Znajdziesz nas też tutaj:
fot. Magdalena Kowolik/JKH GKS Jastrzębie

Felietony

Skruszony klejnot potrójnej korony. Cztery powody, przez które w Pucharze Polski zabraknie obrońców trofeum

Anna Jantar śpiewała niegdyś, iż nic nie może wiecznie trwać. Boleśnie przekonali się o tym ostatnio hokeiści JKH GKS-u Jastrzębie, przed którymi zamknęła się droga do Pucharu Polski. To dla nich podwójnie dotkliwy cios, wszak sięgali oni po to trofeum w minionych trzech edycjach, a teraz odstąpią je bez walki. Co spowodowało, iż Jastrzębski Klub Hokejowy znalazł się po dwóch rundach poza czołową czwórką?

Fizyczne i psychiczne zmęczenie

Liczby nie kłamią. JKH GKS Jastrzębie to najbardziej wyeksploatowany zespół trwających rozgrywek Polskiej Hokej Ligi. Rekordzistą pod tym względem jest Maciej Urbanowicz, który wziął udział w pełnych dwóch rundach PHL (szesnaście meczów), a do tego wystąpił we wszystkich sześciu meczach Hokejowej Ligi Mistrzów, w trzech spotkaniach kwalifikacji do Zimowych Igrzysk Olimpijskich z reprezentacją Polski, a na deser sięgnął ze swą ekipą po Superpuchar Polski. Łącznie daje to 26 spotkań o stawkę rozegranych od końcówki sierpnia.

Takie natężenie w końcu musiało odbić się mistrzom Polski czkawką. W piłce nożnej ukuto termin „klątwy europejskich pucharów” i jak się okazuje, sięga ona również hokeja na lodzie.

– Zabrakło czasu – na regenerację, odpoczynek. Zawodnicy cały czas byli pod grą, rozgrywali mecze co dwa dni. Tego było już za dużo. Wytrzymaliśmy to fizycznie, ale nie daliśmy rady mentalnie – przyznał trener Róbert Kaláber.

Również i harmonogram przygotowań do sezonu nie należał do najfortunniejszych, a spory wpływ miał na nie fakt, iż w kadrze powołanej na wspomniany wyżej turniej kwalifikacyjny znalazło się aż sześciu zawodników ekipy znad czeskiej granicy. Nie pomogło to na pewno w szybszym zgraniu z zawodnikami, którzy dołączyli do JKH przed sezonem.

– Składa się na to wiele małych rzeczy: od przygotowania, od Hokejowej Ligi Mistrzów, od tego, że gramy co dwa – trzy dni bez pauzy. Tak naprawdę teraz mamy pierwszą przerwę, gdy trochę odetchniemy i odpoczniemy. Mam nadzieję, że ta runda będzie lepsza – wtórował trenerowi kapitan mistrzów Polski.

To wszystko sprawiło, iż jastrzębianom czasem brakowało pary w nogach, a co bardziej znamienne, odbiło się to na ich mentalności. Braki w koncentracji stawały się coraz to bardziej widoczne z każdym kolejnym meczem, co miało w szczególności przełożenie na defensywę.

Pustka po liderach

Nad czeską granicą zawsze dbano o to, by w składzie znajdował się co najmniej jeden zawodnik, na którym w znacznym stopniu można oprzeć ciężar gry. W przeszłości z dobrym efektem z tej roli wywiązywali się Richard Král, Leszek Laszkiewicz czy chociażby Peter Fabuš. Poprzedni sezon należał z kolei niekwestionowanie do tandemu Zackary Phillips – Marek Hovorka.

W trwających rozgrywkach ewidentnie brakuje jednak osobistości, która w całości wzięłaby na siebie całą odpowiedzialność, gdy gra się nie klei. Liderem wewnątrzklubowej klasyfikacji kanadyjskiej jest obecnie Egils Kalns. Sześć spośród osiemnastu wywalczonych przez niego punktów zostało wywalczonych z ligowym autsajderem – TAURON Podhalem Nowy Targ, a jemu samemu zdarzało się „znikać” w ważnych pojedynkach.

Przez pewien czas wydawało się, iż takie aspiracje przejawia Frenks Razgals, który tuż po rozpoczęciu się rozgrywek zanotował solidną serię pięciu spotkań ze zdobytym golem. Następnie zamilkł jednak aż na dziesięć kolejnych pojedynków, by ponownie wpisać się na listę strzelców w minionym starciu z Comarch Cracovią.

Znacznie więcej wymagano także od Martina Kasperlíka, któremu nie dopisuje jednak zdrowie. 28-letni Czech zatracił w trwającym sezonie znaczną część swojej błyskotliwości i o ile w poprzednich kampaniach pojedynczym zrywem mógł przesądzić o losach meczu, tak w tym sezonie zdecydowanie brakuje jastrzębianom jego indywidualnych popisów.

Najjaśniejszym punktem wydaje się być obecnie Roman Rác. Prezentuje się on solidnie od początku rozgrywek i często daje o sobie znać w meczach z wysoko notowanymi rywalami. Wyróżnia się on olbrzymią pracowitością, lecz obecnie znajduje się na pułapie oscylującym między liderami, a bardzo solidnymi wyrobnikami.

Słaba postawa w obronie i kontuzje

W minionym sezonie dorobek defensywy JKH GKS-u Jastrzębie po dwóch rundach obciążał dorobek 41 straconych goli. Nie zapominajmy jednak, iż wówczas na rundę składało się dziewięć, a nie osiem spotkań. Do tego, aż 10 z nich zostało straconych w szalonym meczu z Re-Plast Unią Oświęcim (8:10). Po 16 meczach sezonu 2021/2022 na ich koncie strat figurują o 3 stracone gole więcej.

Ta statystyka może dziwić, w szczególności iż defensywa mistrzów Polski nie uległa w przerwie między sezonami radykalnym zmianom. Szeregi ekipy znad czeskiej granicy tak na dobrą sprawę opuścili tylko Jiří Klimíček i Jakub Michałowski, a nabytki w osobach Jauhienija Kamienieua i Siarhieja Bahalejszy można śmiało zaliczyć jako zmianę na plus. Nie zapominajmy, iż Róbert Kaláber wymaga defensywnego zaangażowania również od napastników. W tę charakterystykę zdawali się wpisywać Vitālijs Pavlovs czy Samuel Mlynarovič.

W trakcie sezonu było widoczne jednak, iż nie wszystko funkcjonuje jak należy. Jastrzębskim obrońcom przytrafiały się amatorskie błędy, widoczne były również braki w komunikacji, prowadzące do strat goli, których spokojnie można by uniknąć. Sytuacji mistrzów Polski nie poprawił fakt, iż ze względu na kontuzje z gry wypadli Mateusz Bryk oraz Māris Jass, a więc kluczowi w destrukcji zawodnicy.

Niewiele zarzucić można za to Patrikowi Nechvátalowi, który nierzadko dwoi się i troi, by zapobiec stracie goli, ale nie zawsze może wiele wskórać bez odpowiedniego wsparcia. Najlepszym tego przykładem było decydujące o awansie do Pucharu Polski starcie z Comarch Cracovią, gdzie czeski golkiper błysnął kilkoma rewelacyjnymi interwencjami, by skapitulować po błędach partnerów z defensywy.

Niewykorzystane przewagi lubią się mścić

Jastrzębianie w zeszłym sezonie mieli olbrzymi atut w przewagach, a wszystko to za sprawą atomowego uderzenia Marka Hovorki oraz świetnego zmysłu Zackary’ego Phillipsa. W bieżącej kampanii ich „power-playe” nie wyglądają już tak imponującą. Według naszych statystyk, jastrzębianie legitymują się skutecznością oscylującą wokół 19%, a 12 zdobytych przez nich bramek w przewadze to najmniejsza liczba w całej lidze.

Jastrzębianie mieli okazję podpatrywać w Champions Hockey League zespoły ze znacznie bardziej renomowanej ICE Hockey League, gdzie takie elementy odgrywają kluczowe znaczenie. Jak widać, nie udało im się wyciągnąć jeszcze odpowiednich wniosków. Często w ich grze z przewagą jednego bądź dwóch zawodników widać brak pomysłu, przez co marnują oni dogodne momenty do zdobycia gola.

Odpoczynek przepisem na lepszą grę

Nad czeską granicą każdy z ulgą przyjął trwającą przerwę reprezentacyjną. Z Jastrzębia-Zdroju do Estonii udali się jedynie Michał Kieler, Jauhienij Kamienieu oraz Dominik Jarosz, szeregi reprezentacji Łotwy zasilił z kolei Frenks Razgals, który otrzymał swą szansę w kadrze powołanej na turniej w duńskim Esbjergu. Dla mistrzów Polski to świetny moment, by zresetować swe głowy, zregenerować wyeksploatowane organizmy, a także nastawić się mentalnie na nadchodzące trudy.

Zwycięstwo z Comarch Cracovią na otwarcie trzeciej rundy zmagań PHL to dla nich dobry prognostyk. Tylko od nich zależy jednak, jak potoczą się ich dalsze losy w bieżącym sezonie Polskiej Hokej Ligi. Aspiracje rozbudzone ostatnim mistrzostwem Polski sięgają bowiem co najmniej kolejnego medalu.

Ostatnie artykuły