Przed nami finał!

Już jutro o 20:15 na katowickim “Jantorze”, dojdzie do ostatecznej batalii o Puchar Polski. Naprzeciw siebie staną drużyny JKH GKS-u Jastrzębie i Re-Plast Unii Oświęcim. Mecz będzie transmitowany na antenie TVP Sport.

W tym sezonie, ze względu na pandemię, finał Pucharu Polski przełożono z grudnia na luty. Wszyscy byśmy chcieli, aby wszystko wróciło do normalności, lecz niestety, jutrzejsze starcie odbędzie się bez kibiców. Co jednak wiemy na chwilę obecną?

Wróćmy do końcówki grudnia. Na chwilę przed rozpoczęciem nowego roku, odbyły się półfinały. W pierwszym półfinale drużyna JKH GKS-u Jastrzębie, pokonała KH Energę Toruń 3:0. Wtedy jastrzębianie byli wręcz nie do zatrzymania. Kolejne zwycięstwa w lidze, a naprzeciw nim stanął czarny koń tego sezonu. Torunianie jednak zawiedli. Nie pokazali nic, co mogłoby się podobać przeciętnemu hokejowemu laikowi. Za to podopieczni Roberta Kalabera zafundowali nam skuteczny, zorganizowany hokej. Dlatego to oni zasłużenie awansowali do wielkiego finału.

Na drugi dzień, odbył się mecz pomiędzy GKS-em Tychy a Re-Plast Unią Oświęcim. Tu było już znacznie ciekawiej. Nazywana przez kibiców “Święta Wojna” kolejny raz przyniosła nam wiele wrażeń i emocji. Przed meczem “cichym faworytem” byli tyszanie. W końcu przecież musieli przełamać fatalną passę meczów półfinałowych na własnej tafli. I po pierwszej tercji nic katastrofy nie zapowiadało. Wynik otworzył Filip Komorski, a szybko wyrównał Daniił Oriechin. Jednak kolejny cios zadali biało-niebiescy. I kiedy wydawało się, że tyszanie w trzeciej tercji się coraz bardziej nakręcają, Teddy Da Costa ostatecznie dobił mistrzów Polski. Jednak nie był to cios pięścią a kijem bejsbolowym. Po tym tyszanie już nie wstali. Kolejny (trzeci) rok porażka na własnej tafli w półfinale. Był to ogromny zawód dla tyszan, ale analogicznie wielka radość po stronie oświęcimian. Trzeba przyznać, że unici zaprezentowali wtedy dobrą defensywną grę. Było widać niesamowitą organizację gry, co jest oczywiście zasługą Kevina Constantine’a. Nie jest to ciekawy hokej do oglądania, ale jest za to bardzo skuteczny.

Jeśli jednak popatrzymy na indywidualności, to obie drużyny mogą nam wiele zaoferować. W drużynie JKH GKS-u Jastrzębie występują chociażby Marek Hovorka czy Zackary Phillips. Ogromne doświadczenie obu zawodników widać jak na dłoni. To oni są głównym motorem napędowym tej drużyny. Nie można zapominać też o Radosławie Sawickim, który świetnie sobie radzi pod batutą Kalabera. Trzeba też zwrócić uwagę, że oprócz takich zawodników, w tej drużynie miejsce mają tacy hokeiści jak Kamil Wałęga czy Dominik Paś, uważani za jednych z najlepszych polskich młodzieżowców. Drużyna znad czeskiej granicy jest zatem wręcz idealnie zbilansowana. Ciężko znaleźć słaby punkt. Jednak schody dla jastrzębian zaczynają się od nowego roku niemal co sezon. W środowisku hokejowym pojawiały się głosy, że zawodnicy lidera tabeli po nowym roku mają po prostu “dętkę”. Z czego to się bierze? Może zbyt ciężkie treningi? Tego nie wiemy. Jednak mimo rewelacyjnego z ich strony sezonu, to tyszanie w ligowej tabeli mogą ich przeskoczyć. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że mówi się, że tyszanie stracili swoją moc po odejściu Andrieja Gusowa. Czyżby?

Natomiast w zespole Re-Plast Unii możemy ujrzeć takie persony jak Eliezer Sherbatov, Gilbert Brulé czy Victor Bartley. To oni MIELI decydować o losach spotkań. Przed sezonem mówiło się, że “Eli” ma zbawić PHL. Grał przecież w Rosji, w KHL, więc kariera w Polsce będzie dla niego tylko lekką i przyjemną przygodą. Polski hokej brutalnie go zweryfikował. Co prawda i tak jest wiodącą postacią swojego klubu. Jednak my (i nie tylko) spodziewaliśmy się po nim czegoś więcej. Pod koniec okienka podjęto decyzję o posiłkach zza oceanu. Stąd transfery Gilberta Brulé czy Victora Bartleya. Obaj jednak zawodzą. Może się narazimy niektórym kibicom, ale nazywamy rzeczy po imieniu. Po zawodnikach, którzy grali w NHL spodziewamy się goli, asyst, albo czegoś czego nie da nam żaden inny polski zawodnik. Jednak Bartley prezentuje zbyt agresywny styl gry, bo jest do niej przyzwyczajony i trudno go za to obwiniać. Natomiast Gilbert Brulé już drugi raz był kontuzjowany przez ten krótki okres czasu. Cieszyć może natomiast dyspozycja Bretta McKenziego, który już nie raz i nie dwa wykazał się bajeczną techniką. Może też radować nas fakt, że Teddy Da Costa znów staje się kluczowym zawodnikiem swojego zespołu. Nie można też nie wspomnieć o Clarke’u Saundersie, który w najgorszych momentach swojej drużyny, staje na głowie, by uchronić kolegów przed utratą gola. Podsumowując, Re-Plast Unia nie może liczyć na pojedyncze zrywy zawodników. Ta drużyna może i gra nudno, przez większość meczu się broniąc. Robi to jednak na tyle dobrze i skutecznie, że kibice raczej nie mają o to wielkich pretensji.

Kto jutro wygra? Ciężko o jasne stwierdzenie. Możemy na pewno być pewni tego, że może paść sporo bramek. Szczerze? Liczymy na powtórkę z ligowego podwórka, gdzie padł raz wynik 8:10 dla Unii. To byłaby najlepsza możliwa reklama dla naszego hokeja. Mamy nadzieję, że nadchodzący finał będzie przedsmakiem nadchodzących play-offów, które zbliżają się wielkimi krokami. Mamy nadzieję, że wszyscy od pierwszego meczu ćwierćfinałowego, do ostatniego meczu finałowego fazy play-off, zobaczymy się na trybunach.