Podsumowanie 25. kolejki. Grad bramek w hitach!

Cztery z pięciu meczów 25. kolejki PHL już za nami. Na brak bramek nie mogliśmy narzekać. Sporą niespodziankę sprawiły KH Energa Toruń i Comarch Cracovia, pokonując odpowiednio mistrza i wicemistrza z ubiegłego sezonu.

CRACOVIA ZASKAKUJE. BEZRADNA UNIA

Dzisiejszy mecz można śmiało nazwać dniem debiutów. Na polskich taflach zadebiutowali: Victor Bartley (Unia), Darcy Murphy, Jeremy Welsh i David Goodwin (Cracovia). Od początku, gra była prowadzona w szybkim tempie. Jednak z czasem to krakowianie mieli więcej z gry. Mieli oni dużo okazji podbramkowych, a ich gra mogła się podobać. Nie można tego niestety powiedzieć o drużynie Re-Plast Unii, która ograniczała się do gry z kontrataku. W 9. minucie, strzał Jakuba Šaura zatrzymał się na słupku. Jednak Comarch Cracovia wyszła na prowadzenie już w 11. minucie Štěpán Csamangó dostał świetne podanie od Josepha Wildmara, oddał strzał z klepy w długi róg bramki i pokonał bramkarz gospodarzy. Ataki gości nie ustały, nadal pozostawali bardzo groźni.

W drugiej tercji gospodarze próbowali grać nieco odważniej. Jednak na ich przeszkodzie stanął Robert Kowalówka, który bronił dziś bardzo pewnie. “Pasy” jednak bardzo dobrze zagrali dziś w obronie. Wysoko ustawiona linia obrony nie pozwoliła na rozwinięcie skrzydeł biało-niebieskich. Stąd też zostali zepchnięci do obrony przez gości. Przewaga Comarch Cracovii była widoczna, stąd też kolejne bramki wisiały w powietrzu. W 31. minucie Tomáš Franek dobił krążek po strzale Darcy Murphy’ego. Cztery minuty później bylo już 0:3 dla gości. Pozostawiony bez opieki Aleš Ježek pokonał Saundersa strzałem z backhandu. Za tę bramkę winę ponoszą obrońcy, którzy dali ogromną przestrzeń obrońcy “Pasów”. Do końca tej tercji wynik pozostał bez zmian.

W trzeciej odsłonie gospodarze nareszcie zaczęli grać ofensywnie. Indolencję strzelecką przełamał dopiero Teddy Da Costa w 48. minucie. Francuz przymierzył w samo okienko krakowskiej bramki. W 51. minucie Kevin Constantine zdecydował się postawić na dość nieoczekiwany wariant. Do gry desygnował… czterech obrońców. Zaskakujące? Tak, ale bardziej zaskoczyło nas to, że Re-Plast Unia w takim ustawieniu zdobyła bramkę! Patryk Noworyta wykorzystał dobre podanie Aleksieja Trandina i zmniejszył dystans do rywala. Z tej bramki oświęcimianie cieszyli się tylko 20 sekund. Gdyż ponownie na dwie bramki różnicy odskoczyli rywale, za sprawą Richarda Nejezchleba, który zaskoczył Clarke’a Saundersa strzałem w krótki róg. W 58. minucie podczas gry w osłabieniu Darcy Murphy zdobył debiutanckiego gola w PHL po strzale do pustej bramki. Rozmiary porażki zmniejszył Daniił Oriechin, ale był to gol na otarcie łez.

Re-Plast Unia Oświęcim – Comarch Cracovia 3:5 (0:1, 0:2, 3:2)
0:1 – Štěpán Csamangó – Joseph Widmar, Sebastian Brynkus (10:51),
0:2 – Tomáš Franek – Darcy Murphy (30:09),
0:3 – Aleš Ježek – Darcy Murphy, Taylor Doherty (34:28),
1:3 – Teddy Da Costa – Miłorsz Noworyta (47:13),
2:3 – Patryk Noworyta – Aleksiej Trandin (50:39),
2:4 – Richard Nejezchleb – Jiří Gula, Jeremy Welsh (50:59),
2:5 – Darcy Murphy – Jiří Gula (57:16, 4/5, do pustej bramki),
3:5 – Daniił Oriechin – Victor Bartley (59:12).

Unia: Saunders – Glenn, Luža; McKenzie, Kalan, Koblar – Bezuška, Zat’ko; Sherbatov, Da Costa, Oriechin – M. Noworyta, P. Noworyta; Garszyn, Trandin, Piotrowicz – Bartley, Pretnar; Kowalówka, Krzemień, Przygodzki
Trener: Kevin Constantine

Cracovia: Kowalówka – Gula, Šaur; Tiala, Němec, Kapica – Dudáš, Gutwald; Ferrara, Welsh, Nejezchleb – Doherty, Ježek; Goodwin, Murphy, Franek – Gosztyła, Brynkus, Csamangó, Widmar oraz Drzewiecki
Trener: Rudolf Roháček

MVP: Darcy Murphy.

MISTRZ ROZBITY W TORUNIU

Pierwszy ligowy mecz w 2021 roku lepiej rozpoczęli tyszanie. Już w 4. minucie krążek po wrzutce Jasona Seeda trącił Mateusz Gościński i zdezorientowany Anton Svensson mógł tylko wyciągnąć gumę z siatki. Szybko jednak mistrzowie Polski zostali zepchnięci do defensywy, a sporo pracy miał John Murray.

Wyrównanie nadeszło w 8. minucie, gdy dobrym diagonalnym podaniem został obsłużony Gleb Bondaruk i huknął z pierwszego, czym zaskoczył bramkarza “Trójkolorowych”. Po chwili mogło być już 2:1, ale tym razem Murray wybronił dwie próby Jegora Szkodienki. “Co się odwlecze, to nie uciecze” – gospodarzy na prowadzenie wyprowadził Dienis Sierguszkin zdejmując pajęczynę z okienka tyskiej bramki. To jednak nie był koniec, bo kolejny fatalny błąd defensywy GKS-u wykorzystał Jegor Rożkow i było 3:1.

Drugą tercję z innym nastawieniem rozpoczęli przyjezdni. Byli aktywniejsi, atakowali wyżej forecheckingiem i próbowali strzelić kontaktową bramkę. Bliski tego był Patryk Wronka, ale w doskonałej okazji strzelił wprost w Svenssona. Niewykorzystana okazja się zemściła i na 4:1 podwyższył Kostas Gusevas, lokując krążek w odsłoniętej bramce. Trzy minuty później liczebną przewagę wykorzystał Kamil Kalinowski i było już 5:1!

Ostatnie 20 minut miało być tylko formalnością, bo “Stalowe Pierniki” kontrolowały grę. Wydawało się, że wszystko jest już rozstrzygnięte, ale w 33 sekundy przyjezdni zdobyli dwie bramki i w toruńskim boksie zrobiło się nieco nerwowo. Najpierw tuż po buliku potężnie strzelił Bartłomiej Pociecha, a później z zerowego kąta Svenssona zaskoczył Radosław Galant. Trener Juryj Czuch poprosił o czas i nieco uspokoił swoich podopiecznych.

Tyszanie zwietrzyli swoją szansę i cisnęli w poszukiwaniu kontaktowej bramki. Kilkukrotnie zakotłowało się pod świątynią Svenssona, ale torunianie wyszli z opresji obronną ręką. Podopiecznym Krzysztofa Majkowskiego nie pomogło także wezwanie do boksu Kamila Lewartowskiego, który pojawił się w bramce na trzecią tercję, a fakt ten wykorzystał Dienis Sierguszkin, który umieścił krążek w pustej sieci. Dla hokeistów KH Energi było to pierwsze zwycięstwo z GKS-em w obecnym sezonie.

KH Energa Toruń – GKS Tychy 6:3 (3:1, 2:0, 1:2)
0:1 – Mateusz Gościński – Jason Seed, Patryk Wronka (03:52)
1:1 – Gleb Bondaruk – Kamil Kalinowski (07:56)
2:1 – Dienis Sierguszkin – Artiom Osipow (11:29)
3:1 – Jegor Rożkow – Konsta Jaakola, Jarosław Dołęga (14:31)
4:1 – Kostas Gusevas – Jegor Rożkow, Jarosław Dołęga (25:11)
5:1 – Kamil Kalinowski – Andriej Czwanczikow (28:17, 5/4)
5:2 – Bartłomiej Pociecha – Michael Cichy (45:30)
5:3 – Radosław Galant – Ladislav Havlik, Olaf Bizacki (46:03)
6:3 – Dienis Sierguszkin – Artiom Osipow (58:42, do pustej bramki)

KH Energa: Svensson – Jaworski, Kozłow; Osipow, Fieofanow, Sierguszkin – Kuzniecow, Smirnow; K. Kalinowski, Czwanczikow, Bondaruk – Gusevas, Szkodienko; Jaakola, Rożkow, Dołęga – Podsiadło, Skólmowski, Bajwenko, Olszewski.
Trener: Juryj Czuch.

GKS: Murray (od 40:01 Lewartowski) – Biro, Pociecha; Jeziorski, Komorski, Mroczkowski – Ciura, Mesikämmen; Witecki, Galant, Kogut – Martin, Seed; Wronka, Cichy, Gościński – Havlik, Bizacki; Dupuy, Rzeszutko, Marzec.
Trener: Krzysztof Majkowski.

MVP: Jegor Rożkow.

TRZECIA TERCJA ROZSTRZYGNĘŁA

Nowotarżanie przystępowali do meczu z mniejszą siłą w ofensywie, bowiem do Ameryki powrócił Alan Łyszczarczyk. Szybko po kontuzji na tafli zjawił się natomiast Oskar Jaśkiewicz, który przecież na początku grudnia doznał złamania kości skokowej.

Przechodząc do samego meczu, jeżeli ktoś przespałby pierwsze czterdzieści minut, to tak na dobrą sprawę nie ominęłoby go zbyt wiele. Wspomnijmy tu jedynie o dogodnej sytuacji Emila Šveca, gdy po strzale z bliskiej odległości krążek otarł się jedynie o słupek.

Worek z bramkami, a co za tym idzie, z mnóstwem emocji rozwiązał się dopiero w finałowej odsłonie. Już w pierwszej minucie trzeciej tercji wynik otworzył Kacper Guzik (nota bene wyleciał on z tafli już kilkadziesiąt sekund później za niesportowe zachowanie), wieńcząc szybko zainkasowaną karę przez Radosława Sawickiego. Do wyrównania doprowadził natomiast Jan Sołtys, wykorzystując zamieszanie po wrzutce. Radość przyjezdnych nie trwała jednak zbyt długo, bowiem skuteczną dobitką popisał się Alexander Pettersson. Mecz przypominał więc typowe spotkanie cios za cios, a kolejne uderzenie wyprowadzili goście za sprawą Radosława Nalewajki, wpisującego się na listę strzelców po dynamicznej akcji przeprowadzonej z Mateuszem Brykiem. Kiedy na zegarze upływały kolejne minuty, to coraz bardziej pachniało dogrywką. Niezbyt mądre zagranie Macieja Sulki kosztowało jednak “Szarotki” zupełnie niepotrzebne wykluczenie, które w zaledwie 8 sekund byli w stanie zwieńczyć jastrzębianie. Roman Rác wykorzystał dogodną pozycję, wyrywając rywalom trzy punkty.

Tauron KH Podhale Nowy Targ – JKH GKS Jastrzębie 2:3 (0:0, 0:0, 2:3)
1:0 – Kacper Guzik – Timo Hiltunen (40:56, 5/4),
1:1 – Jan Sołtys – Zackary Phillips, Marcin Horzelski (46:20),
2:1 – Alexander Pettersson – Timo Hiltunen (49:26),
2:2 – Radosław Nalewajka – Mateusz Bryk, Marek Hovorka (54:11),
2:3 – Roman Rác – Radosław Sawicki (57:50, 5/4).

Tauron KH Podhale: Odrobny – Chaloupka, P. Wsół; Švec, Vachovec, Guzik – Mrugała, Gajor; Pettersson, Neupauer, Hiltunen – Sulka, Kamieniecki; Worwa, Bryniczka, Kapica – Jaśkiewicz; Bochnak, Słowakiewicz.
Trener: Andriej Gusow.

JKH GKS: Nechvátal – Bryk, Górny; Sawicki, Rác, Kasperlík – Klimíček, Ševčenko; Wróbel, Hovorka, Phillips – Jass, Horzelski; Ł. Nalewajka, Paś, Sołtys – Kostek, Matusik; Pelaczyk, Jarosz, R. Nalewajka.
Trener: Róbert Kaláber.

MVP: Roman Rác.

PEWNE ZWYCIĘSTWO “GIEKSY”

Fenomenalnie rozpoczęli hokeiści “GieKSy” wtorkowe starcie z Ciarko STS-em Sanok. Już w 13 sekundzie spotkania było 1:0, a wszystko za sprawą Jessego Rohtli. Później gospodarze mieli sporo szczęścia, bo groźne kontry sanockiego klubu mogły zakończyć się wyrównaniem.

Po pierwszej odsłonie miejscowi skromnie prowadzili 1:0. Spora w tym zasługa Patrika Spěšný’ego, który na brak pracy nie mógł narzekać. Znakomite interwencje Czecha sprawiały, że do połowy spotkania sanoczanie wciąż byli w grze. Wszystko posypało się jednak w drugiej połowie tej części gry. Najpierw po raz drugi do siatki trafił Rohtla, a ładnimy strzałami z nadgarstka popisali się Dominik Nahunko oraz Mateusz Michalski i było już 4:0.

Przed trzecią tercją wynik był już sprawą jasną, a polepszył go jeszcze Kamil Paszek i po 43 minutach GKS prowadził 5:0. Przyjezdnym udało się strzelić honorową bramkę, a jej autorem został Marek Strzyżowski – były hokeista “GieKSy”. Było to zarazem pierwsze trafienie sanoczan w konfrontacjach z zespołem Katowic w tym sezonie. Ta bramka nieco rozochociła hokeistów z Podkarpacia, ale ich zapędy ostudził Grzegorz Pasiut, ustalając wynik spotkania na 6:1.

GKS Katowice – Ciarko STS Sanok 6:1 (1:0, 3:0, 2:1)
1:0 – Jesse Rohtla – Patryk Krężołek, Mikael Kuronen (00:13),
2:0 – Jesse Rohtla – Jyri Marttinen, Patryk Krężołek (31:04),
3:0 – Dominik Nahunko – Filip Starzyński (35:51),
4:0 – Mateusz Michalski – Jesse Rohtla, Jyri Marttinen (38:05),
5:0 – Kamil Paszek – Mateusz Michalski (42:32),
5:1 – Marek Strzyżowski – Jakub Bukowski, Kamil Olearczyk (45:15,5/4),
6:1 – Grzegorz Pasiut – Miika Franssila, Bartosz Fraszko (52:53).

GKS: Šimboch – Kruczek, Krawczyk; Fraszko, Pasiut, Wanat – Marttinen, Franssila; Krężołek, Rohtla, Kuronen – Andersons, Zieliński; Michalski, Starzyński, Nahunko – Schmidt, Paszek, Skrodziuk, Mularczyk, Adamus
Trener: Andriej Parfionow

STS: Spěšný – Olearczyk, Rąpała; Strzyżowski, Wilusz, Bielec – Kamienieu, Piippo, Fus, Viikilä, Sihvonen – Demkowicz, Biłas; Bukowski, Witan, Filipek – Glazer, Skokan; Łyko, Ginda, Dobosz
Trener: Marek Ziętara

MVP: Jesse Rohtla.