Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

Nowe twarze, nowy trener, stare nawyki

Reprezentacja Polski wróciła do gry. Dwa mecze z Węgrami były zarazem pierwszymi odkąd kadrę prowadzi Róbert Kaláber. Na szczęście były to sparingi, z których można wyciągnąć kilka wniosków. Były dobre momenty, ale niestety przeważały te złe…

Co wiemy po dwumeczu?

Wszyscy kibice polskiego hokeja z utęsknieniem wyczekiwali kolejnego meczu biało-czerwonych. Poza względami czysto emocjonalnymi, fani byli ciekawi, co zaprezentuje nowy selekcjoner Róbert Kaláber. Oczekiwania wobec jego osoby stoją na bardzo wysokim poziomie i wszyscy liczą, że przełoży dobre wyniki osiągane z ekipą JKH na niwę reprezentacyjną. Niestety, musimy poczekać jeszcze nieco na pierwsze zwycięstwo biało-czerwonych pod jego sterami. Na początku należy zaznaczyć, iż nowy trener miał ograniczone możliwości kadrowe, toteż na zgrupowaniu nie pojawiła się żadna z zagranicznych strzelb, a kadrę tworzyli (niekoniecznie czołowi) zawodnicy klubów PHL. W naszym odczuciu, był to czynnik decydujący o porażce w dwumeczu z Węgrami. Gra w drugim spotkaniu wyglądała już lepiej, co odzwierciedla także wynik tego spotkania. Mimo iż były to mecze o “pietruszkę”, to odczuwamy jednak mały niedosyt. Pierwsza gra kontrolna upłynęła pod znakiem bojaźni, licznych błędów indywidualnych oraz rażącej nieskuteczności. Drugie starcie było zdecydowanie bardziej wyrównane, a licznymi momentami przeważali nawet Polacy. Niestety, i tutaj dały o sobie znać słabości indywidualne, zwłaszcza w defensywie. Aby ocenić obiektywnie potencjał autorskiego projektu kadry słowackiego trenera musimy więc poczekać, kiedy będzie on dysponował pełnią możliwości przy dokonywaniu powoływań.

Były dobre momenty…

Największym plusem tego zgrupowania można uznać na pewno formę debiutantów. Szczególnie jeden spisał się bardzo dobrze, a był nim Christian Mroczkowski. “Mroczek” swój dobry występ w drugim meczu zakończył z bramką. Bardzo aktywny pod bramką, technicznie nie odstępował od lepszych rywali. Na pewno jednym z większych plusów jest swego rodzaju wyciągnięcie wniosków z pierwszego, przegranego spotkania. Błędów było mniej, więc widać, że trener Róbert Kaláber odbył dłuższą rozmowę po czwartkowym starciu z bratankami. To przełożyło się na lepszą organizację gry (choć nie idealną). Można także wyróżnić postawę Michała Kielera. Kariera 25-latka jest tak pokręcona jak kolejki górskie w Zatorze. Teraz jednak w końcu jest numerem jeden w swojej drużynie (kiepskiej bo kiepskiej, ale przynajmniej gra). Na pewno bronił pewniej niż jego kolega “po fachu” John Murray, któremu pierwszy mecz nie wyszedł. Wobec tak małej liczby bramkarzy na polskiej scenie hokejowej, to “Kiler” może zająć pozycję pierwszego bramkarza na długie lata w polskiej bramce.

Podsumowując:
– Dobre dwa mecze debiutantów.
– Trener mimo dwóch porażek, wyciągnął wnioski i jego drużyna zagrała zupełnie dwa inne spotkania.
– Postawa Michała Kielera.

…ale też te złe.

JKH GKS Jastrzębie prowadzone przez selekcjonera reprezentacji Polski znane jest przede wszystkim ze świetnej organizacji gry, dobrej taktyki i dyscyplinie. Tego jednak na próżno było szukać w pierwszym meczu z Węgrami. Bardzo proste błędy w ustawieniu przy straconych bramkach. Fatalna gra w osłabieniu. Rywale zostawieni samym sobie w dogodnych dla nich sytuacjach. Te rzeczy na pewno pomogły “Madziarom” w odniesieniu zwycięstw. Nie pomogły nam także kary (czasami bardzo głupie, jak choćby Damiana Tomasika w drugim meczu, przez co padła bramka dla gospodarzy). Choć też musimy mieć na uwadze, że niektóre wykluczenia były wzięte “z kapelusza”. Sędziowie węgierscy chyba zapomnieli w niektórych momentach o bezstronności. Było to widać przede wszystkim w sobotnim spotkaniu. Polacy mieli problem wykorzystać grę w przewadze. Zrobili to tylko raz, ale niektóre ich przewagi wyglądały niestety źle. Tu jednak trener ma jeszcze czas na to by je dopracować. Można się zastanawiać, czy trener Róbert Kaláber postawił na zawodników w tej najlepszej formie. Na pewno kolejny raz zawiódł w meczu reprezentacji Alan Łyszczarczyk. Zawodnik Tauron Podhala Nowy Targ słabo radzi sobie na arenie międzynarodowej. Kolejne mecze w kadrze in minus. Rozumiemy, że trzeba promować (być może) przyszłego zawodnika silnej europejskiej ligi, jednak po zawodniku takim jak on wymagamy o wiele więcej, biorąc pod uwagę wachlarz jego umiejętności, które z pewnością posiada.

Podsumowując:
– Błędy, za dużo błędów.
– Słaba gra formacji specjalnych. Kiepska postawa w przewagach i osłabieniach.
– Forma poszczególnych graczy na arenie międzynarodowej.
– Słaba postawa sędziów (choć to akurat nie jest wina biało-czerwonych).

Przypominamy!
1. mecz:
Węgry – Polska 5:2 (2:0, 1:2, 2:0)
1:0 – Bálint Magosi – Péter Zsombor Garát (11:30),
2:0 – István Bartalis – Dániel Szabó (14:23),
2:1 – Martin Przygodzki – Maciej Urbanowicz (20:53, 4/5),
3:1 – Tihamer Becze – Janos Vas, Istvan Terbocs (33:30),
3:2 – Mateusz Bryk (36:24),
4:2 – Gergő Nagy – Tamás Pozsgai, István Sofron (47:38, 5/4),
5:2 – Bence Szirányi – István Sofron, Gergő Nagy (56:06).

2. mecz
Polska – Węgry 2:3 (1:0, 1:3, 0:0)
1:0 – Christian Mroczkowski – Dominik Paś (7:52),
1:1 – Richárd Tóth– János Vas (21:43),
2:1 – Bartłomiej Jeziorski – Filip Starzyński, Bartłomiej Neupauer (25:39, 5/4),
2:2 – István Sofron – Tamás Pozsgai, János Vas (31:29),
2:3 – István Sofron – Péter Zsombor Garát (38:43, 5/4).

Ostatnie artykuły