Odrabianie zaległości rozpoczęte

Wobec przełożonych meczów z 8. i 13. kolejki PHL, zostały one rozegrane dzisiaj. Wyniki bez większych zaskoczeń. O dużym szczęściu może mówić Re-Plast Unia Oświęcim, która była lepsza od rywali, o zaledwie jedną bramkę.

ZADANIE WYKONANE

Gdańszczanie do Nowego Targu pojechali w 17-osobowym składzie. Wszystkiemu winna jest szalejąca pandemia. Pewnym faworytem do zwycięstwa w tym meczu byli nowotarżanie. Gospodarze, początek meczu mieli kiepski. Michał Zając otworzył wynik spotkania, wykorzystując błąd Pawła Bizuba. Ta sytuacja “tchnęła” życie w szeregi “Szarotek”. Już 82 sekundy później Michal Vachovec wyrównał wynik spotkania. Czech na listę strzelców wpisał się ponownie, trzy minuty później. Kolejną bramkę w pierwszej tercji dołożył jeszcze Bartłomiej Neupauer. Kolejne dwie tercje były w pełni zdominowane przez podopiecznych Andrieja Gusowa, ale byli na bakier ze skutecznością. Dopiero w 35. minucie impas przełamał Robert Mrugała. Na koniec swoje “pięć groszy” dołożył Kacper Guzik, który tym samym przypieczętował zwycięstwo swojej drużyny.

Tauron Podhale Nowy Targ – GKH Stoczniowiec Gdańsk 5:1 (3:1, 1:0, 1:0)
0:1 Michał Zając – Filip Pesta (04:01)
1:1 Michal Vachovec – Emil Švec, Ričards Birziņš (05:23)
2:1 Michal Vachovec – Mateusz Bepierszcz, Damian Tomasik (08:24)
3:1 Bartłomiej Neupauer – Robert Mrugała (08:46)
4:1 Robert Mrugała – Mateusz Bepierszcz, Adrian Gajor (35:21)
5:1 Kacper Guzik – Mateusz Bepierszcz, Michal Vachovec (57:32)

MVP: Michal Vachovec.

WYMĘCZONE ZWYCIĘSTWO

Unia do meczu z KH Energą Toruń przystąpiła bez siedmiu zawodników. Przyjezdni doskonale o tym wiedzieli i chcieli ten fakt wykorzystać, by zgarnąć bardzo ważne trzy punkty. Pierwszą groźną okazję mieli torunianie, ale to oświęcimianie objęli prowadzenie. Grę w przewadze zwieńczył Siemion Garszyn i skarcił swój były klub. “Stalowe Pierniki” dążyły do wyrównania, ale to znów gospodarze znaleźli drogę do siatki i na 2:0 podwyższył Ryan Glenn. Odpowiedź podopiecznych Juryja Czucha była jednak natychmiastowa i kontakt z biało-niebieskimi przywrócił Jegor Rożkow. Przyjezdni chcieli wykorzystać fakt, że gospodarze mieli do dyspozycji zaledwie pięciu obrońców, ale świetne interwencje Clarke’a Saundersa ratowały oświęcimian. W drugiej i trzeciej tercji wysokim forecheckingiem grali podopieczni Juryja Czucha, którzy potrafili dojść do znakomitych okazji strzeleckich, jednak albo powstrzymywał ich golkiper Unii, albo w sukurs przychodziła mu poprzeczka po strzałach Michała Kalinowskiego i Dienisa Sierguszkina. Szczególnie widoczna przewaga torunian była w ostatnich 20 minutach, gdzie momentami bardzo rozpaczliwie bronili się Unici. Wydawało się, że wyrównanie jest tylko kwestią czasu, ale “Stalowe Pierniki” koncertowo zmarnowały najlepsze okazje i gospodarze dowieźli minimalne prowadzenie do samego końca. Dla KH Energi była to trzecia ligowa porażka i po raz trzeci torunianie od rywali byli gorsi o zaledwie jedną bramkę.

Re-Plast Unia Oświęcim – KH Energa Toruń 2:1 (2:1, 0:0, 0:0)
1:0 – Łukasz Krzemień – Lassi Raitanen, Daniił Oriechin (05:58, 5/4),
2:0 – Ryan Glenn – Eliezer Sherbatov, Łukasz Krzemień (14:35),
2:1 – Jegor Rożkow – Ville Saloranta, Adrian Jaworski (15:32),

MVP: Clarke Saunders.

CRACOVIA, CZYLI ŻENADA.

Hokeiści JKH GKS Jastrzębie nie potrzebowali zbyt dużo czasu po dwucyfrowym gongu zaserwowanym przez Unię Oświęcim, by dojść do siebie. Udowodnili, że aż kipią sportową złością, a dziś zaserwowali kolejny pogrom. Od pierwszych minut udowadniali swoją dominację nad Cracovią, choć pierwsza tercja przyniosła dosyć przypadkową bramkę Radosława Nalewajki, a prowadzenie dowiezione do przerwy mogą zawdzięczać Patrikowi Nechvátalowi. Druga tercja odsłoniła natomiast wszelkie wady „Pasów”: brak liderów, kreatywności, zaangażowania, jakiekogolwiek pomysłu na grę, a to i tak kilka spośród wielu przywar małopolskiego zespołu. Jakby tego było mało, drugie trafienie padło po fatalnym błędzie Michaela Petráska, który dla zdrowia postanowił się przejechać do krążka, przechwyconego ostatecznie przez Martina Kasperlíka. Czeski napastnik wpakował go do pustej bramki, a kilkanaście sekund wystarczyło Kamilowi Wróblowi, by podwyższyć prowadzenie. Trzecia tercja rozpoczęła się z przytupem: po mocnych ciosach z obydwu stron potężnym strzałem na listę strzelców wpisał się Māris Jass. Krakowian było stać tylko na jedno trafienie – autorstwa Jiříego Guli, bodajże jedynego cudzoziemca w szeregach Cracovii, który wybija się ponad szarą ligową przeciętność. Dzieła zniszczenia dopełniły gole zdobyte przez Marcina Horzelskiego oraz Kamila Wałęgę. Cracovia dzisiaj nie istniała na lodzie. Wydaje się, że czas niektórych person przy ulicy Siedleckiego dobiegł już końca.

JKH GKS Jastrzębie – Comarch Cracovia 6:1 (1:0, 2:0, 3:1)
1:0 – Radosław Nalewajka – Patryk Pelaczyk, Dominik Jarosz (16:53),
2:0 – Martin Kasperlík – Radosław Sawicki (29:21),
3:0 – Kamil Wróbel – Kamil Wałęga, Dominik Paś (29:33),
4:0 – Māris Jass – Kamil Wałęga (41:05),
4:1 – Jiří Gula – Damian Kapica, Erik Němec (41:26, 5/4),
5:1 – Marcin Horzelski – Martin Kasperlík (50:42),
6:1 – Kamil Wałęga – Kamil Wróbel (51:56).

MVP: Kamil Wałęga.