Znajdziesz nas też tutaj:

Artykuły

Rollercoaster w Satelicie! Gospodarze wyszarpali zwycięstwo [WIDEO]

Po meczu pełnym zwrotów akcji GKS Katowice pokonał Ciarko STS Sanok 5:4. Gospodarze w trzeciej tercji zdominowali sanoczan i wyszarpali zwycięstwo, umacniając się na fotelu lidera.

Spotkanie w katowickiej Satelicie opóźniło się o godzinę z powodu awarii rolby. Ten fakt nie wyprowadził z rytmu gospodarzy, którzy już po 57 sekundach objęli prowadzenie. Szybką kontrę zwieńczył Anthon Eriksson. Dominacja gospodarzy na lodzie zaowocowała drugim trafieniem Carla Hudsona. Nie był to jednak zwyczajny gol. Obrońca „GieKSy” zwodem minął dwóch zawodników z Sanoka i wpakował krążek w okienko.

Podopieczni Jacka Płachty raz po raz zatrudniali Patrika Spěšný’ego, ale ten utrzymywał STS w grze. Jego koledzy z ataku postarali się za to o kontaktową bramkę. W podbramkowym zamieszaniu najsprytniejszy był Łukasz Łyko, pokonując Johna Murray’a z najbliższej odległości. Szybko jednak „GieKSa” ponownie miała dwie bramki zaliczki, gdy w przewadze „huknął” Lehtonen.

O drugiej tercji gospodarze będą chcieli jak najszybciej zapomnieć. Pomimo wielu okazji, gry 1,5 minuty w podwójnej przewadze nie udało im się podwyższyć prowadzenia. Zamiast tego sami stracili trzy bramki, a tym samym przodownictwo w meczu. Najpierw koronkowo przewagę rozegrał pierwszy atak sanoczan i do „pustaka” krążek skierował Marcin Biały. Dwie minuty później dwójkową kontrę zwieńczył Jakub Bukowski, a na 43 sekundy przed końcem tej partii sytuacji sam na sam z Murray’em na raty wykorzystał Łyko. Wściekłości na ławce nie ukrywał wtedy Jacek Plachta.

Gorzkie słowa w szatni podziałały motywująco na „GieKSę”, bowiem w trzeciej tercji całkowicie zmiotła ona z lodu zdziesiątkowanych sanoczan. Już po czterech minutach wyrównał Grzegorz Pasiut, który z najbliższej odległości pokonał Spěšný’ego. Czech później dokonywał cudów pomiędzy słupkami, by utrzymać remis, choć raz po raz kotłowało się pod jego „świątynią”. Nie udało mu się jednak zatrzymać  uderzenia Patryka Wronki, który wprawił w euforię publiczność.

W końcówce trener Marek Ziętara zdecydował się na wycofanie bramkarza, ale ten manewr nic nie dał. Tym samym katowiczanie umocnili się na fotelu lidera, a sanoczanie na koniec weekendowych wojaży z dwoma GKS-ami musieli przełknąć gorycz porażki, choć pozostawili po sobie dobre wrażenie.

GKS Katowice – Ciarko STS Sanok 5:4 (3:1, 0:3, 2:0)
1:0 – Anthon Eriksson – Mathias Lehtonen, Jakub Wanacki (00:57),
2:0 – Carl Hudson – Patryk Wronka, Grzegorz Pasiut (08:41, 4/4),
2:1 – Łukasz Łyko – Konrad Filipek, Krystian Mocarski (14:29),
3:1 – Mathias Lehtonen – Grzegorz Pasiut, Carl Hudson (17:20, 5/4),
3:2 – Marcin Biały – Aleksi Hämäläinen, Toni Henttonen (32:01),
3:3 – Jakub Bukowski – Radosław Sawicki (34:20),
3:4 – Konrad Filipek – Łukasz Łyko (39:17),
4:4 – Grzegorz Pasiut – Patryk Wronka, Bartosz Fraszko (43:50),
5:4 – Patryk Wronka – Bartosz Fraszko, Grzegorz Pasiut  (54:37).

GKS Katowice: Murray  – Hudson, Wanacki; Errikson, Lehtonen, Krężołek – Rompkowski, Jakimienko; Fraszko, Pasiut, Wronka – Wajda, Kruczek; Bepierszcz, Monto, Michalski – Musioł, Krawczyk; Prokurat, Smal, Mularczyk.
Trener: Jacek Płachta.

Ciarko STS Sanok: Spěšný – Rąpała, Jekunen; Henttonen, Hämäläinen, Biały – Biłas, Pavúk; Sawicki, Tamminen, Bukowski – Marva, Olearczyk; Filipek, Mocarski, Łyko oraz Florczak.
Trener: Marek Ziętara.

Ostatnie artykuły