Znajdziesz nas też tutaj:

NHL

Porażka Kings mimo sporej przewagi. Doughty nie dokończył meczu

Ogromna przewaga w strzałach na bramkę Dallas Stars nie dała wygranej zawodnikom Los Angeles Kings. Dodatkowo, „Królowie” stracili swojego obrońcę Drewa Doughty’ego, który wskutek kontuzji nie dokończył dzisiejszego spotkania.

Licznie zgromadzeni kibice nie tak wyobrażali sobie przebieg pierwszego domowego spotkania w sezonie. Co prawda, mecz rozpoczął się od nieśmiałych ataków z obydwu stron, jednak dość szybko do głosu doszli goście, którzy zaczęli w pełni kontrolować jego przebieg. Zdyscyplinowana gra obronna nie pozwalała jednak na tworzenie groźnych sytuacji. Pierwsze poważne zagrożenie w dzisiejszym meczu stworzyli sobie gospodarze. Do kontry wyszli Aleksandr Radułow oraz Jacob Peterson jednak niecelne podanie tego pierwszego sprawiło, że o krążek przy bandzie musiał powalczyć środkowy Stars. Wyłuskaną „gumę” na przedpole bramki strzeżonej przez Jonathana Quicka zagrywał Radułow. W pojedynku sam na sam wyższość golkipera gości uznać musiał Jamie Benn. W odpowiedzi ciekawą sytuację stworzył sobie Sean Walker. Obrońca gości znalazł się z krążkiem za bramką Bradena Holtby’ego, jednak ze względu na brak partnerów zdecydował się na solową akcję, objechał bramkę i przy lewym słupku próbował umieścić krążek w siatce. Holtby po raz kolejny był na posterunku i pewnie obronił ten strzał.

Na niecałe trzy minuty przed końcem pierwszej tercji w końcu doczekaliśmy się bramki. Świetną trójkową akcją popisali się „Królowie”. Najpierw Dustin Brown z prawej strony tafli zagrał do znajdującego się na lewym buliku Viktora Arvidssona, ten odegrał od razu do czekającego przy końcowej linii na prawym skrzydle Anžego Kopitara, który nie miał problemów z wpakowaniem krążka do pustej bramki. Było to już szóste trafienie w obecnym sezonie dla kapitana Los Angeles Kings.

Gdy wydawało się, że mecz jest pod całkowitą kontrolą gości, grający w przewadze gospodarze na 40 sekund przed końcem pierwszej tercji doprowadzili do wyrównania. Ryan Suter podał spod niebieskiej linii do znajdującego się w lewym buliku Tylera Seguina, a ten bez przyjęcia mocnym strzałem przy słupku pokonał Jonathana Quicka. Był to zaledwie czwarty strzał na bramkę w wykonaniu zawodników Dallas Stars.

Druga tercja to praktycznie kopia pierwszych dwudziestu minut. Upłynęła ona pod znakiem nieprzerywanych ataków gości oraz sporadycznych strzałów „Gwiazd”. Tylko świetnie dysponowanemu dzisiaj Bradenowi Holtby’emu można podziękować, że mecz nie zakończył się przedwcześnie.

Na cztery minuty przed końcem drugiej części spotkania doszło do bardzo nieprzyjemnego i groźnego zderzenia pomiędzy Janim Hakanpą oraz Drewem Doughtym, wskutek którego obrońca Kings upadł na lód i z pomocą sztabu medycznego udał się do szatni. Atak na kolano, nawet jeżeli nie jest zamierzony, jest bardzo surowo karany przez sędziów. Obrońca Dallas Stars dostał 5 minut kary wraz z karą meczu. Na chwilę obecną nie wiadomo jak poważny jest uraz Doughty’ego i kiedy będzie w stanie wrócić do gry. Jest on rekordzistą pod względem rozegranych meczów dla Kings (976), ma także najwięcej uzbieranych punktów (536), a z 65 golami zdobytymi w przewadze zajmuje drugą pozycję w historii klubu.

Grający w przewadze jednego zawodnika, zawodnicy Los Angeles Kings po raz drugi dzisiejszego wieczoru wyszli na prowadzenie. Arthur Kaliyev zagrał do znajdującego się na prawym buliku Gabriela Vilardiego, który pewnym, mocnym strzałem w krótki róg nie dał szans Holtby’emu.

Trzecia odsłona rozpoczęła się od bardzo ładnej akcji gospodarzy. Roope Hintz, przejął krążek na linii spalonego własnej tercji obronnej i postanowił pójść na przebój. Popędził na bramkę Jonathana Quicka, objechał ją, jednak jego strzał przeszedł wszerz pola bramkowego. Do „gumy” dopadł Dienis Gurianow, ale z najbliższej odległości jego uderzenie minimalnie minęło światło bramki. W odpowiedzi „Królowie” wyszli trzech na jednego, jednak dzięki świetnej grze obronnej gospodarzy Viktor Arvidsson nie jest w stanie podać do żadnego z partnerów, a z jego strzałem pewnie poradził sobie po raz kolejny Holtby.

Grający ponownie w przewadze jednego zawodnika Dallas Stars pokazali jak wykorzystać ten element gry. Miro Heiskanen strzałem bez przyjęcia pokonał bezradnego Quicka. Do końca meczu swoich szans szukali jeszcze Blake Lizotte oraz Viktor Arvidsson, jednak w obydwu przypadkach obronną ręką wychodził bramkarz gospodarzy.

Dogrywka, której mało kto się spodziewał była niesamowicie emocjonująca. Obydwa zespoły stwarzały sobie co rusz okazje do zdobycia zwycięskiej bramki jednak za każdym razem świetnymi interwencjami popisywali się obydwaj golkiperzy. Gdy wydawało się, że będziemy świadkami rzutów karnych na indywidualną akcję zdecydował się Gurianow, który z własnej strefy obronnej, prawym skrzydłem, popędził na bramkę Quicka i strzałem z bekhendu umieścił krążek pod poprzeczką.

Moje trzy gwiazdy:

  1. Braden Holtby – 43 obronione strzały.
  2. Tyler Seguin – 1 gol i 1 asysta, miał udział w większości akcji Dallas Stars.
  3. Sean Walker – 1 asysta i 5 zablokowanych strzałów, bardzo skuteczny w obronie oraz groźny w ataku – 6 strzałów.

Bartłomiej Puk

Dallas Stars – Los Angeles Kings 3:2 pd. (1:1, 0:1, 1:0, 1:0 d.)

0:1 – Anže Kopitar – Viktor Arvidsson, Dustin Brown (17:11),
1:1 – Tyler Seguin – Ryan Suter, Miro Heiskanen (19:11, 5/4),
1:2 – Gabriel Vilardi – Arthur Kaliyev, Sean Walker (37:32, 5/4),
2:2 – Miro Heiskanen – Joe Pavelski, Tyler Seguin (50:58, 5/4),
3:2 – Denis Gurianov – Miro Heiskanen, Roope Hintz (64:15, 5/4).

Stars: Holtby – Heiskanen, Lindell; Glendening, Seguin, Kiviranta – Sekera, Suter; Radułow, Hintz, Peterson – Hakanpää, Hanley; Gurianow, Benn, Kero – Pavelski, Faksa, Raffl.
Trener: Rick Bowness.

Kings: Quick – Doughty, Anderson; Brown, Kopitar, Arvidsson – Walker, Edler; Kempe, Danault, Iafallo – Roy, Björnfot; Moore, Vilardi, Kaliyev – Kupari, Lizotte, Grundström.
Trener: Todd McLellan.

Ostatnie artykuły