Znajdziesz nas też tutaj:

Felietony

Napisali historię. GKS Katowice zatrzymał licznik po 52 latach

GKS Katowice w sezonie 2021/2022 wywalczył tytuł mistrzowski po 52 latach przerwy! Dla podopiecznych Jacka Płachty był to wielki sukces, który powinien zmotywować ich do dalszego działania. Czy rzeczywiście tak będzie?

Powrót na tron po ponad połowie wieku

Katowiczanie miniony sezon okrasili zdobyciem tytułu mistrza Polski, który powrócił do stolicy województwa po 52 latach. GieKSa w całym sezonie potwierdziła, że była najlepszym zespołem, choć nie ustrzegła się wpadek. Do takich można zaliczyć porażkę w półfinale Pucharu Polski z KH Energa Toruń, co było sporym rozczarowaniem. W lidze GieKSiarze nie mieli jednak sobie równych. Dobitnie potwierdzili to w finale, gdzie wygrali z Re-Plast Unią Oświęcim 4-0, zaliczając tzw. „sweepa”. W play-off problemy sprawił im tylko GKS Tychy, z którym w półfinale podopieczni Jacka Płachty wygrali 4-3. Cała seria była niezwykle emocjonująca, a decydującą bramkę strzelił Jakub Wanacki. W całym sezonie wychowanek Orlika Opole zdobył tylko dwie bramki, ale ta jedna znaczyła naprawdę sporo.

Przez cały sezon można było jednak mieć zastrzeżenia do gry katowiczan w grze w przewadze. To niezwykle ważny element hokejowego rzemiosła, a w wykonaniu podopiecznych Jacka Płachty nie wyglądał on zachwycająco, zwłaszcza biorąc pod uwagę personalia w składzie mistrzów Polski.

Trzech muszkieterów

Prym w zespole mistrza Polski wiódł atak Patryk Wronka – Grzegorz Pasiut – Bartosz Fraszko. To niezwykle skuteczne trio zdobyło łącznie 155 punktów tylko w sezonie zasadniczym! W play-offach dołożyli kolejne 46. Właśnie ich gra prowadziła GieKSę od zwycięstwa do zwycięstwa. Gdy ten atak nie punktował, katowiczanie mieli małe problemy, by wygrywać mecze. Pozostali zawodnicy poziomem nie zbliżyli się do tej trójki, choć nie można zapomnieć o pracowitych i walecznych: Anthonie Erikssonie, Matiasie Lehtonenie czy Mateuszu Michalskim, którzy również dokładali cenne punkty. Nie byli to jednak gracze tak wielkiego kalibru, jak pierwszy atak GKS-u.

Ojcem sukcesu żółto-czarnych był także John Murray. Amerykański golkiper z polskim paszportem dokonywał spektakularnych rzeczy w bramce i wydatnie pomagał swoim kolegom z pola. Z formacji defensywnej na wyróżnienie zasłużyli: Maciej Kruczek, Patryk Wajda, Mateusz Rompkowski i Carl Hudson, którzy przeszedł już na sportową emeryturę (szkoda!). Byli to zawodnicy, którzy przez cały sezon trzymali wysoki poziom i stanowili trzon defensywy GieKSy.

Debiut w CHL

Historyczny tytuł mistrza Polski oznaczał dla katowiczan także, równie historyczny, występ w CHL. Podopieczni Jacka Płachty po raz pierwszy wystąpią w tych elitarnych, europejskich rozgrywkach. Będzie to dla nich szansa na jeszcze większe wypromowanie. Niezrozumiały jest jednak fakt, że swoje domowe mecze rozegrają na Jantorze, czyli lodowisku, które lata świetności ma już za sobą oraz, które nie posiada zbyt wielkiej pojemności. A dodatkowo dla kibiców ma zostać udostępniona jedynie część trybun. To zakrawa już na farsę. Zamiast promocji hokeja, będziemy mieć do czynienia z wielkim rozczarowaniem i zmarnowaniem potencjału.

Zaskakujące jest również to, że klub pomimo „większego budżetu” nie utrzymał kluczowych zawodników, a na ich miejsce sprowadził, na ten moment, zawodników o niezbyt imponującym CV. Klub zaanonsował „hit transferowy”, a okazał się nim być reprezentant Japonii, który do tej pory grał tylko w Azji i to z przeciętnym skutkiem. Fani mistrzów Polski wciąż czekają na realne wzmocnienia i zawodników pokroju Erikssona czy Wronki, który odszedł do Comarch Cracovii.

Pozytywy

  • Polski trzon zespołu

W ekipie mistrzów Polski pierwsze skrzypce grali polscy hokeiści. Było to niezwykle budujące, że tytuł mistrzowski przypadł ekipie, która w swoich szeregach miała aż 20 Polaków, którzy stanowili 69% szerokiego składu. W Katowicach po raz kolejny postawili na to, by trzon zbudowany był z rodzimych hokeistów, a obcokrajowcy stanowili realne wzmocnienie. Tak zbudowana drużyna pozwoliła także kibicom na większą identyfikację z zespołem.

  • Trio Wronka – Pasiut – Fraszko

Każdy trener chciałby pod swoimi skrzydłami mieć taki atak. Niezwykle zabójcze trio, które na swoich barkach ciągnęło katowicki zespół przez niemal cały sezon. Wszyscy byli także w czołówce klasyfikacji kanadyjskiej, którą zresztą wygrał Wronka. Nie potrzeba więcej dodawać. Taki atak to skarb, dla kibiców z Katowic, niestety odszedł już w zapomnienie, gdyż zespół opuścił Wronka.

Negatywy

  • Gra w przewadze

Zaledwie 18% wykorzystanych przewag w sezonie zasadniczym to zdecydowanie słaby wynik, mając takich ofensywnych zawodników. Dało to 7. miejsce w całej Polskiej Hokej Lidze. To niekwestionowanie aspekt, co do którego można było mieć zastrzeżenia.


betclic

Ostatnie artykuły