Znajdziesz nas też tutaj:

Relacje

„Święta Wojna” pod deszczem pluszaków. Misie nie przyniosły szczęścia gospodarzom [WIDEO]

Po raz pierwszy w historii, kiedy GKS Tychy włączył się w organizację charytatywnej akcji Teddy Bear Toss, trójkolorowi ulegli swym rywalom. Pogromcą tej serii okazała się być Re-Plast Unia Oświęcim. Biało-niebiescy dopisali tym samym trzecie w tym sezonie zwycięstwo z tyszanami.

Dzisiejsza odsłona „Świętej Wojny” zapowiadała się niezwykle ciekawie nie tylko ze względu na animozje dzielące obydwa zespoły. Dziś na Stadionie Zimowym w Tychach kije skrzyżowały ze sobą przede wszystkim dwie bardzo dobre ekipy, które ostatnio wypracowały wysoką dyspozycję. Nieco większe ciśnienie mieli prawo odczuwać gospodarze, którzy z jednej strony nie przegrali jeszcze w trzeciej rundzie z PHL, a z drugiej – w tym sezonie nie wygrali jeszcze z biało-niebieskimi. Szczęście miały im przynieść… pluszowe misie. Tyszanie nie przegrali nigdy bowiem meczu, w ramach którego realizowano charytatywną akcję Teddy Bear Toss.

Pierwsza tercja upłynęła w znakomitym tempie, choć jako jedyni powody do optymizmu mieli przyjezdni. Obydwie drużyny od samego początku chciały zaprezentować swój ofensywny potencjał, a akcje przenosiły się spod jednej bramki pod drugą. Już w 7. minucie spotkania Kamil Lewartowski musiał wspiąć się na wyżyny swych umiejętności. Nieobstawiony przy słupku Daniił Oriechin otrzymał krążek i wydawało się, że stoi on przed pustą bramką. „Lewar” w tylko sobie znany sposób błysnął jednak fantastycznym refleksem i zdołał wyłapać „gumę”.

W odpowiedzi, niezwykle groźne uderzenie wyprowadził Jean Dupuy. 27-letni Kanadyjczyk wypalił z nadgarstka niczym z procy, a krążek zatrzymał się na poprzeczce. Po „strzałach ostrzegawczych”, nadeszło otwarcie wyniku. Zapewnij je Nikołaj Stasienko, który popisał się celnym uderzeniem z dystansu. Dokładnie dwie minuty później koronkową akcję przeprowadzili bracia Strielcowowie. Wasilij odegrał zza bramki do Aleksandra, a ten – mimo że w polu bramkowym znajdowało się dwóch tyskich obrońców – zdołał ich przechytrzyć i wpisał się na listę strzelców. Nie minęło 85 sekund, a Lewartowski ponownie musiał skapitulować po golu oświęcimskiego defensora. Tym razem mocnym strzałem na listę strzelców wpisał się Jegor Orłow.

Sytuacja trójkolorowych wydawała się być nie do pozazdroszczenia, a pogarszał ją dodatkowo fakt, iż do kolejnej odsłony tego pojedynku przystępowali oni w liczebnym osłabieniu. Udało im się jednak przetrwać ciężki okres, a gdy tyszanie stanęli przed swą pierwszą szansą w „power-playu”, zamienili ją na gola. Mroczkowski dograł do Szczechury, a ten strzałem bez przyjęcia wywołał lawinę pluszaków, jaka posypała się z trybun tyskiego Stadionu Zimowego. 

Podopieczni Krzysztofa Majkowskiego nie ustawali w swych dążeniach do dołożenia kolejnych trafień. Przyjezdni byli w szczególności zepchnięci do defensywy w końcówce tercji, kiedy to musieli ratować się wybijaniem krążka na uwolnienie. Tyszanie nie zdołali jednak przekuć optycznej przewagi w zminimalizowanie straty do rywala.

Trzecia tercja nie stanowiła niespodzianki dla osób, które śledzą ostatnie mecze ekipy dowodzonej przez Toma Coolena. Biało-niebiescy oddali bowiem pole gry rywalom, ograniczając się do rozsądnej gry w defensywie. Tak na dobrą sprawę, zwycięstwo biało-niebieskich zostało przypieczętowane na pięć minut przed końcową syreną. Jean Dupuy został wówczas ukarany podwójną karą mniejszą za atak wysokim kijem, a gospodarze nie mogli wiele wskórać, grając z jednym zawodnikiem mniej. Pożądanego efektu nie przyniósł także manewr z wycofaniem bramkarza. Oświęcimianie szybko zdołali odzyskać krążek, a „gumę” do pustej bramki posłał Aleksiej Trandin, ustalając tym samym wynik spotkania.

Za dwa dni czekają nas kolejne ligowe emocje. Unia będzie mogła pokusić się o atak na pozycję lidera tabeli, bowiem zmierzy się z GKS-em Katowice. Tyszan czeka z kolei wyjazd do Nowego Targu.

GKS Tychy – Re-Plast Unia Oświęcim 1:4 (0:3, 1:0, 0:1)
0:1 – Nikołaj Stasienko – Łukasz Krzemień, Aleksiej Trandin (14:10),
0:2 – Aleksandr Strielcow – Wasilij Strielcow, Krystian Dziubiński (16:10),
0:3 – Jegor Orłow – Nikołaj Stasienko (17:35),
1:3 – Alexander Szczechura – Christian Mroczkowski, Jason Seed (23:31, 5/4),
1:4 – Aleksiej Trandin – Łukasz Krzemień, Sebastian Kowalówka (58:54, do pustej bramki).

GKS: Lewartowski – Smirnow, Korczemkin; Gościński, Starzyński, Jeziorski – Seed, Kotlorz; Szczechura, Cichy, Mroczkowski – Pociecha, Biro; Wróbel, Galant, Sierguszkin – Michałowski, Bizacki; Witecki, Fieofanow, Dupuy.
Trener: Krzysztof Majkowski.

Unia: Saunders – Bezuška, Orłow; Themár, Da Costa, Oriechin – Glenn, Stasienko; A. Strielcow, W. Strielcow, Dziubiński – P. Noworyta, Paszek; Trandin, Krzemień, S. Kowalówka – Prusak, Kusak.
Trener: Tom Coolen.

Ostatnie artykuły