Znajdziesz nas też tutaj:
fot. Hokejowe Tychy

Wywiady

Rozmówki polsko-kanadyjskie: Jean Dupuy

Zapraszamy Was na nową serię wywiadów, gdzie naszymi rozmówcami będą najlepsi zagraniczni zawodnicy występujący obecnie na taflach Polskiej Hokej Ligi. Jako pierwszy, na naszych łamach gości Jean Dupuy. 27-letni Kanadyjczyk stracił początek sezonu ze względu na kontuzję, lecz zanotował świetny powrót w starciu z JKH GKS-em Jastrzębie, zdobywając dwie bramki. Hokeista rodem z Orleans nie tylko słynie z świetnej techniki, ale dał się też poznać jako zadziorny pięściarz, czemu także poświęciliśmy sporo miejsca.

zklepy.pl: Jak czujesz się po ostatniej kontuzji?

Jean Dupuy, napastnik GKS-u Tychy: – Czuję się dobrze, w końcu powróciłem do mojej rutyny. Na razie nie mam żadnych problemów i oby tak dalej!

W ostatnim meczu z JKH GKS-em Jastrzębie zdobyłeś dwa gole i przeprowadziłeś kilka popisowych akcji. Domyślam się zatem, że nie miałeś kłopotów, by ponownie nawiązać nić współpracy z partnerami z zespołu.

– Tak; mamy dobrą drużynę i dobrych zawodników, a wtedy łatwiej o zgranie. W takich okolicznościach nie czuć zatem po powrocie, że wypadło się z gry.

Podczas twojej nieobecności wyniki GKS-u Tychy były jednak dalekie od ideału. Koniec końców, nie wystąpicie w grudniowym Pucharze Polski. Przyglądając się z boku, co jest tego przyczyną?

– Wpływ na to ma wiele czynników. Tak po prostu toczą się hokejowe losy. Po słabszej serii łatwo jest stracić nieco pewności siebie, a później ciężko ją odzyskać. Nam dało to jednak kopa, by zaprezentować się z lepszej strony w dalszej części sezonu. Czasem dobrze jest przejść przez coś takiego na początku rozgrywek, by wyciągnąć z tego cenną lekcję.

Czy uważasz, że gdybyś był zdrowy od początku sezonu, to GKS Tychy wywalczyłby awans do Pucharu Polski?

– Mówiąc o grze zespołowej, to nie wyglądało to źle. Jeżeli mielibyśmy pełny skład… ciężko jest spekulować, co by się wydarzyło. Stało się jak stało i po prostu musimy skupić się na dalszej ciężkiej pracy.

Kolejną kwestią jest skład waszej drużyny. Jak porównałbyś obecną kadrę do zespołu, jakim dysponowaliście w zeszłym sezonie?

– Zawodnicy zmieniają się każdego roku i trzeba się przystosować. Myślę, że w tym sezonie także dysponujemy dobrymi zawodnikami. To kolejna kwestia; jeżeli buduje się nową drużynę, każdy z jej członków musi dopasować się do systemu i zgrać się z nowymi partnerami. Nie zawsze przychodzi to szybko. Mam nadzieję, że to już za nami, co udowodnimy w listopadowych i grudniowych spotkaniach.

Tamta ekipa sięgnęła ostatecznie po brąz. Na co stać obecny skład?

– Zawsze staramy się wywalczyć złoto i na tym się skupiamy też tym razem. Nie udało się nam dotrzeć do Pucharu Polski, co jest do bani, ale koniec końców, koncentrujemy się na zwycięstwie. Rozstrzygnięcia poznamy jednak dopiero w kwietniu i to jest nasz cel.

Może być zdjęciem przedstawiającym co najmniej jedna osoba, ludzie grający w hokeja na lodzie i w budynku
Jean Dupuy w poprzednim sezonie wywalczył z GKS-em Tychy brąz. W obecnej kampanii jego ambicje sięgają złota.
fot. Hokejowe Tychy

Przenieśmy się do twojego transferu do Polski. Na początku łączono twoje nazwisko z JKH GKS-em Jastrzębie, lecz finalnie wylądowałeś w GKS-ie Tychy. Dlaczego zdecydowałeś się przystać na ofertę trójkolorowych?

– Po prostu pewne rzeczy potoczyły się tak, jak się potoczyły. Nie mam nic przeciwko Jastrzębiu, ale ostatecznie podpisałem kontrakt z Tychami.

W podobnym czasie co ty, do Tychów zawitał Patryk Wronka. Wcześniej występowaliście ze sobą w Belfast Giants i Gap. Czy on także miał wpływ na twoją decyzję?

– Tak, podobała mi się perspektywa dalszej gry z „Wronksem”, a do tego dobrze się z nim dogadywałem. Nie miałem nic przeciwko temu, by wciąż z nim występować, a kiedy pojawiła się taka możliwość, wszedłem w to.

W Tychach nie powiodło mu się jednak tak dobrze, a teraz zdobywa bramki dla GKS-u Katowice. Czy jesteś w stanie stwierdzić, co w jego przypadku nie wypaliło?

– Nie mogę się wypowiadać w jego imieniu. To dobry zawodnik, nie mam co do tego wątpliwości. W tym sezonie pokazuje w pełni to, na co go stać.

Ostatecznie JKH GKS Jastrzębie sięgnął po twojego rodaka, Zackary’ego Phillipsa i świętował zdobycie potrójnej korony. Czy w tamtym momencie żałowałeś, że nie zdecydowałeś się dołączyć do jastrzębian?

– Czy żałuję? Nie żałuję niczego w moim życiu. Cieszę się grą w Tychach. Mam tu fantastycznych kolegów, a i sama organizacja stoi na wysokim poziomie. Nie mam więc czego żałować.

Przenieśmy się do czasów twojej gry za oceanem. Twoja kariera przybrała dosyć niecodzienny przebieg. Nie byłeś draftowany do NHL, lecz tuż po wygaśnięciu statusu juniora załapałeś się do filii Buffalo Sabres – Rochester Americans grających w AHL. Jak tego dokonałeś?

– Kosztowało mnie to wiele ciężkiej pracy. Obrałem na pewno nieco inną ścieżkę, choć nic nie przyszło mi za darmo. Udało mi się jednak zaistnieć na tym poziomie.

Sabres prospect Jean Dupuy impressing with Amerks | Buffalo Hockey Beat
Przez pewien okres, Jean Dupuy należał do bardzo obiecujących prospektów Buffalo Sabres. Otrzymał nawet swą szansę na obozie treningowym „Szabli”.
fot. Dan Hickling, Olean Times Herald

Nie da się ukryć, iż twoje wejście na zaplecze „Szabli” było piorunujące. W pewnym momencie, twoje akcje na liście prospektów stały bardzo wysoko; byłeś notowany wyżej niż chociażby Evan Rodrigues, który strzela dziś bramki dla Pittsburgh Penguins. Jak bliski byłeś wówczas debiutu w NHL?

– Ciężko mi stwierdzić; to tylko spekulacje. W moim drugim roku w Rochester doznałem kontuzji, która wykluczyła mnie z gry na dłuższy czas, a swą szansę otrzymali moi koledzy. Nie oznacza to jednak, że im nie kibicowałem.

Śledząc twój życiorys widzę też, że pauzowałeś w sezonie 2018/2019. Czym była spowodowana ta przerwa?

– Poszedłem do szkoły. Kiedy w Kanadzie chcesz zdobyć wykształcenie, a rozpocząłeś już profesjonalną karierę, czeka cię roczny odpoczynek od hokeja. Byłem więc wówczas ograniczony jedynie do treningów z szkolną drużyną.

Było warto?

– Oczywiście! Nigdy nie jest za późno, by zdobyć wykształcenie. Dało mi to dobry fundament na przyszłość, a także plan na życie po hokeju.

Kiedy twoja przerwa dobiegła końca, zdecydowałeś się na transfer do Europy. Czy nie uważasz, że zbyt wcześnie skończyłeś grać w Ameryce Północnej?

– Przebicie się do NHL to ciężki temat. Podjąłem rękawicę i spróbowałem tego dokonać. Później potrzebowałem jednak zmiany, chciałem poznać smak europejskiego hokeja. Uznałem wówczas, że to odpowiedni moment i… nie mogę narzekać!

W Soo Greyhounds spotkałeś kilku zawodników, o których śmiało można dziś powiedzieć, iż mają status gwiazd NHL. Mam tu na myśli chociażby Sama Bennetta, Darnella Nurse’a, Jareda McCanna i Nicka Ritchiego. Utrzymujesz z nimi jeszcze kontakt?

– Jasne, pozostaję jeszcze w kontakcie z kilkoma z nich. Okres juniorski to czas, kiedy można zawiązać przyjaźnie na całe życie.

Greyhounds' Dupuy signs with Sabres – Ontario Hockey League
Jean Dupuy w barwach juniorskiej ekipy Soo Greyhounds, gdzie poznał kilku przyszłych zawodników NHL.
fot. ontariohockeyleague.com

Może masz w rękawie jakieś zabawne historie związane z tymi zawodnikami, którymi chciałbyś się z nami podzielić?

– Pozwolę je zachować dla siebie (śmiech)…

Kiedy ogłoszono twój transfer do Tychów, wyszukałem twoje nazwisko na YouTube, by podejrzeć twoje najciekawsze akcje. Zamiast efektownych bramek i asyst, wyświetliła mi się jednak cała strona bójek z twoim udziałem. Jesteś lepszym łyżwiarzem czy pięściarzem?

– Mimo wszystko lepiej jeżdżę na łyżwach; to w końcu podstawa hokeja. W Ameryce Północnej można jednak znaleźć się na tapecie, zdobywając zarówno gole, jak i biorąc udział w bójkach. Masz rację, w Europie znajdziesz więcej składanek z samymi akcjami, ale za oceanem to nic dziwnego.

Zawodnicy w typie „enforcerów”, gotowi wejść na lód tylko po to, by zrzucić rękawice, cieszyli się niegdyś w NHL znacznie większym wzięciem. Czy uważasz, że gdybyś urodził się 20 lat wcześniej, miałbyś większe szanse, by zaistnieć jako taki zadaniowiec w najlepszej lidze świata?

– Nie. To prawda, dyscyplina zmieniła się znacznie w ciągu ostatnich lat, a tamci goście byli ulepieni z innej gliny. Wierzę jednak, że zawsze dawałem z siebie wszystko. Życie jest tylko jedno i nie ma w tym większego sensu, by rozmyślać „co by było, gdyby…”.

Czy w takim razie uważasz, że we współczesnym hokeju wciąż jest miejsce na bójki?

– Jak najbardziej, to nieodłączny element gry. Nie mógłbym znieść hokeja bez bójek.

IIHF w swych ostatnich zmianach przepisów czerpie sporo z tafli NHL. Być może ich kolejnym krokiem powinno być złagodzenie kar za bójki?

– Myślę, że główna różnica polega w kulturze; za oceanem panuje znacznie bardziej fizyczny hokej, co może być kluczowym czynnikiem. Niestety, nie zasiadam w IIHF i nie mam mocy sprawczej (śmiech).

Czy stoczyłeś pojedynek, który zapamiętasz do końca swojego życia?

– Walka z Richem Clunem była całkiem niezła. Spotkaliśmy się później w Toronto Marlies, co jest całkiem zabawne.

Jean Dupuy najbardziej wspomina walkę z Richem Clunem. W następnym sezonie obydwaj hokeiści spotkali się w szatni Toronto Marlies. Podobna sytuacja miała miejsce również w Tychach, gdy w minionych rozgrywkach nasz rozmówca zmierzył się z Jakubem Michałowskim, który przed obecnym sezonem przeniósł się do piwnego miasta.

Na zakończenie, nie omieszkam zapytać cię o nadchodzący mecz. Polska Hokej Liga ledwo zdążyła powrócić po przerwie reprezentacyjnej, a GKS Tychy ponownie otrzymał tydzień przerwy. Wolisz być cały czas pod grą, czy jednak cieszysz się z dodatkowego czasu na odpoczynek?

– W moim bieżącym położeniu, kiedy wcześniej nie grałem przez 6 – 7 tygodni, a później wracam na lód, nie mogę pogardzić dodatkowym czasem na dojście do siebie. Zazwyczaj jednak, jeśli więcej grasz, czujesz się bardziej zahartowany, co przekłada się na lepszy nastrój w całej drużynie.  

Kliknij, by skomentować

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie artykuły