Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

Podsumowanie 28. kolejki. GieKSa wskoczyła na 3. miejsce, Brikun bez koszulki!

28. kolejka nie dostarczyła nam zbyt wielu emocji. Mecze były dość jednostronne i zakończyły się pewnymi zwycięstwami faworytów. Najciekawszym wydarzeniem piątkowej kolejki był brak koszulki u Igora Brikuna.

“GIEKSA” WSKOCZYŁA NA TRZECIE MIEJSCE

Mecz dwóch najlepszych defensyw ligi, który miał rozstrzygnąć o losach trzeciej lokaty, lepiej rozpoczęli przyjezdni. Krążek po strzale Macieja Kruczka trącił Grzegorz Pasiut, czym zmylił Mateusza Studzińskiego. Okazję do wyrównania miał Jegor Fieofanow, ale “guma” po jego strzale zatrzymała się na słupku.

Gospodarze popełniali fatalne błędy, a po jednym z nich bramkę w osłabieniu mógł zdobyć Mikael Kuronen, ale Fin przegrał pojedynek z toruńskim bramkarzem. Świetnej okazji nie wykorzystał także Andriej Stiepanow.

Białorusin zrehabilitował się na początku drugiej odsłony, gdy po świetnym zwodzenie, obsłużył pięknym podaniem Grzegorza Pasiuta, a ten zdobył swoją drugą bramkę tego wieczora. Kapitan “GieKSy” kilka minut później równie świetnie dograł do Bartosza Fraszki, a ten tylko dołożył łopatkę kija i było 3:0. Po tej bramce Studzińskiego zastąpił Anton Svensson.

Liczne błędy torunian doprowadzały do coraz lepszych okazji dla przyjezdnych, ale świetnie spisywał się Szwed. Gospodarze nieco lepiej rozpoczęli trzecią odsłonę i zaczęli śmielej atakować bramkę Śimbocha. Ten skapitulował jednak tylko raz i to w końcówce spotkania, gdy pokonał go Artiom Osipow.

Gospodarzom nie starczyło czasu by pokusić się o coś więcej i trzy punkty pojechały na Górny Śląsk. Dzięki tej wygranej, katowiczanie o punkt wyprzedzają KH Energę Toruń i zajmują 3. miejsce w tabeli.

KH Energa Toruń – GKS Katowice 1:3 (0:1, 0:2, 1:0)
0:1 Grzegorz Pasiut – Maciej Kruczek, Bartosz Fraszko (05:05)
0:2 Grzegorz Pasiut – Andriej Stiepanow, Maciej Kruczek (22:52)
0:3 Bartosz Fraszko – Grzegorz Pasiut, Maciej Kruczek (28:00)
1:3 Artiom Osipow – Kamil Kalinowski, Gleb Bondaruk (57:36)

KH Energa: Studziński (od 28:00 Svensson) – Jaworski, Szkodienko; Czwanczikow, Fieofanow, Sierguszkin – Kuzniecow, Smirnow; Osipow, K. Kalinowski, Bondaruk – Gusevas, Podsiadło; Szabanow, Rożkow, Dołęga – Skólmowski; Olszewski, Jaakola.
Trener: Juryj Czuch.

GKS: Śimboch – Kruczek, Lamin; Fraszko, Pasiut, Stiepanow – Marttinen, Franssila; Krężołek, Rohtla, Kuronen – Andersons, Zieliński (4); Michalski, Starzyński (2), Nahunko – Mularczyk, Skrodziuk; Wanat, Paszek, Adamus (2).
Trener: Andriej Parfionow

MVP: Andriej Stiepanow.

5 MINUT ZADECYDOWAŁO O ZWYCIĘSTWIE GOSPODARZY. CO Z KOSZULKĄ BRAMKARZA?

Od początku spotkania uwidoczniła się przewaga gospodarzy, ale nie potrafili jej oni przekuć w zdobycz bramkową. Trafienia nadeszły dopiero w drugiej tercji, gdzie w pięć minut “Pasy” trzykrotnie umieszczały krążek w bramce. Najpierw po niepewnej interwencji Igora Brikuna, krążek do pustej bramki posłał Joseph Widmar. Później indywidualną akcję przeprowadził Erik Němec, a w 29. minucie faulowany przez Roberta Mrugałę był Damian Kapica, a sam poszkodowany wykorzystał podyktowany rzut karny.

“Pasy” próbowały podwyższyć wynik spotkania, ale na ich drodze stawał białoruski bramkarz Podhala. Goście z kolei przez większość meczu byli bezradni w ofensywie i Michael Petrásek nie miał zbyt wiele pracy. Dopiero w końcówce trzeciej tercji “Szarotki” poważniej zagroziły bramce gospodarzy, ale krążek zamiast znaleźć się w sieci, ostemplował tylko słupek. Gospodarze spokojnie utrzymali prowadzenie do końcowej syreny i przeskoczyli w tabeli nowotarskie Podhale.

Na koniec dodajmy, że całe spotkanie w barwach “Szarotek” bez koszulki klubowej rozegrał Igor Brikun! Białoruski golkiper Podhala broni w całym czarnym trykocie treningowym, bez jakichkolwiek emblematów klubowych.

Comarch Cracovia – Tauron KH Podhale Nowy Targ 3:0 (0:0, 3:0, 0:0)
1:0 – Joseph Widmar – Filip Drzewiecki, Štěpán Csamangó (23:31),
2:0 – Erik Němec – Damian Kapica (26:15),
3:0 – Damian Kapica (28:49, rzut karny).

Cracovia: Petrásek – Gula, Šaur; Brynkus, Němec, Kapica – Dudáš, Gutwald; Ferrara, Welsh, Nejezchleb – Doherty, Ježek; Goodwin, Murphy, Franek – Gosztyła; Drzewiecki, Kamiński, Csamangó oraz Widmar.
Trener: Rudolf Roháček.

KH Podhale: Brikun – Chaloupka, P. Wsół; Švec, Vachovec, Bepierszcz – Mrugała, Gajor; Pettersson, Neupauer, Hiltunen – Sulka, Jaśkiewicz; Bochnak, Słowakiewicz, Worwa –Kubát; Guzik, Bryniczka, Kapica.
Trener: Andriej Gusow.

MVP: Michael Petrásek.

OSIEM BRAMEK JKH. ROZBITE ZAGŁĘBIE

Choć ostatnie wyniki Zagłębia ciężko określić mianem przyzwoitych, to nikt nie zafundował im dawno takiego lania, jakie urządził im dziś lider Polskiej Hokej Ligi. Jastrzębianie rozpoczęli z przytupem, bowiem już w pierwszej minucie na listę strzelców wpisał się Zackary Phillips, któremu asystował Marek Hovorka i powracający po długotrwałym urazie Maciej Urbanowicz. Mocny początek pierwszej tercji… i to by było na tyle. Przynajmniej w pierwszych dwudziestu minutach spotkania, gdyż już w kolejnej odsłonie faworytom z Jastrzębia-Zdroju udało się wypracować solidną zaliczkę. Najpierw pod bramką Kotuły najprzytomniej zachował się Dominik Paś, pakując z bliska krążek do siatki, następnie sprawy w swoje ręce wziął sam kapitan zespołu, by czwartym trafieniem popisał się Mateusz Bryk, po indywidualnej przebojowej akcji. Wynik mógł być znacznie okazalszy, ale sędziowie nie uznali trafienia Kamila Wróbla. Finałowa odsłona przypominała natomiast rzeź niewiniątek. Przez dłuższy czas goście konsekwentnie bronili wyniku, lecz po karze przyznanej Rusłanowi Baszyrowowi poczuli krew. Hovorka wypalił jak z armaty, powiększając przewagę do pięciu bramek. Chwilę później Płachetka zapisał na swym koncie pierwszą bramkę w pierwszym ekstraligowym meczu w tym sezonie. Od tego wydarzenia upłynęły ledwo dwie minuty, a już z bramki cieszył się Dominik paś, natomiast Marcin Horzelski wykorzystał więcej miejsca na lodzie w grze 4 na 4. Sosnowiczan stać było dziś zaledwie na jedną bramkę, autorstwa Rusłana Baszyrowa. Na dodatek, padła ona w momencie, gdy Patrik Nechvátal mógł już po cichu cieszyć się z czystego konta.

Zagłębie Sosnowiec – JKH GKS Jastrzębie 1:8 (0:1, 0:3, 1:4)
0:1 – Zackary Phillips – Marek Hovorka, Maciej Urbanowicz (0:51),
0:2 – Dominik Paś – Marek Hovorka (23:55),
0:3 – Maciej Urbanowicz – Zackary Phillips, Marek Hovorka (26:45),
0:4 – Mateusz Bryk – Radosław Sawicki, Martin Kasperlík (36:14),
0:5 – Marek Hovorka – Jiří Klimíček, Dominik Paś (48:27, 5/4),
0:6 – Marcin Płachetka – Patryk Pelaczyk, Łukasz Nalewajka (50:53),
0:7 – Dominik Paś (52:57),
0:8 – Marcin Horzelski – Māris Jass, Łukasz Nalewajka (55:54, 4/4),
1:8 – Rusłan Baszyrow – Jewgienij Nikiforow, Aleksandr Wasiljew (59:21).

Zagłębie: Kotuła – Khoperia, Rodionow; Nikiforow, Wasiljew, Baszyrow – Syrojeżkin, Ļeščovs; Smal, Dubinin, Rybczik – Domogała, Luszniak; Sikora, Kozłowski, Blanik – Opiłka, Gniewek; Piotrowski, Rutkowski, Kulas.
Trener: Grzegorz Klich.

JKH GKS: Nechvátal – Bryk, Górny; Sawicki, Rác, Kasperlík – Klimíček, Kostek; Urbanowicz, Hovorka, Phillips – Jass, Horzelski; Wróbel, Paś, Sołtys – Ševčenko, Michałowski; Pelaczyk, Ł. Nalewajka, Płachetka.
Trener: Róbert Kaláber.

MVP: Marek Hovorka

ZWYCIĘSTWO W DOBRYM STYLU

GKS Tychy zwyciężył z Ciarko STS-em Sanok 5:0. Wynik wydaje się dokładnie odzwierciedlać przebieg meczu. Tyszanie dominowali, grali atrakcyjny hokej i przede wszystkim zdobywali bramki. Zaczęło się dość szybko, bo już w 6. minucie Szymon Marzec otworzył wynik spotkania. Warto przy tym wspomnieć o karygodnym zachowaniu Patrika Spěšnýego i defensorów gości. Za bramką zostawili krążek, do którego szybko dopadł Jean Dupuy, wyłożył on gumę do Szymona Marca, który ze stoickim spokojem oddał strzał do pustej bramki. Siedem minut później Patryk Wronka urwał się rywalom i będąc faulowany “wbił się” w bramkarza. Jednak przed tym jak została poruszona bramka, krążek przekroczył linię bramkową. Sędziowie zdecydowali się obejrzeć to na powtórce, ostatecznie zaliczając trafienie “Wroncziemu”. Gospodarze poszli za ciosem. Wystarczyło im 77 sekund by znów skarcić rywala. Jason Seed zagrał z połowy tercji za bramkę w stronę nadjeżdżającego Radosława Galanta. Ten mając obrońcę na plecach zdołał jeszcze idealnie dograć do Kacpra Gruźli, który strzelił bez zastanowienia i pokonał bramkarza rywali.

Druga tercja była jeszcze lepsza do oglądania. Tyszanie cały czas atakowali, ciągle było im mało. Potwierdza to statystyka strzałów, 26:7 w tej tercji. Jednak rywale grali na “obronę Częstochowy”. Niemoc strzelecką przełamał dopiero w 25. minucie Michael Cichy, który wepchnął gumę za linię po strzale Marka Biro. Środkowy GKS-u Tychy ostatni raz zdobył bramkę 30 października 2020 roku. Przez ten czas nie zdobył bramki w aż dziewięciu meczach. “Cichy Zabójca”, dołożył też sporą cegiełkę przy golu Christiana Mroczkowskiego w 32. minucie. Oddał on strzał, po którym krążek znalazł się na kiju “Mroczka”, a ten pokonał bramkarza z najbliższej odległości.

Sanoczanie starali się chociaż o gola honorowego, ale tym razem tyszanie stanęli na wysokości zadanie w grze defensywnej (co nie jest częstym widokiem w tym sezonie).

GKS Tychy – Ciarko STS Sanok 5:0 (3:0, 2:0, 0:0),
1:0 – Szymon Marzec – Jean Dupuy (05:36),
2:0 – Patryk Wronka – Peter Novajovský (12:10),
3:0 – Kacper Gruźla – Radosław Galant, Jason Seed (13:17),
4:0 – Michael Cichy – Marek Biro (24:52),
5:0 – Christian Mroczkowski – Michael Cichy, Alexander Szczechura (31:16).

GKS Tychy: Murray – Pociecha, Biro; Jeziorski, Komorski, Wronka – Novajovský, Ciura; Gruźla, Galant, Gościński – Martin, Seed; Szczechura, Cichy, Mroczkowski – Bizacki, Kogut; Dupuy, Rzeszutko, Marzec.
Trener: Krzysztof Majkowski

STS: Spěšný – Olearczyk, Rąpała; Strzyżowski, Wilusz, Skokan – Kamienieu, Piippo; Elo, Viikilä, Sihvonen – Demkowicz, Florczak; Bukowski, Witan, Filipek – Łyko, Ginda, Dobosz.
Trener: Marek Ziętara

MVP: Michael Cichy.

ZWYCIĘSTWO W OGROMNYCH BÓLACH

Re-Plast Unia Oświęcim nie może zaliczyć początku roku do udanych. Ich forma znajduje się cały czas na jednym, stabilnie niskim poziomie. Choć dziś wygrali ze “Stocznią”, to ich styl jest bardzo daleki od oczekiwanego. Ile razy dziś oświęcimianie mieli dziś stuprocentowych okazji (podania przed bramkę, strzały do niemal pustej bramki) to nie zliczymy. I za to zostali skarceni gracze Unii. W 15. minucie gry, Mateusz Rompkowski otworzył wynik spotkania strzałem z okolic bulika w krótki róg bramki.

To nie tak, że Unia w tym meczu była słabsza, czy nie dominowała. Po prostu zawodziło kilka rzeczy: dyscyplina, skuteczność i lekceważąca postawa. Oświęcimianie wyglądali jakby już od pierwszej minuty mieli już dopisane trzy punkty. W drugiej odsłonie w końcu przełamali swój impas i wyrównali. Mocnym strzałem z nadgarstka z okolicy wąsów popisał się Teddy Da Costa, w 25. minucie. I od razu jego koledzy poszli za ciosem. Zaledwie OSIEM sekund później, zaraz po wygranym wznowieniu, Brett McKenzie przejął gumę i będąc na wprost z Michałem Kielerem oddał strzał w górny lewy róg bramki nie dając mu szans. Trzecia bramka dla gospodarzy wpadła już pod koniec meczu. Tym razem popis swojej nieudolności dali sędziowie, którzy nie ogarnęli co się dzieje na lodzie i puścili akcję dla oświęcimian, choć nie powinni. Idealnie na powtórce widać, jak niepewny swojej decyzji był Sebastian Kryś, który nie wiedział co zrobić.

Podsumowując, w walce Dawida z Goliatem, wygrywa Goliat. Unia była lepsza, choć nieskuteczna do bólu, a ich następnym rywalem będą tyszanie.

Re-Plast Unia Oświęcim – GKH Stoczniowiec Gdańsk 3:1 (0:1, 2:0, 1:0)
0:1 – Mateusz Rompkowski – Krystian Mocarski, Michał Zając (14:48),
1:1 – Teddy Da Costa – Daniił Oriechin (24:16),
2:1 – Brett McKenzie – Miroslav Zaťko, Luka Kalan (24:24),
3:1 – Ryan Glenn – Luka Kalan (58:48, 5/6, do pustej bramki).

Unia: Saunders – Glenn, Luža; Sherbatov, Da Costa, Oriechin – Bartley, Pretnar; McKenzie, Kalan, Brulé – Zat’ko, P. Noworyta; Garszyn, Trandin, Koblar – M. Noworyta; S. Kowalówka, Krzemień, Przygodzki, Malicki.
Trener: Kevin Constantine

GKH Stoczniowiec: Kieler – Mateusz Rompkowski, Wala; Stasiewicz, Pesta, Strużyk – Lehmann, Leśniak; Vítek, Mocarski, Zając – Liśkiewicz, Maciej Rompkowski, Maciej Rybak, Sadowski, Michał Rybak – Żurauski, Nieźwiedzki; Łabinowicz, Drąg, Bandarenka.
Trener: Krzysztof Lehmann.

MVP: Luka Kalan.

 

 

Ostatnie artykuły