Podsumowanie 4. kolejki PHL. Toruń nowym liderem!

Za nami kolejne pięć spotkań w Polskiej Hokej Lidze. Emocji w piątkowy wieczór nie zabrakło na żadnym z lodowisk. Porażkę JKH GKS-u Jastrzębie wykorzystała KH Energa Toruń i to ona objęła fotel lidera. Co oprócz tego działo się w niedzielę na polskich taflach? Zapraszamy do podsumowania 4. kolejki!

Tyszanie nie dali szans
Po wysokiej porażce z JKH GKS-em Jastrzębie wydawało się, że mistrzowie Polski wpadli w dołek formy. Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że piątkowy mecz był tylko wypadkiem przy pracy. Owszem, pierwsza tercja nie należała do najpiękniejszych. Po pierwszych 20 minutach nie było nam dane zobaczyć bramki. Gospodarze jednak mieli okazję by otworzyć wynik spotkania, bo w 17. minucie przyszło im grać w podwójnej przewadze, lecz nie oddali w tym okresie żadnego strzału celnego. Można powiedzieć, że w pierwszej tercji więcej z gry mieli katowiczanie, ale nie potrafili przełożyć tego na zdobycz bramkową. Dziać zaczęło się dopiero w drugiej odsłonie. Tyszanie wyszli na prowadzenie za sprawą Jarosława Rzeszutki. To nie było jednak jego ostatnie słowo, bo już cztery minuty później dołożył kolejną bramkę. W 31. minucie Filip Komorski “od zakrystii’ wjechał pod bramkę Juraja Šimbocha, który jakimś cudem zdołał przepuścić to uderzenie. “Trójkolorowi” świetnie weszli w trzecią tercję. Patryk Wronka pokazał swój kunszt i zdobył gola strzelając tuż nad parkanem po długim słupku. Po tym golu, do bramki wszedł Maciej Miarka. Katowiczanie po jakimś czasie, wreszcie znaleźli sposób na Murraya. Dariusz Wanat dał cień nadziei swojej drużynie. Chcieli pójść za ciosem i Piotr Sarnik wziął czas i wycofał bramkarza. To jednak przyniosło odwrotny skutek od oczekiwanego. Szymon Marzec wyszedł sam na sam w 57. minucie i faulowany oddał strzał. Krążek nie wpadł do bramki, ale wedle przepisów jeśli krążek przekroczy czerwoną linię w tercji rywala, jest to bramka. Na koniec drugą bramkę dla swojej drużyny zdobył Mateusz Michalski, ale było trafienie tylko na “otarcie łez”. Trzy punkty zostały w Tychach, a Piotr Sarnik musi wyciągnąć wnioski przed następnym meczem, bo sytuacja w tabeli jego drużyny nie wygląda kolorowo.

GKS Tychy – GKS Katowice 5:2 (0:0 3:0, 2:2)
1:0 – Jarosław Rzeszutko – Michael Cichy, Patryk Wronka (22:46, 5/4)
2:0 – Jarosław Rzeszutko – Patryk Wronka, Peter Novajovský (26:28, 5/4)
3:0 – Filip Komorski – Bartłomiej Jeziorski, Olaf Bizacki (30:40)
4:0 – Patryk Wronka – Jean Dupuy, Peter Novajovský (40:25, 5/4)
4:1 – Dariusz Wanat – Patryk Krężołek, Bartosz Fraszko (53:27, 5/4)
5:1 – Szymon Marzec – Bartłomiej Jeziorski (56:44, do pustej bramki)
5:2 – Mateusz Michalski – Filip Starzyński, Matej Cunik (57:29)

Bezbłędny początek
Sanoczanie w niedzielny wieczór podejmowali niepokonaną KH Energę Toruń. Inicjatywę od razu przejęli przyjezdni. Na bramkę nie trzeba było długo czekać, bo już w 8. minucie Jegor Fieofanow precyzyjnym strzałem w okienko otworzył wynik spotkania. Trzy minuty później torunianie rozklepali sanocką defensywę i krążek do siatki wpakował Kamil Kalinowski. Goście nieco uśpieni tym prowadzeniem, w drugiej tercji nieco się rozluźnili. Kiedy na ławce kar przebywał Jegor Rożkow to kontaktową bramkę dla STS-u zdobył Jakub Bukowski. Wtedy znów do głosu doszli podopieczni Juryja Czucha, ale ich znakomite okazje powstrzymywał były golkiper Energi, Patrik Spěšný. Marek Ziętara próbował pobudzić swoich zawodników, aby ci w trzeciej tercji rzucili się do ataku i doprowadzili do wyrównania. Sanoczanie nie mogli jednak znaleźć sposobu na objawienie rozgrywek, czyli Antona Svenssona. Na dodatek w 52. minucie trzecią bramkę dla gości zdobył Kostas Gusevas, a niecałe dwie minuty później było już 1:4 za sprawą Jarosława Dołęgi. “Stalowe Pierniki” mogły jeszcze dobić Ciarko STS, ale taki wynik utrzymał się już do końcowej syreny i kolejne trzy punkty wpadły na konto drużyny z grodu Kopernika. KH Energa Toruń po tej kolejce została samodzielnym liderem Polskiej Hokej Ligi i jest prawdziwą rewelacją początku rozgrywek. Niektórzy już określili tę drużynę jako “toruński walec”, który rozjeżdża wszystkich przeciwników na swojej drodze.

Ciarko STS Sanok – KH Energa Toruń 1:4 (0:2, 1:0, 0:2)
0:1 – Jegor Fieofanow – Dienis Sierguszkin (07:40)
0:2 – Kamil Kalinowski – Gleb Bondaruk, Michał Kalinowski (11:07)
1:2 – Jakub Bukowski – Eemeli Piippo, Jesperi Viikilä (28:30, 5/4)
1:3 – Kostas Gusevas – Dienis Sierguszkin, Michaił Szabanow (51:40)
1:4 – Jarosław Dołęga – Alex Olkinuora (53:14)

Pierwsze punkty
Drużyna Cracovii po kiepskim starcie sezonu przystąpiła do meczu z Zagłębiem Sosnowiec w bojowych nastrojach. Trzy punkty były dla nich priorytetem. Zaczęło się po ich myśli, bo już w 3. minucie gry Aleš Ježek otworzył wynik meczu strzałem z bliskiej odległości. Jednak radość drużyny “Pasów” przerwał Rusłan Baszyrow. 23-letni Rosjanin dwukrotnie wpisał się na listę strzelców w pierwszej tercji. Jednak na chwilę przed jej zakończeniem, Tomáš Franek wyrównał stan rywalizacji. W drugiej tercji przestawiony z obrony na środek ataku Ježek znów zdobył bramkę. Trzeba przyznać, że był to dobry pomysł Rudolfa Roháčka, żeby zmienić pozycję Czechowi. Pod koniec meczu Erik Němec przypieczętował zwycięstwo swojej drużyny dwoma golami. Najpierw wykorzystał sytuację sam na sam z Michałem Czernikiem, a następnie posłał krążek do bramki podczas liczebnej przewagi. Dla Comarch Cracovii jest to pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Sosnowiczanie jeszcze nie zaznali smaku trzech punktów w obecnej kampanii. Są na przedostatnim miejscu w tabeli i mają zdobyte zaledwie dwa “oczka” po czterech spotkaniach.

Zagłębie Sosnowiec – Comarch Cracovia 2:5 (2:2, 0:1, 0:2)
0:1 – Aleš Ježek – Richard Nejezchleb, Jakub Šaur (2:37),
1:1 – Rusłan Baszyrow – Armen Khoperia, Adam Domogała (6:27, 5/4),
1:2 – Rusłan Baszyrow – Jewgienij Nikiforow, Adam Domogała (13:12),
2:2 – Tomáš Franek – Richard Nejezchleb, Michal Gutwald (18:26, 5/4),
2:3 – Aleš Ježek – Martin Dudaš, Tomáš Franek (24:13, 5/4).
2:4 – Erik Němec (56:18),
2:5 – Erik Němec – Taavi Tiala, Jiří Gula (57:21, 5/4).

Trzy punkty są, stylu brak
GKH Stoczniowiec Gdańsk gościł w “Olivii” KH Tauron Podhale Nowy Targ, nie zapowiadało się na łatwą przeprawę dla podopiecznych Andrieja Gusowa, bowiem gdańszczanie już w meczach z JKH GKS-em Jastrzębie i GKS-em Katowice pokazali, że walczą do samego końca i nie oddają punktów za darmo. Tak też było i tym razem. Wprawdzie to “Górale” objęli prowadzenie w 7. minucie za sprawą Mateusza Bepierszcza, ale grę w podwójnej przewadze wykorzystali gospodarze i na 36 sekund przed końcem premierowej tercji doprowadzili do wyrównania. Krystian Mocarski pokonał zasłoniętego Przemysława Odrobnego. W drugiej partii inicjatywę przejęli miejscowi, a to za sprawą wykluczeń, które co chwilę na drużynę Podhala nakładał sędzia Sebastian Kryś. Podopieczni Krzysztofa Lehmanna nie zrobili jednak użytku z takich prezentów rywali. Powiedzenie “Nie dasz, stracisz.” i tym razem okazało się prawdziwe. Przyjezdnym wystarczyło zaledwie 12 sekund gry w podwójnej przewadze i z drugiego trafienia cieszył się Bepierszcz. O pozostałej części drugiej tercji chcemy jak najszybciej zapomnieć, bo po prostu była tragiczna. Wszechobecny chaos na lodzie, niedokładność po obu stronach, która udzieliła się także arbitrom spotkania. Początek trzeciej tercji znów dał powody do radości nielicznym kibicom w gdańskiej hali. Filip Pesta z najbliższej odległości wepchnął krążek do bramki i ponownie na tablicy świetlnej był remis. Wtedy jednak rozpoczął się festiwal szkolnych błędów po stronie Stoczniowca i Podhale w 11 minut zdobyło cztery bramki. Wynik 2:6 nie oddaje jednak w pełni wydarzeń z tafli. Podhale na tle, najsłabszej jak na razie ekipy PHL, zaprezentowało się po prostu mizernie. Jeśli “Szarotki” marzą o czymś więcej w tym sezonie, to nieuniknione będą wzmocnienia, szczególnie formacji obronnej.

GKH Stoczniowiec Gdańsk – Tauron KH Podhale Nowy Targ 2:6 (1:1, 0:1, 1:4)
0:1 – Mateusz Bepierszcz – Emil Švec, Michal Vachovec (6:09),
1:1 – Krystian Mocarski – Josef Vítek, Mateusz Rompkowski (19:24, 5/3),
1:2 – Mateusz Bepierszcz – Emil Švec, Petr Chaloupka (27:49, 5/3),
2:2 – Filip Pesta – Oskar Lehmann, Michał Zając (43:27),
2:3 – Lauris Rancevs (48:17),
2:4 – Michal Vachovec (53:57),
2:5 – Michal Vachovec – Emil Švec (58:10),
2:6 – Ričards Birziņš – Lauris Rancevs, Andriej Ankudinow (59:54)

Pierwsza porażka Jastrzębia
W Oświęcimiu spodziewaliśmy się dobrego i zaciętego meczu. Wszak, miejscowa Unia podejmowała lidera tabeli JKH GKS Jastrzębie. Drużyna gości w ostatni piątek wygrała w świetnym stylu z GKS-em Tychy, a Nik Zupančič miał tylko jeden dzień na wymyślenie “antidotum” na skuteczność rywali. To mu się udało, bo to drużyna gospodarzy miała delikatną przewagę optyczną i to oni częściej konstruowali akcje ofensywne. W 15. minucie Luka Kalan został sfaulowany w sytuacji sam na sam. Sędzia przyznał rzut karny, do którego został wyznaczony Daniił Oriechin. Rosyjski snajper otworzył wynik spotkania. Oświęcimianie doskonale weszli w drugą tercję. 23 sekundy po jej rozpoczęciu, Ryan Glenn strzałem po lodzie pokonał bramkarza rywali. Jastrzębianie szukali swoich okazji, ale trzeba przyznać, że biało-niebiescy byli dziś niezwykle trudni do przejścia. Jednak Maciejowi Urbanowiczowi udało się pokonać Clarke’a Saundersa. Trzeba jednak przyznać, że sędzia Paweł Kosidło może być winny tej bramki, bo nie widział ewidentnego faulu na Sebastianie Kowalówce. Przez długi czas utrzymywał się wynik 2:1. Gospodarze jednak nie przestawali atakować. Pod koniec meczu Robert Kalaber zdecydował się ściągnąć do bramki Patrika Nechvátala, a następnie wziął czas. To ryzyko się nie opłaciło, gdyż Eliezer Sherbatov skierował krążek do pustej bramki i ustalił wynik meczu. Hokeiści Re-Plast Unii wyglądają coraz lepiej i staje się powoli coraz groźniejsza, tym bardziej na własnym lodzie. Natomiast drużyna z Jastrzębia po dobrym początku, dziś straciła pierwsze punkty i odstąpiła fotel lidera drużynie z Torunia.

Re-Plast Unia Oświęcim – JKH GKS Jastrzębie 3:1 (1:0, 1:1, 1:0)
1:0 – Daniił Oriechin (14:35, rzut karny),
2:0 – Ryan Glenn – Eliezer Sherbatov, Aleksiej Trandin (20:23),
2:1 – Maciej Urbanowicz (28:55),
3:1 – Eliezer Sherbatov – Martin Przygodzki, Clarke Saunders (59:45, do pustej bramki).