Szczechura: Brakuje mi mistrzostwa

Paul Szczechura w swojej karierze grał dla naprawdę uznanych marek. Dziś gra dla GKS-u Tychy i jak sam mówi, jego celem jest zdobycie mistrzostwa Polski. Co sprawiło jednak, że znalazł się w Tychach? Jak ocenia swoją karierę? Wszystko to w wywiadzie dla ZKlepy.pl!

Z Klepy: Jak to się stało, że znalazłeś się w drużynie GKS Tychy?

Paul Szczechura: Jest tutaj mój brat Alex i jest to całkiem dobra drużyna, która może dać mi szansę na zdobycie mistrza kraju. Jedyne czego chcę to zwyciężyć w końcu w playoffach. Uważam więc, że znajduję się tam, gdzie powinienem być.

Byłeś kiedyś w Polsce? Co sądzisz o naszym kraju?

– Tak, byłem. Polska jest bardzo piękna. Byłem już tutaj kilka razy i za każdym razem mi się podobało. Ja i moja rodzina byliśmy bardzo podekscytowani. Pobyt w Polsce może się okazać dla mnie ciekawym doświadczeniem.

Jesteś w Tychach dopiero kilka dni, jakie było Twoje pierwsze wrażenie?

– Jestem przyzwyczajony do życia w większym mieście, natomiast Tychy są zdecydowanie mniejsze. To miła odmiana. Warto dodać, że jest tutaj ładnie, przejrzyście i panuje dobra atmosfera. To naprawdę fajne miasto.

Co najbardziej zaskoczyło cię w Polsce, naszej lidze, Tychach?

– Szczerze, to nie byłem za bardzo zaskoczony. Rozmawiałem z Alexem i wiedziałem czego się spodziewać. Każdy zawodnik na świecie potrafi jeździć na łyżwach i oddać strzał, podać, albo grać szybko. Wiadomo, trzeba też mieć ten zmysł i czasem trochę pomyśleć na lodzie. Fajnie było znów zagrać, mecz był szybki, intensywny i cieszę się, że udało się nam wygrać. Uważam, że to dobry fundament pod dalszy rozwój, na którym będziemy budować sukces.

Wcześniej grałeś w lidze NHL. Reprezentowałeś takie drużyny jak Buffalo Sabres czy Tampa Bay Lightning jak wspominasz tamten czas?

– Było świetnie, ale to już przeszłość. W swojej karierze zdobyłem wiele doświadczenia, bo miałem okazję grać w wielu miejscach na świecie. Obecnie cieszę się z tego gdzie się znajduję, liczę na dobrą zabawę i zwycięstwo.

Grałeś ze świetnymi zawodnikami, takimi jak choćby: Martin St. Louis, Vincent Lecavalier czy Steven Stamkos. Jakie to uczucie dzielić z nimi szatnię?

– Byłem wtedy dużo młodszy, więc miałem okazję się od nich uczyć. Jestem w takim punkcie swojej kariery, gdzie sam chętnie chcę pomagać i uczyć młodszych graczy, być dla nich przykładem. Każdy chce być dobrym liderem oraz wzorem do naśladowania.

Który mecz najlepiej wspominasz w swojej karierze?

– Było kilka takich meczów. Oczywiście, jednym z nich był ten, w którym strzeliłem swoją pierwszą bramkę w NHL. Później w KHL również miałem ekscytujące pojedynki w trakcie play-offów, gdzie wygrywaliśmy mecz numer 7. Zwycięstwo w takim meczu to naprawdę wspaniałe uczucie.

No właśnie, skoro już wspomniałeś o KHL, to jak porównasz tamtą ligę do NHL?

– Największa różnica to przede wszystkim styl gry. W NHL gra jest szybsza i dużo prostsza. Często jeździ się od jednego końca tafli do drugiego, jest dużo wrzutek do tercji. W KHL gra jest nieco bardziej skomplikowana i ułożona taktycznie. Dłużej ma się tam krążek przy kiju, czasem trochę opóźnia zagranie. Chłopaki tam lubią przytrzymać krążek dłużej i trzeba się do tego po prostu przyzwyczaić.

W tym sezonie nie zagrałeś jeszcze ani jednego meczu. Jesteś przygotowany na nadchodzące playoffy?

– Tak! Właśnie dlatego chciałbym zacząć grać tak szybko, jak jest to możliwe. Nie grałem przez pewien czas, więc minie trochę, nim powrócę do swojej wcześniejszej formy, odbuduję prędkość, poprawię pracę nóg. Ważne jest też dla mnie, by odpowiednio nastawić się psychicznie przed nadchodzącymi rozgrywkami. Jest to w tym wszystkim najtrudniejsze, po prostu muszę się do wszystkiego od nowa przyzwyczaić, ale się nie obawiam.

Co uznajesz za największy sukces w swojej karierze?

– Nie udało mi się jeszcze sięgnąć po tytuł mistrzowski w żadnej z lig, a chciałbym bardzo tego dokonać. W Rosji mieliśmy znakomity rok, gdzie jako “underdog” zaszliśmy do finału konferencji, co było wielkim sukcesem dla naszego klubu i miasta. Z dumą i wielką radością wspominam także grę dla reprezentacji Kanady. Było także kilka całkiem znaczących “kamieni milowych” w mojej karierze, ale brakuje mi w kolekcji mistrzostwa i na tym skupiam się najbardziej.

Jeśli chodzi o pozycję na lodzie, to wolisz grać jako skrzydłowy czy środkowy?

– Byłem środkowym całe życie. Będąc tutaj i w tym momencie mojej kariery, jestem gotowy zrobić wszystko, co mogłoby przyczynić się do wygranej. Mogę zagrać jako „center”, ale na skrzydle też się dobrze czuję. Zawsze na lodzie robię wszystko, by pomagać swojej drużynie. Niezależnie od tego gdzie gram.

Na koniec zapytam, czy masz zamiar zakończyć swoją karierę w Tychach?

– Szczerze? To nie mam pojęcia. Nie wybiegam tak bardzo w przyszłość. Na razie cieszę się z tego, gdzie jestem i nie myślę o tym co będzie jutro.

 

(fot. gkstychy.info)