Znajdziesz nas też tutaj:

Felietony

Naszym okiem: Podsumowujemy pierwszą rundę Polskiej Hokej Ligi

Zaległy mecz TAURON Podhala Nowy Targ z GKS-em Tychy oficjalnie zamknął pierwszą rundę Polskiej Hokej Ligi, toteż możemy na chłodno ocenić dyspozycję każdego z zespołów. Jak wyniki po pierwszych dziewięciu kolejkach mają się do naszych przedsezonowych oczekiwań? Kto najbardziej zawiódł, a kto nas zaskoczył ponadprzeciętną dyspozycją? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w naszym redakcyjnym podsumowaniu.

GKS Katowice – mieszanka, która wypaliła

Wynik sportowy: Katowiczanie pod batutą Jacka Płachty grają w tej chwili najlepszy hokej w lidze. Nie brak w nim ofensywy, wielu bramek, ale i szczelnej obrony. Pięć zwycięstw z rzędu i zajęcie miejsca na fotelu lidera od startu rozgrywek to zdecydowanie powody do zadowolenia, zwłaszcza, że dopiero w 8. kolejce GieKSa mogła rozegrać pierwsze domowe spotkanie. Wcześniejsze grała na wyjeździe, skąd wróciła z pokaźną liczbą punktów. Jeśli drużyna z Katowic utrzyma taką formę przez cały sezon, to będą jednym z głównych faworytów do mistrzostwa.

Mocne punkty: Anthon Eriksson, Matias Lehtonen, Grzegorz Pasiut.

Wymieniać mocne punkty w katowickiej drużynie można właściwie bez końca. Wyżej wspomniana trójka najbardziej zasłużyła na wyróżnienie, bowiem punktowała najlepiej z całego zespołu. Eriksson i Lehtonen znakomicie wprowadzili się do drużyny i stanowią o jej sile, punktując w niemal każdym spotkaniu. Nie bez przyczyny Jacek Płachta ustawia ich w pierwszej formacji. Swój wysoki poziom utrzymał za to Grzegorz Pasiut, który świetnie asystuje i rozdziela krążki pomiędzy swoich partnerów z zespołu.

Słabe ogniwa: czwarta formacja, Joona Monto.

Czwarta formacja w szeregach GieKSy składa się z polskich, perspektywicznych zawodników. W pierwszej rundzie nie pokazali oni jednak za wiele i w zasadzie nie stanowili wartości dodanej dla zespołu. Często też byli obecni przy traconych bramkach. Trener Płachta posyła część z nich do obrony osłabień i z tej roli wywiązują się bez zarzutu. Natomiast jeśli chodzi o ofensywę, tam nie kreują zbyt wiele. To musi się zmienić, jeśli GieKSa chce utrzymać fotel lidera. Joona Monto dołączył z kolei do klubu w podobnym czasie, co Eriksson i to pierwotnie jemu miała przypaść funkcja snajpera. W jego występach nie widać jednak bogatej przeszłości w Liidze, która zaowocowała nawet debiutem w KHL.

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba, stoi i w budynku
fot. Facebook: GKS Katowice Hokej.

Comarch Cracovia – plan „eko” przynosi efekty

Wynik sportowy: Przed rozpoczęciem sezonu zastanawialiśmy się, czy aby krakowscy działacze nie przespali właściwego momentu na dokonywanie wzmocnień. Bilans transferów przychodzących i wychodzących przecież jasno wskazywał, iż „Pasy” znacznie się osłabiły. W zeszłym sezonie Rudolf Roháček miał więcej zawodników mogących pochwalić się zagranicznym doświadczeniem, niż przewidzianych miejsc do gry. W bieżącej kampanii dał z kolei sporo szans młodzieżowcom i… nie ma tragedii! Cracovia gra solidny, wyrachowany hokej, co przynosi efekty. Biorąc pod uwagę fakt, iż włodarze przeprowadzili po rozpoczęciu się sezonu dwa kolejne transfery, stać ich w tym sezonie na wiele.

Mocne punkty: Damian Kapica i Dienis Pieriewozczikow.

Zawodnicy, którzy w zeszłym sezonie powiedli drużynę do srebrnego medalu, nie zawodzą również i teraz. Damian Kapica rozpoczął kolejną udaną kampanię potwierdzając tylko, że Polska Hokej Liga jest dla niego zbyt ciasnym miejscem. Czy po wygaśnięciu kontraktu ponownie pokusi się o spróbowanie swych sił za granicą? Dienis Pieriewozczikow jest z kolei najsoldniejszym bramkarzem krakowian od dawien dawna. David Zabolotny nie ma zbyt wielu okazji do gry wobec jego wysokiej formy, a Rosjanin może poszczycić się jednymi z najlepszych statystyk w całej lidze.

Słabe ogniwo: Artiom Worosziło.

„Pasy” przed sezonem obrały rosyjski kierunek w poszukiwaniu wzmocnień i jak widać, na razie zdaje on egzamin. Spośród najnowszych nabytków, najwięcej zastrzeżeń można mieć jednak do Artioma Worosziło. 33-latek swoje pierwsze punkty zanotował dopiero pod koniec września, a w samej pierwszej rundzie udało mu się zgromadzić raptem trzy asysty. Jewgienij Bodrow i Iwan Jacenko wciąż nie pokazali pełni swoich możliwości, ale i tak prezentują się o niebo lepiej niż ich rodak.

Może być zdjęciem przedstawiającym co najmniej jedna osoba, ludzie grający w hokeja na lodzie i w budynku
fot. Facebook: Comarch Cracovia

JKH GKS Jastrzębie – niełatwy początek w nowej konfiguracji

Wynik sportowy: Podopieczni Róberta Kalábera nie zanotowali łatwego początku rozgrywek. Mocno przebudowany skład, a także wyczerpujący udział w Champions Hockey League, na pewno nie ułatwiły ekipie znad czeskiej granicy wejścia w ligowe kalosze. O ile inauguracja z tyskim GKS-em (3:1) stanowiła dobry probierz, to kolejne trzy porażki poniesione z GKS-em Katowice, KH Energą Toruń i Re-Plast Unią Oświęcim sprawiły, iż jastrzębianie zanotowali najgorszy start od niepamiętnych czasów. Mistrzowie Polski zdołali jednak powrócić na właściwy tor, w czym pomogła im „dwucyfrówka” zainkasowana z Podhalem Nowy Targ czy szczęśliwe zwycięstwo z Comarch Cracovią.

Mocny punkt: Frenks Razgals.
Łotewski napastnik to bez dwóch zdań jeden z najlepszych nabytków jastrzębian w tym okienku transferowym. W ciele 25-letniego hokeisty wciąż drzemią spore rezerwy, a on sam może pochwalić się już doświadczeniem wyniesionym z reprezentacji Łotwy, bądź też czeskiej ekstraligi czy KHL. Były gracz Dinama Riga ma naturalną łatwość w wypracowywaniu sobie dogodnych sytuacji strzeleckich, a także chirurgiczną precyzję wykończenia, dzięki któremu wypracował sobie serię pięciu kolejnych meczów ze zdobytym golem.

Słabe ogniwa: Martin Kasperlík i Samuel Mlynarovič.
Dwóch hokeistów z Czech i Słowacji nie przyniosło do tej pory zbyt wiele pociechy kibicom z Jastora. Martin Kasperlík zatracił gdzieś swą błyskotliwość, a także piekielną prędkość, grając jakby na oparach. Zaledwie dwie asysty w dwóch spotkaniach, do tego kara meczu zainkasowana z GKS-em Katowice… To nie jest łatwy początek sezonu dla jednego z ulubieńców jastrzębskich kibiców. Spośród wszystkich letnich transferów, najgorzej do drużyny wprowadził się bez dwóch zdań Samuel Mlynarovič. 31-letni Słowak także zdołał zapisać na swym koncie zaledwie dwa „oczka”, a patrząc na jego CV, oczekiwania były przecież znacznie wyższe.

Może być zdjęciem przedstawiającym 2 osoby, ludzie uprawiający sporty i w budynku
fot. Facebook: JKH GKS Jastrzębie

GKS Tychy – nie najgorsze wyniki, słaba gra

Wynik sportowy: Nad Tychami krążą ostatni czarne chmury. Wszystko spowodowane kiepską grą i słabymi wynikami. Kibice przyzwyczajeni do regularnych zwycięstw, powoli tracą cierpliwość. Choć pierwsza runda zaczęła się dość dobrze, bo trójkolorowi wygrali z Ciarko STS-em Sanok dość gładko, to w kolejnym meczu już musieli przecierpieć by wywieźć z Sosnowca dwa punkty. Kolejne dwa mecze, to dwie porażki. Najpierw przegrana z JKH GKS-em Jastrzębie, a następnie z Comarch Cracovią. To wyzwoliło złość wśród kibiców, ale w meczu z GKS-em Katowice, podopieczni Krzysztofa Majkowskiego zdołali wygrać, czym zmazali plamę po poprzednich dwóch słabych występach. Jednak kiedy doszło do spotkania z Re-Plast Unią Oświęcim, nikt nie spodziewał się takiego blamażu, 1:5 z biało-niebieskimi to wynik bardzo wstydliwy.

Mocne punkty: Alexander Szczechura, Kamil Lewartowski

Niewiele pozostało z tercetu siejącego spustoszenie w całej lidze. Trio Szczechura-Cichy-Mroczkowski już nie budzi takiego strachu w oczach bramkarzy innych drużyn. O ile jeszcze Christian Mroczkowski próbuje nawiązać do swojego pierwszego sezonu, tak Michael Cichy zawodzi na całej linii. Alexander Szczechura przewodzi klasyfikacji kanadyjskiej i prowadzi swoją formację. To typ playmakera i miałby zapewne jeszcze więcej punktów, gdyby jego partner z ataku, czyli Michael Cichy wykorzystywałby więcej nadarzających się okazji. Nikt chyba nie spodziewał się, że Kamil Lewartowski zostanie numerem jeden w bramce GKS-u Tychy. 23-letni tyszanin notuje bardzo dobre występy i stanowi bardzo pewny punkt drużyny. Kiedy jego kolegom nie idzie, on sam potrafi wygrać mecz, jak było choćby w Toruniu, gdzie „Lewar” pokazał że posiada niesamowite umiejętności.

Słabe ogniwa: obrona, koncentracja

Nie od dziś wiadomo, że mankamentem tyskiej drużyny jest obrona. Tak było też kampanię temu, jednak przed sezonem zrobiono niewiele by poprawić ten element. Zastanawia przedłużenie kontraktu z Markiem Biro, który niewiele wnosi do gry w ataku, a ponadto bywa chaotyczny w defensywie. Ciężko powiedzieć też, dlaczego po zdobytym golu tyszanie zaraz tracą prowadzenie. Jest to wyraźny problem z koncentracją. Nie można też nie wspomnieć o głupich faulach. Często trójkolorowi faulują w tercji ataku i łapią wykluczenia w najmniej odpowiednich momentach.

Może być zdjęciem przedstawiającym 3 osoby, ludzie stoją, ludzie uprawiający sporty i w budynku
fot. Hokejowe Tychy

KH Energa Toruń – dobry początek i lekka zadyszka

Wynik sportowy: Przed sezonem doszło w grodzie Kopernika do niemałej rewolucji. Zmieniono trenera i znaczną część składu. Nowa filozofia gry wpojona przez trenera Tupamäkiego szybko została wchłonięta przez zespół, który zaliczył bardzo dobry start rozgrywek. Szczególnie efektowne było zwycięstwo nad Re-Plast Unią Oświęcim i fenomenalny taktycznie mecz z mistrzem Polski. Im dalej w las, tym było jednak nieco gorzej – szczególnie w delegacjach. Tam torunianie prezentowali zupełnie inny styl i często dali się stłamsić rywalom, którzy odjeżdżali z wynikiem, a później brakowało czasu na skuteczną pogoń. Jeśli aspiracją torunian jest gra w Pucharze Polski, to w drugiej rundzie muszą zacząć punktować na wyjazdach.

Mocne punkty: Kamil Kalinowski, zespół.

Oceniając tylko pierwszą rundę rozgrywek, to na zasłużenie zasługuje tu Kamil Kalinowski. Kapitan „Stalowych Pierników” był prawdziwym liderem, który ciągnął zespół w kluczowych momentach, do tego skutecznie podbudzając kolegów z zespołu. Wychowanek toruńskich Sokołów w końcu stanowi o sile drużyny, co nie do końca mu wychodziło w poprzednim sezonie. KH Energa przyzwyczaiła już, że drużyna stanowi kolektyw i poszczególne formacje się uzupełniają. Tak jest też i w tym sezonie. W zespole brak jest jednego lidera, a raczej wszyscy punktują równo i wzajemnie przejmują pałeczkę przodownictwa w poszczególnych meczach.

Słabe ogniwa: Mikałaj Syty, Henri Limma.

Od zawodników zagranicznych oczekuje się zawsze czegoś więcej. Wymieniona przez nas dwójka nie wnosiła niczego szczególnego do gry toruńskiego zespołu. Obaj występowali w trzecim ataku, a ten okazał się mało produktywny. Na lodzie więcej było szumu, niż efektywnej gry. Do tego Limma regularnie osłabiał zespół, lądując na ławce kar.

Może być zdjęciem przedstawiającym 3 osoby, ludzie stoją, ludzie uprawiający sporty i w budynku
fot. Facebook: KH Energa Toruń/T. Michalczuk

Re-Plast Unia Oświęcim – nowy sezon, stare problemy

Wynik sportowy: Oświęcimianie od trzech sezonów dają jasny sygnał – chcemy sięgnąć po mistrzostwo. Póki co, najlepszym ich wynikiem był brązowy medal w pierwszym sezonie Nika Zupančiča. Od tego momentu biało-niebiescy mieli już trzech szkoleniowców (Fikrt, Constantine, Coolen). Hokeiści znad Soły pod batutą kanadyjskiego szkoleniowca zaczęli fatalnie. W pierwszej kolejce porażka z KH Energą Toruń, w trzeciej wstydliwa przegrana z TAURON Podhalem Nowy Targ, a w czwartej musieli uznać wyższość rywali z Sanoka. Wyniki, jak i sama gra nie napawały optymizmem. Pierwsze punkty oświęcimianie zdobyli dopiero w 5. kolejce z Zagłębiem Sosnowiec. Pod koniec rundy, oświęcimscy kibice mogli być dumni ze swoich ulubieńców, bowiem podopieczni Toma Coolena ograli GKS Tychy na wyjeździe, a następnie GKS Katowice u siebie. Jednak cztery zwycięstwa i cztery porażki, które złożyły się na dwanaście punktów, można przyjąć z rozczarowaniem. Patrząc na to, jakim składem dysponują oświęcimianie, szóste miejsce stanowi spory zawód.

Mocny punkt: zawodnicy grający w Unii od kilku lat.

Chodzi rzecz jasna o zawodników takich jak: Łukasz Krzemień, Sebastian Kowalówka, Daniił Oriechin czy Patryk Noworyta. Wymieniona czwórka gra bardzo solidnie i dają drużynie więcej niż można się było po nich spodziewać. Łukasz Krzemień jest liderem klasyfikacji kanadyjskiej w zespole Re-Plast Unii Oświęcim. „Kowal” również może się pochwalić okazałym dorobkiem punktowym na tle kolegów. Pokazuje, że mimo wieku nadal można być wyróżniającym się graczem. Daniłł Oriechin niemal od dołączenia do oświęcimskiego klubu stał się ważną acz nieco niedocenianą postacią. Rosjanin punktuje i zdobywa ważne bramki. Starszy z braci Noworytów emanuje pewnością siebie w obronie i stanowi pewny punkt w defensywie.

Słabe ogniwo: nowi zawodnicy.

Do drużyny z Oświęcimia przed sezonem dołączyło kilku zawodników z dobrym CV. Trudno jednak nie mieć do nich zastrzeżeń. Żaden z nowych zawodników nie daje tyle ile się od nich oczekuje. Tyler Wishart, który miał być jednym z liderów drużyny, wygląda słabo w ataku i nie lepiej w obronie. Krystian Dziubiński po dobrym okresie przygotowawczym, znajduje się w dołku formy. Daje drużynie zdecydowanie mniej niż ma do zaoferowania. Najbardziej jednak oświęcimscy kibice wierzyli w geniusz Zackary’ego Phillipsa, jednak i on nie potrafi się odnaleźć w Oświęcimiu.

Ciarko STS Sanok – fińskie perturbacje

Wynik sportowy: Według przedsezonowych zapowiedzi działaczy, klub miał wykonać kolejny krok na przód, a wszystko to dzięki zwiększeniu liczby obcokrajowców w zespole. Ponownie, przychylnym okiem spojrzano w kierunku fińskim, kontraktując zawodników z Kraju Tysiąca Jezior. Patrząc po wynikach sanoczan, zastanawiamy się, czy ekipa z poprzedniego roku nie byłaby w tym sezonie osiągnąć identycznego rezultatu. Sanoczanom udało się pokonać niżej notowane Zagłębie Sosnowiec oraz Podhale Nowy Targ, a także sprawić niespodziankę ze znajdującą się w olbrzymim dołku Unią Oświęcim. Z mocniejszymi rywalami nie było ich jednak stać na uszczknięcie punktów.

Mocny punkt: Radosław Sawicki.
Wszyscy zapewne chcielibyśmy, by polski hokej miał jak najliczniejszą reprezentację poza granicami naszego kraju, ale w grodzie Grzegorza nikt chyba nie płacze z tego powodu, iż „Sawiemu” nie powiodło się na Białorusi. Choć potrzebował on nieco czasu, by wdrożyć się do nowego-starego zespołu, to szybko zdołał osiągnąć niezłą formę. Co prawda, ciężko mu rozwinąć skrzydła tak jak w JKH GKS-ie Jastrzębie, gdzie mógł liczyć na wsparcie znacznie bardziej klasowych partnerów, ale i tak stanowi ważny element układanki trenera Ziętary.

Słabe ogniwa: Maciej Witan i Timo Hiltunen.
Afery dopingowe nikomu chluby nie przynoszą, a ponadto rzutują na cały obraz dyscypliny. Dlatego też ze sporym rozczarowaniem przyjęliśmy informację, iż testy Macieja Witana wykazały w jego organizmie obecność zakazanej substancji. Jak donosi dziennik.pl, w jego organizmie wykryto amfetaminę – mowa więc tu o środku czysto „wyskokowym”, wszak istnieją bardziej efektywne (za to równie nielegalne) środki nienaturalnego wspomożenia ciała. Do wyjaśnienia się tej sprawy, należy jednak zachować domniemanie niewinności wobec młodego sanoczanina. Timo Hiltunen zawiódł z kolei czysto sportowej. Mowa tu o zawodniku, który zdążył zaznajomić się z realiami Polskiej Hokej Ligi już w zeszłym sezonie, w szeregach Podhala Nowy Targ pokazując, że ma smykałkę do hokeja. Potwierdzają to także jego wcześniejsze występy na zapleczu fińskiej ekstraligi czy w białoruskim Niomanie Grodno. Sanok opuścił jednak po sześciu spotkaniach, w których nie zainkasował ani jednego punktu.

Zagłębie Sosnowiec – czyli płot nie do przeskoczenia

Wynik sportowy: Podobnie jak w Sanoku, nad Brynicą przystępowano do nowego sezonu z nadziejami na sportowy progres. W poszukiwaniu wzmocnień ograniczono się do sprawdzonych nazwisk, odrzucając na bok zagraniczne wynalazki. Starcia Zagłębia Sosnowiec, mimo jego niskiej pozycji w tabeli, przynoszą nierzadko sporo emocji. Podopieczni Grzegorza Klicha uprawiają ofensywny hokej, zapominając nierzadko o defensywie, co przynosi często wielobramkowe widowiska. Długofalowo, jest to jednak droga donikąd. Sosnowiczanie nie są już chłopcami do bicia, ale przez braki w dyscyplinie nie są oni w stanie punktować z pożądaną regularnością. Ekipa z Zagłębia Dąbrowskiego ma spory materiał do analizy i tylko od niej zależy, jakie wnioski wyciągnie na następne mecze.

Mocne punkty: Jewgienij Nikiforow, Aleksandr Wasiljew, Jarosław Rzeszutko.

Siła sosnowiczan tkwi w ataku, stąd też wyróżnienie dla trzech napastników. Jewgienij Nikiforow i Aleksandr Wasiljew pokazali się z dobrej strony już w zeszłym sezonie, a teraz wskoczyli na jeszcze wyższy poziom, rozpychając się łokciami w czubie ligowej klasyfikacji kanadyjskiej. Podział obowiązków jest jasny: pierwszy z wymienionych to zimnokrwisty egzekutor, Wasiljew wciela się z kolei w rolę kreatora gry. Dodatkowym atutem sosnowiczan jest fakt, iż Jarosław Rzeszutko, który w tym tygodniu będzie świętował 35. urodziny, nie zatracił ani trochę swojego snajperskiego zmysłu. Zdaje się, że wciąż bez problemu odnajdywałby się w szeregach wyżej notowanych ekip.

Słabe ogniwa: Michał Czernik i defensywa.

Nie da się ukryć, iż Michał Czernik zauważalnie obniżył loty względem minionego sezonu. Jeszcze w zeszłym roku, przejawiał on reprezentacyjne aspiracje, bijąc się o bluzę bramkarza numer trzy w biało-czerwonych barwach. Ostatecznie przegrał jednak tę rywalizację z Michałem Kielerem, który na co dzień trenuje przecież pod selekcjonerskim okiem. Dodatkowej motywacji nie stanowi także fakt, iż ani Marcel Kotuła, ani Mikołaj Szczepkowski nie są dla niego jeszcze równorzędnymi konkurentami o miejsce między słupkami. Z drugiej strony, 25-letni golkiper często nie ma zbyt wiele do powiedzenia wobec błędów popełnianych przez kolegów z defensywy. Oskar Jaśkiewicz, Bartłomiej Bychawski czy Nikita Mickiewicz mieli znacznie podwyższyć poziom gry obronnej, lecz Zagłębie wciąż należy do ekip, które tracą najwięcej bramek, ustępując jedynie nowotarżanom.

Może być zdjęciem przedstawiającym 5 osób, ludzie uprawiający sporty i w budynku
fot. Facebook: Hokej Zagłębie Sosnowiec/Sławomir Bomba

TAURON Podhale Nowy Targ gorzej być nie może

Wynik sportowy: Nowotarżanie od początku sezonu osiadli na dnie ligowej tabeli. Zaledwie jedna wygrana z Re-Plast Unią Oświęcim i siedem porażek chwały nie przynosi. Podopiecznych Andrieja Gusowa nie oszczędzają kontuzje i właściwie w każdym meczu białoruski szkoleniowiec musi rotować formacjami, a jak sam powiedział, żadnego spotkania nie udało im się rozegrać optymalnym składem. Liderzy, którzy mieli ciągnąć zespół zawodzą, a od najmłodszych hokeistów nie można wymagać wiele. Sezon, który w Nowym Targu miał stanowić okres przejściowy, zamienia się w prawdziwe katusze. Wszyscy spodziewali się, że „Szarotkom” trudno będzie o regularne ogrywanie faworytów, ale nawet mecze z Ciarko STS-em Sanok i Zagłębiem Sosnowiec nie przyniosły punktów ekipie spod Tatr. Jeśli gra nie ulegnie natychmiastowej poprawie, o play-offach w Nowym Targu będą mogli zapomnieć.

Mocny punkt: Gleb Bondaruk.

Rosjanin stara się, szarpie, próbuje, ale w pojedynkę nic nie zdziała. Gdy jednak ma już dogodne sytuacje strzeleckie to zazwyczaj zamienia je na bramkę. Miał być liderem i rzeczywiście nim jest, choć mając w pamięci jego grę z Torunia, mogłoby być jeszcze lepiej. Jego pojedyncze zrywy niestety nie wystarczą, by Podhale zaczęło wygrywać. Bondaruk musi liczyć, że w sukurs przyjdą mu partnerzy z zespołu.

Słabe ogniwa: brak liderów.

Liczono, że najbardziej doświadczeni zawodnicy wezmą na swoje barki ciężar gry i odpowiedzialność za wyniki Podhala. Tak się jednak nie stało. Nawet najbardziej doświadczeni hokeiści z Nowego Targu popełniają szkolne błędy. Wierzono, że choćby Marcin Kolusz będzie wyróżniającym graczem. Tymczasem „Kolos” gra mocno przeciętnie i nie lideruje drużynie. Pojedynczy przebłysk w meczu z Unią Oświęcim to za mało.

image
Tak wygląda ligowa tabela, licząc jedynie spotkania z pierwszej rundy.

Ostatnie artykuły