Znajdziesz nas też tutaj:

Wywiady

Orły poza gniazdem: Filip Komorski

Za Filipem Komorskim udany weekend. W piątek zadebiutował on na poziomie czeskiej ekstraligi w barwach HC Oceláři Trzyniec, a w sobotę zdobył dwa gole, tym razem dla HC Frydek-Mistek. Na dodatek popularny „Komora” został bohaterem naszego cyklu wywiadów „Orły poza gniazdem”!

ZKlepy: Ty i Alan Łyszczarczyk jesteście najlepiej punktującym duetem w zespole HC Frýdek-Místek. Udało się wam zadebiutować, więc jakbyś się ocenił?

Filip Komorski, napastnik HC Frydek-Mistek i HC Oceláři Trzyniec: – Myślę, że w pełni sprostaliśmy wyzwaniu oraz założeniom, jakim od nas wymagał trener. W drużynie z Trzyńca mieliśmy zupełnie inne role niż w zespole z Frydka-Mistka. Mimo wszystko jestem zadowolony ze swojego debiutu. Mieliśmy kilka fajnych sytuacji do strzelenia gola, żadnego nie straciliśmy wiec debiut na pewno wypadł na plus!

Jak się czułeś w trakcie meczu? Niejeden zawodnik z Polski marzy o takim występie. Nie czułeś tremy związanej z występem na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Czechach?

–  Na pewno czułem się ogromnie dumny. W maju zeszłego roku zdecydowaliśmy się z żoną i dziećmi na przeprowadzkę do Czech. Gdzieś w głębi duszy wierzyliśmy, że ciężka praca się opłaci i będzie mi dane wystąpić w takiej drużynie jak HC Oceláři Trzyniec. Nie było tej negatywnej tremy, a bardziej pozytywna chęć zaprezentowania się z jak najlepszej strony.

Myślisz, że pójdziesz za ciosem i trener Václav Varaďa częściej będzie na Ciebie stawiał?

– To raczej pytanie nie do mnie. Ja jednak będę nadal robił co tylko mogę, żeby jeszcze nieraz pojawić się na taflach czeskiej ekstraligi.

Grałeś w czeskiej ekstralidze i na jej bezpośrednim zapleczu. Jakie różnice mógłbyś wskazać pomiędzy tymi ligami?

– W ekstralidze tempo gry jest większe oraz poziom wyszkolenia zawodników jest trochę wyższy. Jak to się mówi w slangu hokejowym: „mają więcej w kiju”. Dużo uwagi przykuwa się do systemu, gdyż musi on być wykonywany perfekcyjnie. W Chance Lidze jest więcej jeżdżenia i gry kontaktowej ze względu na dużą liczbę młodych zawodników, którzy walczą o angaż na najwyższym poziomie.

W Czechach nie możesz narzekać na samotność. W Frydku-Mistku grasz razem z Bartoszem Ciurą i Alanem Łyszczarczykiem, a w Trzyńcu gra jeszcze Aron Chmielewski. Na  pewno jest Ci łatwiej gdy masz obok siebie kolegów z Polski.

– Ma to dla mnie ogromne znaczenie. Bardzo się cieszę, że mam obok siebie Alana oraz Bartka. Koledzy z szatni nazywają nas „polskim trio” i myślę, że wszyscy we trójkę mamy na siebie pozytywny wpływ. Dodatkowo mamy z żoną duże wsparcie od Arona oraz jego małżonki Pauliny. Śmiało mogę powiedzieć, że Aron zaopiekował się mną w trzynieckiej szatni, a Paulina moją żoną podczas meczu na trybunach Werk Areny. Jesteśmy im za to mega wdzięczni.

Co zrobiło na Tobie największe wrażenie w związku z debiutem w zespole z Trzyńca?

– Cała hala, szatnia, infrastruktura pierwszej drużyny w skład której wchodzą siłownia, ogromna odnowa biologiczna, basen, wszystkie pomieszczenia w pełni wyposażone jak kuchnia czy pokój do odpraw wideo. Tak właśnie sobie wyobrażałem szatnie zespołów w NHL. Ponadto duże wrażenie zrobił na mnie profesjonalizm czy to zawodników czy trenerów czy wszystkich osób wokół drużyny. Super przeżycie!

Przez te kilka miesięcy uważasz, że zrobiłeś progres w jakimś elemencie gry?

– Ciężkie pytanie, by opowiedzieć o swoim progresie. Łatwiej dostrzec to osobie z boku, która obserwowała mnie na polskich lodowiskach i obserwuje mnie teraz w Czechach. Na pewno czuję się teraz znacznie pewniej niż w pierwszych meczach Chance Ligi.

O poziomie Chance Ligi, może też świadczyć jej tabela. Jeszcze w piątek byliście na miejscu barażowym, a teraz dzieli was punkt od miejsca premiowanego awansem do fazy play-off.

– Te rozgrywki są szalenie wyrównane. Między szóstym a czternastym miejscem jest różnica czterech czy pięciu punktów. W tym roku ostatnia kolejka będzie decydowała czy zagrasz w play-offach, czy zakończysz sezon czy może będziesz musiał grać baraże o utrzymanie. W tej lidze rzeczywiście liczy się każdy pojedynczy punkt.

Na koniec zapytam, jaka jest największa różnica pomiędzy PHL, a Chance Ligą?

– Myślę, że tempo gry a także to, że gra się tu twardo. Rzeczywiście sędziowie tutaj pozwalają na ostre starcia. Moim zdaniem w polskiej lidze przykłada się większą uwagę do systemu gry, a tutaj dużo trzeba „ganiać”.

Ostatnie artykuły