Sanocki potencjał

Powrót STS-u Sanok na tafle Polskiej Hokej Ligi po czterech latach nieobecności wywołał spore zainteresowanie zarówno pośród lokalnych kibiców, jak i fanów hokeja z całej Polski. Pierwszy sezon w wykonaniu ekipy z Podkarpacia wypadł obiecująco, a działacze wyznaczyli sobie jasny kierunek w dalszym rozwoju klubu.

Już przed początkiem sezonu spore oczekiwania rozpaliło zatrudnienie Marka Ziętary, który w przeszłości stworzył ciekawe projekty w Nowym Targu oraz Gdańsku. Od samego początku przekaz był jasny – w zespole nie ma miejsca na transferowe szaleństwa.

Zespół zbudowano zatem wokół wychowanków; nie tylko adeptów wchodzących dopiero do seniorskiego hokeja, jak chociażby Maciej Witan, lecz także doświadczonych zawodników, którzy już wcześniej występowali w ekstralidze, wymieniając tu chociażby Marka Strzyżowskiego czy Bogusława Rąpałę.

Naturalnie, dokooptowano do nich obcokrajowców na przyzwoitym poziomie. Tym razem postawiono na kierunek fiński, wyjątek czyniąc jedynie w obsadzie między słupkami, gdzie zdecydowano się na usługi czeskiego fachowca – Patrika Spěšný’ego. Na przybycie największej gwiazdy zespołu należało poczekać jednak do października. Riku Sihvonen z marszu świetnie odnalazł się u boku Eetu Elo oraz Jesperiego Viikili.

Już inauguracja sezonu zapowiadała, że sanoczanie mogą sporo namieszać – w pierwszym meczu GKS Tychy musiał się nieźle napocić, by zgarnąć pełną pulę; w kolejnym spotkaniu udało im się za to skraść Cracovii dwa punkty po rzutach karnych.

W przedsezonowych przewidywaniach mówiono, iż bój o ósme miejsce (a więc ostatnią pozycję gwarantująca udział w fazie play-off) rozegra się pomiędzy STS-em Sanok, Zagłębiem Sosnowiec oraz Stoczniowcem Gdańsk. Podopieczni Marka Ziętary szybko zdystansowali jednak konkurencję, bez większych kłopotów zapewniając sobie obecność w czołowej ósemce.

W ćwierćfinale czekał na nich mistrz sezonu zasadniczego – GKS Tychy. Tym razem nie udało im się sprawić niespodzianki (sanoczanom udało się pokonać ekipę z piwnego miasta na rozpoczęcie trzeciej rundy), ulegając im w czterech spotkaniach, lecz ponownie nie była to łatwa przebieżka dla drużyny dowodzonej przez Krzysztofa Majkowskiego.

Choć sanoczanie nie okazali się być czarnym koniem rozgrywek, ich powrót należy oceniać pozytywnie. Perspektywy także wyglądają obiecująco, choć w szatni doszło już do pierwszych roszad. Szymon Dobosz, Tymoteusz Glazer i Hubert Demkowicz zdecydowali się na rozbrat z klubem, by poświęcić się zdobywaniu wykształcenia, bądź też zawodowego doświadczenia. Jauhienij Kamienieu przystał natomiast na propozycję mistrzów Polski, a Riku Sihvonen po zakończeniu sezonu na szczycie wewnątrzklubowej klasyfikacji kanadyjskiej ponownie poszuka szczęścia w swojej ojczyźnie.

Dotychczas poczyniono wzmocnienia formacji ofensywnych: Sami Tamminen będzie chciał wejść w buty poprzedniego lidera, natomiast Krystian Mocarski (który należał do czołowych „Stoczni”) będzie chciał przekuć swój spory potencjał w pogłębianie swoich umiejętności.