Podsumowanie 22. kolejki. Mistrzowie przegrali w derbach

Działo się w piątkowy wieczór. GKS Katowice po ponad dwóch latach pokonał GKS Tychy, w meczu wyjazdowym. W drugim hicie kolejki jastrzębianie wywieźli z Oświęcimia cenne trzy punkty, które pozwoliły na umocnienie na fotelu lidera. Natomiast w Gdańsku padł najwyższy wynik w tym sezonie.

TYSZANIE POKONANI. ZŁA PASSA PRZEŁAMANA
GKS Tychy w rywalizacji z GKS-em Katowice był niepokonany od 30 listopada 2018 roku. Każda passa jednak kiedyś się kończy. Na nieszczęście gospodarzy, stało się to dzisiaj. Jednak to tyszanie otworzyli wynik spotkania. W 9. minucie, Bartłomiej Pociecha zagrał krążek do Bartłomieja Jeziorskiego, a ten do Filipa Komorskiego, który nie dał szans katowickiemu golkiperowi. Długo prowadzeniem się nie nacieszyli, bo już sześć minut później Szymon Skrodziuk wyrównał wynik meczu po błędzie tyskich defensorów. Spotkanie było bardzo wyrównane. Jednak to gospodarze ponownie wyszli na prowadzenie za sprawą Christiana Mroczkowskiego, który wymanewrował obrońców rywali i pokonał Juraja Šimbocha. Katowiczanie jednak dzielnie walczyli o wyrównanie, a ich starania zostały wynagrodzone. W 36. minucie Patryk Krężołek z bliska wepchnął krążek do bramki. 42 sekundy później Grzegorz Pasiut w świetnym stylu pokonał Johna Murraya, którego położył i pokonał strzałem z bekhendu. Przez trzecią tercję mistrzowie Polski walili głową w mur. Jednak bramkarz przyjezdnych wychodził z opresji obronną ręką. Popełnił jednak błąd w 55. minucie. Szymon Marzec strzelił gola wyrównującego po strzale w krótki róg. Był to wyraźny błąd w ustawieniu bramkarza. Po 60 minutach mieliśmy 3:3. O wyniku musiała przesądzić dogrywka. Tam szybko wynik ustalił Filip Starzyński, który najlepiej się zachował w zamieszaniu podbramkowym. Tyszanie obecnie znajdują się w kiepskiej formie. W ostatnich pięciu meczach zdobyli tylko sześć punktów. Natomiast dla zespołu z Katowic było to piąte zwycięstwo z rzędu. Warto nadmienić, że w dzisiejszym meczu nie wystąpił Michael Cichy, który doznał urazu po ostatnim treningu. Zgodnie z naszymi informacjami, na testach w tyskim zespole przebywa 25-letni Fin. Konsta Mesikämmen gra na pozycji obrońcy, a ostatnio jego klubem była Dukla Trenczyn, z której podziękowano mu za jego usługi wskutek niezadowalającej postawy.

  • Cieszymy się ze zwycięstwa. Był to trudny mecz. GKS Tychy należy do kategorii trudnych przeciwników. Te dwa punkty trzeba szanować. Mecze z tyszanami są zawsze bardzo twarde i zacięte. Czy gramy tu czy w Katowicach to trzeba powiedzieć, że każdy mecz jest bardzo intensywny, a poprzeczka zawieszona jest wysoko. Przy bramce w dogrywce, wszyscy zawodnicy na lodzie pracowali na tę bramkę. Było zamieszanie pod bramką, poszczęściło mi się i udało się wygrać to spotkanie. Staramy się utrzymać passę bez porażki i mamy nadzieję utrzymać to jak najdłużej – powiedział po meczu Filip Starzyński.

GKS Tychy – GKS Katowice 3:4 d. (1:1, 1:2, 1:0, 0:1 d.)
1:0 – Filip Komorski – Bartłomiej Jeziorski, Bartłomiej Pociecha (8:24),
1:1 – Szymon Skrodziuk – Patryk Wajda, Kamil Paszek (14:35),
2:1 – Christian Mroczkowski – Alexander Szczechura, Jason Seed (31:11, 5/4),
2:2 – Patryk Krężołek – Patryk Wajda, Mikael Kuronen (35:20, 4/4),
2:3 – Grzegorz Pasiut – Patryk Wajda, Bartosz Fraszko (36:02),
3:3 – Szymon Marzec – Michał Kotlorz, Jarosław Rzeszutko (54:24),
3:4 – Filip Starzyński – Patryk Krężołek, Maciej Kruczek (61:31).

GKS Tychy: Murray – Havlík, Seed; Jeziorski, Komorski, Gościński – Ciura, Bizacki; Gruźla, Galant, Krzyżek – Kotlorz, Pociecha; Szczechura, Wronka, Mroczkowski – Witecki, Kogut; Dupuy, Rzeszutko, Marzec.
Trener: Krzysztof Majkowski.

GKS Katowice: Šimboch – Kruczek, Wajda; Michalski, Pasiut, Fraszko – Andersons, Zieliński; Mularczyk, Starzyński, Wanat – Franssila, Krawczyk; Krężołek, Rohtla, Kuronen – Schmidt oraz Skrodziuk, Paszek, Adamus.
Trener: Andriej Parfionow.

MVP: Patryk Wajda.

GÓRALSKIE LANIE NAD MORZEM
Piątkowe starcie lepiej rozpoczęli przyjezdni. To oni byli częściej przy krążku i raz po raz niepokoili Michała Kielera. Wynik jednak udało im się otworzyć dopiero w 14. minucie, wtedy to Bartłomiej Neupauer dobił krążek po własnym strzale. Minęło 27 sekund i było już 0:2, bo celnie przymierzył Maciej Sulka i zaskoczył gdańskiego bramkarza. W drugiej tercji jeszcze większą przewagę mieli przyjezdni. Już 51 sekund po wznowieniu gry wynik podwyższył Mateusz Bepierszcz po dograniu Emila Šveca. Później jednak huraganowe ataki „Szarotek” dobrze powstrzymywał Kieler. Do czasu. W 33. minucie w odstępie 64 sekund trzy bramki zdobyli nowotarżanie i reprezentant Polski zjechał do boksu, a zmienił go Wiktor Soliński. Ten czystego konta nie utrzymał zbyt długo, bo już w 37. minucie pięknym strzałem pokonał go Bepierszcz. Wydawało się, że „Szarotki nieco spuszczą z tonu. Nic bardziej mylnego. Już po 50 sekundach ostatniej partii do siatki trafił Emil Švec. Natomiast w 47. minucie swoją pierwszą bramkę w sezonie, a trzecią w karierze na taflach PHL, strzelił Kacper Kamieniecki. Gospodarze odpowiedzieli 32 sekundy później, a honorową bramkę strzelił Josef Vitek, trącając krążek po wrzutce Mateusza Rompkowskiego. W ostatnich 10 minutach podopieczni Andrieja Gusowa Solińskiego pokonali jeszcze czterokrotnie i zanotowali najwyższe zwycięstwo w obecnym sezonie. Dodajmy, że hattricka w tym meczu ustrzelił Mateusz Bepierszcz, a dla Kaspra Bryniczki było to pierwsze spotkanie po kontuzji, którą odniósł podczas przedsezonowych przygotowań.

GKH Stoczniowiec Gdańsk – Tauron Podhale Nowy Targ 1:13 (0:2, 0:5, 1:6)
0:1 – Bartłomiej Neupauer – Alexander Pettersson, Petr Chalopuka (13:06)
0:2 – Maciej Sulka – Michal Vachovec (13:33)
0:3 – Mateusz Bepierszcz – Emil Švec (20:51)
0:4 – Alexander Pettersson – Alan Łyszczarczyk, Maciej Sulka (32:37, 5/4)
0:5 – Ernest Bochnak – Jakub Worwa, Petr Chaloupka (33:14)
0:6 – Adrian Gajor (33:41)
0:7 – Mateusz Bepierszcz – Emil Švec, Michal Vachovec (36:52)
0:8 – Emil Švec – Mateusz Bepierszcz (40:50)
0:9 – Kacper Kamieniecki (46:10)
1:9 – Josef Vitek – Mateusz Rompkowski (46:42)
1:10 – Michal Vachovec (50:31)
1:11 – Michal Vachovec – Timo Hiltunen (54:01)
1:12 – Mateusz Bepierszcz – Michal Vachovec (57:25)
1:13 – Patryk Wsół – Maciej Sulka, Bartłomiej Neupauer.

Stoczniowiec: Kieler (od 33:42 Soliński) – Mat. Rompkowski, Liśkiewicz; Vitek, Mocarski, Zając – Lehmann, Strużyk; Bandarenka, Pesta, Wołoszyk – Leśniak, Wala; Ma. Rybak, Drozd-Niekurzak, Stasiewicz – Żurauski; Mi. Rybak, Drąg, Sadowski, Niedźwiecki

Podhale: Odrobny – Wsół, Sulka; Švec, Vachovec, Bepierszcz – Mrugała, Gajor; Pettersson, Neupauer, Hiltunen – Chalopuka, Kamieniecki; Worwa, Słowakiewicz, Bochnak oraz Bryniczka, Neupauer.

MVP: Mateusz Bepierszcz.

NUDY NA ZIMOWYM
Mało kto spodziewał się dziś innego scenariusza niż pewne trzy punkty wywalczone przez Cracovię. Seria 14 porażek z rzędu, do której dziś doliczona została kolejna klęska, tworzy istny obraz nędzy i rozpaczy. Hokeiści z Małopolski byli świadomi niskiego poziomu trudności dzisiejszego wyzwania, toteż sam mecz nie obfitował w fajerwerki. Początek meczu raził nieskutecznością i czystym przypadkiem w poczynaniach obydwu stron. Pierwsza bramka padła łupem Igora Augustyniaka, który po strzale Jiříego Guli dał sygnał do ataku. Chwilę później kolejne trafienie dołożył Joseph Widmar. Szyki gości pokrzyżowało samobójcze trafienie Damiana Kapicy, który pogubił się pod własną bramką, zaskakując Roberta Kowalówkę. Szczęście wróciło do krakowian zaledwie 4 minuty później, kiedy to w podobny sposób Cody’ego Portera pokonał Michaił Syrojeżkin. Cztery trafienia, w tym dwa zdobyte w iście komiczny sposób, które oglądaliśmy w pierwszej tercji, były jednak szczytem emocji dzisiejszego meczu. Druga odsłona upływała w niezbyt spiesznym tempie. Sprawy w swoje ręce wziął jednak Rusłan Baszyrow, który po dograniu Jewgienija Nikiforowa znalazł się sam przed Kowalówką, pewnie pokonując bramkarza przyjezdnych. W ostatniej minucie tej odsłony Taavi Tiala przywrócił jednak dwubramkowe prowadzenie, nie marnując liczebnej przewagi dwóch zawodników. W ostatnich dwudziestu minutach ciężko zarzucić sosnowiczanom braku zaangażowania, na pewno można jednak stwierdzić, że brakuje im hokejowej jakości. „Pasy” niewielkim nakładem sił dowiozły prowadzenie do końca, dorzucając do swego dorobku jeszcze jednego gola, po trafieniu Luke’a Ferrary do pustej bramki.

Zagłębie Sosnowiec – Comarch Cracovia 2:5 (1:3, 1:1, 0:1)
0:1 – Igor Augustyniak – Jiří Gula, Damian Kapica (6:07, 5/4),
0:2 – Joseph Widmar – Štěpán Csamangó, Jiří Gula (8:01),
1:2 – Iwan Rybczik (9:09),
1:3 – Taylor Doherty (13:20),
2:3 – Rusłan Baszyrow – Jewgienij Nikiforow (35:20),
2:4 – Taavi Tiala – Damian Kapica (39:50, 5/3),
2:5 – Luke Ferrara – Štěpán Csamangó, Jiří Gula (59:36, do pustej bramki).

Zagłębie: Porter – Ļeščovs, Rodionow; Nikiforow, Dubinin, Baszyrow – Syrojeżkin, Naróg; Bernacki, Kozłowski, Rybczik – Jākobsons, Luszniak; Bombardier, Sikora, Smal – Domogała, Khoperia; Blanik, Kulas, Stojek.

Cracovia: Kowalówka – Gula, Šaur; Tiala, Augustyniak, Kapica – Musioł, Dudaš; Franek, Ježek, Nejezchleb – Doherty, Gutwald; Brynkus (2), Widmar, Drzewiecki – Szurowski, Bezwiński, Csamangó, Kamiński, Ferrara.

MVP: Jiří Gula.

SERIA JKH PODTRZYMANA. MATERIAŁ DO ANALIZY DLA TRENERA CONSTANTINE’A
Przed tym spotkaniem mówiło się, iż będzie ono weryfikacją postępu Unii Oświęcim. Charyzmatyczna osoba trenera Kevina Constantine’a nie zapewniła jednak pożądanego efektu nowej miotły. Ciężko od niego oczekiwać jednak zmian jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Potwierdza to jednak, że oświęcimianie wcale nie grali przeciwko Nikowi Zupančičowi; ich problem leży gdzie indziej, o wiele głębiej. Ponownie dały o sobie znać indywidualne błędy czynione w formacjach defensywnych oraz brak kreatywności w ataku. Gra jastrzębian nie pozostawia natomiast zbyt wiele pola do rozważania. Zagrali oni po prostu swoje. Od kilku tygodni funkcjonują oni jak świetnie naoliwiona maszyna i od 11 meczów nikt nie jest w stanie ich zatrzymać. Przypomnijmy, iż ostatnią porażkę ponieśli właśnie oni z Unią, na którą aż do dziś nie potrafili znaleźć sposobu w bieżących rozgrywkach. Pierwsza tercja była wyrównana, gospodarze dwukrotnie byli bliscy szczęścia, lecz próby Glenna i Lužy zatrzymały się jedynie na konstrukcji bramki. Zemściło się to w samej końcówce tej odsłony, kiedy to swoich kolegów na prowadzenie wyprowadził Mateusz Bryk, uderzając bez namysłu po wygranym buliku. Z każdą kolejną minutą zaczęły się nawarstwiać błędy biało-niebieskich. Skutecznie zostały one wykorzystane przez Jana Sołtysa i Martina Kasperlíka. Mimo sporych starań, oświęcimianie nie byli przeciwstawić się ekipie znad czeskiej granicy, która bezpiecznie dowiozła zaliczkę do ostatniej syreny.

Re-Plast Unia Oświęcim – JKH GKS Jastrzębie 0:3 (0:1, 0:2, 0:0)
0:1 – Mateusz Bryk – Roman Rác (18:31),
0:2 – Jan Sołtys – Dominik Paś, Māris Jass (31:52),
0:3 – Martin Kasperlík (37:45)

Re-Plast Unia: Saunders – Luža, Glenn; S. Kowalówka, Kalan, Koblar – Zaťko, Bezuška; Malicki, Da Costa, Oriechin – M. Noworyta, P. Noworyta; Sherbatov, Trandin, Przygodzki – Piotrowicz, Krzemień, Prusak.

JKH GKS: Nechvátal – Bryk, Górny; Sawicki, Rác, Kasperlík – Klimíček, Ševčenko; Wróbel (4), Hovorka, Phillips – Jass, Horzelski; Paś, Wałęga, Sołtys – Michałowski, Kostek; R. Nalewajka, Jarosz, Ł. Nalewajka.

MVP: Patrik Nechvátal

SKROMNA ZALICZKA TORUNIAN

Ciarko STS Sanok stanął przed trudnym zadaniem w meczu z KH Energą Toruń. Mecz od pierwszych minut był bardzo wyrównany. Sytuacji nie brakowało, ale żaden zawodnik nie potrafił skierować krążka do bramki. Pierwsza tercja była bezbramkowa, a na pierwsze gole musieliśmy czekać do 30. minuty. Wtedy Ville Saloranta, najszybciej dopadł do krążka, odbitego przez bramkarza i otworzył wynik spotkania strzałem pod poprzeczkę. Drugą bramkę zdobył Dmitrij Kozłow, który wykorzystał beznadziejne zachowanie obrońców. Od trzeciej tercji sanoczanie wzięli się za odrabianie strat. Najpierw Riku Sihvonen po indywidualnej akcji zdobył pierwszą bramkę dla gospodarzy. Chwilę później Maciej Witan po samotnym rajdzie umieścił krążek w siatce. Radość podopiecznych Marcina Ćwikły (zastępował Marka Ziętarę) nie trwała długo. W 46. minucie Jegor Fieofanow wykorzystał fakt, iż bramkarz jest zasłonięty i po jego uderzeniu krążek znalazł się za linią bramkową. Na koniec sanoczanie próbowali jeszcze desperackiego kroku, by wycofać bramkarza. Ten manewr jednak przyniósł skutki odwrotne do oczekiwanych i Dienis Sierguszkin na osiem sekund przed końcową syreną ustalił wynik meczu na 4:2 dla zespołu z Torunia.

Ciarko STS Sanok – KH Energa Toruń 2:4 (0:0, 0:2, 2:2)
0:1 Ville Saloranta – Jegor Fieofanow, Konsta Jaakola (29:14),
0:2 Dmitrij Kozłow – Jegor Fieofanow (37:39),
1:2 Riku Sihvonen – Jesperi Viikilä, Eetu Elo (41:50),
2:2 Maciej Witan (42:47),
2:3 Jegor Fieofanow – Jarosław Dołęga, Łukasz Podsiadło (46:24),
2:4 Dienis Sierguszkin – Jegor Fieofanow (59:52, do pustej bramki).

Ciarko STS: Spěšný – Olearczyk, Rąpała; Strzyżowski, Wilusz, Bielec – Kamieniu, Piippo; Elo, Viikilä, Sihvonen – Demkowicz, Biłas; Bukowski, Witan, Filipek – Glazer, Florczak; Skokan, Ginda, Łyko.
Trener: Marcin Ćwikła.

KH Energa Toruń: Studziński – Skólmowski, Szkodienko; Dołęga, M. Kalinowski – Jaworski, Gusevas; Osipow, Fieofanow, Sierguszkin – Smirnow, Kuzniecow; Bondaruk, Czwanczikow, Szabanow – Podsiadło, Kozłow; Saloranta, Rożkow, Jaakola.
Trener: Juryj Czuch.

MVP: Jegor Fieofanow.