:

Hokej zagraniczny

MŚ Elity – dzień dziewiąty. Rozgromieni Włosi, pewne zwycięstwo Czechów oraz niemiecko-fińska bitwa

Wczorajszy dzień zaoferował spotkania zarówno dla fanów wielu bramek, jak i sympatyków taktycznego podejścia do tej dyscypliny. Wysokie triumfy święcili Czesi, Kazachowie oraz Rosjanie. Zwycięstwa wyszarpać musiały natomiast reprezentacje Stanów Zjednoczonych, Słowacji oraz Finlandii.

Planowe zwycięstwo Czechów

Nie było zbyt wielkiej niespodzianki w porannym meczu grupy A. Faworyzowani Czesi od początku narzucili swoje warunki gry i zdominowali Brytyjczyków. Choć pierwszy gol wpadł w 9. minucie to na kolejne trzeba było czekać do drugiej tercji. Po 33. minutach było już jasne, że zwycięstwo padnie łupem Czechów, którzy prowadzili 4:0. Reprezentację Zjednoczonego Królestwa stać było na zdobycie honorowej bramki, a uczynił to Matthew Myers, gdy Brytyjczycy grali w przewadze. W trzeciej tercji dwie bramki dołożyli nasi południowi sąsiedzi i zwyciężyli 6:1. Dublet w tym spotkaniu zaliczył Libor Šulák.

Czechy – Wielka Brytania 6:1 (1:0, 3:1, 2:0)
1:0 – Lukáš Klok – Michael Špaček (8:01),
2:0 – Filip Hronek – Filip Zadina (20:33),
3:0 – Libor Šulák – Michael Špaček, Jiří Sekáč (24:29),
4:0 – Filip Chytil – David Musil (32:07),
4:1 – Matthew Myers – Mark Richardson, Liam Kirk (39:37, 5/4),
5:1 – Radan Lenc – Robin Hanzl (51:33),
6:1 – Libor Šulák – Robin Hanzl, Lukáš Klok (57:58).

 

Pierwsza dwucyfrówka

Nic nie zwiastowało takiego obrotu spraw w starciu Włochów z Kazachami. Mimo, że reprezentacja z Azji już w 3. minucie prowadziła za sprawą swojego kapitana, Romana Starczenki, to pierwszej tercji było tylko 0:1. Ekipa z Półwyspu Apenińskiego wyrównała w 25. minucie. Prowadzenie Kazachom przywrócił Jegor Pietuchow, a chwilę później na 1:3 podwyższył Jewgienij Rymariew. Włosi dobrze bronili się przed Kazachami, którzy 18 godzin wcześniej toczyli jeszcze bój z Kanadyjczykami.

Worek z bramkami rozwiązał się jednak dopiero w trzeciej tercji, a padło w niej, bagatela, dziesięć bramek! Aż osiem z nich zdobyli Kazachowie, którzy urządzili sobie prawdziwą strzelnicę. Sprawę nieco ułatwiły im kary, które z bezsilności i głupoty łapali Włosi. Na wyróżnienie zasługują dwa trafienia Artioma Lichotnikowa, który popisał się dwoma solowymi rajdami, zwieńczonymi najwyższej klasy bramkami. Po stronie włoskiej ładnym golem do protokołu wpisał się Alex Petan, mijając Jesse’ego Blackera i pokonując Nikitę Bojarkina, który jest jednym z najlepszych bramkarzy turnieju.

Włochy – Kazachstan 3:11 (0:1, 1:2, 2:8)
0:1 – Roman Starczenko – Curtis Valk, Nikita Michajlis (2:12, 5/4),
1:1 – Angelo Miceli – Alex Petan, Daniel Frank (24:37),
1:2 – Jegor Pietuchow – Alichan Asetow, Iwan Stiepanenko (32:31),
1:3 – Jewgienij Rymariew – Aleksandr Szyn, Jesse Blacker (34:59),
1:4 – Nikita Michajlis – Roman Starczenko, Curtis Valk (41:31, 5/4),
2:4 – Peter Hochkofler – Markus Gander (41:43),
2:5 – Curtis Valk – Roman Starczenko (46:12, 5/4),
2:6 – Artiom Lichotnikow (47:01),
2:7 – Artiom Lichotnikow – Aleksiej Makljukow, Jegor Szałapow (49:46),
3:7 – Alex Petan (50:59),
3:8 – Kiriłł Panjukow – Darren Dietz, Roman Starczenko (54:38),
3:9 – Roman Starczenko – Curtis Valk (56:07, 5/4),
3:10 – Viktor Svedberg – Arkadij Szestakow, Anton Sagadejew (57:44),
3:11 – Jegor Szałapow – Alichan Asetow, Artiom Lichotnikow (59:52, 5/3).

 

 

Rosjanie skuteczni do bólu

Reprezentacja Rosji (grająca pod neutralną flagą), zmierzyła się z kadrą Szwajcarii. Pierwsza tercja? To głównie hokejowe szachy, czekanie na błędy rywala, ale były też pojedyncze zrywy. Dopiero w drugiej odsłonie padł pierwszy gol. Anton Burdasow wjechał na pełnej prędkości w tercję Helwetów, minął po drodze kilku zawodników i umieścił krążek w bramce tuż obok bramkarza.

Szwajcarzy się nie poddali i walczyli o zdobycie bramki. Aleksander Samonow zamurował bramkę, ale z czasem udało się znaleźć na niego sposób. Nico Hischier wykorzystał podanie wzdłuż bramki od Andresa Ambühla i posłał gumę ponad leżącym rosyjskim golkiperem. Ta sytuacja podziałała na zawodników “Sbornej” jak płachta na byka. W 51. minucie Pawieł Karnauchow zdobył gola z bliskiej odległości, ale trzeba przyznać, że Siergiej Tołczynski wykonał wręcz tytaniczną pracę przy tym trafieniu. Bowiem zdołał utrzymać się przy krążku i leżąc już na lodzie zagrał do Karnauchowa. Dwie minuty później Jonas Siegenthaler popełnił fatalny błąd, gdyż nie zdołał przeciąż podania do Siergieja Tołczynskiego, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Reto Berrą i nie dał mu większych szans. Helweci robili wiele, aby zdobyć chociaż bramkę kontaktową, grali nawet w sześciu na lodzie, jednak na dwie sekundy przed końcową syreną Siergiej Tołczynski po raz drugi skarcił rywali, tym razem strzałem do pustej bramki.

Wiemy już, że w rosyjskiej kadrze dojdzie do sporych zmian kadrowych. Do Rygi, kilka dni temu przylecieli Ilja Samsonow, Dmitrij Orłow i Władimir Tarasienko, a dziś do tego grona dołączył Siergiej Bobrowski. Zawodnicy ci jednak muszą czekać na przebycie wymaganej kwarantanny.

Szwajcaria – Rosja 1:4 (0:0, 0:1, 1:3)
0:1 – Anton Burdasow – Emil Galimow (35:01, 5/4),
1:1 – Nico Hischier – Andres Ambühl (48:12),
1:2 – Pawieł Karnauchow – Siergiej Tołczynski, Aleksandr Barabanow (50:26),
1:3 – Siergiej Tołczynski – Anton Slepyszew, Iwan Proworow (52:38),
1:4 – Siergiej Tołczynski – Aleksandr Barabanow (59:58, do pustej bramki).

 

Skromne zwycięstwo Amerykanów

Przed meczem głównym faworytem do zwycięstwa byli Amerykanie. Ich zwycięstwo stało się faktem, choć łatwo nie było. W 11. minucie zawodnicy ze Stanów Zjednoczonych wykorzystali okres gry w przewadze, a Conor Garland najprzytomniej zachował się w zamieszaniu podbramkowym i otworzył wynik spotkania. Na kolejne trafienie było nam dane czekać do 28. minuty. Bowiem wtedy Tage Thompson umieścił krążek w bramce z bliskiej odległości. Norwegów stać było tylko na trafienie kontaktowe. W 55. minucie Ken Andre Olimb wykorzystał niefrasobliwość amerykańskiej obrony, szybko dopadł do krążka i pokonał Jake’a Oettingera.

Norwegia – Stany Zjednoczone 1:2 (0:1, 0:1, 1:0)
0:1 – Conor Garland – Zac Jones, Tage Thompson (10:30, 5/4),
0:2 – Tage Thompson – Ryan Donato, Matt Roy (27:12),
1:2 – Ken Andre Olimb – Mats Rosseli Olsen (54:27).

 

 

Rehabilitacja Słowaków. Czyste konto Hudáčka

Słowacy świetnie rozpoczęli tegoroczny turniej, odnosząc zwycięstwa w trzech pierwszych spotkaniach, lecz chcieliby zapewne jak najszybciej zapomnieć o koszmarnym meczu ze Szwajcarią, okraszonym dwiema karami meczu zainkasowanymi przez Kristiána Pospíšila i Mislava Rosandicia. Co gorsza, organy IIHF zawiesiły ich na następne spotkanie, toteż Craig Ramsay nie mógł skorzystać z ich usług w boju z Danią.

Pierwsze dwie odsłony nie miały większej historii, bowiem zakończyły się bezbramkowym remisem. Warto wspomnieć jedynie o sytuacji sam na sam Mariana Studeniča, który nie zdołał pokonać Sebastiana Dahma. Strzelecki impas został przełamany dopiero przez Petera Cehlárika – skorzystał on na dograniu Róberta Lántošiego (przedłużonym przez Marka Hrivíka) i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce. Kolejny cios został wyprowadzony przez Adama Jánošíka, który dopadł do bezpańskiego krążka i wypalił ze slotu, nie dając duńskiemu golkiperowi zbyt wiele czasu na reakcję.

Cehlárik wskoczył tym samym na szczyt klasyfikacji kanadyjskiej, mogąc pochwalić się 8 punktami. Co ciekawe, przed rozpoczęciem spotkania jego dorobek był identyczny, co u Duńczyka Nicklasa Jensena. Słowacy zrównali się punktami z liderem grupy A – Rosją, natomiast hokeistów dowodzonych przez Heinza Ehlersa czeka ostatni, niezwykle ważny pojedynek z Czechami.

Słowacja – Dania 2:0 (0:0, 0:0, 2:0)

1:0 – Peter Cehlárik – Marek Hrivík, Róbert Lántoši (47:13),

2:0 – Adam Jánošík – Róbert Lántoši, Marek Hrivík (52:25).

 

 

Mecz na styku. Finowie lepsi o jedną bramkę

Starcie Niemców z Finami zapowiadało się niezwykle interesująco, bowiem do tej pory konta obydwu ekip obciążała zaledwie jedna porażka. Ciężko było wyłonić zdecydowanego faworyta tego starcia, choć bukmacherzy wyżej stawiali akcje hokeistów z Kraju Tysiąca Jezior. Wydarzenia na lodzie były całkowicie zgodne z przedmeczowymi analizami – Finlandia wywalczyła trzy punkty po niezwykle zaciętym spotkaniu.

Ekipa Jukki Jalonena już w pierwszej przewadze dała przykład, jak należy grać w „power-playu”. Finowie potrzebowali kilku chwil, by założyć zamek, a Anton Lundell wyprowadził swój zespół na prowadzenie po silnym strzale z bulika. Kolejna bramka była natomiast zasługą Korbiniana Holzera, który przymierzył na krótszy słupek bramki Jussiego Olkinuory i mógł cieszyć się z drugiego trafienia na tegorocznym czempionacie.

Decydujący cios zadał z kolei Arttu Ruotsalainen, po przejęciu krążka przez jego zespół w tercji neutralnej i przeprowadzeniu dwójkowej akcji z Antonem Lundellem. Niemcy narzucili jeszcze wysokie tempo, grając z dodatkowym zawodnikiem z pola, lecz nie było to wystarczające, by urwać chociażby jedno „oczko”.

Niemcy – Finlandia 1:2 (0:1, 1:0, 0:1)

0:1 – Anton Lundell – Tony Sund, Jere Innala (6:17, 5/4),

1:1 – Korbinian Holzer – Stefan Loibl, Matthias Plachta (27:28),

1:2 – Arttu Ruotsalainen – Anton Lundell (51:26).

 

Ostatnie artykuły