Podsumowanie 29. kolejki. Dwie dogrywki, Šimboch znów na „zero”, zwycięstwo Unii i niemoc JKH

Wiele działo się na taflach PHL w tę mroźną niedzielę. Zobaczyliśmy dwie dogrywki, Juraj Šimboch znów zanotował czyste konto, Unia wygrała w „Świętej Wojnie”, a waleczni gdańszczanie postawili się liderowi!

SZCZELNA DEFENSYWA DAŁA TRZY PUNKTY

Tempo spotkania od początku stało na bardzo dobrym poziomie. Szybkie akcje, dużo sytuacji, jednym słowem kibicom przed komputerami mógł się ten mecz podobać. Jednak na początku więcej powodów do radości mieli fani Re-Plast Unii. W 4. minucie wynik otworzył Miroslav Zat’ko, który dobił gumę po wrzutce Luki Kalana. Jednak ta radość nie trwała długo. Już w 6. minucie tyszanie wyrównali. Najpierw uderzał Michael Cichy, ale krążek po jego strzale trafił na łopatkę Christiana Mroczkowskiego, a ten dopełnił tylko formalności. W 12. minucie krążek znalazł się w siatce po strzale Eliezera Sherbatova, ale sędzia Radzik dopatrzył się spalonego w polu bramkowym. Czy słusznie? To już weźmiemy na tapet w naszym rankingu sędziów.

Na kolejne bramki musieliśmy czekać do drugiej tercji. W 28. minucie swoją drużynę na prowadzenie wyprowadził Bartłomiej Jeziorski, który pokonał Saundersa strzałem w krótki róg. Sędziowie jednak zdecydowali się na analizę wideo, po której orzekli, że gol jest prawidłowy. Mimo optycznej przewagi tyszan, następne słowo należało do Re-Plast Unii. W 39. minucie, a więc na moment przed przerwą, Patrik Luža przymierzył i oddał strzał w samo okienko tyskiej bramki. Zasłonięty przez Aleksieja Trandina, John Murray był bezradny.

Trzecia odsłona nie zmieniła swojego obrazu. Mecz nadal był prowadzony w szybkim tempie. Przy krążku częściej przebywali tyszanie, ale to oświęcimianie zaaplikowali bramkę rywalom. W 46. minucie gry, Sebastian Kowalówka zagrał zza bramki do Łukasza Krzemienia, który z bliskiej odległości pokonał tyskiego golkipera. Drużyna gości miała okazję by wyrównać, lecz nie wykorzystali dwóch przewag. Pod koniec meczu Krzysztof Majkowski zdecydował się wziąć czas i wycofał bramkarza (grali więc 6 na 4). To jednak na niewiele się zdało. Unia świetnie się broniła, jak i w całym meczu, tak też trzy punkty zostały w Oświęcimiu.

LICZBA MECZU: 3 – tyle razy oświęcimianie obijali obramowanie bramki.

Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Tychy 3:2 (1:1, 1:1, 1:0)
1:0 – Miroslav Zat’ko – Luka Kalan, Brett McKenzie (03:13,5/4),
1:1 – Christian Mroczkowski – Michael Cichy, Alexander Szczechura (05:31,5/3),
1:2 – Bartłomiej Jeziorski – Filip Komorski, Patryk Wronka (27:05),
2:2 – Patrik Luža – Siemion Garszyn (38:14),
3:2 – Łukasz Krzemień – Sebastian Kowalówka, Patryk Malicki.

Re-Plast Unia Oświęcim: Saunders – Pretnar, Bartley; McKenzie, Kalan, Przygodzki – Luža, Glenn; Oriechin, Da Costa, Sherbatov – Zat’ko, P. Noworyta; Krzemień, Kowalówka, Dudkiewicz – M. Noworyta, Malicki, Garszyn, Trandin, Koblar
Trener: Kevin Constantine

GKS Tychy: Murray – Pociecha, Biro; Jeziorski, Komorski, Wronka – Novajovský, Ciura; Gruźla, Galant, Gościński – Martin, Seed; Szczechura, Cichy, Mroczkowski – Bizacki, Mesikämmen; Dupuy, Rzeszutko, Marzec
Trener: Krzysztof Majkowski

MVP: Miroslav Zat’ko.

OSŁABIONE PIERNIKI OGRAŁY “GÓRALI”

Starcie “Górali” ze “Stalowymi Piernikami” było dopiero trzecim w tym sezonie, bowiem oba zespoły mają zaległy mecz 20. kolejki, który odbędzie się dopiero 2 lutego w Toruniu. Pierwsza odsłona nie przyniosła zbyt wielu emocji. Strzałów było, jak na lekarstwo, tak samo jak i przerw w grze. Optycznie lepiej prezentowali się przyjezdni i udokumentowali oni to trafieniem Michaiła Szabanowa z 12. minuty. Rosjanin wykończył składną akcję pierwszego ataku.

Później działo się niewiele. Goście próbowali zbyt koronkowo rozgrywać swoje akcje i nic z tego nie wychodziło, a strzały na bramkę Antona Svenssona oddawane przez graczy Podhala były raczej na alibi.

Groźniej pod toruńską bramką zrobiło się dopiero w drugiej tercji i od razu doszło do wyrównania, bo bramkę po małym zamieszaniu zdobył Michal Vachovec. “Szarotki” poszły za ciosem i w 34. minucie strzał Karela Kubáta trącił Kasper Bryniczka i zaskoczył toruńskiego bramkarza. Podrażnieni tym faktem goście chcieli szybko odpowiedzieć, ale na próbę Gleba Bondaruka dobrze odpowiedział Przemysław Odrobny, a przy strzale Artioma Osipowa nowotarskiemu bramkarzowi w sukurs przyszedł słupek.

“Stalowe Pierniki” dopięły swego na początku trzeciej partii, gdy to Artiom Smirnow strzałem po lodzie zaskoczył “Wiedźmina”. Następnie trwała wymiana ciosów, w której znacznie dogodniejsze okazje mieli przyjezdni, ale Odrobny i Podhale wyszli z opresji obronną ręką, mimo faktu, że do ostatniej syreny trwała nawałnica na bramką nowotarżan.

W dogrywce najlepszą okazję dla gospodarzy zmarnował Emil Švec, a to się zemściło i po trójkowej akcji krążek w nowotarskiej bramce umieścił Gleb Bondaruk, co okrasił efektowną cieszynką. Dla torunian było to pierwsze zwycięstwo w Nowym Targu od pięciu spotkań.

Zaznaczymy, że tuż przed spotkaniem ze składu gości wypadł Adrian Jaworski, a jego miejsce w pierwszej parze obrony z konieczności zajął Jegor Fieofanow, czyli nominalny center.

Tauron Podhale Nowy Targ – KH Energa Toruń 2:3 (0:1, 2:0, 0:1, d. 0:1)
0:1 Michaił Szabanow – Andriej Czwanczikow, Dienis Sierguszkin (11:34)
1:1 Michal Vachovec – Emil Švec (28:10)
2:1 Kasper Bryniczka – Karel Kubát – Alexander Pettersson (33:41, 5/4)
2:2 Artiom Smirnow – Siergiej Kuzniecow – Kamil Kalinowski (41:14)
2:3 Gleb Bondaruk – Andriej Czwanczikow – Artiom Smirnow (62:34)

Tauron Podhale: Odrobny – Chaloupka, P. Wsół; Švec, Vachovec, Bepierszcz – Jaśkiewicz, Gajor; Pettersson, Neupauer, Hiltunen – Sulka, Mrugała; Guzik, Bryniczka, F. Kapica – Kubát; Bochnak, Słowakiewicz, Worwa.
Trener: Andriej Gusow.

KH Energa: Svensson – Fieofanow, Szkodienko; Szabanow, Czwanczikow, Sierguszkin – Kuzniecow, Smirnow; Osipow, K. Kalinowski, Bondaruk – Gusevas, Podsiadło; Jaakola, Rożkow, Dołęga oraz Skólmowski, Olszewski.
Trener: Juryj Czuch.

MVP: Gleb Bondaruk.

SŁOWACKI MUR PO RAZ PIĄTY NA “ZERO”

Niezbyt energiczne rozpoczęcie miały „Derby Brynicy”. Sporo było walki pod bandami, a sosnowiczanie dobrze rozbijali próby gospodarzy. Katowiczanie jednak z minuty na minutę się rozkręcali. Zagłębie mogło mówić o sporym szczęściu, bo najpierw w słupek trafił Szymon Skrodziuk, a chwilę później do odsłoniętej bramki nie trafił Andriej Stiepanow.

W 12. minucie nie pomylił się już jednak Filip Starzyński, który w sytuacji sam na sam nie dał szans Michałowi Czernikowi, a 30 sekund później było już 2:0, bo 19 sekund gry w przewadze wystarczyło miejscowym do zdobycia drugiej bramki, której autorem został Maciej Kruczek.

Napór gospodarzy trwał dalej, ale znakomite interwencje Czernika ratowały przyjezdnych. Sosnowiczanie zrewanżowali się słupkiem po strzale Ļeščovs. Było to podczas gry w przewadze, chwilę później jednak Łotysz faulował Grzegorza Pasiuta i kapitan „GieKSy” egzekwował rzut karny. Nie wykorzystał go jednak i po pierwszej tercji katowiczanie mieli dwubramkową zaliczkę.

Po przerwie z animuszem zaczęli grać przyjezdni i coraz groźniej zaczęło się robić pod bramką Juraja Šimbocha. Słowak mimo błędów kolegów, utrzymywał czyste konto. Trener Parfionow widząc co się dzieje, postanowił wziąć czas i nieco uspokoić swój zespół. Tuż po tej przerwie znów szczęście uśmiechnęło się do katowiczan, bo poprzeczkę ostemplował Aleksandr Wasiljew.

Niewykorzystane sytuacje się zemściły i Czernika na raty pokonał Mikael Kuronen, wykorzystując fakt, że “GieKSa” grała w liczebnej przewadze. Już w trzeciej tercji podwójną przewagę na gola zamienił Andriej Stiepanow, który otrzymał świetne podanie od Grzegorza Pasiuta. Wynik meczu w 58. minucie ustalił natomiast Mateusz Adamus.

Dla Juraja Šimbocha był to już piąty mecz z czystym kontem w obecnych rozgrywkach.

GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 5:0 (2:0, 1:0, 2:0)
1:0 – Filip Starzyński – Dominik Nahunko (11:45)
2:0 – Maciej Kruczek – Andriej Stiepanow, Grzegorz Pasiut (12:15, 5/4)
3:0 – Mikael Kuronen – Patryk Krężołek, Jyri Marttinen (35:45, 5/4)
4:0 – Andriej Stiepanow – Bartosz Fraszko, Grzegorz Pasiut (46:32, 5/3)
5:0 – Mateusz Adamus – Jyri Marttinen, Kamil Paszek (57:32)

GKS: Šimboch – Kruczek, Zieliński; Fraszko, Pasiut, Stiepanow – Marttinen, Franssila; Krężołek, Wanat, Kuronen – Andersons, Liamin; Michalski, Starzyński, Nahunko – Paszek; Skrodziuk, Mularczyk, Adamus.
Trener: Andriej Parfionow.

Zagłębie: Czernik – Khoperia, Rodionow; Nikiforow, Wasiljew, Baszyrow – Syrojeżkin, Domogała; Smal, Dubinin, Rybczik – Ļeščovs, Luszniak; Sikora, Kozłowski, Blanik – Opiłka, Gniewek; Piotrowski, Rutkowski, Kulas.
Trener: Grzegorz Klich.

MVP: Juraj Šimboch.

ZDECYDOWAŁY BŁĘDY INDYWIDUALNE

Nie pozostało nam nic innego jak zacytować w tytule tego meczu… pewnego klasyka. Kibice Cracovii i nie tylko, zapewne wiedzą o co i o kogo chodzi. Zaczęło się… najgorzej jak mogło, dla Comarch Cracovii. Już po 30. sekundach od pierwszego wznowienia Michael Petrasek musiał wyciągać krążek z bramki po strzale Eetu Elo.

Na kolejną bramkę musieliśmy czekać do 22. minuty. Erik Němec wyrównał wynik spotkania. Krakowianie poszli za ciosem i w 27. minucie wyszli na prowadzenie za sprawą Richarda Nejezchleba. Dwie minuty później swoje “trzy grosze” dołożył Štěpán Csamangó, który strzałem z bekhendu pokonał bramkarza rywali.

Najwięcej działo się w trzeciej odsłonie. W 45. minucie Marek Strzyżowski zmniejszył dystans do rywala, ale 17 sekund później znów dwubramkowe prowadzenie dał swojej drużynie David Goodwin strzałem z najbliższej odległości. W 51. minucie Marek Strzyżowski znów wpisał się na listę strzelców, po ładnym strzałem z nadgarstka. Do wyrównania doszło w 53. minucie, a autorem bramki był Jauhienij Kamienieu.

W dogrywce widzieliśmy wiele ciekawych akcji, ale ostatnie słowo należało do Eetu Elo, który wyszedł sam na sam z bramkarzem Cracovii i pokonał Michaela Petraska. Tak więc dwa punkty pojechały do Sanoka. Jak można dwa razy wygrywać dwoma bramkami i przegrać? W Cracovii przede wszystkim potrzebna jest zmiana bramkarza.

Comarch Cracovia – Ciarko STS Sanok 4:5 po dogrywce (0:1, 3:0, 1:3 d. 0:1)
0:1 Eetu Elo – Eemeli Piippo, Riku Sihvonen (00:30)
1:1 Erik Němec (21:40)
2:1 Richard Nejezchleb (26:17, 4/5)
3:1 Štěpán Csamangó – Richard Nejezchleb, Jakub Šaur (28:03, 5/4)
3:2 Marek Strzyżowski, Bogusław Rąpała – Maciej Witan (44:46)
4:2 David Goodwin – Tomáš Franek, Michal Gutwald (46:03)
4:3 Łukasz Łyko – Marek Strzyżowski, Bogusław Rąpała (50:29)
4:4 Jauhienij Kamienieu – Marek Strzyżowski, Maciej Witan (53:00)
4:5 Eetu Elo – Eemeli Piippo (64:14)

Cracovia: Petrásek – Gula, Šaur; Brynkus, Němec, Kapica – Dudáš, Gutwald; Ferrara, Welsh, Nejezchleb – Doherty, Ježek; Goodwin, Murphy, Franek – Gosztyła; Drzewiecki, Kamiński, Csamangó oraz Widmar.
Trener: Rudolf Roháček.

STS: Spěšný – Olearczyk, Rąpała; Strzyżowski, Wilusz, Skokan – Kamienieu, Piippo; Elo, Viikilä, Sihvonen – Demkowicz, Florczak; Bukowski, Witan, Filipek – Łyko, Ginda, Dobosz.
Trener: Marek Ziętara

MVP: Eetu Elo.

GDAŃSZCZANIE ZMROZILI KREW JASTRZĘBIANOM

Hokeiści Stoczniowca Gdańsk ponownie byli o krok od sprawienia od niespodzianki, ale znów zabrakło im doświadczenia w decydującym momencie. To właśnie gdańszczanie wyprowadzili pierwszy cios, kiedy Mateusz Strużyk urwał się obronie i pokonał żegnającego się z JKH Davida Marka. Wyrównanie w ostatnich sekundach zapewnił Roman Rác.

Druga tercja przybrała ponowny scenariusz: gospodarze tłukli głową w mur, nie wykorzystali nawet dwuminutowej podwójnej przewagi, a na listę strzelców wpisał się Krystian Mocarski. Jego radość była jednak przedwczesna, bowiem już chwilę później wyrównanie zapewnił Zackary Phillips.

Trzecia tercja była już dowodem dominacji jastrzębian. Bramki Radosława Sawickiego i Marka Hovorki, choć nieco wymęczone, dały im trzy punkty. Najciekawszy moment tego dnia meczowego nastąpił jednak tuż po zakończeniu spotkania. Michał Kieler przypieczętował swoje wypożyczenie do JKH, a David Marek rozegrał najprawdopodobniej swoje ostatnie spotkanie.

JKH GKS Jastrzębie – GKH Stoczniowiec Gdańsk 4:2 (1:1, 1:1, 2:0)
0:1 – Mateusz Strużyk – Kacper Niedźwiecki (11:27),
1:1 – Roman Rác – Marek Hovorka, Radosław Sawicki (19:04),
1:2 – Krystian Mocarski – Josef Vítek, Filip Pesta (33:46),
2:2 – Zackary Phillips – Marek Hovorka, Jiří Klimíček (34:53),
3:2 – Radosław Sawicki – Martin Kasperlík, Roman Rác (45:10),
4:2 – Marek Hovorka – Roman Rác, Jiří Klimíček (57:38, 5/3).

JKH GKS: Marek – Bryk, Ševčenko; Sawicki, Rác, Kasperlík – Klimíček, Kostek; Urbanowicz, Hovorka, Phillips – Jass, Horzelski; Wróbel, Paś, Sołtys – Michałowski, Górny; Płachetka, Ł. Nalewajka, R. Nalewajka.
Trener: Róbert Kaláber.

GKH Stoczniowiec: Kieler – Mateusz Rompkowski, Wala; Strużyk, Pesta, Stasiewicz – Lehmann (6), Leśniak; Vítek, Mocarski, Zając – Liśkiewicz, Maciej Rompkowski, Maciej Rybak, Sadowski – Żurauski, Niedźwiecki; Łabinowicz, Drąg, Bandarenka.
Trener: Krzysztof Lehmann.

MVP: Marek Hovorka.