Znajdziesz nas też tutaj:

Hokej zagraniczny

Ruszyły półfinały czeskiej Tipsport Extraligi

W minioną niedzielę rozpoczęły się półfinałowe zmagania w czeskiej ekstralidze. O ile udziału dwóch zespołów w tej fazie rozgrywek: HC Oceláři Trzyniec oraz praskiej Sparty można było się spodziewać, o tyle obecność w batalii o medale ekip BK Mladá Boleslav i Motoru Czeskie Budziejowice jest niespodzianką.

Oczywiście, oczy polskich kibiców będą zwrócone na Trzyniec. Siedziba „Stalowników” (których barwy od 2014 roku reprezentuje Aron Chmielewski) – Werk Arena – mieści się niewiele ponad 10 kilometrów od cieszyńskiego rynku. To wciąż urzędujący mistrzowie Czech, a zarazem najbardziej – w ostatnich latach – utytułowany zespół w całej lidze. Dwa kolejne mistrzostwa w latach 2019 i 2021 (w 2020 roku rozgrywki zakończyły się po rundzie zasadniczej i tytułu nie przyznano), srebrne medale w latach 2015 i 2018, regularne występy w Champions Hockey League, stabilna sytuacja finansowa, organizacyjna i kadrowa – to wszystko sprawia, że jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek to właśnie w śląskim zespole upatrywano jednego z głównych faworytów do triumfu w rozgrywkach. Plany „Stalownikom” w bieżących rozgrywkach pragnęły pokrzyżować kluby, które zbudowały silne kadrowo ekipy, z mocnymi ławkami trenerskimi i dużymi ambicjami. Taką drużyną przez cały sezon był HC Mountfield Hradec Králové, który wygrał sezon zasadniczy i zdobył Puchar Prezydencki. Koszmarem Mounfield HK okazała się jednak drużyna BK Mladá Boleslav. By wykazać wyższość nad faworyzowanym rywalem i awansować do półfinałów, „Bruslarze” potrzebowali zaledwie pięciu spotkań. Skalę porażki HC Mountfield oddają słowa jego kapitana, Radka Smoleňáka, który po ostatnim meczu swojej drużyny w sezonie przyznał:

– To największe rozczarowanie w całej mojej dotychczasowej karierze.

Teraz BK Mladá Boleslav walczy z kolejnym faworytem – trzynieckimi „Stalownikami”, którzy w play-offach mają za sobą zaledwie cztery ćwierćfinałowe mecze z HC Witkowice Ridera. I choć rywalizacja „Stalowników” z Witkowicami zawsze przysparza wielu emocji, bo to w końcu derby kraju morawsko-śląskiego, to jednak dystans sportowy dzielący oba kluby od kilku lat stale się powiększa. Trudno było nie odnieść wrażenia, że zawodnicy z Ostrawy grali w ćwierćfinale na maksimum swoich możliwości, natomiast w ekipie z Werk Areny wciąż pozostawało sporo rezerw. „Stalownicy” grali tak, jakby szykowali się na trudną i długą półfinałową serię. O tym, że ta może stać się ich udziałem, przekonują doświadczenia z poprzedniego sezonu. Wówczas drużyny z Trzyńca i Mladej Boleslavii spotkały się również w półfinale, do wyłonienia zwycięzcy było potrzebnych aż siedem spotkań. Tegoroczny sezon długo nie układał się po myśli graczy BK Mladá Boleslav, w wielu spotkaniach zagrali poniżej oczekiwań, a po sezonie zasadniczym zajmowali zaledwie 11. pozycję w tabeli. Do play-offów przedzierali się przez 1/8 finału, gdzie dopiero w pięciu spotkaniach, a grano do trzech zwycięstw, uporali się z wyżej notowanym HC Pilzno.

Play-offy rządzą się swoimi prawami, o czym przekonali się już w Mladej Boleslavii. W dotychczasowym meczach tegorocznej fazy pucharowej wykreowało się trzech liderów, od których zależy dalsza rywalizacja. Bohaterem drużyny został już słoweński golkiper Gašper Krošelj, który w wieku 35 lat złapał życiową formę, broni z niemal 94-procentową skutecznością, potrafi też popisać się interwencją à la Dominik Hašek. Na gwiazdę play-offów wyrasta też obrońca Martin Pláněk, który ma już na swoim koncie 24 bloki, z kolei napastnik Miloš Kelemen okazał się autorem ważnych bramek, w tym tej decydującej w ostatnim meczu z Mountfield HK. Kelemen, choć w sezonie zasadniczym strzelił jedynie pięć goli, w play-offach do siatki rywali trafiał już siedmiokrotnie i jest obecnie najlepiej punktującym zawodnikiem w tej części rozgrywek.

Z kolei w szatni trzynieckiej panują stonowane nastroje i pełna koncentracja.

– Wiemy, jakie elementy gry mieliśmy do poprawy po ćwierćfinałach. Chciałbym, abyśmy zagrali jeszcze lepiej niż przed rokiem. Rywal gra ofensywny hokej, i na pewno będzie chciał zaspokoić głód sukcesu – przekonuje trener „Stalowników”, Václav Varaďa.

W Trzyńcu nikt już nie pamięta bezpośrednich spotkań z bieżącego sezonu, gdy „Stalownicy” zwyciężyli we wszystkich czterech potyczkach. Do półfinałowych zmagań zespół przystąpił bez osłabień, a kilku graczy z pewnością będzie pragnęło udowodnić swój „play-offowy” charakter. Jednym z nich jest Martin Růžička, który czeka na swojego pierwszego gola w tegorocznej fazie pucharowej. Najproduktywniejszy gracz rundy zasadniczej (21 goli i 27 asyst) w ćwierćfinałach na bramkę rywali oddał jedynie sześć strzałów, dwukrotnie asystował przy golach kolegów. Teraz jednak liczy, że podobnie jak przed rokiem znów będzie największym zagrożeniem dla „Bruslarzy”, gdy w półfinałach skompletował 7 punktów (5 goli i 2 asysty). Růžička to już legenda trzynieckiego hokeja, wraz z Erikiem Hrňą pozostają jedynymi do dziś czynnymi graczami „Stalowników”, pamiętający pierwsze mistrzostwo w 2011 roku. Tytuł sprzed ponad dekady pamięta również ówczesny napastnik, a dziś trener Varaďa, dla którego po obecnym sezonie zakończy się trenerska przygoda ze „Stalownikami”, których pierwszą drużynę prowadzi od 2017 roku. Z pewnością chciałby się pożegnać z klubem złotym medalem, choć już teraz jest najbardziej utytułowanym szkoleniowcem w historii drużyny.

Po sezonie ze swoją drużyną rozstają się także trenerzy praskiej Sparty. Duet Josef Jandač i Miloslav Hořava chciałby zakończyć współpracę opromieniony dużym sukcesem, jakim byłby oczekiwany od lat w Pradze tytuł mistrzowski. Choć od dawna Sparta zgłasza swoje potężne aspiracje, ostatnie mistrzostwo świętowała w 2007 roku, a w ostatniej dekadzie do finałowej rozgrywki awansowała zaledwie raz, przegrywając w 2016 roku z „Białymi Tygrysami” z Liberca. Choć tegoroczny sezon zasadniczy nie był dla prażan wymarzony, a jesienią drużyna przeżywała poważny kryzys (dla przykładu, na przełomie października i listopada zanotowała osiem porażek z rzędu w lidze), to jednak we właściwym momencie złapała odpowiedni rytm. W Hokejowej Lidze Mistrzów zaprezentowała się najlepiej spośród wszystkich czeskich drużyn, odpadając w ćwierćfinale ze szwedzkim Rögle BK, późniejszym triumfatorem rozgrywek.

W tegorocznych ćwierćfinałach ekstraligi Sparta nie dała większych szans Libercowi, w serii do czterech zwycięstw przegrywając tylko raz. Półfinałowym rywalem stołecznego klubu to największa niespodzianka tegorocznej rywalizacji, czyli zespół Motoru Czeskie Budziejowice. Przed sezonem eksperci typowali, że ekipa z piwnego miasta zakończy rozgrywki w dolnych rejonach tabeli, tymczasem zespół rozgrywa najlepszy sezon od 14 lat, gdy wywalczył brązowe medale. Rundę zasadniczą Motor zakończył na czwartym miejscu, a w ćwierćfinale w pięciu meczach udowodnił swoja wyższość nad HC Dynamo Pardubice. I choć faworytem pary Sparta – Motor są gracze z Pragi, ekipa trenowana przez Jaroslava Modrego, w której ważne role w tym sezonie odgrywają weterani czeskich tafli – Lukáš Pech (niedawno rozegrał swój tysięczny mecz w ekstralidze), Milan Gulaš czy Michal Vondrka na pewno szybko nie złożą broni. 

Pierwsze półfinałowe mecze czeskiej ekstraligi odbył się w minioną niedzielę i poniedziałek. „Stalownicy” zanotowali komplet zwycięstw przed własną publicznością (3:0 i 1:0), nie tracąc ani jednego gola. Znacznie bliżsi finału są również stołeczni hokeiści, którzy wygrali odpowiednio 2:1 i 5:1. Z kolei w czwartek i piątek (7 i 8 kwietnia) rywalizacja przeniesie się do Mladej Boleslavii i Czeskich Budziejowic.

Ostatnie artykuły