Znajdziesz nas też tutaj:

Felietony

Nasza analiza: Podsumowujemy dwie rundy PHL

Pierwsze dwie rundy Polskiej Hokej Ligi już za nami. Poznaliśmy obsadę Pucharu Polski, a w tabeli powoli klaruje się układ sił. To odpowiedni moment, by pokusić się o pierwsze wnioski. Wraz z nami, poczynania klubów PHL ocenili prowadzący Crosscheck IHP.

GKS Katowice

Wynik sportowy

Mistrzowie Polski po dwóch rundach mogą być w bardzo dobrych humorach. Podopieczni Jacka Płachty zajmują bowiem 1. miejsce, pewnie awansowali do Pucharu Polski, zdobyli Superpuchar Polski i grają widowiskowo, ale i skutecznie. Szczególnie udana była końcówka drugiej rundy, kiedy to katowiczanie wygrali pięć meczów z rzędu.

GieKSa po 16 meczach ma na koncie aż 39 punktów, a jej dwaj zawodnicy otwierają klasyfikację kanadyjską ligi. Mowa tu o duecie Bartosz FraszkoBrandon Magee. Obaj od początku złapali nadzwyczajne połączenie, a Kanadyjczyk niejako wszedł w buty Patryka Wronki, wkomponowując się w atak z Grzegorzem Pasiutem i wspomnianym Fraszką.

Mocny punkt

Oprócz wspomnianej wyżej dwójki bardzo dobrze spisuje się John Murray. Nasz reprezentacyjny golkiper w tym sezonie doskonale udowadnia, że jest wybitnym specjalistą w swoim fachu. Z golkiperów, którzy rozegrali co najmniej połowę czasu legitymuje się on najlepszymi statystykami, zarówno w rubryce średniej puszczonych bramek oraz skuteczności obron.

Największe rozczarowanie

To miano można śmiało przypisać Teemu Pulkkinenowi. Fin w 16 meczach zdobył zaledwie 2 asysty. Jeśli spojrzymy w jego CV, gdzie znajduje się gra w NCAA, fińskiej Liidze oraz ekstralidze w Danii to może to szokować. Skrzydłowy miał być sporym wzmocnieniem siły rażenia GieKSy, a nie zdołał ani razu trafić do siatki. Jeśli włodarze GKS-u zdecydują się wymienić go na innego zawodnika – nie będziemy zdziwieni.

Ekspercki głos

Konrad Noworyta (Cross-Check IHP): – Ustabilizowana forma i konsekwentna gra zarówno w obronie jak i ataku doprowadziła GieKSę na pierwsze miejsce po dwóch rundach, dając tym samym pewny udział w turnieju finałowym Pucharu Polski. Najmocniejszym punktem drużyny jest zeszłoroczny hit transferowy – John Murray. Jego pewna postawa w bramce daje drużynie spokój w grze. To w połączeniu z napastnikami pokroju Bartosza Fraszki czy Brandona Magee owocuje w postaci zdobywanych bramek. Naprawdę mało jest słabych punktów w tej drużynie. Na ten moment jedynie występ w Champions Hockey League może pozostawiać pewien niedosyt.

Re-Plast Unia Oświęcim

Wynik sportowy

Oświęcimianie jak co roku mają wysokie ambicje. Włodarze jasno zaznaczają, że chcieliby się liczyć w walce o mistrzostwo Polski. Póki co jeszcze muszą na to zaczekać, choć trzeba przyznać że widać progres w porównaniu do zeszłego sezonu. Główną zasługę w tym aspekcie przypisujemy tu przede wszystkim Nikowi Zupančičowi, który ma bardzo solidny warsztat trenerski i wraz z Krzysztofem Majkowskim pełnią zgrany duet w boksie Re-Plast Unii Oświęcim.

Po dwóch rundach oświęcimianie zajmują drugie miejsce w tabeli. Ich gra wygląda naprawdę nieźle. Widać dyscyplinę taktyczną wpajaną przez słoweńskiego szkoleniowca. Biało-niebiescy od początku dysponują stabilną formą. Może zdarzają się gorsze mecze, ale kiepska forma nie trwa u nich długo, a ponadto najgorszy okres przydarzył im się podczas mikrocyklu przed Pucharem Kontynentalnym. Trzymeczowa seria bez zwycięstwa została zażegnana i po dołku nie ma już śladu.

Jasny punkt

Trudno tu wyróżnić jednego zawodnika, który błyszczałby na tle reszty zespołu. Wicemistrzowie Polski dysponują czterema formacjami na równym poziomie. Jeśli jednak chodzi o najskuteczniejszego zawodnika tej drużyny to niewątpliwie trzeba wskazać na Krystiana Dziubińskiego, który po 18 spotkaniach zgromadził już 19 punktów za 12 goli i 7 asyst.

Warto naszym zdaniem pochwalić też Sebastiana Kowalówkę, który mimo 36 lat na karku nadal punktuje i wciąż jest jednym z ważniejszych zawodników oświęcimskiej Unii. W tym sezonie rozegrał 18 spotkań, w których to zdobył łącznie 17 punktów (5 goli, 12 asyst).

Największe rozczarowanie:

Naszym zdaniem wielkim rozczarowaniem jest Aleksandrs Jerofejevs. Łotysz często punktuje, bowiem w 17 meczach zdobył jednego gola i zanotował 9 asyst. Jednak jego gra w defensywie często przyprawia kibiców Unii o zawroty głowy. Częste i proste błędy, które popełnia zwykle kończą się bez większych konsekwencji, ale sam fakt że je popełnia stawia tego zawodnika w złym świetle.

Ekspercki głos:

Patryk Paul (Cross-Check IHP):

– Gdyby ktoś przed startem sezonu zaproponował oświęcimianom drugie miejsce w lidze po dwóch rundach, to nie mieliby zawahań, by tę propozycję przyjąć. Unia na papierze ma silny zespół, jednak nie do końca zrównoważony. Nie da się ukryć, że zestawienie defensywy w obecnym sezonie mogłoby być lepsze, a czekanie do ostatniej chwili na zakontraktowanie obrońców, nie było najlepszym pomysłem. W ostatnich dniach do drużyny znad Soły przybył Białorusin: Roman Graborenko, który może okazać się świetnym wzmocnieniem zespołu, jednak najpierw musi zadbać o swoją formę fizyczną — nie bez powodu zarząd Unii podpisał z nim wstępną miesięczną umowę.

W ataku oświęcimian możemy zauważyć wręcz nadmiar jakości i wydaje się, że jest to jedno z lepszych ofensywnych zestawień ligi — o czym świadczy też liczba zdobytych bramek. Po 18 spotkaniach są oni najskuteczniejszym zespołem PHL.

Jeżeli kibice biało-niebieskich mieliby się czymś martwić, to obsadą bramki. Niespodziewana kontuzja Linusa Lundina sprawiła, że na chwilę numerem 1 między słupkami stał się Robert Kowalówka. Początkowo wydawało się, że Polak będzie w stanie utrzymać poziom i zapewnić spokój w tyłach, jednak świetne występy przeplatał katastrofalnymi, a na pomoc oświęcimianom przybył Kevin Lindskoug z Podhala Nowy Targ — ja mam jednak wątpliwości, czy Szwed pokaże się z tak samo dobre strony, jak jego rodak na początku tegorocznych rozgrywek.

Comarch Cracovia

Wynik sportowy

Krakowianie z pewnością nie mogą zaliczyć początku tego sezonu do udanych. Wiele głupich strat punktów, gra nie kleiła się i było to widoczne. Przed nadchodzącym sezonem włodarze „Pasów” dokonali kilku wzmocnień, których zazdrościło większość ekip PHL. Czy jednak wypalili oni na tyle, by można mówić tu o tym, że Cracovia zawojowała całą ligę? No nie. Można nawet powiedzieć, że jest tam tyle indywidualności, że Rudolfowi Roháčkowi trudno było złożyć z tego zespół.

Jednak po słabej pierwszej rundzie, druga była już znacznie lepsza. Mocnym punktem krakowskiej ekipy jest z pewnością obsada bramki. Krakowianie dysponują bowiem Rokiem Stojanovičiem oraz Davidem Zabolotnym. Obaj są ostatnio w niezłej formie i to od nich zależą losy meczów swojej drużyny.

Nie jest też tajemnicą, że Rudolf Roháček nieco zawiódł z przygotowaniami do sezonu. Kilku zawodników już ma po sezonie przez zbyt dużą intensywność treningów. Ben Blood, Mateusz Bezwiński i Jack Walker raczej nie mają co myśleć o powrocie w tym sezonie.

Jasny punkt

Jak już napisaliśmy powyżej, mocnym punktem ekipy krakowian są bramkarze. Trudno przejść obojętnie obok ich formy. Ponadto w ofensywie można śmiało pochwalić Patryka Wronkę, choć jeszcze brakuje mu nieco do formy, którą prezentował przed rokiem w barwach GKS-u Katowice. W nowej drużynie odnalazł się też Roman Rác.

W defensywie zaś niezmiennie od lat dominuje Jiří Gula. Czeski obrońca świetnie wywiązuje się zarówno z zadań defensywnych jak i ofensywnych. Dla 33-latka będzie to czwarty sezon w pasiastych barwach. Jest on pewnym punktem drużyny i zwykle nie popełnia błędów.

Największe rozczarowanie

W tej rubryce na szczególną uwagę zasługuje dwóch czeskich zawodników. Vojtěch Polák z przeszłością w NHL, Liidze, KHL czy czeskiej ekstralidze ma problem, by zaistnieć w Polskiej Hokej Lidze. Tu moglibyśmy zakończyć nasz komentarz. Jednak warto dodać, że ten zawodnik nie charakteryzuje się niczym co prezentują jego koledzy z polskim paszportem. Czy warto jest więc przepłacać za takie „gwiazdy”?

Kolejny zawodzący w drużynie Comarch Cracovii jest Daniel Krejčí. Czeski obrońca nie przypomina dawnego siebie. Wcześniej przecież reprezentował on barwy takich marek jak HC Energie Karlowe Wary, HC Oceláři Trzyniec czy HKM Zwoleń. Zawodnik ten ma wiele problemów zdrowotnych, dlatego nie figuruje zbyt często w planach trenera Comarch Cracovii.

Ekspercki głos

Zastanawiam się, czy gdyby przed rozgrywkami zaproponować Cracovii trzecie miejsce w tabeli, po dwóch rundach to wzięliby to w ciemno, czy też się obrazili. Sądząc po mocnych transferach przed sezonem i pozyskaniu takich zawodników jak Patryk Wronka czy duet KasperlíkRác z JKH, to klub liczył na kompletną dominację tego sezonu. Niestety przegrywanie z takimi drużynami jak KH Energa Toruń czy Zagłębie Sosnowiec musi mieć odzwierciedlenie na pozycji w tabeli. Minusów dopatrywałbym się zwłaszcza w pierwszej rundzie, gdzie widać było, że drużyna nie jest idealnie zgrana i popełnia masę błędów. Obecnie forma się wyrównała i Cracovia jest mocnym pretendentem do mistrzostwa. No, może jeszcze te 2,68 straconej bramki w statystykach Roka Stojanoviča warto byłoby poprawić…

GKS Tychy

Wynik sportowy

Tyszanie przed sezonem dokonali kilku transferów, które miały wzmocnić siłę drużyny. Forma trójkolorowych pozostaje jednak daleka od optymalnej. Zaczęło się nieźle, bo od zwycięstw z Zagłębiem Sosnowiec i TAURON Podhalem Nowy Targ. Najgorsze jednak stało się później.

Podopieczni Andrieja Sidorienki z dnia na dzień wyzbyli się skuteczności i kompletnie zapomnieli jak wygrywa się mecze. Przegrali aż pięć meczów z rzędu, tracąc przy tym 13 bramek, a strzelając zaledwie 6. To zdecydowanie wynik poniżej możliwości ekipy z piwnego miasta. Nic jednak nie trwa wiecznie. Fatalna passa została przerwana zwycięstwem z KH Energą Toruń (5:4 pk.).

Po serii porażek, przyszedł czas na serię zwycięstw. Tyscy hokeiści zrehabilitowali się kibicom za gorszy okres w ich wykonaniu i wygrali sześć kolejnych spotkań. Istniała uzasadniona obawa, że trójkolorowi nie zagrają w Pucharze Polski. Jednak w ostatniej kolejce drugiej rundy stanęli na wysokości zadania i wygrali mecz z KH Energą Toruń.

Jasny punkt

GKS Tychy w swoich szeregach ma wielu utalentowanych zawodników, jednak w poprzednich dwóch rundach najmocniej błyszczał Tomáš Fučik. Miewał on co prawda momenty lepsze i gorsze, ale zwykle nie schodził poniżej pewnego poziomu. Cechuje się pewnością siebie, ale potrafi też zadziwić swoją ekwilibrystyką podczas interwencji.

W defensywie niemal z marszu jej liderem stał się Olli Kaskinen. Fin od początku trzyma bardzo wysoki poziom. Ma dobry przegląd pola, zimną krew i przede wszystkim świetnie gra w swojej tercji. Kogoś takiego potrzebował tyski zespół od lat, bowiem największe problemy były właśnie w obronie. Cieszy również fakt, iż zaufanie u Andrieja Sidorienki zyskał Karol Sobecki. Ten zaledwie 17-letni obrońca prezentuje się na lodzie bardzo dobrze. Nie czuje kompleksów podczas gry, rzadko się myli i to może być materiał na naprawdę dobrego zawodnika.

W ofensywie niezmiennie od lat nie zawodzi Christian Mroczkowski. Popularny „Mroczek” jest najskuteczniejszym tyskim zawodnikiem, a ponadto jest on najlepszym strzelcem swojego zespołu. Po 17 spotkaniach może się pochwalić ośmioma golami i dziesięcioma asystami.

Największe rozczarowanie

Bezdyskusyjnie w tej rubryce powinny pojawić się dwa nazwiska. Oboje pochodzą z kraju spod klonowego liścia. Są to oczywiście Alexandre Boivin oraz Jean Dupuy. O ile wiemy czego można spodziewać się po tym drugim, o tyle po pierwszym nadal nie wiemy czego można po nim oczekiwać.

Dupuy w tym sezonie zdobył zaledwie cztery bramki i zanotował pięć asyst. To stanowczo za mało patrząc na to, że w zeszłym sezonie był jednym z liderów zespołu.

Zaś Boivin, po dwóch rundach w Polskiej Hokej Lidze nie pokazał niczego, o czym warto byłoby pisać. Przez dwie rundy, czyli aż 16 spotkań nie zdobył ani jednej bramki. Ponadto zanotował zaledwie dwie asysty. To stanowczo za mało jak na kogoś kto miał zwiększyć siłę ognia tyskiej ekipy. Ponadto na jaw wyszedł fakt, że zarówno on jak i Dupuy chcą rozwiązać swoje umowy z klubem, co z pewnością nie pomogło w utrzymaniu dobrej atmosfery w szatni.

Ekspercki głos

Patryk Paul (Cross-Check IHP): – Awans do Pucharu Polski rzutem na taśmę mówi sam za siebie. Nie tego spodziewano się w piwnym mieście po pełnych przygotowaniach pod okiem Andrieja Sidorienki. Białorusin dostał od zarządu ciekawą i zrównoważoną kadrę, z której pozbyto się zawodników, którzy „zasiedzieli się” w Tychach: mowa oczywiście o Michaelu Cichym i Alexandrze Szczechurze. Związek tyskiego klubu z dwójką zza oceanu był bardzo udany, jednak „uczucie”, które ich łączyło, już chyba wygasło i konieczna była zmiana, z korzyścią dla obu stron.

Powrót Filipa Komorskiego i Bartosza Ciury, którzy zabrali ze sobą z Czech kilku kolegów, mógł napawać optymizmem, tymczasem w Tychach drużyna gra bardzo nieregularnie, wielokrotnie brakuje im skuteczności i dyscypliny w defensywie. Śmiem twierdzić, że gdyby nie świetna postawa w bramce Tomáša Fučíka, to tyszanie nie zakwalifikowaliby się Pucharu Polski (kolejny raz).

W ostatnich dniach pojawiła się również informacja, jakoby Alexandre Boivin i Jean Dupuy chcieli opuścić Tychy, gdyż nie są w stanie znaleźć wspólnego języka z trenerem. Odejście wspomnianej dwójki spowodowałoby luki w składzie, które musiałyby zostać szybko załatane, jednak czy są na rynku wartościowi zawodnicy? Do końca rundy zasadniczej jeszcze sporo czasu i nie należy skreślać GKS-u Tychy, jest to jednak zespół, który po dwóch rundach może kandydować do największego rozczarowania początku sezonu.

JKH GKS Jastrzębie

Wynik sportowy

Niekonsekwencja. To słowo najlepiej opisuje postawę podopiecznych Róberta Kalábera. Bolączki, które były widoczne już w zeszłym sezonie, zostały dodatkowo uwypuklone w trwających rozgrywkach. Ciężko nie odnieść wrażenia, iż po historycznym sezonie 2020/2021 jastrzębianie notują regres.

To subiektywne stwierdzenie, ale liczby i wyniki mówią same za siebie. Po raz drugi z rzędu w boju o Puchar Polski zabraknie hokeistów znad czeskiej granicy, choć sięgali seryjnie po to trofeum w latach 2017 – 2020. Nie mogło być jednak inaczej, kiedy notuje się tak fatalny początek sezonu: porażki z Zagłębiem Sosnowiec i Podhalem Nowy Targ (obydwie w stosunku 0:4), seria czterech kolejnych przegranych, rażąca nieskuteczność i błędy przed własną bramką znalazły odbicie w przeciętnym dorobku punktowym.

Sama kadra zespołu nie stawia jastrzębian w roli faworytów: ani do tytułu mistrzowskiego, ani też medali. Zawodnicy, którzy swym doświadczeniem mieli wieść prym na lodzie, opróżnili swoje szafki. Mowa tu o Markusie Korkiakoskim oraz Vitālijsie Pavlovsie. Zaangażowania nie można odmówić młodym zawodnikom z Łotwy i Litwy, ale to wciąż za mało, by myśleć o najwyższych laurach.

Jasny punkt

Mało kto mógł na niego stawiać, ale po dwóch rundach liderem wewnątrzklubowej klasyfikacji kanadyjskiej jest Mark Kaleinikovas. Polska Hokej Liga to zdecydowanie największe wyzwanie w karierze 23-letniego Litwina, ale dobrze zaadaptował się do stawianych przed nim wyzwań. W 16 spotkaniach udało mu się zdobyć 8 goli oraz 7 asyst.

Dobrym posunięciem okazało się być również zastąpienie Vitālijsa Pavlovsa Josefem Mikyską. 28-letni Czech to zawodnik o zdecydowanie większej dynamice, którego stać na to, by w decydującym momencie popisać się nieszablonowym zagraniem. W 13 spotkaniach zanotował 4 trafienia oraz 7 asyst.

Największe rozczarowanie

Tego miana należy upatrywać wśród najbardziej doświadczonych zawodników. Vitālijs Pavlovs opuścił zespół w nieprzyjemnej atmosferze, po inauguracyjnym blamażu z Zagłębiem Sosnowiec. Zasadność przedłużenia z nim kontraktu podlegała dyskusji i szybko okazało się, że wystosowana oferta była błędem.

Spore oczekiwania w skali całej ligi wiązano również z Markusem Korkiakoskim. Jeszcze do niedawna należał on do czołowych graczy czeskiej Chance Ligi. Dorobek w Jastrzębiu-Zdroju? 11 spotkań i 2 asysty, a także umiejętność… korzystania z „peleryny-niewidki”. Pozostawmy to bez dalszego komentarza.

Ekspercki głos

Konrad Noworyta (Cross-Check IHP): – Drużyna, w której aspiracje na ten sezon były znacznie wyższe, niż obecne miejsce w tabeli. Odpływ zawodników po udanym zeszłym sezonie zdecydowanie pokrzyżował szyki drużynie z Jastrzębia. Po fatalnym rozpoczęciu sezonu myślę, że nadal piętą achillesową drużyny jest strzelanie bramek. Mecze jeśli już, to wygrywane są praktycznie na styku, bez wyraźnej przewagi. Na plus zasługuje wyrównanie formy Bencego Bálizsa, który obecnie plasuje się na czwartym miejscu w klasyfikacji bramkarzy ze średnią oscylująca w granicy dwóch wpuszczonych bramek na mecz.

Marma Ciarko STS Sanok

Wynik sportowy

Patrząc na zawirowania powstałe wokół klubu przed sezonem, ciężko jednoznacznie ocenić wynik wypracowany przez sanoczan. Z jednej strony, powinniśmy się cieszyć, iż ich rywalizacja w Polskiej Hokej Lidze jest w ogóle możliwa.

Z drugiej strony, kadra zespołu nie odbiega od tej wystawionej w poprzednim sezonie. Ba, można się nawet pokusić o stwierdzenie, iż jest ona najmocniejsza od czasu powrotu STS-u do PHL. Gros wychowanków został wyparty przez zagranicznych hokeistów, ale nie przyniosło to optycznej poprawy.

Jeszcze na początku sezonu wydawało się, iż ekipa z Podkarpacia może pretendować do tytułu czarnego konia. Cztery wygrane w pierwszych pięciu spotkaniach, w tym sensacyjne triumfy z GKS-em Tychy i GKS-em Katowice rozpaliły oczekiwania kibiców.

Niestety, od tamtej pory było już tylko gorzej. Udział sanoczan w play-offach wydaje się być bezpieczny. Nikt jednak nie łudzi się, iż miałoby ich stać na sprawienie większej niespodzianki i przedarcie się do strefy medalowej.

Jasny punkt

Trener Miika Elomo w zeszłym sezonie postawił między słupkami na Dominika Salamę i zdaje się, że było to dobre posunięcie. 25-letni bramkarz legitymuje się przyzwoitą skutecznością obronionych strzałów i na ogół nie zawodzi, choć ma pewny plac gry w każdym spotkaniu. Spośród zawodników ofensywnych na wyróżnienie zasługuje Ville Heikkinen.

Największe rozczarowanie

W tej kategorii umieszczamy zawodnika, który niedawno opuścił Podkarpacie. Timi Lahtinen na papierze wyglądał jak jedno z najpoważniejszych wzmocnień sanockiej ekipy. Przed dwoma sezonami wywalczył on wraz z Damianem Tyczyńskim awans do słowackiej ekstraligi i należał do czołowych postaci HK Spiska Nowa Wieś. W poprzednim sezonie miał pewne miejsce w składzie brytyjskiego ekstraligowca z Dundee Stars. Dodając do tego blisko setkę spotkań w Liidze, otrzymaliśmy obraz kandydata do liderowania sanockiej ofensywie.

Kolejną rozczarowującą postacią jest Juho Mäkelä. Przyzwoite występy w Mestis oraz ekstralidze francuskiej nie znalazły przełożenia na PHL. Jego dorobek jest równie mizerny, co zwolnionego Lahtinena. Po drugiej stronie tafli zbyt często myli się z kolei Władysław Łysenko, który w przeszłości otrzymał szansę gry w KHL.

Ekspercki głos

Konrad Noworyta (Cross-Check IHP): – Ten rok dla drużyny z Sanoka to istny rollercoaster i jazda bez trzymanki. Jeszcze kilka miesięcy temu nie było mowy o starcie w tegorocznych rozgrywkach. Odrodzony jak feniks z popiołów Sanok rozpoczął sezon z przytupem i napsuła sporo krwi  swoim przeciwnikom. Przy okazji wprawiając w zachwyt swoich kibiców oraz powodując niedowierzanie u pozostałych. Najmocniejszym punktem drużyny według mnie, są pozyskani w tym sezonie Finowie, oraz oddani kibice. Najsłabszym… brak stabilności finansowej.

Zagłębie Sosnowiec

Wynik sportowy

Wynik sportowy, jak i sam styl gry Zagłębia pozostawiają wiele do życzenia. Podobnie jak przed rokiem, nad Brynicę zawitało kilku doświadczonych ligowców z reprezentacyjnym doświadczeniem. Niestety, w grze podopiecznych Grzegorza Klicha nierzadko widać było brak pomysłu.

Zawodnicy tacy jak Michał Kotlorz, Jakub Michałowski, Patryk Kogut czy Jakub Witecki zaznali w swoich karierach smaku sukcesu. Jasną rzeczą było, że nie przenieśli się do Sosnowca, by powiększyć swoją prywatną kolekcję medali. Mieli oni jednak wydatnie podnieść poziom zespołu. Czy to się udało?

Hokeiści, od których mieliśmy prawo wymagać najwięcej, raczej nie rozczarowali. Gorzej sprawy mają się z niższymi formacjami. Mówiąc pokrótce, sosnowiczanom brakuje jakości, która pozwoliłaby im rozegrać spotkanie na równym poziomie, bez drenowania energii kluczowych zawodników. Ileż to razy sosnowiczanie obejmowali prowadzenie w starciu z wyżej notowanymi rywalami, by je roztrwonić wraz z upływem minut?

Mocny punkt

Zmiana otoczenia wyszła Patrikowi Spěšný’emu na dobre. W zeszłym sezonie nie dawał on należytej jakości STS-owi Sanok i przegrał rywalizację z Dominikiem Salamą. Odżył on w szeregach Sosnowca, gdzie znacznie wywindował swoje liczby.

Wiodącą postacią jest także Damian Piotrowicz. Jego premierowy sezon w Sosnowcu w sporym stopniu pokrzyżowała kontuzja. Teraz ma na swym koncie kilka istotnych bramek dla ekipy z Zamkowej.

Największe rozczarowanie

Dmytro Danyłenko to zdecydowanie najsłabsza postać wśród hokeistów pochodzących z zagranicy. Abstrahując już od młodego wieku Ukraińca, to oczekiwania wobec 22-latka były znacznie większe. Doświadczenie wyniesione z reprezentacji Ukrainy, Champions Hockey League czy juniorskich rozgrywek w Stanach Zjednoczonych nie zaowocowało jednak w Sosnowcu. Dorobek? 2 gole.

Ekspercki głos

Patryk Paul (Crosscheck-IHP): – Czy to nie czas na zmianę trenera? Przed sezonem z nadzieją patrzyłem na to, w jaki sposób budowany był zespół z Sosnowca. Większość graczy to Polacy, którzy nie są w stanie już złapać się do kadr silniejszych zespołów, jednak wciąż mając wiele do pokazania. Doświadczenie i świadomość swojej pozycji dawały mi nadzieję na naprawdę dobrze wyważoną drużynę, która sprawi niejedną niespodziankę. Niestety, Grzegorz Klich jak na razie nie poradził sobie z postawionym przed nim wyzwaniem i nie jest w stanie wykorzystać potencjału drużyny.               

Sosnowiczanie potrafili w pierwszych dwóch rundach tylko sporadycznie zaprezentować swoją najlepszą wersję i należy to traktować jako porażkę. Ciężko stwierdzić, gdzie tkwi problem, jednak moim zdaniem to czas, by trener Klich odszedł ze stanowiska i dał szanse komuś innemu poukładać te klocki. Sosnowiec ma kadrę, która powinna wzbudzać lęk przed utratą punktów wśród potentatów do mistrzostwa Polski, a tymczasem wielcy sobie je na nich nabijają. Będę się przyglądać dalszemu rozwojowi zespołu, jednak dwie rundy zostały stracone.

KH Energa Toruń

Wynik sportowy

Torunianie, podobnie jak poprzednie sezony, rozpoczęli z przytupem i do 6. kolejki bili się o fotel lidera z GKS-em Katowice. Później jednak zanotowali serię spektakularnych porażek. Przełamali ją dopiero w meczu z TAURON Podhalem Nowy Targ, co wcale nie było nowym, dobrym początkiem. Stare demony wróciły i drugą rundę „Stalowe Pierniki” zakończyły z serią pięciu porażek z rzędu.

Toruńscy kibice domagają się zmian personalnych, a odpowiedzialność zrzucają na trenera Teemu Elomę oraz prezesa Bogdana Rozwadowskiego. Zresztą ten drugi obiecywał, że celem KH Energi jest wejście do półfinału Pucharu Polski, co szybko zostało brutalnie zweryfikowane. Torunianie mają dziury na niemal każdej pozycji, a najsłabiej wygląda obsada bramki. Wiele zmieniła też zmiana koncepcji. Tanich i dobrych Rosjan zastąpili głównie Finowie, którzy pomimo starań, nie gwarantują już gry na takim poziomie, jak poprzednio.

Pojawiają się także głosy, że dla torunian to już stracony sezon. Owszem, „Stalowe Pierniki” pozostałą część sezonu zasadniczego mogą już traktować nieco sparingowo, by w play-offach jeszcze się zerwać i powalczyć. Nie będzie o to jednak łatwo, bo w obecnej formie, KH Energa nie stanowi zagrożenia dla ligowych potentatów. Potrzebne są natychmiastowe i stanowcze ruchy kadrowe.

Mocny punkt

Choć wynik drużynowy nie jest zbyt imponujący, to indywidualnie można wyróżnić kilku zawodników “Stalowych Pierników”. Najjaśniejszym punktem był Illa Korenczuk, który w 17 meczach na koncie zgromadził aż 19 punktów i znajduje się na podium klasyfikacji kanadyjskiej PHL. Ponadto dobrze spisywał się obrońca Patrik Szécsi, który dołączył już w trakcie rozgrywek. Węgier w 8 meczach na koncie ma już 5 bramek, co czyni go najbardziej bramkostrzelnym obrońcą w PHL.

Wyróżnić należy także grę w przewadze KH Energi Toruń. Ekipa z grodu Kopernika zdobyła w tym elemencie aż 23 gole, co jest najlepszym wynikiem spośród wszystkich zespołów. Power-play to na pewno jednej z najgroźniejszych elementów toruńskiego zespołu.

Największe rozczarowanie

W Toruniu więcej spodziewano się po Ervīnsie Muštukovsie. Doświadczony Łotysz miał być ostoją toruńskiej bramki, a pomimo całkiem niezłych statystyk, nie stanowi takiego wsparcia dla zespołu. Nic zatem dziwnego, że torunianie poszukują jego zastępcy.

Do gry więcej wnieść miał także wracający do macierzy Jakub Gimiński. Kompletnymi niewypałami transferowymi okazali się za to Kanadyjczyk Riley Robertson i Ukrainiec Dmytro Ihnatenko. Z tym drugim zresztą szybko się pożegnano.

Ekspercki głos

Patryk Paul (Cross-Check IHP): – Torunianie, odkąd pojawili się w najwyższej klasie rozgrywkowej polskiego hokeja, byli swego rodzaju czarnym koniem. Często początki sezonu mieli bardzo mocne i potrafili nawet utrzymywać się na pozycji lidera. Niespodzianek dokonywali również w Pucharze Polski. O sile drużyny w minionych sezonach stanowili jednak zawodnicy zza wschodniej granicy. Decyzja o niezatrudnianiu Rosjan odbiła się negatywnie na ekipie z Torunia, co jest widoczne na lodzie.

Przyznam szczerze, że to, w jaki sposób torunianie zaprezentowali się podczas meczu w Oświęcimiu (który miałem okazję widzieć osobiście), powinno sprawić, że kilku zawodników straci swoje posady — rewolucji czy dużych zmian w kadrze jednak nie widać. Nawet na tle Podhala podopieczni Teemu Elomy prezentowali się słabo. Władzom klubu odebrano przed sezonem „klucz do sukcesu”, jakim byli od kilku lat rosyjscy zawodnicy i niestety widać, że jak na razie, nikt nie znalazł nowego rozwiązania, by godnie rywalizować z drużynami posiadającymi wyższy budżet.

TAURON Podhale Nowy Targ

Wynik sportowy

Miało być inaczej, a skończyło się jak zwykle. W Nowym Targu hucznie zapowiadano, że sezon, w którym klub obchodzi 90-lecie istnienia będzie inny. Miał być dobry skład, walka o wyższe lokaty, a Podhale znów okupuje ostatnie miejsce. Ciężko napisać coś dobrego o grze Podhala. Pierwsze mecze zwiastowały, że nowotarżanie wcale nie będą chłopcem do bicia, a prawdziwą ostoją był Kevin Lindskoug. Szwed szybko jednak pożegnał się z zespołem, wzmacniając Re-Plast Unię Oświęcim.

Z meczu na mecz Podhale prezentowało się coraz gorzej, notując coraz wyższe porażki. Nie pomaga cały gros obcokrajowców, którzy prezentują poziom zbliżony do nowotarskich wychowanków, a wyników z tego nie ma. Zarząd Podhala zaczął też czystki kadrowe, czyżby to cięcie kosztów i porzucenie nadziei na play-offy?

Mocny punkt

W Nowym Targu cieszyć może postawa młodych golkiperów: Szymona Klimowskiego i Pawła Bizuba. Obaj nabrali już ogłady w Polskiej Hokej Lidze i spisują się coraz lepiej. Nie mogą więcej zrobić, gdyż obrona „Szarotek” nie jest w optymalnej dyspozycji i rywale najczęściej nie mają problemów z wypracowywaniem sobie sytuacji strzeleckich, niemniej jednak pochwała młodym bramkarzom i się należy.

Największe rozczarowanie

Do tej kategorii należałoby wrzucić wszystkich obcokrajowców w TAURON Podhalu Nowy Targ. Mieli być wzmocnieniem, a z ich gry najczęściej nie wynika dla nowotarżan nic pozytywnego. Nie będziemy pastwić się nad pojedynczymi zawodnikami, bo nie idzie całej drużynie. W Nowym Targu muszą szybko znaleźć rozwiązanie problemów, bo już na półmetku rozgrywek pożegnają się z szansami na play-offy.

Ekspercki głos

Patryk Paul (Cross-Check IHP): – Co tu dużo mówić… Rok w rok ten sam schemat. Czy ktoś kiedyś weźmie sprawy w swoje ręce i przestanie bawić się tak zasłużonym dla polskiego hokeja zespołem? Dla kibiców jest to smutny obrazek. Tonący statek bez nadziei na akcję ratunkową.

Nie rozumiem, dlaczego władzę nie postawią w 100% na młodych polskich zawodników, którzy bez wątpienia byliby w stanie zapewnić wynik sportowy na takim samym poziomie jak obecnie — tylko że w tej chwili w składzie Podhala mamy ponad dziesięciu obcokrajowców.

W Nowym Targu widać brak długoterminowego planowania i niestety zespół jest „chłopcem do bicia”, który może liczyć na punkty tylko w sytuacji, gdy ich przeciwnik zlekceważy sytuację— przypadek spotkania z Unią przy Chemików 4. Kierunek, który klub obrał na tę chwilę, to całkowite zaoranie i zniknięcie na jakiś czas z hokejowej mapy. Nie życzę im tego, jednak postawa rządzących klubem może irytować kibiców i fanów hokeja.

Kliknij, by skomentować

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


betclic

Ostatnie artykuły