Znajdziesz nas też tutaj:
fot. Tomasz Michalczuk

Relacje

Szóste z rzędu zwycięstwo tyszan. Niemoc KH Energi trwa [WIDEO]

GKS Tychy pokonał na wyjeździe KH Energę Toruń 4:2 i przedłużył swoją serię zwycięstw do sześciu z rzędu. Dwie bramki dla „Trójkolorowych” zdobył Radosław Galant. Tymczasem KH Energa przegrała już po raz czwarty z rzędu.

Do niedzielnego meczu oba zespoły przystąpiły w zgoła odmiennych nastrojach. Torunianie mieli na koncie trzy porażki z rzędu, a tyszanie serię pięć wygranych. Ta dysproporcja była widoczna również na lodzie. Od samego początku do zmasowanych ataków rzucili się goście. Raz po raz tworzyli sobie oni groźne okazje pod bramką Mateusza Studzińskiego.

Najlepszą okazję mieli jednak gospodarze, ale Jegor Szkodienko nie zdołał przekierować krążka do pustej bramki. Niewykorzystana szansa się zemściła i w 10. minucie wynik otworzył Radosław Galant. Napór tyszan nie skończył się, a podopieczni Krzysztofa Majkowskiego wysoko atakowali torunian, czekając na ich błędy. Taki przydarzył się w 16. minucie i po akcji sam na sam na 0:2 podwyższył Christian Mroczkowski.

„Stalowe Pierniki” wyszły zmotywowane na drugą część spotkania i od razu więcej pracy miał Kamil Lewartowski. Tyski bramkarz udanie interweniował po strzałach Patryka Koguta i Lauriego Huhdanpyy, ale przy strzale z bekhendu Roberta Arraka był bezradny. To trafienie wlało nadzieję w serca toruńskich zawodników i momentalnie wyrównać mógł Mikałaj Syty, ale strzał Białorusina efektownie złapał Lewartowski.

KH Energa nie wykorzystała gry w liczebnej przewadze, a zaraz później, przy biernej postawie obrońców, do siatki trafił Michael Cichy. Obraz gry wtedy zaczął przypominać ten z pierwszej odsłony. Znów to „Trójkolorowi” dominowali na lodowej tafli, a ich przewagę udokumentował, po pięknym uderzeniu, Radosław Galant, który zmieścił krążek nad barkiem Studzińskiego a poprzeczką.

Przyjezdni dyktowali warunki w tym meczu i torunianie mieli problemy ze stworzeniem zagrożenia pod bramką Lewartowskiego. Nie pomagały nawet gry w liczebnej przewadze, a na trybunach Tor-Toru rosła frustracja. Słaba postawa gospodarzy skutkowała kolejnymi groźnymi akcjami tyszan, ale obronną ręką z opresji wychodził Mateusz Studziński.

W końcówce wynik zdołał poprawić jeszcze Aleksandr Rodionow. Rosyjski defensor pokonał zasłoniętego golkipera gości. Chwilę później kontaktowe trafienie powinien był zapisać Lauri Huhdanpää, ale jego strzał do pustej bramki zablokował Artiom Smirnow. Torunianie wycofali bramkarza, ale ten manewr nie przyniósł efektu i przegrali po raz czwarty z rzędu.

KH Energa Toruń – GKS Tychy 2:4 (0:2, 1:2, 1:0)
0:1 – Radosław Galant – Kamil Wróbel, Dienis Sierguszkin (09:55),
0:2 – Christian Mroczkowski – Michael Cichy, Jason Seed (15:55),
1:2 – Robert Arrak (24:38),
1:3 – Michael Cichy – Alexander Szczechura, Christian Mroczkowski (28:43),
1:4 – Radosław Galant – Dienis Sierguszkin, Kamil Wróbel (35:20),
2:4 – Aleksandr Rodionow – Robert Arrak, Patryk Kogut (56:30).

Strzały: 29 – 31 (4 – 13, 12 – 13, 13 – 5).
Minuty karne: 2 – 8.

KH Energa: Studziński – Szkodienko, Zieliński; Szabanow, Arrak, Huhdanpää – Kozłow, Rodionow; Limma, Karczocha, Kogut – Jaworski, Schafer; M. Kalinowski, Syty, Wenker – Skólmowski; Dołęga, Rożkow, Olszewski oraz Mazurkiewicz.
Trener: Jussi Tupamäki.

GKS Tychy: Lewartowski – Smirnow, Żełdakow; Dupuy, Starzyński, Jeziorski – Seed, Kotlorz; Szczechura, Cichy, Mroczkowski – Pociecha, Biro; Wróbel, Galant, Sierguszkin – Korczemkin, Bizacki; Marzec, Fieofanow, Gościński.
Trener: Krzysztof Majkowski.

Ostatnie artykuły