zklepy.pl

Słodko-gorzki smak zeszłego sezonu

GKS Tychy zeszły sezon może zaliczyć do udanych. Po latach porażek w Pucharze Polski, w końcu udało się tyszanom zdobyć to trofeum. Sezon zasadniczy zakończyli na trzecim miejscu, a w play-offach po ciężkim boju z Tauron Re-Plast Unią Oświęcim w półfinale, byli bezradni wobec rywali z Katowic. Srebrny medal przed sezonem byłby pewnie brany w ciemno przez kibiców tej drużyny, jednak był apetyt na więcej.

Budowa drużyny

Andriej Sidorienko miał pełen komfort przy budowie zespołu. Ponadto, włodarze zdecydowali się na nieco „grubsze” transfery niż sezon wcześniej. Pozbyto się przeciętnych Rosjan (głównie ze względu na sytuację geopolityczną), a także wypalonych już naszą ligą Michaela Cichego i Alexandra Szczechury. To oni decydowali o sile tyskiej drużyny dwa sezony temu. Ta siła była jednak zbyt słaba, by przeciwstawić się katowiczanom w półfinale, a następnie jastrzębianom w starciu o trzecie miejsce. Dlatego też postanowiono przebudować zespół.

Do drużyny dołączyli dobrze już znani Filip Komorski i Bartosz Ciura. Ponadto z Sanoka ściągnięto bramkostrzelnego Jakuba Bukowskiego. Zdecydowano się także na duet czeskich napastników w postaci Romana Szturca i Ondřeja Šedivý’ego. Ponadto do drużyny dołączyli nowi obrońcy: Olli Kaskinen i Alexander Younan. Zaś Alexandre Boivin miał stworzyć tercet rodem z Kanady wespół z Jeanem Dupuyem i Christianem Mroczkowskim.

Tragiczny początek

Początek sezonu nie układał się po myśli tyszan. Po dwóch zwycięstwach z underdogami naszej ligi, przyszedł czas na poważniejsze sprawdziany. Te jednak nie zostały ukończone pomyślnie. GKS Tychy przegrał aż pięć meczów z rzędu. Wobec tego, tyszanie przez cały niemal sezon musieli walczyć do ostatniego momentu o kluczowe pozycje w tabeli.

Kiedy kończyła się już druga runda, trzy drużyny były już pewne awansu do Pucharu Polski (GKS Katowice, Tauron Re-Plast Unia Oświęcim, COMARCH Cracovia). O miejsce w tym turnieju walczyły tylko zespoły z Tychów i Jastrzębia-Zdroju. Byt w Pucharze Polski zapewniła podopiecznym Andrieja Sidorienki ostatnia kolejka, kiedy to tyszanie wygrali swój mecz z KH Energą Toruń, zaś jastrzębianie przegrali po rzutach karnych z Marmą Ciarko STS-em Sanok. Takim oto sposobem trójkolorowi wywalczyli awans do Pucharu Polski.

Świetna końcówka roku

Im bliżej było końca roku, tym tyszanie byli mocniejsi. Było to widać po odnoszonych przez nich wynikach. Od 30 października 2022 roku do 31 grudnia 2022 roku, GKS Tychy rozegrał 16 meczów. Bilans to 15 zwycięstw i jedna porażka. Taki rezultat z pewnością robi wrażenie. Tym bardziej, że łupem tego zespołu padł Puchar Polski.

W pierwszy dzień turnieju, tyszanie wygrali 2:0 z katowicką GieKSą, zaś dwa dni później świętowali na terenie rywala z Oświęcimia, po zwycięstwie nad miejscową Tauron Re-Plast Unią, z którą wygrali 3:1. Wydawało się, że podopieczni Andrieja Sidorienki będą na fali wznoszącej już do końca sezonu. Tak jednak się nie stało.

Przeciętne play-offy

Sezon zasadniczy trójkolorowi zakończyli na trzecim miejscu. Dlatego też po raz kolejny w ostatnich latach trafili na zespół z Sanoka. Choć bilans meczów w ćwierćfinale to cztery zwycięstwa z rzędu, to nie można powiedzieć, że ten awans był wywalczony bez walki. Szczególnie ciężkie spotkanie tyszanie rozegrali pierwszego dnia w Sanoku. Wtedy byli o krok od porażki, jednak instynkt snajpera Bartłomieja Jeziorskiego wlał nadzieję w tyskie serca po golu w ostatniej sekundzie trzeciej tercji, a w dogrywce zwycięstwo zapewniła nieszablonowa technika Alexandre’a Boivina.

Po wyeliminowaniu sanoczan, przyszedł czas na „Świętą Wojnę”. Pierwsze dwa mecze zakończyły się porażkami. Styl jednak pozostawiał wiele do życzenia. Oświęcimska Unia była w połowie drogi do finału, kiedy to tyszanie się przebudzili. Diabelska trzecia tercja w meczu numer trzy zapewniła im zwycięstwo. Dwa dni później zaś, udało im się wykorzystać atut swojego lodu po raz drugi. Wydawało się, że teraz inicjatywa leży po stronie drużyny z Górnego Śląska, nic bardziej mylnego. W Oświęcimiu wygrali gospodarze i byli o krok od wyeliminowania podopiecznych Andrieja Sidorienki. W szóstym meczu błysnął jednak kapitan – Filip Komorski, który zapewnił zwycięstwo swojej drużynie. W decydującym spotkaniu górą byli trójkolorowi, którzy awansowali do pierwszego od 2020 roku finału.

Co można napisać o finale? Był jednostronny, nie było w nim wiele historii. Najbliżej zwycięstwa tyszanie byli w drugim meczu, kiedy to ich nieskuteczność i świetna dyspozycja Johna Murraya zaważyła o ich porażce. Po czterech meczach, tyszanie odebrali swój dziesiąty srebrny medal w historii.

Mieszane uczucia

Podsumowując, tyscy kibice z pewnością mogą mieć powody do zadowolenia. W miarę równy sezon zasadniczy (poza początkiem), zdobyty Puchar Polski i srebrny medal na koniec sezonu. To na pewno budujące aspekty.

Rozczarować jednak może postawa tyszan w finale i półfinale play-off. Gdyby nie indywidualne wyskoki liderów drużyny, to zespół z Oświęcimia grałby w finale. Zaś w finale tyszanie zdołali się przeciwstawić zaledwie raz i w dodatku nieskutecznie. O ile po przyjściu do klubu Andrieja Sidorienki było widać powiew świeżości w grze tyszan, tak końcówka zeszłego sezonu była pozbawiona wszelkiego pomysłu na grę. Było to widać zwłaszcza przy grze w formacjach specjalnych, gdzie trójkolorowi kiepsko atakowali i przeciętnie się bronili. Mimo wszystko włodarze zdecydowali się przedłużyć kontrakt z białoruskim szkoleniowcem. Czy zostaną wyciągnięte wnioski? Czas pokaże.

Najnowsze artykuły

Kiepska selekcja i porażka w przeciętnej grupie. Selekcjoner popełnił kilka błędów

Patryk Paul

Drogie bilety, kiepski marketing. Tak (nie) buduje się polski hokej

Konrad Noworyta

Polska Liga Hokeja Kobiet. „Czy Pan Minister uważa że jest to uczciwe?”

Redakcja

Zostaw komentarz