Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

Podsumowanie 26. kolejki. Podhale uratowało honor gości, kolejka dla gospodarzy

26. seria gier przeszła do historii. Cztery z pięciu meczów padły łupem gospodarzy, a honor drużyn przyjezdnych uratowało Tauron Podhale Nowy Targ sprawiając niespodziankę w Katowicach!

WAŻNE ZWYCIĘSTWO UNII. SAUNDERS BOHATEREM!

Wielki ciężar gatunkowy miał piątkowy hit kolejki. Oświęcimianie po trzech domowych porażkach z rzędu chcieli w końcu sięgnąć po komplet punktów przy Chemików. Rozpoczęło się dobrze, bo trójkową kontrę celną dobitką zwieńczył Martin Przygodzki. Później to torunianie mieli kilka groźnych okazji na doprowadzenie do wyrównania, ale szczęście sprzyjało Unii i Clarke’owi Saundersowi. Raz w sukurs oświęcimskiemu bramkarzowi przyszedł słupek.

Przyjezdni nie wykorzystali jednak dwóch okresów gry w liczebnej przewadze, a gospodarze już pierwszy zamienili na bramkę. Świetny przegląd pola Bretta McKenziego wypracował sytuację, w której Luka Kalan obsłużył Miroslava Zaťkę i Słowakowi nie pozostało nic innego, jak umieścić krążek w pustej bramce. Humory Unitom poprawiło jeszcze trafienie Daniiła Oriechina na 6 sekund przed końcem tej tercji. Krążek dość szczęśliwie odbił się od łyżwy jednego z toruńskich defensorów i zaskoczył Antona Svenssona.

Druga tercja należała już jednak do przyjezdnych, którzy po trafieniu Andrieja Czwanczikowa z 29. minuty poczuli krew i zaczęli śmielej atakować oświęcimską bramkę. Już w 32. minucie “Stalowe Pierniki” złapały kontakt z miejscowymi, bo atomowym uderzeniem popisał się Dienis Sierguszkin. Dla Rosjanina był to szósty kolejny mecz ze zdobyczą punktową.

Nadzieje torunian wyraźnie odżyły i jeszcze przed końcem drugiej tercji mogli oni nawet objąć prowadzenie, ale Unię ratował niezawodny Saunders. Syrena i przerwa nieco wybiła z rytmu hokeistów Energi i początek trzeciej tercji był po prostu nudny. Unia dobrze rozbijała ataki gości, ale sama niezbyt często kreowała składne akcje.

W końcówce jednak znów do głosu doszli podopieczni Juryja Czucha, ale nie potrafili oni pokonać kanadyjskiej skały w bramce Unii, a najbliższy tego Adrian Jaworski trafił w słupek. Oświęcimianie zostali zmuszeni do głębokiej defensywy, ale torunianin nie pomogło nawet wycofanie Svenssona i gra w szóstkę. Ostatecznie szaleńcza pogoń drużyny z grodu Kopernika nie przyniosła skutku i Unia przełamała złą passę w domowych meczach. Należy wyróżnić fakt, że aż trzykrotnie na ławce kar meldował się Victor Bartley, czyli nowy nabytek biało-niebieskich.

Re-Plast Unia Oświęcim – KH Energa Toruń 3:2 (3:0, 0:2, 0:0)
1:0 – Martin Przygodzki – Victor Bartley, Eliezer Sherbatov (04:59),
2:0 – Miroslav Zaťko – Luka Kalan, Brett McKenzie (18:44, 5/4),
3:0 – Daniił Oriechin (19:54),
3:1 – Andriej Czwanczikow – Kamil Kalinowski, Artiom Smirnow (28:36),
3:2 – Dienis Sierguszkin – Jegor Fieofanow (31:13, 5/4).

Unia: Saunders – Glenn, Luža; McKenzie, Kalan, Koblar – Bartley, Pretnar; Sherbatov, Da Costa, Oriechin – Zat’ko, P. Noworyta; Dudkiewicz, Trandin, Przygodzki – M. Noworyta; S. Kowalówka, Krzemień, Malicki oraz Prusak.
Trener: Kevin Constantine

KH Energa Toruń: Svensson – A. Jaworski, Kozłow; Osipow, Fieofanow, Sierguszkin – Kuzniecow, Smirnow; K. Kalinowski, Czwanczikow, Bondaruk – Gusevas, Szkodienko; Jaakola, Rożkow, Dołęga oraz Podsiadło, Skólmowski, Olszewski, Szabanow.
Trener: Juryj Czuch.

MVP: Clarke Saunders.

MISTRZ POLSKI ODZYSKUJE GODNOŚĆ

Tyszanie po porażce z KH Energą Toruń (3:6) częściowo odkupili swoje winy. Kluczowa w tym meczu była pierwsza tercja. Mistrzowie Polski zagrali w niej agresywnie, szybko, a przede wszystkim skutecznie. Zawiązywali naprawdę ciekawe akcje, a efektem tego były aż cztery bramki. Najpierw Christian Mroczkowski w 5. minucie rozwiązał worek z bramkami strzałem z bliskiej odległości.

Następnie po koronkowej akcji w 12. minucie wynik podwyższył Patryk Wronka. 89 sekund później było już 3:0, za sprawą Szymona Marca. Dzieła zniszczenia w pierwszej odsłonie dopełnił Jason Seed, dla którego była to pierwsza bramka w tym sezonie. Potem gospodarze nieco spuścili z tonu. W efekcie czego zostali skarceni przez Aleksandra Wasiljewa, który z bliska pokonał Kamila Lewartowskiego.

W drugiej tercji tempo drastycznie spadło. Dobry, ciekawy hokej zamienił się w hokejowe szachy. Dopiero w 31. minucie zobaczyliśmy bramkę. Jakub Blanik najprzytomniej zachował się w zamieszaniu podbramkowym i zamienił swój strzał na bramkę. Jednak już pięć minut później Patryk Wronka ponownie wpisał się na listę strzelców. Posłał gumę tuż obok bramkarza. Wydaje się, że Michał Czernik mógł zachować się lepiej.

W trzecią tercję dobrze weszła drużyna gości. Po ponad minucie sosnowiczanie znów zmniejszyli stratę do dwóch bramek. Ponownie strzelcem bramki został Jakub Blanik. Ta tercja była jednak bardzo podobna do drugiej. Tyszanie starali się dowieźć korzystny wynik do końca, a podopieczni Grzegorza Klicha mogli jeszcze nawiązać walkę. Mieli ku temu podstawy, bo w 50. minucie Rusłan Baszyrow zmarnował sytuację sam na sam. Powiedzenie, że “niewykorzystane sytuacje lubią się mścić” znalazło odzwierciedlenie w rzeczywistości. W 55. minucie Radosław Galant strzałem pod poprzeczkę zapakował krążek do bramki. “Wisienką na torcie” został gol z 58. minuty. Tyszanie wytrzymali napór rywali podczas podwójnego osłabienia. Bartłomiej Pociecha wyjechał z boksu kar i od razu odzyskał krążek, po czym wyjechał sam na sam z bramkarzem i wbił gwóźdź do trumny sosnowiczan.

Po meczu okazało się, że drobnej kontuzji nabawił się Kamil Lewartowski. Wstępnie przerwa ma wynosić dwa tygodnie.

GKS Tychy – Zagłębie Sosnowiec 7:3 (4:1, 1:1, 2:1)
1:0 – Christian Mroczkowski – Michael Cichy, Mateusz Gościński (04:36),
2:0 – Patryk Wronka – Bartłomiej Jeziorski, Filip Komorski (11:46),
3:0 – Szymon Marzec – Jean Dupuy, Patryk Wronka (13:15),
4:0 – Jason Seed – Christian Mroczkowski, Mateusz Gościński (15:56),
4:1 – Aleksandr Wasiljew – Rusłan Baszyrow (17:28),
4:2 – Jakub Blanik (30:10),
5:2 – Patryk Wronka – Bartłomiej Pociecha, Jarosław Rzeszutko (35:55,5/4),
5:3 – Jakub Blanik – Rusłan Baszyrow, Jewgienij Nikiforow (41:04),
6:3 – Radosław Galant – Jakub Witecki, Kacper Gruźla (54:27),
7:3 – Bartłomiej Pociecha – Radosław Galant (57:35).

GKS: Lewartowski – Novajovský, Ciura; Jeziorski, Komorski, Wronka – Pociecha, Mesikämmen; Witecki, Galant, Gruźla – Martin, Seed; Gościński, Cichy, Mroczkowski – Krzyżek, Bizacki, Dupuy, Rzeszutko, Marzec
Trener: Krzysztof Majkowski

Zagłębie: Czernik – Khoperia, Radionow; Nikiforow, Wasiljew – Syrojeżkin, Naróg; Smal, Dubinin, Rybczik – Ļeščovs, Luszniak; Sikora, Kozłowski, Blanik – Jakobsons, Gniewek; Piotrowski, Rutkowski, Kulas
Trener: Grzegorz Klich

MVP: Jakub Blanik.

ZWYCIĘSTWO JASTRZĘBIAN W ICH PIERWSZEJ DOGRYWCE W SEZONIE

Ostatnie ligowe mecze JKH GKS Jastrzębie przyzwyczaiły nas do utrzymywania sporej cierpliwości w oczekiwaniu na gole. Zarówno w meczu z GKS-em Katowice, jak i Podhalem Nowy Targ po 40 minutach na tablicy świetlnej utrzymywał się bezbramkowy remis.

I również dziś wiele przesłanek wskazywało, że może dojść do powtórki z rozrywki. Gospodarze fatalnie weszli w to spotkanie, bowiem Māris Jass na samym początku zainkasował aż sześć minut karnych. Krakowianie nie skorzystali jednak z tego prezentu, a do końca pierwszej tercji nie uświadczyliśmy trafień.

Zmiana takiego stanu rzeczy nastąpiła dopiero na kilka minut przed końcem drugiej odsłony. Kamil Wróbel przymierzył z nadgarstka nie dając szans Kowalówce. Wcześniej jednak znakomite szanse zmarnowali chociażby Ferrara, Hovorka czy Kasperlík.

Cracovia wyszła na finałowe 20 minut maksymalnie skoncentrowana. Szybko narzucili rywalom swoje warunki, a trener Róbert Kaláber wziął dodatkowy czas dla swojego zespołu. Oddaliło to na chwilę zagrożenie, lecz następny cios i tak padł ze strony “Pasów”. Richard Nejezchleb przymierzył z pierwszego krążka po dograniu Ferrary i nie dał szans dobrze dysponowanemu Nechvátalowi. Do końca tercji wynik nie uległ zmianie, a gospodarzy czekała ich pierwsza dogrywka.

Ostatecznie dwa punkty padły łupem hokeistów znad czeskiej granicy, którzy wykorzystali liczebną przewagę podyktowaną wykluczeniem Davida Goodwina. Marek Hovorka wypalił jak z armaty, kończąc to emocjonujące spotkanie.

JKH GKS Jastrzębie – Comarch Cracovia 2:1 pd. (0:0, 1:0, 0:1, 1:0 d.)
1:0 – Kamil Wróbel – Zackary Phillips (36:53),
1:1 – Richard Nejezchleb – Luke Ferrara, Jeremy Welsh (56:39),
2:1 – Marek Hovorka – Mateusz Bryk, Jiří Klimíček (62:46, 4/3).

JKH GKS: Nechvátal – Bryk, Górny; Sawicki, Rác, Kasperlík – Klimíček, Ševčenko; Ł. Nalewajka, Hovorka, Phillips – Jass, Horzelski; R. Nalewajka, Paś, Sołtys – Kostek, Michałowski; Wróbel, Jarosz, R. Nalewajka oraz Gimiński.
Trener: Róbert Kaláber.

Cracovia: R. Kowalówka – Gula, Šaur; Tiala, Němec, Kapica – Dudáš, Gutwald; Ferrara, Welsh, Nejezchleb – Doherty, Ježek; Goodwin, Murphy, Franek – Gosztyła; Csamangó, Widmar, Brynkus oraz Drzewiecki.
Trener: Rudolf Roháček.

MVP: Marek Hovorka.

BRAK WZMOCNIEŃ I… ZWYCIĘSTWO

Wydawało się, że wobec braku wzmocnień składu, “Szarotki” odpuszczają w tym roku walkę o wyższe cele. Nie przeszkodziło im to jednak w sprawieniu sporej niespodzianki.

Już pierwsze minuty zwiastowały, że będzie to prawdziwy mecz walki. Bezbramkowy klincz został przerwany w ostatniej minucie pierwszej tercji, kiedy to bramką z Polską Hokej Ligą przywitał się Andriej Stepanow.

Nie wiemy, co trener Andriej Gusow powiedział swoim podopiecznym w szatni, przyniosło to jednak świetny efekt. Minuta kolejnej odsłony wystarczyła, by po dwójkowej akcji Neupauera i Gajora na tablicy świetlnej ponownie zagościł wynik remisowy. O utrzymanie rezultatu zadbał świetnie dysponowany Igor Brikun, który swoimi rewelacyjnymi popisami dodał kolegom otuchy, co przełożyło się na ich śmielsze poczynania w ofensywie.

I to właśnie “Górale” zadali decydujący cios. W trzeciej tercji Hiltunen zwieńczył przewagę zespołu strzałem z klepy, co dało ostatecznie Podhalu cenne trzy punkty.

GKS Katowice – Tauron KH Podhale Nowy Targ 1:2 (1:0, 0:1, 0:1)
1:0 – Andriej Stiepanow – Bartosz Fraszko, Patryk Krężołek (19:27),
1:1 – Adrian Gajor – Bartłomiej Neupauer, Timo Hiltunen (20:52),
1:2 – Timo Hiltunen – Petr Chaloupka, Kacper Guzik (52:19 5/4).

GKS: Šimboch – Kruczek, Krawczyk; Fraszko, Pasiut, Stiepanow – Marttinen, Franssila; Krężołek, Rohtla, Kuronen – Andersons, Paszek; Michalski, Starzyński (2), Nahunko – Zieliński; Skrodziuk, Mularczyk, Adamus.
Trener: Andriej Parfionow.

Tauron KH Podhale: Brikun – Chaloupka, P. Wsół; Švec, Vachovec, Guzik – Mrugała, Gajor; Pettersson, Neupauer, Hiltunen – Sulka, Jaśkiewicz; Worwa, Bryniczka, F. Kapica – Kamieniecki; Bochnak, Słowakiewicz.
Trener: Andriej Gusow.

MVP: Igor Brikun.

SANOCZANIE WYMĘCZYLI ZWYCIĘSTWO ZE “STOCZNIĄ”

W wielkich bólach zrodziło się zwycięstwo Ciarko STS-u Sanok z GKS Stoczniowcem Gdańsk. Zaczęło się znakomicie dla gości, bo już w 2. minucie krążek po strzale Josefa Vitka dobił Krystian Mocarski, pokonując Patrika Spěšný’ego. Chwilę później podwyższyć mógł Jakub Stasiewicz, ale krążek ugrzązł gdzieś pomiędzy parkanami czeskiego golkipera.

Spory chaos na tafli był przyczyną wielu sytuacji, które tworzyły się znikąd. Żadna z ekip nie potrafiła tego jednak wykorzystać i gdańszczanie po pierwszej tercji prowadzili w Sanoku. Od początku drugiej odsłony gospodarze ruszyli jednak do ataków. Rozpaczliwie broniący się przyjezdni im to jednak uniemożliwiali, ale do czasu. W 26. minucie Riku Sihvonen trącił krążek po strzale Eemeliego Piippo i wyrównał wynik spotkania.

Kolejne ataki sanoczan nie przynosiły efektu. Nie pomógł także rzut karny, który sędziowie podyktowali za faul na Macieju Witanie. Egzekwował go Eetu Elo, ale Michał Kieler nie dał się pokonać.

W trzeciej tercji więcej strzałów oddali goście, ale to hokeiści STS-u zdobyli jedyną bramkę. Krążek po strzale Huberta Demkowicza szczęśliwie znalazł się na łopatce Macieja Witana, a ten pokonał gdańskiego bramkarza. Goście w końcówce dwukrotnie grali w przewadze, wprowadzili też do gry szóstego zawodnika i momentami było gorąco pod bramką Spěšný’ego. Gospodarze dowieźli jednak skromne prowadzenie do końca i dopisali ważne trzy punkty do swego dorobku.

Ciarko STS Sanok – GKH Stoczniowiec Gdańsk 2:1 (0:1, 1:0, 1:0)
0:1 Krystian Mocarski – Josef Vítek, Mateusz Rompkowski (01:21)
1:1 Riku Sihvonen – Eemeli Piippo, Jesperi Viikilä (25:17, 5/4)
2:1 Maciej Witan – Hubert Demkowicz, Jakub Bukowski (52:54)

Ciarko: Spěšný; Olearczyk, Rąpała – Strzyżowski, Wilusz, Bielec; Kamienieu, Pippo – Elo, Viikila, Sihvonen; Demkowicz, Biłas – Bukowski, Witan, Filipek; Florczak, Skokan – Łyko, Ginda, Dobosz
Trener: Marek Ziętara.

Stoczniowiec: Kieler; Mat. Rompkowski, Wala – Vitek, Mocarski, Wołoszyk; Lehmann, Leśniak – Stasiewicz, Pesta, Strużyk; Liśkiewicz, Mac. Rompkowski – Ma. Rybak, Drozd-Niekurzak, Mi. Rybak; Żurauski, Łabinowicz – Zając, Sadowski, Bandarenka
Trener: Krzysztof Lehmann.

MVP: Patrik Spěšný.

Ostatnie artykuły