Znajdziesz nas też tutaj:

Hokej zagraniczny

MŚ Elity – dzień ósmy. Kuriozalna bramka Brytyjczyków, ambicja Kazachów i „koncert” Duńczyków

Szwedzi złapali oddech po zwycięstwie nad Brytyjczykami, choć pierwsza bramka padła w iście kuriozalnych okolicznościach. Kazachstan ponownie był bliski sprawienia niespodzianki, lecz sama ambicja nie wystarczyła, by pokonać Kanadyjczyków. Dania odwróciła losy meczu z Białorusią, rozgrywając koncertową trzecią odsłonę. Łotwa po raz drugi okazała się być gorsza w rzutach karnych, tym razem ulegając Norwegom.

Szwedzi uciekli spod topora. Kuriozalna bramka Brytyjczyków

Zaprawdę dziwny jest to czempionat dla reprezentacji cieszących się renomą prawdziwych potentatów. Oprócz Szwedów, falstart zaliczyli również Czesi czy Kanadyjczycy. Hokeiści dowodzeni przez Johana Garpenlöva za wszelką cenę musieli pokonać ekipę z Wysp Brytyjskich, jeżeli chcieli utrzymać szanse na awans do dalszej fazy turnieju. To starcie zaczęło się dla nich od utraty kuriozalnej bramki. Brendan Connolly po fizycznym starciu z Rickardem Rakellem, kolokwialnie mówiąc, wtarabanił się w golkipera Szwedów, a krążek wrzucony przez Liama Kirka znalazł drogę do bramki.

Nim zakończyła się jednak pierwsza tercja, „Trzy Korony” zdołały doprowadzić do wyrównania. Victor Olofsson dograł z bulika w tempo do nadjeżdżającego Marcusa Sörensena, a ten znalazł sposób na zwieńczenie liczebnej przewagi. Kolejne trafienia wpadały już tylko do bramki Bena Bownsa. Bramkarz Brytyjczyków nie miał zbyt dużo do powiedzenia, gdy w drugiej odsłonie Jonathan Pudas huknął potężnie tuż pod samo spojenie. Sytuacja hokeistów występujących z Union Jackiem na piersi skomplikowała się dodatkowo, gdy Mario Kempe nonszalancko przedarł się do tercji rywala i oddał pozornie niegroźny strzał ze slotu. Na jego szczęście, wystarczyło to, by zaskoczyć Bownsa.

Kempe zdecydował się na indywidualny wariant wykończenia akcji również przy czwartej bramce. Golkiper poradził sobie z jego pierwszym uderzeniem, nie zdołał jednak nakryć krążka i był bezradny wobec dobitki. Szwedzi już jutro zmierza się z reprezentacją Słowacji, która poniosła ostatnio dotkliwą klęskę ze Szwajcarią. Hokeiści ze Zjednoczonego Królestwa skrzyżują natomiast dziś kije z Czechami.

Szwecja – Wielka Brytania 4:1 (1:1, 2:0, 1:0)

0:1 – Liam Kirk – David Phillips (7:20),

1:1 – Marcus Sörensen – Victor Olofsson, Henrik Tömmernes (15:18, 5/4),

2:1 – Jonathan Pudas – Lawrence Pilut, Andreas Wingerli (27:00),

3:1 – Mario Kempe – Marcus Sörensen (32:08),

4:1 – Mario Kempe – Marcus Sörensen (52:34).

 

 

Ambicja nie wystarczyła. Kanada triumfuje nad Kazachstanem

Kazachowie zdobyli sporą sympatię, notując zwycięstwa z Łotyszami, Finami i Niemcami. Kanadyjczycy narazili się natomiast na szyderstwo hokejowego światka, przegrywając pierwsze trzy spotkania. Wśród polskich kibiców popularny stał się dowcip, gdzie według suchych wyników tegorocznych mistrzostw biało-czerwoni mieliby być rzekomo lepsi od hokeistów z Kraju Klonowego Liścia. Niestety, mecz Kazachstanu z Kanadą zaburzył cały ten ciąg.

Nie oznacza to jednak, że podopieczni Jurija Michajlisa poddali się bez walki. Andriej Szutow w pierwszej tercji jak lew bronił dostępu do własnej bramki, skapitulował jednak wobec sporego zamieszania, na którym skorzystał Andrew Mangiapanem, otwierając wynik meczu. Kazachski bramkarz musiał wyciągać po raz drugi krążek z siatki, gdy tuż po rozpoczęciu drugiej odsłony strąceniem strzału Owena Powera zaskoczył go Adam Henrique.

Niekorzystny obrót spraw nie załamał jednak hokeistów z dalekiego wschodu, którzy szybko ruszyli do odrabiania strat. Kontaktowe trafienie padło łupem Nikity Michajlisa, który mądrze wyczekał Darcy’ego Kuempera, spodziewającego się podania do drugiego z rywali. Syn selekcjonera zwieńczył udaną pogoń, tym razem finalizując składną akcję formacji ofensywnej. Ambicja Kazachstanu nie przyniosła jednak punktowego profitu. Indywidualny błąd ichniejszej defensywy sprawił, że przy krążku znalazł się Cole Perfetti i nie zmarnował dogodnej sytuacji. Wynik ustalił natomiast Connor Brown, posyłając krążek do pustej bramki na trzy sekundy przed końcową syreną.

Co ciekawe, było to dopiero drugie starcie pomiędzy Kazachstanem a Kanadą w historii. Poprzednie miało miejsce w 2012 roku w Helsinkach i zakończyło się prawdziwa rzezią – hokeiści z Ameryki Północnej roznieśli swych rywali w pył, wygrywając aż 8:0.

Kazachstan – Kanada 2:4 (0:1, 1:1, 1:2)

0:1 – Andrew Mangiapane – Adam Henrique, Connor Brown (6:03, 5/4),

0:2 – Adam Henrique – Owen Power, Andrew Mangiapane (21:01),

1:2 – Nikita Michajlis (24:30),

2:2 – Nikita Michajlis – Curtis Valk, Kiriłł Sawicki (41:31),

3:2 – Cole Perfetti – Jaret Anderson-Dolan (47:40),

4:2 – Connor Brown – Adam Henrique (59:57, do pustej bramki).

 

 

Zabójcza trzecia tercja. Dania lepsza od Białorusi

Przedwczoraj „królami trzeciej tercji” okazali się być Czesi, którzy odwrócili losy meczu ze Szwedami, wczoraj natomiast berło przejęli duńscy hokeiści. Ich rywale objęli prowadzenie już w trzeciej minucie, gdy Artiom Diemkow wyprowadził w pole defensywę rywala, a następnie umieścił krążek w bramce Sebastiana Dahma. Dania zdołała jednak szybko odpowiedzieć, wykorzystując szybko liczebną przewagę po strzale Nicolaia Meyera.

Jeszcze prędzej swą szansę w power-playu zwieńczyli Białorusini, gdy po karze Jespera Jensena Aabo Michaił Stefanowicz potrzebował zaledwie czterech sekund, by krążek zatrzepotał w siatce. Trener Heinz Ehlers dobrze zmotywował jednak swoich podopiecznych przed finałową tercją, a jego ekipa po wyjściu na lód zaprezentowała istny „duński dynamit”. Bramka Matthiasa Asperupa dodała jego kolegom sporo animuszu, co przekuło się w kolejny cios wyprowadzony przez Matthiasa Froma. Nie upłynęło zbyt wiele czasu, a z kolejnego trafienia mógł cieszyć się Markus Lauridsen, który zdecydował się na siłowe wykończenie. Gdy Alexander True zdobył piątą bramkę, stało się jasne, że już nic nie będzie w stanie odebrać Duńczykom trzech punktów.

Dania – Białoruś 5:2 (1:1, 0:1, 4:0)

1:0 – Artiom Diemkow – Władisław Kodoła, Dmitryj Korobow (2:12),

1:1 – Nicolai Meyer – Markus Lauridsen (5:29, 5/4),

1:2 – Michaił Stefanowicz – Stiepan Falkowski, Aleksiej Protas (30:20, 5/4),

2:2 – Matthias Asperup – Matthias From, Jesper Jansen Aabo (44:58),

3:2 – Matthias From – Alexander True (47:48),

4:2 – Markus Lauridsen – Nichlas Hardt, Matias Lassen (49:53),

5:2 – Alexander True – Matias Lassen, Nichlas Hardt (52:15).

 

 

Rozstrzygnęły karne. Gospodarze ulegli Norwegom

Do tej pory rzuty karne niezbędne okazały się być do rozstrzygnięcia losów dwóch spotkań i – co ciekawe – dwukrotnie decydowały one o zwycięstwie Kazachstanu, który pozostawił w przegranym polu Łotwę i Finlandię. Teraz z dwóch punktów zainkasowanych po indywidualnych najazdach może cieszyć się reprezentacja Norwegii, lecz nie uprzedzajmy faktów.

Wynik spotkania otworzyli hokeiści ze Skandynawii, gdy Sondre Olden przy małej dozie szczęścia umieścił krążek w bramce Matīssa Kivlenieksa. Nie podłamało to jednak skrzydeł Łotyszom, którzy jeszcze przed zakończeniem pierwszej tercji zdołali wyjść na prowadzenie: Renārs Krastenbergs wyrównał stan meczu strzałem ze slotu, a Ronalds Ķēniņš nie zmarnował sytuacji oko w oko z Henrikiem Haukelandem, z bekhendu umieszczając krążek między jego parkanami.

Po rozpoczęciu drugiej odsłony Ken Andre Olimb skorzystał jednak na błędzie defensywy, przejmując „gumę” na linii niebieskiej, a następnie pokonując w liczebnym osłabieniu bramkarza rywali. Na kolejne trafienia przyszło nam poczekać do trzeciej tercji. Norwedzy ponownie zaliczyli mocne otwarcie, gdy na listę strzelców wpisał się Emilio Pettersen. Kristiāns Rubīns uderzeniem z ostrego kąta zmusił jednak golkipera rywali do popełnienia błędu, a po sześćdziesięciu minutach na tablicy świetlnej utrzymywał się wynik remisowy.

Rozstrzygnięcia nie przyniosła również dogrywka. W serii rzutów karnych indywidualny cios wyprowadził Michael Haga, który nabrał bramkarza prostym zwodem i z zimną krwią wpakował krążek do bramki.

Łotwa – Norwegia 3:4 pk. (2:1, 0:1, 1:1, 0:0 d., 1:2 k.)

0:1 – Sondre Olden – Christian Kåsastul, Mathias Trettenes (3:50),

1:1 – Renārs Krastenbergs – Kristiāns Rubīns, Ronalds Ķēniņš (11:55),

2:1 – Ronalds Ķēniņš – Rodrigo Ābols, Kristaps Sotnieks (17:44),

2:2 – Ken Andre Olimb – Mats Rosseli Olsen (21:08, 4/5),

2:3 – Emilio Pettersen – Mats Rosseli Olsen, Ken Andre Olimb (41:56),

3:3 – Kristiāns Rubīns – Uvis Balinskis (49:42),

3:4 – Michael Haga (65:00, decydujący rzut karny).

 

Ostatnie artykuły