Podsumowanie 34. kolejki. Dreszczowiec w Tychach, Fraszko bohaterem i pogrom w Gdańsku

Niezwykle emocjonujący dla kibiców był mecz w Tychach, gdzie mistrz Polski podejmował KH Energę Toruń. W Sanoku natomiast o zwycięstwie katowiczan na 17 sekund przed końcem przesądził Bartosz Fraszko, a nad morzem doszło do pogromu.

TYSKI DRESZCZOWIEC DLA GOSPODARZY

Już po nieco ponad dwóch minutach na Stadionie Zimowym było 1:0. Krążek odbity za bandą po strzale Konsty Mesikämmena dobił Mateusz Gościński. Później jednak do głosu doszli goście, którzy w 10. minucie wyrównali, a strzelcem gola został Jegor Fieofanow, umieszczając go w samym okienku bramki Ondreja Raszki. Natomiast w 15. minucie “Stalowe Pierniki” na prowadzenie wyprowadził Dienis Sierguszkin, wykorzystując grę w liczebnej przewadze.

Torunianie mieli jeszcze kilka dogodnych okazji, by odskoczyć na dwie bramki, ale na przerwę udali się jednak tylko z jedną bramką zaliczki. Po 34 sekundach drugiej tercji nie mieli jej już wcale, bo Alexander Szczechura sprytnie trącił krążek po strzale Brycena Martina i zaskoczył Antona Svenssona.

Mistrzowie Polski poczuli krew i szukali bramki, która dałaby im prowadzenie. Świetnie jednak bronił Svensson, który kilkukrotnie ratował swój zespół podczas gry w osłabieniu. Później natomiast fatalny błąd popełnił Michael Cichy, a krążek przejął Jegor Rożkow, który zdobył bramkę w liczebnym osłabieniu. Chwilę później goście znów mogli trafić mając czwórkę zawodników na lodzie, ale Raszka wyszedł zwycięsko z pojedynku ze Sierguszkinem. Po stronie gospodarzy natomiast sytuację sam na sam z bramkarzem przegrał Gościński.

Kiedy wydawało się, że bliżej zdobycia kolejnej bramki są torunianie, Szymon Marzec doprowadził do wyrównania, ściągając pajęczynę z okienka bramki strzeżonej przez Szweda w barwach “Stalowych Pierników”. Minęło 30 sekund i było już 4:3, bo bierną postawę Adriana Jaworskiego wykorzystał Christian Mroczkowski, pakując krążek z najbliższej odległości do siatki.

Do końca spotkania trwała wymiana ciosów, ale żaden z zespołów nie zdołał ponownie trafić do siatki. Trener Juryj Czuch na półtorej minuty przed końcem wycofał bramkarza i Energa grała w szóstkę. Mimo naporu torunian, gospodarze wytrzymali do końcowej syreny i odnieśli piąte zwycięstwo z rzędu.

GKS Tychy – KH Energa Toruń 4:3 (1:2, 3:1, 0:0)
1:0 Mateusz Gościński – Konsta Mesikämmen (02:08)
1:1 Jegor Fieofanow – Artiom Smirnow, Jegor Orłow (09:34)
1:2 Dienis Sierguszkin – Jegor Orłow, Jegor Fieofanow (14:44, 5/4)
2:2 Alexander Szczechura – Brycen Martin, Jason Seed (20:34)
2:3 Jegor Rożkow (29:27, 4/5)
3:3 Szymon Marzec – Olaf Bizacki (33:07)
4:3 Christian Mroczkowski – Bartłomiej Pociecha, Patryk Wronka (33:37)

GKS: Raszka – Pociecha, Biro; Jeziorski, Wronka, Mroczkowski – Ciura, Kotlorz; Witecki, Galant, Marzec – Martin, Seed; A. Szczechura, Cichy, P. Szczechura – Bizacki, Mesikammen; Dupuy, Rzeszutko, Gościński
Trener: Krzysztof Majkowski

KH Energa Toruń: Svensson – Kozłow, Orłow; Nowożyłow, Fieofanow, Sierguszkin – Smirnow, Kuzniecow; Bondaruk, Czwanczikow, Jaakola – Szkodienko, Jaworski; Elomaa, K. Kalinowski, Saloranta – Gusevas, Bajwenko; M. Kalinowski, Rożkow, Osipow.
Trener: Juryj Czuch

MVP: Ondrej Raszka.

FRASZKO BOHATEREM GIEKSY

Z wysokiego “C” mogli rozpocząć piątkowe starcie podopieczni Marka Ziętary, ale strzał z pierwszego krążka Jakuba Bukowskiego po dwójkowej kontrze dobrze odbił Juraj Šimboch. Niewykorzystana sytuacja się zemściła i w 8. minucie przyjezdni objęli prowadzenie, bo krążek umiejętnie trącił Patryk Krężołek, a podającym był Miika Franssila.

Oba zespoły miały okazje do gry w liczebnej przewadze, ale ich nie wykorzystały, co nie znaczy, że nie brakowało dogodnych sytuacji. Jednym, jak i drugim zabrakło skuteczności i wykończenia akcji.

Druga partia należała do katowiczan, jednak nie potrafili oni wykorzystać znakomitych okazji podczas gry w podwójnej przewadze. To się na nich zemściło, bo po błędzie w rozegraniu krążka we własnej tercji, “gumę” do bramki wepchnął Riku Sihvonen.

Podopieczni Andrieja Parfionowa w trzeciej tercji rzucili się do ataków, ale jak w transie bronił Patrik Spěšný. Należy także zaznaczyć, że w kilku dogodnych sytuacjach przyjezdni po prostu nie trafiali w światło bramki.

Wydawało się, że potrzebna będzie dogrywka, ale na 17 sekund przed końcem po strzale Tomáša Kubalíka krążek skutecznie dobił Bartosz Fraszko, czym zapewnił “GieKSie” komplet punktów. Sanoczanie próbowali jeszcze wycofać bramkarza i ponownie doprowadzić do wyrównania, ale zabrakło im na to czasu.

Ciarko STS Sanok – GKS Katowice 1:2 (0:1, 1:0, 0:1)
0:1 Patryk Krężołek – Miika Franssila, Jyri Marttinen (07:21)
1:1 Riku Sihvonen – Eetu Elo, Jesperi Viikilä (36:17)
1:2 Bartosz Fraszko – Tomáš Kubalík, Miika Franssila (59:43).

Ciarko STS Sanok: Spěšný – Florczak, Rąpała; Strzyżowski, Wilusz, Biały – Kamienieu, Piippo; Elo, Viikilä, Sihvonen – Demkowicz, Biłas; Bukowski, Witan, Filipek – Skokan, Olearczyk; Łyko, Ginda, Bielec.
Trener: Marek Ziętara

GKS: Šimboch – Paszek, Lamin; Fraszko, Pasiut, Stiepanow – Marttinen, Franssila; Krężołek, Kuronen, Kubalík – Andersons, Zieliński; Mularczyk, Starzyński, Nahunko – Wanat, Michalski, Adamus.
Trener: Andriej Parfionow.

NADMORSKI POGROM

Nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw w Gdańsku. Gospodarze już na początku zdołali posłać krążek do siatki, ale sędziowie orzekli zagranie krążka wysokim kijem.

Chwilę później wątpliwości już jednak nie było, gdy Jewgienij Nikiforow posłał krążek między parkanami Wiktora Solińskiego. Napór sosnowiczan trwał dalej, ale sporo szczęścia miał gdański golkiper. Przyjezdni dopięli jednak swego, gdy dość szczęśliwą bramkę zdobył Łukasz Rutkowski.

Podopieczni Krzysztofa Lehmanna próbowali się odgryzać kontrami, ale ich strzały były zbyt anemiczne oraz w dolne rejony bramki, gdzie dobrze parkanami odbijał krążek Michał Czernik.

Tuż przed końcem pierwszej odsłony prowadzenie sosnowiczan podwyższył jeszcze Igor Smal, a kiedy w 23. minucie do siatki trafił Tomasz Kozłowski, było już niemal jasne, że zwycięstwo odniosą przyjezdni.

Nie zatrzymali się oni jednak i jeszcze w drugiej tercji aż pięciokrotnie posyłali krążek do siatki. Trafiali: Jakub Blanik, dwukrotnie Imants Ļeščovs, Andriej Dubinin oraz Rusłan Baszyrow. Szczególnie bolesna dla gdańszczan była ostatnia minuta tej części gry, gdy aż trzykrotnie krążek lądował w bramce Solińskiego.

Podopieczni Grzegorza Klicha nieco zwolnili w ostatnich 20 minutach, ale nie odpuścili i do końca grali, o jak najlepszy wynik. Udało im się jeszcze dwukrotnie posłać krążek do siatki i pokonać Mikołaja Szczepkowskiego, który zastąpił Solińskiego. Dla 17-latka był to debiut na taflach PHL i pozostawił po sobie dobre wrażenie. Gdańszczanom nie udało się pokonać ani Michała Czernika, ani Marcela Kotuły i ostatecznie Zagłębie wygrało nad morzem 11:0, co było ich pierwszym wyjazdowym zwycięstwem w tym sezonie.

GKH Stoczniowiec Gdańsk – Zagłębie Sosnowiec 0:11 (0:3, 0:6, 0:2)
0:1 – Jewgienij Nikiforow (03:03),
0:2 – Łukasz Rutkowski – Mariusz Piotrowski, Tomasz Kulas (13:30),
0:3 – Igor Smal (19:26),
0:4 – Tomasz Kozłowski – Jakub Blanik, Imants Ļeščovs (22:20),
0:5 – Jakub Blanik – Kamil Sikora, Tomasz Kozłowski (30:25),
0:6 – Imants Ļeščovs – Iwan Rybczik, Aleksandr Wasiljew (38:21, 5/3),
0:7 – Andriej Dubinin (39:02, 4/4)
0:8 – Imants Ļeščovs – Aleksandr Rodionow, Tomasz Kozłowski (39:36, 5/4),
0:9 – Rusłan Baszyrow – Jewgienij Nikiforow, Imants Ļeščovs (39:51, 4/4)
0:10 – Michał Domogała – Kamil Sikora, Szymon Luszniak (46:01)
0:11 – Jewgienij Nikiforow – Michał Naróg, Rusłan Baszyrow (47:25).

GKH Stoczniowiec: Soliński (od 40:01Szczepkowski) – Żurauski, Wala; Vítek, Mocarski, Zając – Lehmann, Leśniak; Strużyk, Pesta, Stasiewicz – Liśkiewicz, Niedźwiedzki; Maciej Rybak, Sadowski , Wołoszyk – Łabinowicz, Bandarenka, Drąg, Drozd-Niekurzak.
Trener: Krzysztof Lehmann.

Zagłębie: Czernik (od 32:03 Kotuła) – Khoperia, Rodionow; Nikiforow, Wasiljew, Baszyrow – Syrojeżkin, Ļeščovs; Smal, Dubinin, Rybczik – Naróg, Luszniak; Sikora, Kozłowski, Blanik – Domogała, Gniewek; Piotrowski (2), Rutkowski, Kulas.
Trener: Grzegorz Klich.

MVP: Imants Ļeščovs.